Manifest mojego pokolenia

Paulina Wyrębowska
« powrót

To będzie manifest mojego pokolenia. Przedstawię go ja - potomek Piasta, Piłsudskiego i chipsów w plastikowych torebkach. Dręczą mnie egzystencjalne problemy i ból z powodu własnej głupoty.

Bo głupia przecież jestem, co jasno wynika z faktu, że pokolenie moich rodziców żyło w społeczeństwie (cechy podaję w kolejności alfabetycznej): bezpieczniejszym, lepszym, mądrzejszym, solidarnym, zmieniającym bieg historii, zżytym ze sobą... To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo nikt z nas nie mieszka już w bloku i nie chodzi z całą rodziną do sąsiadów, aby obejrzeć mecz na jedynym kolorowym telewizorze w okolicy. Telewizor kolorowy mam. Ba! Nawet - dwa. W dwóch różnych pokojach, żeby każdy z rodziny mógł oglądać to, co chce. Wśród 50 kanałów, na których można obejrzeć głównie programy przyrodnicze, informacyjne bądź telenowelo-serialowe, rzadko znajduję coś dla siebie. To chyba nawet lepiej, bo i tak nie mam czasu na oglądanie telewizji. Uczę się. W tym momencie wypadałoby pochwalić się wynikami, ale nawet na chwalenie się nie mam czasu, bo planuję swoją przyszłość 30 lat wprzód. A raczej – usiłuję ją zaplanować. Mimo, że pewnie niewiele z tego wyjdzie, trzeba próbować - tak przynajmniej piszą w „Cogito” i „Perspektywach”. Mama się cieszy, bo potrafię już określić kształt swoich studiów za kilka lat. Powiedziałam jej o tym przed snem, kiedy przyszła – jak zawsze - ucałować mnie na dobranoc. Czasem przypominam sobie o tych napadach rodzinnej czułości, kiedy jem obiad przy radiu. Z radiem. Tak, „z radiem” brzmi lepiej. Przedrostek „z” sugeruje istnienie osoby, która do mnie mówi. To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo jak mógłby powstać, skoro od dwóch lat boję się wyjść na ulicę po zmroku? Od dwóch lat, bo mniej więcej w tym czasie jakaś grupka chłopaków pobiła mojego kolegę, który na pytanie „Za kim jesteś?”, odpowiedział: „Za Adamem Małyszem”. Koledze swoją drogą winszuję, bo mało osób w moim wieku stać na jakikolwiek przejaw odwagi czy – swobodnie pojętego w tym wypadku – indywidualizmu. Jedna i druga cecha w dzisiejszych czasach występuje rzadko z jednego, podstawowego powodu. Nie jesteśmy pokoleniem, które burzy mury. Jesteśmy pokoleniem, które je stawia. Nie jesteśmy też pokoleniem, które gromadzi się, by walczyć w imię jakieś idei. Jesteśmy pokoleniem, które nie ma idei. I może mogłyby nam przyświecać słowa: „No future” i „Sex, drugs and rock’n’roll” gdyby nie to, że nie potrafimy nawet przyjąć postawy, właściwej nonkonformistom. Brak w nas ideologii buntu. Mówimy o tym, co chcielibyśmy zrobić, ale nie zrobimy, bo nie mamy wystarczających znajomości czy pieniędzy. Choć czasem kreujemy się na indywidualistów, wyglądamy potem jak karykatury. bo jak można być indywidualistą czy buntownikiem w czasach, kiedy wszystko jest dozwolone? To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo nawet laureat Oscara, Andrzej Wajda, nie nakręci o nas filmu. Podobno wahał się, czy nie zrobić trzeciej części „Człowieka...” o czasach po rozpadzie ZSRR i Muru Berlińskiego. Nie zrobił tego, bo film o naszych czasach nie mógłby zostać nakręcony przez człowieka, który razem ze swoim pokoleniem tworzył Historię (przez wielkie „H”), jak więc mógłby przedstawić świat terrorystów i silikonu? Nakręcił więc „Zemstę” i „Pana Tadeusza”, byśmy nie musieli już kupować ściąg z lektur w księgarniach. Oczywiście, w tym momencie muszę przeprosić Magdalenę Piekorz, Sławomira Fabickiego czy Roberta Glińskiego, ci bowiem tworzą produkcje o naszych czasach. Szkoda tylko, że w każdym z tych filmów ktoś jest maltretowany przez ojca albo sam jest ojcem, który kogoś maltretuje... To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo mam dość mówienia, pisania i śmiania się z alkoholu, narkotyków i seksu. Mam dosyć zastanawiania się, ile trzeba wypić, by zwymiotować do wanny, a ile, żeby wymiotować na siebie. Nie mam faceta, więc Walentynki spędzę samotnie, co jest najczęstszym powodem do wpadania w depresję. Na szczęście, nie jestem śmiertelnie chora ani niepełnosprawna, ale brak faceta to przecież sprawa nadrzędna. Co ludzie pomyślą? Oczywiście, można uznać to za jakiś przejaw indywidualizmu, bo przecież w dzisiejszych czasach każdy powinien „być sobą” przede wszystkim... To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo -wybaczcie mi - płakałam po Papieżu. Wierzyłam i nadal wierzę, że można Jego umieranie uznać za najpiękniejsze nauczanie o chrześcijaństwie dla zwykłych ludzi, którzy nie zajrzeli (co nie znaczy, że nigdy nie zajrzą) do Pisma Świętego. Wprawdzie do kościoła chodzę rzadko, jednak nie zamierzam zrzucać tego na karb „nudy, wiejącej od strony ołtarza” czy „niereformowalnych księży”, jak czynią moi znajomi, „buntownicy z wyboru”. To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie, bo jak tu bez wstydu pisać o tym, że można już zakochać się i kupić psa przez Internet? Wkrótce dojdzie pewnie możliwość studiowania i robienia codziennych zakupów w sieci. Nikt nie będzie już widział potrzeby wychodzenia z domu (z sieci?) i gapienia się na drugiego człowieka. To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie – tak, jak nie istnieje pokolenie. Nic nas nie łączy, zbyt wiele dzieli. Nie mamy wspólnego wroga przeciw któremu walka będzie nam dodawać skrzydeł. Mogę nawet głośno powiedzieć, że jestem lesbijką i nikt mnie za to już nie zlinczuje. Nie mamy wspólnej muzyki, bawimy się i przeżywamy przeboje poprzedniego pokolenia, gloryfikując kulturę przeszłości. Nawet bunt przeciwko rodzicom nie wypala, bo z mlekiem matki wypijamy potrzebę martwienia się o swój los od dzieciństwa, więc na zwykłe szaleństwo i tańczenie w deszczu nie ma miejsca w planie dnia. To miał być manifest mojego pokolenia. Żadnego manifestu jednak nie będzie. Nie będzie 95 tez, ani 21 postulatów. Nie będzie, bo moje pokolenie tworzy manifesty tylko na zlecenie film reklamowych albo lekcje polskiego. Nie będzie, ponieważ w manifestach trzeba byłoby zawierać prawdy, a ja szczerze boję się o nich mówić. Bo prawdy najczęściej są smutne. Może stąd strach przed ich wypowiadaniem.


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Kupa problemów Kupa problemów Gdy idziemy ulicami któregokolwiek polskiego miasta, przypomina mi się tekst z pewnej komedii, gdzie ojciec produkujący sedesy, pouczał syna o randze tej profesji. Pokazał mu sedes i zapytał co w nim widzi? więcej...
Publicystyka - Kilka słów o ... kobietach Kilka słów o ... kobietach - „Masz za duże wymagania!” - „Nigdy Cię nie zrozumiem …” - „Czy mogłabyś mi to powiedzieć wprost?” Jak często z ust mężczyzn padają powyższe słowa! więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
sidhe2005-11-21 20:54:04
avatar
nie mozemy generalizować tak przesadnie. Cytat: " Nie mamy wspólnego wroga przeciw któremu walka będzie nam dodawać skrzydeł. Mogę nawet głośno powiedzieć, że jestem lesbijką i nikt mnie za to już nie zlinczuje. Nie mamy wspólnej muzyki, bawimy się i przeżywamy przeboje poprzedniego pokolenia" to jest chyba jakiś element wolnośći o którą walczyły pokolenia, wolałabyś komunizm, 2 kanały w tv, pochody majowe? Wtedy też ludzie bali się o przyszłość. Poza tym krytykujesz współczesne media a tekst zamieszczasz w internecie-> napisz na maszynie i do powielacza ! :) Pozdrawiam, może świat tyle zła w sobie nie ma ? tak wiele
odpowiedz
diego2005-11-21 20:54:04
avatar
manifest bez manifestu. pokolenie rozbite na miliony karykatur indywidualistów. brak jakichkolwiek niepodważalnych prawd i punktów odniesienia. zgadzam się z Tobą, aczkolwiek pewnie oboje mówimy tym samym głosem, myśląc zupełnie coś innego, bo przecież wszystko jest względne.
odpowiedz
nostra2005-11-21 20:54:04
avatar
A wszystko przez dwa proste fakty: 1)to oni nas wychowują, a nie my ich - więc to oni nam wodę z mózgów robią, a nie my im i to my jesteśmy poddanymi , a oni panami! 2) to oni są starsi - a wraz z wiekiem pamięć zaciera to, co było negatywne, a pozostawia fakty optymistyczno-pozytywne. To przez te dwa proste fakty słyszycie ciągle: "Ja w twoim wieku to...", a gdy już wykażesz swoją zasadność, czy bzdurność ich wypowiedzi - usłyszysz: "Wtedy były inne czasy!" Nie było innych czasów, tylko my/ oni inaczej je pamiętają! gdyby było inaczej - oszaleliby już i wylądowali w szpitalu! Pocieszam Cię: Dokładnie tak samo będzie za 10 lat z Twoimi dziećmi! Swoją przeszłość będziesz pamiętać INACZEJ, fajniej, niż ICH teraźniejszość... bo inaczej byś oszalała...
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów