|
|
|
Jestem z tej samej gliny, co moi bohaterowie - mówi Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka "Cukierni pod Amorem" ![]() Z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, popularną pisarką, autorką bestsellerowej Cukierni pod Amorem oraz farsy Mariola, moje krople…, które walczą o tytuł Najlepszej Książki Roku 2011, rozmawia Justyna Gul. Zapraszamy również czytelników do zadawania pisarce własnych pytań w specjalnym wątku na naszym forum. Małgorzata Gutowska-Adamczyk odpowiadać na nie będzie do soboty, 18 lutego 2012. Najciekawsze pytania zostaną nagrodzone książkami lub punktami wymiennymi na książki w naszym sklepiku i wraz z odpowiedziami znajdą się w książce Małgorzata Gutowska-Adamczyk rozmawia z czytelniczkami "Cukierni pod Amorem", która ukaże się w maju. Justyna Gul: Obecnie cała Polska kojarzy nazwisko Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk z klimatycznymi okładkami rodzinnej sagi Cukiernia pod Amorem. Jednak Pani zawodowa przeszłość to nie tylko książki, ale i seriale – takie jak choćby „Tata, a Marcin powiedział…”. Zanim „przepytam” Panią na tematy literackie, proszę powiedzieć, jak powstawał ten serial i jak wyglądała praca na planie? Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Serial powstał na bazie niemieckich słuchowisk radiowych „Tata, a Charlie powiedział”. Mniej więcej po roku emisji zaczęły powstawać polskie scenariusze. Jako scenarzystka zaistniałam przez przypadek. Mój mąż, który był reżyserem tego serialu, poszukiwał wraz z producentem polskich autorów. Dostałam szansę, z której skwapliwie skorzystałam. To była fantastyczna szkoła precyzyjnego myślenia, krótkiego dialogu i... pokory. Wojtek się ze mną nie cackał i częściej rzucał do kosza to, co napisałam, niż oddawał do realizacji. Na planie nie bywałam. Jedyny raz, kiedy zostałam tam zaproszona przez producenta, po realizacji setnego odcinka, zresztą mojego autorstwa, mój mąż skwitował pełnym zdziwienia pytaniem: „A co ty tu robisz?”
J.G. : Czy to, że absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze PWST, była nauczycielka, właścicielka firmy handlowej, została pisarką, to wynik chęci dotarcia do szerokich rzesz czytelników, przypadek, powołanie, zbieg okoliczności? M.G.-A.: Myślę, że wszystkie te czynniki zadziałały wspólnie. Nie wyobrażałam sobie siebie nigdy jako kogoś innego, a fakt, że byłam i wciąż jestem wspólniczką w firmie, pozwala mi pisać bez konieczności utrzymywania się z literatury. Zadziałał też zbieg okoliczności, ponieważ mój debiut jako autorki powieści dla młodzieży był właściwie zamówiony przez wydawnictwo Akapit-Press.
J.G.: Pisze Pani o sobie, że poza pisarstwem jest Pani również businesswoman… Nie oznacza to jednak, że do literatury podchodzi Pani w kategoriach biznesu? M.G.-A.: I tak, i nie. Z jednej strony piszę tylko o rzeczach, które wydają mi się ważne, ale mam na uwadze również to, aby nie znudzić czytelnika, by moje propozycje – czy te dla młodzieży, czy kierowane do dorosłych – były atrakcyjne.
M.G.-A.: Staram się być uważną obserwatorką tego, co dzieje się dookoła, mam dwóch synów, interesują mnie żywo ich sprawy. Kiedy piszę o świecie nastolatków, ich świat, ich problemy, stają się moimi. Może to jest recepta? Nie staram się podawać rozwiązań, tylko drogę do nich i nie przekreślam żadnego z moich bohaterów, bo nie ma zła bez przyczyny. Tak więc wspólnie z moim czytelnikiem staram się szukać przyczyn właśnie.
J.G.: 13. Poprzeczna została wyróżniona przez Polską Sekcję IBBY tytułem "Książki roku 2008", ale na Pani koncie znaleźć możemy więcej nagród i wyróżnień. Jak wpływają one na Pani twórczość? Motywują Panią do działania? A może pisanie to potrzeba duszy i nominacje czy laury nie mają znaczenia? M.G.-A.: Nagroda IBBY jest dla mnie bardzo ważna, ale najważniejszy jest odbiór czytelniczy. A tych laurów nie było znowu tak wiele…
J.G.: Cukiernia pod Amorem powstała w okresie, kiedy Polska przeżywała jeszcze Dom nad Rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej. Myśli Pani, że to odwołanie się w książkach do podstawowych wartości, rodziny, szacunku, historii to dzisiaj przepis na sukces? Czy Polacy są spragnieni w tym skomasowanym ataku bodźców zewnętrznych prostych rzeczy i rozwiązań? Czy wraca moda na tradycyjne wartości? M.G.-A.: Wydaje mi się, że te wartości zawsze będą aktualne. Tradycyjne wartości to, według mnie, przede wszystkim odpowiedzialność za siebie i innych, ale również pewność, że gdy będziemy tego potrzebować, nasza rodzina stanie za nami murem. To jest ich największa siła. Jednak bardzo staram się nie upraszczać i nie upiększać świata. Moje powieści nie są tabletkami na uspokojenie, staram się, aby było wręcz odwrotnie. Świat jest taki, na jaki się godzimy...
M.G.-A.: Nie mogę powiedzieć, aby recenzje były mi obojętne. To wielka satysfakcja, gdy są pozytywne, nauka, gdy wskazują błędy i niedoróbki. Miniony rok był dla mnie bardzo pracowity i nie ze wszystkim, co napisano o Cukierniach miałam możliwość się zapoznać! Przyznam szczerze, że aż tak pozytywny odbiór książki był chyba dla nas wszystkich zaskoczeniem. Oczywiście, bardzo się staraliśmy – tak ja, jak i Wydawnictwo Nasza Księgarnia, ale sukces każdej książki jest dziełem czytelników.
J.G.: Jak powstawała ta trylogia? Z założenia miała obejmować kolejne tomy, czy też Pani serce i intuicja w trakcie pisania pierwszego tomu podpowiedziały, że na tym się nie skończy? Jak będzie wyglądał dalszy ciąg? Czy po z założenia ostatnim tomie możemy spodziewać się kolejnych wiadomości z Gutowa? M.G.-A.: Powieść początkowo miała zawrzeć się w jednym tomie, rozpoczynać się w latach dwudziestych XX wieku, a kończyć siedemdziesiąt lat później. Jednak już na początku zrozumiałam, że oprócz głównej bohaterki, Celiny Hryć, interesują mnie też inne postaci. Pojawił się choćby uroczy łotr, Tomasz Zajezierski, jej dziadek, i już w lipcu 2008 roku – a może było to w sierpniu – zaproponowałam Naszej Księgarni rozszerzenie jednego tomu do trzech. Lata płynęły, a bohaterowie wiedli życie trochę na własną rękę, jedni umierali, się inni rodzili. Jednym przypadły role pierwszoplanowe, inni musieli zadowolić się statystowaniem. Z tych, którzy zaabsorbowali mnie najbardziej, wymienić należy Ginę Weylen, matkę Adama Toroszyna. Nie tylko mnie zawojowała ona swym temperamentem, czytelnikom też zawróciła w głowie, szukają jej po sieci, sądząc, że musiała przecież istnieć naprawdę!Jeśli chodzi o tak zwany dalszy ciąg, to nie byłabym sobą, gdybym nie Zobacz też:
Zbrodnia w raju
Z Magdaleną Lewańską, autorką książki "Detektyw i panny", która ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa JanKa, rozmawia Janina Koźbiel więcej...
MOJA PRAWDA - wywiad z ALBERTEM UDERZO, twórcą Asteriksa
Wydawnictwo Egmont rozpoczyna reedycję albumów Asteriksa. Do księgarń trafiły właśnie 4 tomy w nowej kolorystyce: Asteriks i złoty sierp, Asteriks gladiator, Asteriks u Brytów oraz Asteriks i Goci. więcej...
Musisz być zalogowany by móc komentować.
|
POLECAMY
Regulamin |Redakcja/Kontakt | www.granice.pl 1999-2011 Właściciel: W&W
|
|