Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

SiM
« powrót

Publicystyka - Obrazek

Nominowany do Oscara w kategorii najlepszego filmu „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” to baśniowa opowieść o przemijaniu i nieuchronności śmierci. To film poruszający i trzymający w napięciu – mimo iż trwa niemal trzy godziny.

Tytułowy bohater Benjamin Button jest człowiekiem wyjątkowym. Przychodzi na świat w Stanach Zjednoczonych w dzień zakończenia I Wojny Światowej. Tyle, że rodzi się, mając ponad osiemdziesiąt lat. Dziecko o twarzy starca budzi grozę w jego ojcu, który porzuca syna na schodach domu opieki. Nazwany przez pracującą w ośrodku opiekunkę imieniem Benjamin chłopiec z pozoru idealnie pasuje do tutejszych pensjonariuszy – wydaje się, że tak jak wszyscy mieszkający tu starcy nie ma już wiele życia przed sobą. Z czasem jednak okazuje się, że gdy wszyscy wokół coraz bardziej się starzeją, Benjamin – młodnieje. Jak przebiegać będzie życie toczące się niejako od końca? Czy można być szczęśliwym, mając szczególnie bolesną świadomość momentu, kiedy się umrze? Czy w takiej sytuacji można ułożyć sobie życie, przeżyć prawdziwą miłość, założyć rodzinę? Na wszystkie te pytania odpowiedzi znaleźć można w filmie Davida Finchera.

Fincher – reżyser specjalizujący się przecież przede wszystkim w kinie sensacyjnym, thrillerach czy filmach grozy – poradził sobie z realizacją dramatu wyjątkowo dobrze. Napięcie nie ustaje tu nawet na moment – zwłaszcza ostatnią godzinę, którą wypełnia gorączkowy wyścig z czasem, ogląda się z ogromnym zainteresowaniem.

Zachwycająca jest tu scenografia znakomicie ujęta w obiektywie Claudio Mirandy, za którą zresztą Donald Graham Burt i Victor J. Zolfo również zostali nominowani do nagrody Akademii. Zmieniające się otoczenie podkreśla jeszcze mocniej upływ czasu – a przecież w filmie Finchera możemy oglądać niemal cały XX wiek. Wspaniałe są także charakteryzacja i kostiumy – twarz i cała postać Brada Pitta oraz innych aktorów kreujących tytułową rolę zmienia się diametralnie, wciąż jednak kluczowe ich elementy pozostają widoczne, pozwalając rozpoznać bohatera na pierwszy rzut oka.

Jednak „Benjamin Button” to przede wszystkim znakomite aktorstwo. Pitt gra doskonale, po raz kolejny udowadniając (potwierdzeniem – nominacja do nagrody Akademii), że na ekranie potrafi nie tylko dobrze wyglądać. Aktor ten bardzo mocno się w ostatnim czasie rozwija – najpierw grając parodię typowych dla siebie ról w komedii „Tajne przez poufne” braci Coen, teraz zaś pokazując pełnię swych talentów dramatycznych. Dobra jest Cate Blanchett jako ukochana głównego bohatera, a Tilda Swinton w charakterystycznej choć drugoplanowej roli brytyjskiej arystokratki zachwyca jak zwykle. Również Taraji P. Henson jako pragnąca uchylić nieba całemu światu przybrana matka Buttona – po raz pierwszy w karierze nominowana do Oscara – jest wyjątkowo wiarygodna.

Tak jak każdy z bohaterów odgrywa pewną rolę w życiu Benjamina, tak każdy człowiek ma swoje zadanie do spełnienia, określone przeznaczenie, los: coś, co odróżnia go od innych – zdają się powtarzać za Fitzgeraldem twórcy filmu. Nieważne, jak dziwnym i nierealnym mogłoby się to wydawać. Jeden pływa, ktoś inny tańczy lub wytwarza zegary, w kogoś innego siedmiokrotnie uderzy piorun, by uświadomić mu, jak wielkie ma szczęście, że żyje. Nieważne też, czy z upływem czasu lat nam przybywa, czy ubywa – niezależnie od tego, co nam jest w życiu przeznaczone – i tak skazani jesteśmy na to, że w końcu zmyje nas rzeka czasu. To jednak nie jedyne przesłanie filmu Finchera. Co pewien czas epizodyczni bohaterowie filmu podsumowują swoją w nim rolę poprzez wypowiadanie tak zwanych „złotych myśli” – swoistych przesłań lub mikroprzesłań składających się na treść filmu. Wszystko to składa się na obraz głęboki, skłaniający do refleksji, bardzo nastrojowy.

Kłopot też w tym, że twórcy tak bardzo skupili się na temacie przemijania i na osobie głównego bohatera, że wydaje się, iż jedynym problemem, z jakim zmaga się człowiek, jest upływ czasu. Życie rodzinne, kłopoty finansowe, praca – wszystko to schodzi jakby na plan dalszy. „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” to więc obraz bardzo dobry – czy jednak nie trochę zbyt prosty, zbyt nierealny, nawet – baśniowy, by uznany został za najlepszy film 2008 roku?


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Wyboista Wyboista "Droga do szczęścia" Najnowszy film Sama Mendesa „Droga do szczęścia” („Revolutionary Road”) to poruszający obraz amerykańskiej klasy średniej. I choć akcja filmu rozgrywa się w latach 50-tych, to diagnoza postawiona więcej...
Publicystyka - Sin City. Miasto grzechu Sin City. Miasto grzechu "To miasto przyciąga ludzi bezwzględnych, zdeprawowanych i ze złamanym sercem. Niektórzy nazywają je mrocznym. Inni nazywają je domem. Skorumpowani gliniarze. Seksowne ulicznice. Zdesperowani samozwańczy więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Eliszeba2009-02-03 13:14:44
avatar
A czyż nie jest tak naprawdę, że największym problemem człowieka jest upływ czasu? Każdemu z nas doskwiera przemijanie i często usprawiedliwiamy się, że bylibyśmy inni, gdybyśmy mieli więcej czasu. A największą sztuką okazuje się dobrze wykorzystać ten czas, który został nam dany.
odpowiedz
Deremyth2009-02-03 13:14:44
avatar
Uwielbiam filmy Davida Finchera, a ten jest jednym z moich ulubionych. Pokazana na początku filmu historia dworcowego zegara, którego wskazówki poruszały się wstecz bardzo podziałała na moją wyobraźnię i do tego czasu jest ona dla mnie bardzo symboliczna.
odpowiedz
dayna152009-02-03 13:14:44
avatar
Do obejrzenia
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów