Bo to co jest istotne nazywa się obywatel

azathar
« powrót

Osiąganie kompromisów chyba leży w ludzkiej naturze. Bo kompromis jest słowem kluczem, słowem który otwiera drzwi do merytorycznej debaty (o której dzisiaj zapomina się coraz częściej). W imię politycznego hedonizmu i relatywizacji zasad publicznej debaty poszły w ruch noże, oszczerstwa, kłamstwa, kpiny i łgarstwa. Jeszcze nigdy władza nie stała na granicy kompromitacji tak jak dzisiaj. To obrzydliwe i upokarzające dla Polaków zmuszonych słuchać tego języka pełnego nienawiści i sarkazmu, osobiście dla mnie gorsze od wiecznie optymistycznej propagandy czasów PRL. Więc pytanie „w jaki sposób mamy dzisiaj taki język polityki jaki mamy?” nasuwa mi bardzo szybko prostą odpowiedź – ano mamy ponieważ naszym politykom na to pozwoliliśmy. Bo idea społeczeństwa obywatelskiego jest dzisiaj ciągle tematem o minimalnym zasięgu, głęboko rozumianym i akceptowanym przez samozwańczych moralnych rewolucjonistów. Dziś, zupełnie jak za czasów komunizmu, polityka ludzka po dojściu na szczyt upragnionej władzy, staje się polityką zamkniętą. Zamkniętą na tłumaczenie się ze swoim decyzji, na rozliczanie się z wyborcami ze swoich obietnic. Gdy człowiek zostaje posłem, ludzkość traktuje jak osłów. Nie tłumaczyć, nie wyjaśniać. Kompletne ignorancja i lekceważenie. „Odzyskać państwo!” z tym hasłem Wiktor Osiatyński utożsamiał książkę „Rzeczpospolita obywateli” która stała się dla mnie światłem przewodnim w dzisiejszej mętnej relacji polityk-wyborca. A może nie mętnej a atroficznej. Albo mętnie atroficznej. Stała się dla mnie przewodnikiem po granicy styku polityków z ludźmi. Ale Polityków a nie polityków. Posłów a nie posłów. Marzy mi się Państwo gdzie premier jest premierem rządu Rzeczpospolitej Polskiej której istotą są jej obywatele. Gdzie język polityki jest językiem szacunku i zrozumienia dla słów innych. Gdzie krytyka jest krytyką merytoryczną a nie emocjonalną kawalkadą oszczerstw (nazywanych przez mnie kiełbasianą propagandą gdy zbliżają się wybory). Państwo prawa i sprawiedliwości a nie prawie prawa i prawie sprawiedliwości. Marzy mi się państwo liberalne. Gdzie polityce nie będą jak turecki basza, rozwaleni w swych ławach poselskich bez świadomości, że gdy skończy się kadencja, ich lenistwo i pogarda nie zostaną rozliczone. Czy marzy mi się utopia? Bez komentarza


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Kilka słów o ... kobietach Kilka słów o ... kobietach Z ust kobiety wręcz wylewa się potok słów, a gdy dociera on do mężczyzny, ona wnikliwie obserwuje, jak poradzi sobie jej wybranek z rozszyfrowaniem skomplikowanego ciągu znaków. więcej...
Publicystyka - Czy kto woli, czy nie woli - bileciki do kontroli! Czy kto woli, czy nie woli - bileciki do kontroli! Wysiadam z tramwaju linii 41. Obok mnie dumnie kroczy osoba, która pewnie wielu użytkownikom sieci komunikacyjnych kojarzy się mało przyjemnie. Bo obok mnie idzie kontroler (ściśle biorąc - kontrolerka) więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Sarna2007-11-05 13:12:53
avatar
Oj, raczej marzenie Twoje to, niestety, jednak...utopia...Przy polityce, jaką prowadzą nasi politycy i ich wizji Polski, dalekie jest od zrealizowania " idealnego PAŃSTWA...tym bardziej, że to pojęcie jest bardzo względne, wątpię, czy wogóle takie Państwo idealne istnieje. Pozdrawiam :)
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów