Życie jest utkane z emocji. Rozmowa z Aleksandrą Tyl

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Piszę odkąd pamiętam. I choć pracowałam w różnych zawodach, to pisanie zawsze mi towarzyszyło. Najpierw dorywczo, hobbystycznie, potem coraz mocniej, lecz w innym obszarze niż książki (felietony, krótkie formy publikowane w niszowych pismach), aż wreszcie życie poprowadziło mnie ścieżką pisania właśnie ku powieściom. Dlaczego obyczajowym? Bo tak mi na tamten moment w duszy zagrało. I dalej tak mi gra - mówi Aleksandra Tyl, autorka powieści Magiczne lato i Karmelowa jesień.

koleżanka wyrazi tę emocję tak samo. Ona być może stłumi ją w sobie i nawet nie będzie potrafiła doprecyzować, dlaczego w danym momencie czuje się źle. Albo zacznie przerabiać ją w głowie, po cichu, analizując sytuację, która doprowadziła ją do stanu, w jakim się znalazła.


Wszystko zależy od charakteru człowieka – dlatego w książkach nierzadko wyraża się emocje poprzez zachowanie bohatera. Czasem to właśnie ono ma większą siłę oddziaływania niż opis.



Twoi czytelnicy to chyba przede wszystkim kobiety. Bierzesz pod uwagę, że napiszesz kiedyś książkę, której głównym bohaterem będzie mężczyzna?


Tak, rzeczywiście, kobiety stanowią jakieś 95% moich czytelników. I nie ma co się dziwić, bo przecież faceci wolą książki sensacyjne, szpiegowskie, wojenne. A jednak od jakiegoś czasu zauważam wzrost liczby mężczyzn sięgających także po obyczajówki. Dlaczego tak się dzieje? Być może pragną zajrzeć na chwilę do tego bardziej delikatnego świata, zrelaksować się, odpocząć od typowo męskich strzelanek i szalonych pościgów. A być może dostrzegają w tym dużą korzyść także i dla siebie – dzięki czytaniu powieści obyczajowych mogą dowiedzieć się czegoś o kobietach. Może właśnie to ich intryguje?


Co do głównego bohatera męskiego, to nie wykluczam. Mam rozpoczętą jakiś czas temu powieść, która zawieruszyła się w domu rodziców i którą niedawno odnalazł mój tata. Odkąd ją przeczytał naciska, żebym do niej wróciła. To komedia, gdzie bohaterem jest właśnie mężczyzna. Może przyjdzie i na niego pora.



Czy pisanie którejś z książek było dla Ciebie szczególnie trudne? A może z którejś z nich jesteś wyjątkowo dumna?


Trudne chwile zazwyczaj nachodzą mnie po kilku miesiącach pisania książki. W tym czasie już doskonale wiem, jak ona się skończy, w głowie mam wszystko podomykane, a tymczasem fizycznie trzeba ją przecież napisać. Wówczas nadchodzi kryzys, zmęczenie. Zazwyczaj wtedy marzę o tym, żeby mieć czarodziejską maszynę, która moje myśli przeleje na papier, a ja mogłabym zająć się kolejną powieścią, pełna świeżych pomysłów i nowych bohaterów. Na szczęście te kryzysy mijają, czasem wystarczy kilka dni wolnego, żeby na nowo usiąść do klawiatury i pisać dalej.


Co do dumy, to powiem nieskromnie, że lubię wszystkie moje książki i mogę je polecić jako dobrą lekturę dla czytelników, którzy lubią okraszone humorem powieści obyczajowe. Szczególnie zaś oczywiście polecam ostatnie, czyli Magiczne lato i Karmelową jesień, w których różnorodność wątków i bohaterów pozwala, mam nadzieję, oderwać się od naszej niezbyt przyjemnej słotnej aury za oknem.



Kiedy skończysz pisanie książki, to…


Oj, to wtedy odczuwam potrzebę, żeby wyjść, zrelaksować się, wypić butelkę wina z przyjaciółmi. Zrobić sobie mały urlop od pisania. Urządzić maraton filmowy, nadrobić zaległości czytelnicze, pójść na zakupy i łazić po sklepach cały dzień.



Jest temat, którego w powieściach nie chciałabyś poruszać?


Myślę, że niejeden. Ale to wszystko się zmienia. Tematy, które niegdyś były mi odległe i mogłabym zarzekać się, że nigdy ich nie poruszę, mogą w pewnym momencie okazać się przystępne. Jako człowiek dojrzewam i nabieram doświadczeń i podobnie jako pisarz. Dlatego trudno mi w tej chwili definitywnie odżegnać się od jakiegoś tematu. Nigdy nie mów nigdy, jak brzmi mądre przysłowie.



Jedna z Twoich bohaterek, Iza, wyjechała z Warszawy i znalazła szczęście w Skotnikach. Na ile bliskie są Ci właśnie wiejskie realia? Nie myślałaś kiedyś, by rzucić wszystko, znaleźć swoje miejsce gdzieś na prowincji, uciec od zgiełku, gwaru i wiecznej gonitwy? A może poza miastem byłoby Ci po prostu zbyt nudno?


Jestem typowo miejskim zwierzęciem, lubię tę dynamikę, puls miasta, dlatego nie potrafiłabym wyprowadzić się na stałe na wieś. Gonitwa, o której mówisz, bywa męcząca i rzeczywiście jest odczuwalna. Czasem mam ochotę rzucić wszystko i mieć święty spokój, ale potem zauważam, że ten rytm mam chyba już w krwiobiegu i nie potrafiłabym długo bez niego funkcjonować. Odpocząć, spędzić wakacje – tak, ale zamieszkać na wsi – nie. Szczególnie jako sowa doceniam możliwości, jakie daje metropolia. Kiedy zabraknie mi czegokolwiek, mam pod nosem mnóstwo sklepów czynnych całą dobę, zdarza się, że zakupy robię po północy. To oczywiście najprostszy z przykładów, jednak myślę że trafny.


Ale uwielbiam też wieś, z jej spokojem, przewidywalnością, monotonią. Jest mi bliska, bo właśnie na wsi, w Skotnikach, mieszkała niegdyś moja babcia i tam, w pałacu opisanym w Alei Bzów, spędzałam wakacje. Beztroskie dzieciństwo zawsze zostaje pod skórą i zawsze chce się do niego wracać. Dlatego z przyjemnością wyjeżdżam na wieś i upajam się niespiesznym klimatem, który tam panuje. Miasto i wieś to dwa różne światy i żaden z nich nie jest lepszy ani gorszy. Są po prostu inne i równie piękne w zależności od perspektywy.

Masz jakiś sprawdzony sposób na uprzyjemnienie tych dni, kiedy za oknem jest raczej ponuro i „karmelowa jesień" wydaje nam się raczej daleka?


Niestety, niezbyt to zdrowe, ale moim sposobem na uprzyjemnienie ponurych dni są właśnie słodycze. Codziennie wprowadzam dietę „od jutra”. Zawsze znajduję milion powodów, dla których warto zjeść szarlotkę, sernik, czekoladkę lub karmelową pralinkę. Ale od jutra, oczywiście, przechodzę na dietę!



Było już Magiczne lato, Karmelowa jesień. Czas na zimę?


Czas na zimę! I zima się pisze…


- [1] [2] -
następna


Zobacz też:

Publicystyka - - Bywamy gorsi niż zwierzęta. Wywiad z Przemysławem Piotrowskim - Bywamy gorsi niż zwierzęta. Wywiad z Przemysławem Piotrowskim - Świry, psychopaci, zwyrodnialcy zawsze byli, są i będą. Historia zna wielu władców, którzy lubowali się w katowaniu ludzi i mordowaniu całych nacji. Dziesiątki ludzi codziennie giną w niewyjaśnionych więcej...
Publicystyka - Osaczyć tożsamość. Wywiad z Carlem Frodem Tillerem Osaczyć tożsamość. Wywiad z Carlem Frodem Tillerem - Zostałem pisarzem częściowo dlatego, że miałem silną potrzebę wyrażenia czegoś, czego nie udało mi się wyrazić na inne sposoby. Częściowo też dlatego, że - ogólnie to ujmując - łatwiej mi przychodziło więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
cichebabum2016-11-17 13:48:01
avatar
Bardzo ciekawy wywiad:-). Dziękuję. Wszystkiego dobrego Pani Aleksandro:-).
odpowiedz
azetka792016-11-17 13:48:01
avatar
emocje nie są ani złe, ani dobre... emocje po prostu są... a to od nas zależy co z nimi zrobimy...
odpowiedz
emilly262016-11-17 13:48:01
avatar
Ostatnia odpowiedź najbardziej mi się podoba:)
odpowiedz
martucha1802016-11-17 13:48:01
avatar
A po zimie będzie jesień...?
odpowiedz
kanon242016-11-17 13:48:01
avatar
Życie utkane jest z emocji, tak jest , ze najlepiej zapamiętujemy wydarzenia którym towarzyszyły emocje . Najciekawsze są książki, wiersze filmy - działające na nasze emocje . Prózny trud twórców , których twórczość jest pozbawiona emocji
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Książka, dzięki której pokochasz książki. Nawet, jeśli nie lubisz czytać
Pax
Nieja i ja
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów