Koniak za matematykę. Lwowska szkoła matematyczna

Adrianna Michalewska
« powrót

Publicystyka - Obrazek

Niezliczona jest ilość błędów, które popełniłem, ale skromność powstrzymuje mnie od ich wymieniania. (Hugo Steinhaus, za: Genialni. Lwowska szkoła matematyczna) Bezsprzecznie byli genialni. Grupa matematyków lwowskich, zgromadzona wokół profesora Hugona Steinhausa i jego największego ucznia – profesora Stefana Banacha, która spotykała się w lwowskiej kawiarni Szkocka przed II wojną światową, poruszyła i zrewolucjonizowała nowoczesną matematykę.  Łączyły ich pasja i przyjaźń, choć dzieliły doświadczenia i pochodzenie społeczne. Jak stwierdził jeden z nich, Stanisław Ulam, który pracował w USA przy tworzeniu bomby atomowej, nigdy i nigdzie na świecie nie było takiego ducha twórczej rywalizacji.  Walczyły o nich największe uczelnie świata. Uniwersytety w Europie, Ameryce i Rosji kusiły niewyobrażalnymi sumami. Tylko kilku zdecydowało się na opuszczenie Polski. Większość została, czasami płacąc za swój wybór życiem.  Wybuch wojny i zbrodnicza polityka faszystowskich Niemiec zakończyły istnienie Lwowskiej Szkoły Matematycznej. Fenomen ludzi, którzy ją stworzyli, przetrwał. A wraz z nim poczucie, że Polacy bywają genialnymi matematykami. 

czas w Szkockiej. Wydawało się, że wojnę przetrwają bez uszczerbku.


Wszystko zmieniło się wraz z agresją Hitlera na ZSRR. Już w lipcu 1941 hitlerowcy aresztowali kadrę profesorską lwowskich uczelni z rodzinami i rozstrzelali na Wzgórzach Wuleckich. Zginęli między innymi Tadeusz Boy-Żeleński i rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza Roman Longchamps de Bérier z trzema synami. Na ukraińskich listach uczonych nie znalazło się nazwisko Stefana Banacha, ani Stanisława Mazura, którego żona, zaprawiona w publicznych scenach, krzyczała, że mąż porzucił ją zapewne dla jakiejś ladacznicy. Niestety, takiego szczęścia nie mieli inni bywalcy Szkockiej; Antoni Łomnicki, Włodzimierz Stożek, i wielu innych zostało rozstrzelanych przez Einsatzkommando Galizien. Łącznie hitlerowcy zamordowali 38 mężczyzn i 3 kobiety, pod pretekstem eliminacji jednostek szczególnie niebezpiecznych.


4 lipca do drzwi profesora Steinhausa zapukali esesmani. Po ich wyjściu rodzina podjęła decyzję o ucieczce ze Lwowa. Nie zamierzali czekać na przesiedlenie do getta. Kupiwszy metrykę chrztu, w listopadzie profesor wraz z bliskimi opuścił potajemnie miasto jako Grzegorz Krochmalny. Osiedli w majątku przyjaciół, a potem jeszcze raz zmieniali miejsce pobytu.

Kończymy dyskusję, bo wszy pękną z przeżarcia

Stanisław Banach wraz z synem podczas wojny radzili sobie inaczej. Niemcy zamknęli uczelnie i szkoły średnie, dla profesora matematyki nie było już we Lwowie zajęcia. Na szczęście w mieście istniał Instytut Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami, założony przez Austriaka polskiego pochodzenia, Rudolfa Weigla. Jego właściciel zatrudniał uczonych jako karmicieli wszy. Jako osoby niezwykle ważne dla rozwoju niemieckiej nauki, otrzymywali dodatkowe racje żywnościowe i nie musieli obawiać się wywózki na roboty na terenie Rzeszy. I tak (jak pisze Mariusz Urbanek) za 200 złotych miesięcznie, 400 gramów kiełbasy, 8 kilogramów chleba, 400 gramów tłuszczu i 400 gramów cukru najgłośniejsze nazwiska świata nauki, a także późniejszy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Alfred Jahn, poeta Zbigniew Herbert, czy aktor Andrzej Szczepkowski poddawali się bolesnej operacji, podczas której przez 45 minut do ich ciała przystawiano pojemnik z wszami. Najedzone zakażano tyfusem i badano.


„U Weigla” pracowali humaniści i matematycy.


- Panowie, trzeba kończyć rozmowę – delikatnie upominał uczonych Wacław Szybalski, późniejszy profesor onkologii w University of Wisconsin–Madison. Gdyby nie przerywał naukowych dyskusji, przekarmione wszy po prostu by popękały.


Taka praca nie pozostawała bez konsekwencji dla zdrowia karmicieli. W 1943 roku Banach ciężko zachorował. Ale i tak w porównaniu do innych matematyków ze Lwowa miał sporo szczęścia. Przeżył przecież wojnę.

Nowa Polska i projekt Manhattan

Kiedy Rosjanie ponownie wkroczyli do Lwowa, pod dom Banachów podjechał czołg. Przerażonej profesorowej ukazał się brudny żołnierz, były student jej męża. Chciał się upewnić, że jego mistrz przeżył niemiecką okupację. Uniwersytet od 1939 był już Lwowskim Państwowym Uniwersytetem Iwana Franki, a miejsce w nim znaleźli profesorowie Banach, Mazur i Orlicz. Ten pierwszy, coraz słabszy czuł, że jego dni dobiegają końca.


W styczniu 1945 roku u Stefana Banacha zdiagnozowano raka płuc. Przed śmiercią pojechał jeszcze do Moskwy, zaproszony przez Akademię Nauk ZSRR. Podobno Stalin proponował mu prezydenturę Polskiej Republiki Sowieckiej. Ten i inne reżymowe zaszczyty mogły stać się pułapką dla pragnącego powrotu do kraju uczonego. Na szczęście w czerwcu Uniwersytet Jagielloński złożył mu propozycję objęcia Katedry Matematyki. Musiał w takiej sytuacji odmówić Stalinowi i wrócić do Lwowa. Nie mógł zrozumieć, dlaczego to miasto miało zostać odłączone od Polski. O umysł Steinhausa walczył Wrocław. Uczony otrzymał propozycję współuczestniczenia w stworzeniu w tym mieście kolejnego polskiego uniwersytetu. Pokusa była olbrzymia. Choć miasto zniszczone w czasie oblężenia nie oferowało zbyt wiele, to propozycja zostania dziekanem wydziału przyrodniczo-matematycznego kusiła.


Od początku lat czterdziestych w Ameryce Stanisław Ulam pracował przy projekcie, który na zawsze miał odmienić świat. Opracowana przez nich bomba, która zniszczyła Hiroszimę, i druga, zrzucona nad Nagasaki przyspieszyły zakończenie II wojny światowej. W ściśle tajnej bazie naukowej amerykańskiego rządu najwięksi naukowcy świata tworzyli broń, jakiej jeszcze nie było. Ulam wydawał się nie mieć wyrzutów sumienia związanych z pracą, której się poświęcił. Podobno mówił, że nie można obwiniać wynalazcy samolotu za to, że mogą w nich ginąć ludzie (jak pisze Urbanek). Wierzył w to, że uczeni całego świata potrafią kontrolować broń, do której powstania się przyczynili.


W rok po zakończeniu wojny ciężko zachorował. Lekarze podejrzewali raka, przypuszczając, że do rozwoju choroby przyczyniły się warunki, w jakich uczony pracował. Jego kłopoty z mową i zaburzenia umysłu były niebezpieczne. Człowiek posiadający tak wielkie tajemnice państwowe, który nie jest w pełni władz umysłowych, stanowił poważne zagrożenie. Po otwarciu czaszki Stanisława Ulama okazało się, że cierpi on na ostre zapalenie mózgu. Rehabilitacja trwała wiele miesięcy.

Nie ma Lwowa, nie ma Banacha, jest „Nałogowe chodzenie na pogrzeby – zabawa w chowanego” (Genialni. Lwowska szkoła matematyczna)



31 sierpnia 1945 roku odszedł profesor Banach. Jego syn, przebywający od połowy wojny na Podhalu, nie zdążył pożegnać się z ojcem. Nie było łatwo wyjechać z Polski i udać się za wschodnią granicę. W tamtych czasach ludzie podróżowali w odwrotnym kierunku. Repatrianci, czyli wysiedleni z terenów przedwojennej Polski Polacy jechali na Zachód z biletem w jedną stronę. O śmierci ojca młody Stefan Banach dowiedział się z gazet.


Profesorowa Banachowa opowiadała, że nowi właściciele miasta dbali o jej męża. Dzięki ich trosce ostatnie dni genialnego matematyka były dla niego i żony całkiem znośne, o ile było to w takiej sytuacji w ogóle możliwe.


Dla naukowców dawnego Uniwersytetu Jana Kazimierza nie było już tam jednak miejsca. Teraz ważne było, aby odtworzyć uczelnię w zrujnowanym uniwersytecie we Wrocławiu. 19 listopada Hugo Steinhaus wygłosił tam pierwszy wykład. Co prawda przez kilka miesięcy na wydziale matematycznym był tylko jeden student, ale miasto rozwijało się, a uniwersytet powstawał z gruzów.


Profesor objął stanowisko i pół willi przy Aleksandra Orłowskiego. Znowu wykładał, związany z Uniwersytetem Wrocławskim, i zaczął nawet publikować. Także aforyzmy. Taki, co się obywa bez wszystkiego – obywatel.

Ze świata do Lwowa, ze Lwowa w świat

Lwowscy matematycy, którzy rozpoczęli swoją karierę przed 1918 rokiem, studiowali zwykle na obcych uczelniach. Pozyskaną tam wiedzę przynieśli do wolnej Polski. Dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności, a także dzięki wyjątkowemu duchowi nauki i przedsiębiorczości uczeni z Politechniki Lwowskiej i Uniwersytetu Jana Kazimierza uczynili z matematyki płaszczyznę porozumienia, dzięki której w sposób niemal towarzyski zbudowali we Lwowie nową Akademię Platońską. Uczeni wspierali się na niebywałą skałę,


- [1] [2] [3] [4] -
4


Zobacz też:

Publicystyka - Gęś za rozwiązanie! Hugo Steinhaus i początki Lwowskiej Szkoły Matematycznej Gęś za rozwiązanie! Hugo Steinhaus i początki Lwowskiej Szkoły Matematycznej Przy marmurowych blatach niewielkich kawiarnianych stolików siedzi grupa elegancko ubranych mężczyzn. Garnitury, dobrze dobrane krawaty, nierzadko kamizelki, tylko jeden ma koszulę z krótkim rękawem więcej...
Publicystyka - Panny w cieniu Panny w cieniu "Wesela". Maria, Zofia i Eliza Pareńskie Miłość, namiętności, zdrady, narkotyki, samobójstwo, skandale oraz wielka Sztuka i Historia - to wszystko naznaczyło i składało się na losy trzech sióstr, które zostały okrzyknięte zaszczytnym więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
violabu2015-01-16 09:35:51
avatar
Matematyka - królowa nauk. To fakt.
odpowiedz
nureczka2015-01-16 09:35:51
avatar
Tekst zachęcił mnie do kupienia książki. Czekam teraz na przesyłkę.
odpowiedz
jaszczowka2015-01-16 09:35:51
avatar
Tekst bardzo zachęcająco ( na książke ) napisany :)
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów