Człowiek, który odnalazł Troję

granice_pl
« powrót

Publicystyka - Obrazek

Czternastego czerwca 1873 roku Henryk Schliemann dokonał odkrycia, które trwale zapisało się w historii archeologii. Odnalazł wówczas tak zwany skarb Priama i prawdopodobną lokalizację opisywanej przez Homera Troi, którą wcześniej uważano za miejsce jedynie legendarne. Jednak całe życie tego znającego kilkanaście języków kupca i archeologa-amatora stanowi materiał na niezwykłą przygodową historię. Przedstawiamy pierwszą część opowieści Zenona Kosidowskiego, autora książki Gdy słońce było bogiem. Przeczytaj również część drugą - "Jak odnaleziono skarb Priama?"

Pasjonaci i rabusie


W XIX wieku archeologia nie była jeszcze nauką posiadającą własne, precyzyjne metody. Stawiała ona wtedy pierwsze, niepewne kroki. Najwybitniejsi jej pracownicy częstokroć nie mieli specjalnych wyższych studiów ani też przy poszukiwaniach nie posługiwali się żadną wypracowaną metodą, co więcej, zdarzało się nawet, że nie mieli w ogóle wykształcenia.


A jednak dokonali oni odkryć przełomowych. Dzięki nim wyłoniły się z zagubionej przeszłości bogate niegdyś kultury, wymarłe miasta, ruiny świątyń i pałaców, zapomniane dzieła sztuki, o jakich głucha wieść zachowała się tylko w mitach, legendach i poezji, a do których większość historyków odnosiła się jak do bajek pozbawionych podstaw realnych.


Co sprowadziło tych ludzi na drogę poszukiwań archeologicznych? Byli wśród nich z pewnością zwykli awanturnicy, którym przyświecały bardzo prozaiczne cele – stworzenie sobie łatwego życia kosztem zdobytych skarbów. Tych spotykał przeważnie zawód, a jeśli nawet dokonali jakichś odkryć, to pozostały one nieznane, gdyż ukrywali je, aby rabunek nie wyszedł na jaw. Ale byli również i fantaści, marzyciele, których cechował duch odkrywczy. Raz opanowani przez jakąś wielką ideę, z niezłomnym uporem urzeczywistniali swoje cele pozornie fantastyczne, głusi na kpiny i perswazje otoczenia. W większości wypadków to, co powszechnie uważano za naiwność i niedorzeczną pasję, okazywało się niezawodnym instynktem, prowadzącym ich prostą drogą do rewelacyjnych odkryć. Ci rzekomi nieucy byli w istocie rzeczy niepospolitymi ludźmi, obdarzonymi żywym, twórczym umysłem; odznaczali się ponadto nie tylko mocnymi, bujnymi charakterami, lecz również mrówczą pracowitością i niezachwianą wiarą w słuszność swoich zamierzeń.



Przyjaciel Achillesa


Przedstawicielem tego typu odkrywców był Henryk Schliemann (1822–1890), jeden z wybitniejszych archeologów XIX wieku. Jego życiorys jest jakby wyjęty z fantastycznej powieści awanturniczej; gdyby jakiś autor wymyślił to, co ten człowiek przeżył, pomawiano by go z pewnością o zbyt wybujałą wyobraźnię.


Ojciec Schliemanna był ubogim pastorem protestanckim w małym miasteczku Meklenburgii. Ubóstwo jego nie było zresztą całkiem niezawinione: stary pastor zbyt często zaglądał do kieliszka.W dodatku był wdowcem, mającym na utrzymaniu sześcioro dzieci. Warunki domowe, w których mały Henryk spędził swoje pierwsze lata życia, nie sprzyjały więc jego rozwojowi.


Ale stary Schliemann miał jedną niepowszednią zaletę, wyróżniającą go spośród szarego otoczenia: był zapamiętałym wielbicielem Homera i tę miłość wpoił Henrykowi od wczesnej młodości. Wśród gwaru dzieciarni i śpiewek zawsze podchmielonego pastora postacie Agamemnona, Achillesa, Odyseusza i Menelaosa powtarzały się jak imiona najbliższych osób z rodziny.


W roku 1829 siedmioletni Henryk otrzymał na Gwiazdkę Historię powszechną Jerrera, wspaniałą księgę, ozdobioną całostronicowymi reprodukcjami stalorytowymi. Główka chłopca z bujną czupryną pochyliła się w wielkim skupieniu nad obrazkiem, przedstawiającym płonącą Troję, z której uchodził Eneasz ze zniedołężniałym ojcem - Anchizesem na plecach. I oto posłuchajmy, jak wspomina tę chwilę sam Henryk w swojej książce Ilion:


– Ojcze – pyta chłopiec – czyż nie mówiłeś mi, że Troja została zrównana z ziemią?


– Tak jest…


– I że nic z niej nie pozostało?


– Zupełnie nic…


– Ale Jerrer musiał widzieć Troję, bo jakżeby inaczej mógł ją narysować?


– Henryku, przecież to obrazek narysowany z wyobraźni.


Chłopiec zadumał się przez chwilę, a potem znowu zapytał:


– Ojcze, czy Troja miała takie ogromne mury, jak to widać na obrazku?


– Prawdopodobnie tak.


–Wtakim razie – zawołał chłopiec triumfująco – nie mogły one zniknąć bez śladu. Resztki tych murów muszą znajdować się gdzieś ukryte pod ziemią. O jakżebym chciał je odkopać! Ojcze, pewnegodnia pojadę tam i odkopię je!


Stary Schliemann, znużony pytaniami dziecka, odburknął:


– Wcale by to mnie nie zdziwiło… A teraz siedź cicho, chciałbym trochę pospać.



Z biedą za pan brat


Mały Henryk rwał się bardzo do nauki, ale pijaństwo ojca spowodowało, że nędza zaczęła zaglądać do ich domu. Toteż w czternastym roku życia musiał porzucić szkołę i pójść jako praktykant do sklepu kolonialnego w miasteczku Fürstenberg. Pracował tam przez z górą pięć lat, sprzedając śledzie, wódkę, mleko i sól, zamiatając sklep i dźwigając ciężary ponad siły.


Harowałem – pisze w swoich wspomnieniach – od piątej rano do jedenastej wieczorem i nie miałem jednej wolnej chwilki, by czegoś się nauczyć.


Pewnego dnia, kiedy był sam w sklepie, wszedł chwiejnym krokiem, będąc pod dobrą datą, znany w miasteczku oryginał, młynarz Niederhoff. Był on kiedyś pastorem, ale z powodu pijaństwa został przez władze kościelne pozbawiony godności duchownej. Zataczając się, podchmielony klient stanął niczym aktor w bohaterskiej roli i zaczął po grecku skandować Homera. Wprawdzie Henryk nic nie rozumiał, ale śpiewna, rytmiczna kadencja heksametrów podziałała na niego jak upajająca, egzotyczna muzyka. Słuchał z pałającymi oczami, nie mogąc dość nasycić się czarodziejskim rytmem nieznanego mu języka. Ilekroć deklamator chciał zaniechać dalszej recytacji, Henryk drżącą ręką wygrzebywał z kieszeni ostatnie grosze i dla zachęty kupował mu wódkę. Magię tej chwili przerwał dopiero właściciel sklepu, który zjawił się znienacka i wyprosił pijaka za drzwi.


Odtąd – pisze Schliemann – nie przestałem się modlić do Boga,abym za jego łaską doznał szczęścia nauczenia się języka greckiego.


Chłopiec marzył teraz tylko o Homerze. Ze swoimi rówieśnikami rozmawiał jedynie o Troi i o zamiarze udania się kiedyś na poszukiwanie jej ruin. Doszło do tego, że cała młodzież miasteczka uważała go za dziwaka i pokpiwała z niego setnie.


Jedynie tylko córka sąsiada-chłopa, Minna Meincke, potraktowała poważnie jego zamierzenia i z uwagą słuchała marzycielskich zwierzeń. Młodzi zaprzysięgli sobie niebawem dozgonną miłość i przyrzekli pobrać się, gdy dorosną. Wolny czas spędzali przeważnie na wycieczkach do średniowiecznego zamku Ankershagen, gdzie, jak głosiło podanie ludowe, rycerz-rozbójnik Henning von Holstein zakopał wielkie skarby, zrabowane na rozstajnych drogach wędrownym kupcom. Henryk postanowił skarby te wykopać i za uzyskane pieniądze udać się na poszukiwanie ruin trojańskich.



Nauka i praca


Tymczasem stosunki rodzinne pogorszyły się do tego stopnia, że nie mógł już dłużej pozostawać w domu. Udał się więc do Hamburga i przyjął pracę u pewnego kupca kolonialnego. Ale obowiązki praktykanta sklepowego okazały się tym razem ponad jego siły. Gdy przy podnoszeniu beczki ze śledziami rzuciła mu się krew gardłem, musiał poszukać sobie innego zajęcia. Przypadek chciał, że odpływał właśnie do Wenezueli żaglowy bryg towarowy „Dorothea”. Nie namyślając się długo, poszedł do kapitana i postarał się o posadę chłopca pokładowego. Na pełnym morzu zaskoczyła ich jednak gwałtowna burza i bryg zaczął tonąć. Henryk wraz z ośmioma towarzyszami znalazł się w szalupie ratunkowej. Wzburzone fale miotały nimi przez dziewięć godzin, aż wreszcie wyrzuciły ich na brzeg Holandii. Wycieńczonych rozbitków umieszczono w szpitalu w Amsterdamie.


Przyszedłszy po kilku dniach jako tako do siebie,


poprzednia
- [1] [2] [3] -


Zobacz też:

Publicystyka - Ani słowa o śmierci. Wisława Szymborska Ani słowa o śmierci. Wisława Szymborska Po co mamy się dowiadywać o wszystkich tych sprawach, wobec których i tak pozostaniemy bezsilni, a nasz odruch emocjonalny służy zaledwie egoistycznej poprawie samopoczucia zarówno „producenta” więcej...
Publicystyka - Kobieta i życie, czyli porady dla piękniejszej połowy świata dawne i dzisiejsze Kobieta i życie, czyli porady dla piękniejszej połowy świata dawne i dzisiejsze  Przy końcu ubiegłego stulecia kobiety nie miały wstępu prawie do żadnego z wolnych zawodów nietylko w Polsce, ale i na zachodzie Europy. Wyjątek stanowiło jedynie tak tradycyjne zajęcie, jak nauczycielstwo więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów