Jak odnaleziono skarb Priama?

granice_pl
« powrót

Publicystyka - Obrazek

W roku 1870 Henryk Schliemann udał się wraz z żoną do Azji Mniejszej i nad brzegiem Hellespontu zabrał się do pierwszych na poważną skalę zakrojonych poszukiwań archeologicznych. Ku uciesze przyglądającej mu się gawiedzi, przystąpił do dzieła w nader osobliwy sposób. Z Iliadą w ręku, niby geometra z planem topograficznym, wymierzał odległości, aby ustalić, gdzie według wszelkiego prawdopodobieństwa mogła znajdować się Troja, którą drużyny Agamemnona po dziesięcioletnim oblężeniu zdobyły podstępem i obróciły w perzynę. Czy jego rozumowanie było rzeczywiście tak naiwne, jakim mogłoby się wydawać? Jak wyglądały kulisy odnalezienia Grodu Priama i legendarnego trojańskiego skarbu? Oto opowieść Zenona Kosidowskiego, autora książki Gdy słońce było bogiem.

Postępowanie Schliemanna nie było w rzeczywistości tak naiwne, jak by się to z pozoru wydawało. Krył się za nim cały arsenał argumentów rzeczowych i przekonywających, przynoszących rozumowaniu Schliemanna zaszczyt. Pójdźmy szlakiem tego rozumowania, choćby z tych względów, by się przekonać, do jakiego stopnia odkrycia, dokonane rzekomo przypadkowo, bywają często owocem bardzo wnikliwego wnioskowania.



Przeczytaj również opowieść o Henryku Schliemannie - "Człowiek, który odnalazł Troję"!



U czterdziestu źródeł


Nieliczni historycy, którzy dopuszczali możliwość historycznego istnienia Troi, umiejscawiali ją w pobliżu małej wioski tureckiej Bunarbaszi, gdzie wznosił się niewielki pagórek. Podstawą ich przypuszczeń była 22 Księga Iliady, w której Homer wspomina, iż w pobliżu miasta Priama miały tryskać dwa źródła wody: jedno ciepłe i jedno zimne. A ponoć właśnie w Bunarbaszi znajdowały się takie dwa źródła.


Schliemann postanowił sprawdzić osobiście te przypuszczenia. Najął więc przewodnika greckiego i konno udał się do Bunarbaszi. Ale już w drodze nasunęły mu się pewne wątpliwości. Wioska była oddalona od morza o trzy godziny konnej jazdy, tymczasem – jeżeli wierzyć Homerowi – bohaterowie greccy przestrzeń między brzegiem morza a murem warowni trojańskiej przemierzali trzy razy dziennie, co w tej sytuacji zajęłoby im co najmniej osiemnaście godzin. Przeto albo Homer się mylił, albo w Bunarbaszi nie znajdowały się ruiny Troi – innej alternatywy nie było.


Przybywszy na miejsce, Schliemann przyjrzał się uważnie pagórkowi, domniemanemu siedlisku ruin. Wystarczyło to, aby go w tych wątpliwościach umocnić. Pagórek bowiem był zbyt mały, by mógł kryć ogromny pałac króla Priama, z 62 komnatami i salami, oraz mury warowne z potężną Bramą Skajską. Zsiadł z konia i wspiął się na wierzchołekwzniesienia. Tu i ówdzie drążył próbne szyby w poszukiwaniu najdrobniejszych choćby śladów ruin. Wszędzie znalazł tylko ziemię i piasek; nie było tam ani jednego odłamka głazu, skorupy czy cegły, słowem: nic nie wskazywało na to, że wznosiła się tu ongiś jakakolwiek budowla. Doszedł więc do przekonania, że wzniesienie nie powstało na skutek nagromadzenia w jego wnętrzu gruzowisk zburzonego miasta, że jest po prostu dziełem przyrody, a nie rąk ludzkich.


Schliemann był jednak człowiekiem dokładnym, toteż pragnął jeszcze wyjaśnić sprawę dwóch źródeł, o których z taką pewnością mówili historycy. I tutaj spotkała go zabawna niespodzianka, okazało się bowiem, że w okolicy Bunarbaszi tryskały nie dwa, lecz aż czterdzieści źródeł. Stąd pochodziła nazwa tamtejszych stron: Kirk Giös, co znaczy „Czterdzieścioro oczu”. Schliemann, aby upewnić się o niesłuszności stawianej hipotezy, chodził następnie od źródła do źródła i mierzył ich ciepłotę. Wszystkie miały mniej więcej taką samą temperaturę; nie było wśród nich ani jednego źródła ciepłego.



Hissarlik znaczy "pałac"


Odtąd wzgórze pod Bunarbaszi przestało go interesować. Ale gdzie w takim razie szukać siedliska Troi? Stanął bezradny, bez jakichkolwiek wskazówek, na których mógłby się oprzeć. Przemierzał więc wzdłuż i wszerz równinę hellesponcką, szukając po omacku zagubionego miasta. Nagle uwagę jego zwróciła nazwa turecka dużego wzgórza, leżącego na północ od Bunarbaszi, w odległości około pięciu kilometrów od morza. Nazwa ta brzmiała Hissarlik, co znaczy "pałac". Schliemann zdawał sobie sprawę, że często w nazwach miejscowości, podobnie jak i w legendach, kryją się echa wydarzeń odległej przeszłości W taki sposób ludy przekazują z pokolenia na pokolenie swoją historię, swoją mądrość i swoje doświadczenie, z upływem czasu pierwotny sens tych nazw zaciera się jak deseń na wypełzłym kobiercu; pozostają tylko słowa, pozornie niewytłumaczalne, które są jednak śladami, mogącymi wskazać źródła prawdy. Czemuż by więc w Hissarlik nie miały się ukrywać jakieś ruiny, określone ongiś przez ludność mianem „pałacu”? Trudno przecież wyobrazić sobie, aby bez żadnego powodu nazwano w ten sposób naturalną górę, nie przypominającą nawet konturami jakiejś budowli, nie mówiąc już o pałacu.


Wstępne badania zdawały się potwierdzać tezę Schliemanna. Góra miała w przybliżeniu kształt czworokątny o spłaszczonym wierzchołku, co wskazywało na jej sztuczne pochodzenie. I rzeczywiście, już przy pierwszym uderzeniu kilofa wyrzucono na powierzchnię nieprzeliczone mnóstwo odłamków cegieł, złomów i skorup glinianych, świadczących, że w głębi kryją się potężne zwaliska murów. Schliemanna przeszedł dreszcz niewymownego szczęścia, był bowiem już pewny, że znajduje się na miejscu „świętego Ilionu”, przesiąkniętego krwią i potem trojańskich i greckich herojów.



Echa Historii


Zresztą starożytni historycy wspominali, że na tym miejscu wznosiło się w historycznych czasach greckie, a potem rzymskie miasto Novum Ilium, które według tradycji miało stać na ruinach Troi. Herodot wspomina, iż władca perski Kserkses zatrzymał sięw tym mieście, by spojrzeć na ruiny Priama i złożyć w ofierze Minerwie Iliońskiej tysiąc sztuk bydła. W relacji Ksenofonta z tych samych powodów odwiedził Novum Ilium wódz lacedemoński Mindaros, historyk zaś grecki z II wieku n.e. Arrianos pisze, iż Aleksander Macedoński po złożeniu ofiary wykopał z ruin starożytny miecz i kazał go nosić swojej straży przybocznej, sądząc, iż przyniesie mu on szczęście w wyprawie przeciwko Persom. Cezar otaczał miasto specjalną opieką i wspierał je finansowo, uważając siebie za bezpośredniego potomka Trojańczyków.


Jedyna rzecz, jaka niepokoiła Schliemanna, to brak wspomnianych dwóch źródeł w najbliższej okolicy Hissarlik. Ale i ta wątpliwość został niebawem rozwiana. Od okolicznych chłopów dowiedział się bowiem, że co pewien czas wytryskują tam gorące źródła i po krótkim swoim żywocie wysychają, by ukazać się znowu w innym miejscu. W czasie jednak przeprowadzania przez niego w Hissarlik badań nie trysnęło ani jedno z tych źródeł.



Początek poszukiwań


W roku 1871 Schliemann najął ośmiu robotników i przystąpił do systematycznych prac wykopaliskowych. Według Homera na najwyższym miejscu miasta miała wznosić się świątynia Ateny, z czego wolno było wnioskować, że powinna ona kryć się w samym środku wzgórza. Schliemann kazał wykopać tam długi rów, głęboki na dziesięć metrów. W trakcie przeprowadzania tych robót łopaty wyrzucały na powierzchnię odłamki oręża, wazy i inne przedmioty codziennego użytku – oczywisty dowód, że istniało tam kiedyś bogate i ludne miasto.


Zimą zatrzymano roboty, ale już wiosną następnego roku Schliemann powrócił tam z żoną, wybudował drewniane baraki na mieszkania i magazyny, przyjął stu robotników i ponownie przystąpił do poszukiwań.



Niespodziewane trudności


Od świtu do zmierzchu pracował wraz z żoną przy wykopie, a w nocy, w nikłym świetle latarni, przeglądał, oczyszczał i systematyzował wydobyte z ziemi przedmioty. W porównaniu


poprzednia
- [1] [2] [3] -


Zobacz też:

Publicystyka - Człowiek, który odnalazł Troję Człowiek, który odnalazł Troję Czternastego czerwca 1873 roku Henryk Schliemann dokonał odkrycia, które trwale zapisało się w historii archeologii. Odnalazł wówczas tak zwany skarb Priama i prawdopodobną lokalizację opisywanej przez więcej...
Publicystyka - Ani słowa o śmierci. Wisława Szymborska Ani słowa o śmierci. Wisława Szymborska Po co mamy się dowiadywać o wszystkich tych sprawach, wobec których i tak pozostaniemy bezsilni, a nasz odruch emocjonalny służy zaledwie egoistycznej poprawie samopoczucia zarówno „producenta” więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów