- Nie wierzę w nic poza ciężką pracą. Wywiad z Małgorzatą Karoliną Piekarską

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Nie znoszę nadęcia, gwiazdorzenia, myślenia, że jak się coś pisze, to jest się kimś niezwykłym. Dlatego słowa „twórczość” i „twórca” mnie irytują. Zawsze uważam, że powinno się je pisać przez „tfu” i wymawiać, plując. Lubię za to słowo „warsztat”, bo ono oddaje prawdę o zawodzie pisarza. To jest najbardziej „duposiadczy” zawód świata. Trzeba siedzieć i pisać - mówi Małgorzata Karolina Piekarska, autorka Tropicieli oraz Kursu dziennikarstwa dla samouków.

fot. Jędrzej Chmielewski



Powstanie Warszawskie nie jest najbardziej oczywistym tematem książki dla młodych czytelników. A jednak coraz częściej autorzy sięgają po tę tematykę. Dlaczego? Jak to się stało, że Pani zdecydowała się w swojej książce odwołać do Powstania Warszawskiego? To niełatwy temat - szczególnie odkąd co roku w początkach sierpnia przez Polskę przetacza się debata: „Powstanie: zwycięstwo czy klęska”.


Jestem z rodziny powstańczej. W Powstaniu brali udział mój dziadek, mój stryj, który zginął, mając lat niespełna 16, a którego krzyż z powstańczego grobu wisi na ścianie, zaś mój ojciec miał wtedy 12 lat i był posługaczem filii Szpitala Ujazdowskiego na Sadybie. Od dzieciństwa słyszałam zdanie koleżanki stryja z powstania, pani Haliny Surdyk-Brzozowskiej, które brzmiało: „Ilekroć rozum powstanie przeklnie, tylekroć serce ujrzy je w glorii”. Myślę więc, że debaty nad sensem powstania trzeba zostawić tym, którzy chcą się w takie debatowanie bawić. Ja nie chcę. Dla mnie fakt historyczny jest faktem. Było. Skończyło się klęską. Ale też ta klęska spowodowała, że powstał mit, na którym budowano między innymi mój patriotyzm. Zresztą patriotyzm poprzednich pokoleń też budowano na mitach wcześniejszych powstań narodowych, również zakończonych klęskami. Nazwa pomnika „gloria victis”, czyli „chwała zwyciężonym”, mówi sama za siebie. Jedna z pierwszych książek o powstaniu, jakie ukazały się na zachodzie, a którą od małego widziałam w domu, była autorstwa Janusza K. Zawodnego i nosiła tytuł: Nothing but honour, czyli w wolnym tłumaczeniu Nic prócz honoru. Ja jestem z tych, co to jak w książkach Stanisława Grzesiuka, przez życie idą boso, ale w ostrogach, czyli często unoszę się honorem. Uważam, że lepiej polec w chwale niż zwyciężyć i żyć w hańbie.


Poza tym - jestem warszawianką, a powstanie jest jednym z najważniejszych wydarzeń, jakie miały miejsce w historii mojego miasta w ostatnim stuleciu. Naturalne było, że w choć jednej mojej powieści powinno się znaleźć. Znalazło się w dwóch, bo w szczątkowej formie także w wydanym rok temu zbiorze kryminalnych opowiadań Czucie i Wiara, czyli warszawskie duchy.

Historia nie jest ulubionym szkolnym przedmiotem większości uczniów. Czy ma Pani poczucie, że kwestie historyczne jeszcze w ogóle interesują młodych ludzi?


Tak, ale wtedy, gdy ktoś im opowiada, jak kiedyś żyli ludzie, a nie gdy nauczyciel podaje suche daty i suche fakty, za którymi nie kryje się człowiek. Gdy opowiadałam o tym, że kiedyś dzieci mówiły do matki „pani matko” albo gdy mówiłam, jak 150 lat temu dwunastolatek dowiadywał się, że kobieta jest inaczej zbudowana niż mężczyzna, to słuchali z zapartym tchem. Bo przy tej okazji dowiadywali się, że pierwsza książka z anatomicznymi rysunkami ukazała się w Polsce w latach 80-tych XIX wieku. Że ludzie kąpali się raz w miesiącu i w tej samej wodzie cała rodzina. Dowiadywali się, że gdyby wtedy żyli, to za spytanie mamy o intymne sprawy klęczeliby na grochu lub mieli wygarbowaną skórę.


To właśnie są rzeczy, które interesują dzieciaki. Jak żyli kiedyś ludzie? Czy kochali tak, jak dziś kochają? W co bawili się ich rówieśnicy dwieście lat temu? I gdyby mówić im o tym, a potem dopiero o faktach typu wojna, pokój, rokowania pokojowe, to ta historia byłaby dla młodzieży bardziej „zjadliwa”.


Opowiadałam kiedyś gimnazjalistom, jak w 50-tych latach XIX wieku, niejaki Julian Borzym szlachcic z Podlasia, wówczas liczący lat dziesięć, (autor spisanego w latach 80-tych rewelacyjnego Pamiętnika podlaskiego szlachcica), by dowiedzieć się, czy prawdą jest, że naga kobieta nie wygląda tak samo jak nagi mężczyzna, wraz z bratem napadł na służącą i zdarł z niej siłą ubranie. Gdy to zrobił, obaj bracia zaniemówili, zobaczywszy ogrom nagiego ciała. Gimnazjaliści też zaniemówili. Od małego oglądają nagich rodziców i informacja, że kiedyś ktoś nie mógł widzieć nagiego człowieka była dla nich czymś ciekawym. Była wiedzą o tym, jak zmieniają się obyczaje.


Przy okazji pierwszego wydania Tropicieli, a więc już dawno temu, odbyłam szereg spotkań z dzieciakami poświęconych historii ich rodzin. Prowadziłam wtedy wymyślony przeze mnie konkurs: „Co wiesz o swojej rodzinie?”. Do dziś mam w domu świetne prace o babciach i dziadkach napisane przez moich czytelników. I ogromnie żałuję, że nie udało się zdobyć dofinansowania, by to się ukazało drukiem jako taki plon własnych, rodzinnych śledztw polskich nastolatków.

Pani jako dziecko dobrze znała historię swojej rodziny? Czy gdy uczyła się Pani w liceum, znała Pani postać Wacława Chodkowskiego? Miała Pani o jego twórczości pojęcie, czy po prostu wiedziała Pani, że to jeden z dalekich krewnych? Bo historia w szkole była chyba wówczas zbyt upolityczniona, by mogła być naprawdę interesująca…


Co do Wacława Chodkowskiego, to wiedziałam o nim od zawsze, bo od zawsze w domu były jego obrazy. Wiedziałam też, że był strasznym kobieciarzem. A nawet moja babcia ze strony mamy była nim zafascynowana, bo widziała go w 1929 roku na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu i tak się w niego wpatrywała, że dziadek, myśląc, że zachwyca się jego malarstwem, ufundował babci portrecik jego autorstwa. Po latach, gdy mama została żoną taty, odkryła, że portrecik jej matki namalował kuzyn ojca. Spytała babcię o historię obrazka i dowiedziała się, że zdaniem babci, był to najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziała. Wpatrywała się w niego codziennie, spacerując po terenie wystawy.


Co do historii w szkole… Wydaje mi się, że gdy ja chodziłam do szkoły (lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte), to historia nie była upolityczniona tak, jak się dziś wydaje. Myślę nawet, że teraz jest więcej propagandy i jest ona czasem nawet bardziej nachalna. Wtedy bywali światli nauczyciele. Uczyły też napisy na ścianach lub wyryte na ławkach: „Pomścimy Katyń.” W podstawówce pani od historii mówiła nam, byśmy o pewne rzeczy pytali w domu. Sama nie opowiadała o nich. Pewnie dlatego, że nie wiedziała, kim byli rodzice dzieci, które siedzieli przed nią w ławce i co te dzieci w domu mogły powtórzyć. Ale pamiętam, że czytała z podręcznika o 17 września 1939, gdzie było napisane, że wojska radzieckie wzięły w obronę przed napierającymi wojskami niemieckimi ziemie na wschodzie i mówiła, byśmy dowiedzieli się prawdy w domu.


W liceum to były już czasy mszy za ojczyznę, pogrzeb Grzegorza Przemyka, pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki, który uczył religii niektórych uczniów z naszej klasy, więc


poprzednia
- [1] [2] [3] [4] -


Zobacz też:

Publicystyka - Żyję swoim bohaterem. Wywiad z Pino Farinottim Żyję swoim bohaterem. Wywiad z Pino Farinottim - W mojej powieści mówię o „ufności”. Aby jej strzec, trzeba się bronić przed mediami, przede wszystkim przed telewizją, która żeruje na twoich słabościach. Ważne jest, aby zachować jasność więcej...
Publicystyka - - Poczuciem humoru przeganiam nudę. Rozmowa z Renatą Piątkowską - Poczuciem humoru przeganiam nudę. Rozmowa z Renatą Piątkowską - Każdy z nas ma w sobie małe dziecko, tylko czasami nie chcemy dopuścić go do głosu. Jesteśmy przecież dorośli, a więc ważni i zasadniczy. A gdyby tak jednak spróbować? Przypomnieć sobie, jak chodziłyśmy więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
agatrzes2016-04-11 11:59:34
avatar
Ciekawa rozmowa
odpowiedz
emilly262016-04-11 11:59:34
avatar
Podoba mi się otwartość Pani Małgorzaty. Wywiad wzbudza zainteresowanie.
odpowiedz
martucha1802016-04-11 11:59:34
avatar
Mnie też najbardziej interesuje w historii, jak dawniej żyli ludzie, zwłaszcza w starożytności i średniowieczu. A ten list... cudny!
odpowiedz
emilly262016-04-11 11:59:34
avatar
Pani Karolina zaciekawiła mnie swoją osobowością i z tego co czytam ma podejście do czytelnika nie tylko dorosłego, lecz mniejszego.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów