„Riverdale". Recenzja serialu (nie tylko) dla nastolatków

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla „Riverdale

 

 

Nie, nie musicie dobrze znać komiksu, by docenić atuty tej produkcji, choć lektura kilku albumów z pewnością pomoże docenić wszystkie nawiązania i „smaczki”, jakie serwują widzom twórcy serialu. Szczególnie warto sięgnąć najnowszej edycji z 2015 roku, do której serial mocno się odwołuje. Dlaczego? Bo - trochę jak w popularnych „Kłamczuchach” („Pretty Little Liars”) albo choćby popularnej „Gossip Girl” - bohaterowie są tu wyjątkowo piękni, modni i raczej dobrze sytuowani (przynajmniej tak można byłoby wnioskować po dwóch pierwszych odcinkach, które jak na razie mogliśmy zobaczyć). Z jednej strony twórcy sugerują, że akcja toczy się jak najbardziej współcześnie (vide: nowe modele telefonów komórkowych i samochodów), z drugiej - neony, małomiasteczkowa sceneria, jedyny bar w okolicy, a czasem i noszone przez niektórych bohaterów stroje przypominają nieco estetyką lata siedemdziesiąte, choć twórcy dekoracji potrafią sięgnąć do historii jeszcze głębiej. Ta mieszanka współczesności i nostalgii („Riverdale” to kolejny serial bazujący właśnie na nostalgii, podobnie jak hitowe „Stranger Things” z ubiegłego roku, choć jak na razie nieporównanie od niego słabszy) to pierwsza rzecz, która zwraca uwagę i która sprawia, że serial z przyjemnością obejrzą zapewne nie tylko nastoletni czytelnicy. 

 

Guilty pleasure

 Będzie to jednak raczej „guilty pleasure” (nie wiem, dlaczego, określenie „grzeszna przyjemność” nieszczególnie mnie przekonuje). Bo podstawa fabuły jest jasna: zauroczony nauczycielką nastolatek, będący obiektem zainteresowania wdzięcznej sąsiadki, z którą się wychowywał i której oświadczył się w wieku 8 lat, oraz „nowej dziewczyny w mieście”. Mamy tu średnio interesujące wątki szkolne, mamy sport i muzykę, mamy cheerleaderki i wszystkie te elementy amerykańskiej popkultury, które nam, Europejczykom, wydają się najzupełniej obce, które budzą w nas kompletnie w sumie nieuzasadnione poczucie wyższości, a równocześnie są po prostu zaskakująco atrakcyjne. Mamy też małą społeczność Riverdale, którą wstrząsa dramatyczne wydarzenie. 

 

trio

 

Szczypta kryminału

Pewnego bowiem dnia znika Jason Blossom - gwiazda szkolnego sportu, postać raczej mało sympatyczna. Płacze po nim siostra, jego zniknięcie powoduje także załamanie siostry Betty Cooper, wspomnianej już przyjaciółki Archiego. I w tym miejscu odchodzimy już od konwencji typowej produkcji dla młodzieży, okazuje się bowiem, że powody, by nie lubić Jasona, miało całkiem sporo osób i w świat nastolatków wdzierają się najzupełniej dorosłe problemy. 

 

kryminal

 

Niejednoznaczni bohaterowie

 Tak naprawdę w serialu najsłabiej wypada główny bohater. Na razie - przynajmniej - to typowy nastolatek, zmagający się z burzą hormonów, rozdarty między zauroczeniem nauczycielką, lojalnością wobec przyjaciółki a swoimi powinnościami. Z jednej strony - pasjonuje się sportem. Z drugiej - chce robić karierę muzyczną, a nadto jeszcze uważa, że nie może zawieść ojca, choć wie, że nie przejmie po nim rodzinnej firmy. O wiele bardziej interesująco wypadają dziewczyny, które się nim wyraźnie interesują. Betty mogłaby być typową „dziewczyną z sąsiedztwa” - słodką i właściwie nieciekawą. Rzecz w tym, że scenarzyści „obdarzyli ją” absolutnie koszmarną matką, serwującą jej popularny lek zawierający dekstroamfetaminę (wygooglajcie „Adderall”) i przebywającą w zakładzie zamkniętym siostrą, podobno załamaną po zniknięciu Blossoma. Jest też przybyła właśnie do miasta Veronica Lodge, która miałaby zadatki na szkolną gwiazdę, nękającą wszystkich przeciętniaków, ale rzekomo „nawróconą na dobrą drogę” (pytanie tylko, na ile szczerze?) 

 

casey


Tak naprawdę trudno w tym momencie wyrokować, na ile udaną produkcją okaże się „Riverdale”. Na razie to serial, który dość inteligentnie gra z konwencją i ze stereotypami, miejscami ciekawie je przełamując, choć momentami - niestety - popadając również w banał. Bardzo estetycznie filmowany, sprawnie zrealizowany, miejscami - dowcipny i urzekający sposobem prowadzenia narracji. Z pewnością nie tak - przepraszam - głupi, jak większość (nie tylko) amerykańskich produkcji dla nastolatek. Bez wątpienia - obiecujący. 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy