Ludwik Stomma o apoteozie wojska

Ludwik Stomma
« powrót

Publicystyka - Obrazek

Przeciętny obywatel może bezkarnie, znajdując przychylny posłuch, wypowiadać wszelkie uogólniające (a więc ex definitione bzdurne) poglądy o najróżniejszych kategoriach zawodowych czy społecznych. Bankierzy będą to oszuści i krwiopijcy, adwokaci – amoralne papugi, policjanci – gliniarze i psy, chłopi – chamy, politycy – skorumpowani spryciarze walczący o stołki, szewcy – niezrównoważeni pijacy, księża – zdziercy i pedofile… Jedna jest tylko kategoria, która umyka wszelkim oskarżeniom, od której złemu językowi precz: – nasze, narodowe wojsko. Nasz zsakralizowany żołnierz, wcielenie narodowego ducha, jest i musi pozostać poza jakimikolwiek rozliczeniami, oskarżeniami i kpinami. Musi, choćby rejterował, przegrywał iwszelkąwykazał nieudolność, pozostać czysty, niezłomny i szlachetny. Nasz żołnierz (rycerz, powstaniec) nie zdradza, nie dezerteruje, nie tchórzy, nie gwałci, nie łupi, chyba że w jakichś zupełnie marginalnych, a więc niegodnych wspomnienia przypadkach. Dlatego też w razie klęski i sromoty odnaleźć trzeba winnych spoza szeregów tej szarej piechoty, przed którą „drzewa salutują”, i tych ułanów, którzy „przybyli pod okienko” - pisze Ludwik Stomma w eseju Apoteoza wojska, opublikowanym w znakomitej książce Antropologia wojny, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Iskry. 

Pierwszym nasuwającym się od razu i pasującym do każdej martyrologicznej okazji usprawiedliwieniem jest głupota, zła wola, albo i szaleństwo polityków. Zupełnie, jak gdyby owi politycy nie mieli niczego wspólnego ze społeczeństwem, a wojskiem w szczególności, żyli wyizolowani w wieży z kości słoniowej, do której nie dociera wrzask przekupniów i twardy odgłos komend. W historiozofii polskiej taki argument pada najczęściej. Niczym nudną mantrę powtarzają nasi dziejopisowie i literaci, że: błędy (a nawet zbrodnie) i nieodpowiedzialność polityków nie mogą kłaść się cieniem na bohaterstwie żołnierzy, którzy swoją krwią użyźnili, uświęcili – naliczyłem w samych wojskowych piosenkach kilkanaście pożytków z ich krwi przelanej… Niemal wszystkie opracowania dotyczące na przykład powstania warszawskiego 1944 roku zawierają obowiązkowo ten refren. Nawet Zenon Kliszko, „Ludwik”, uczestnik walk na Żoliborzu i ortodoksyjny komunista, potępiający skrajnie surowo decyzję o nakazaniu rozpoczęcia walk w Warszawie, nie oddalił się od tego schematu. Odbierając w 1959 roku krzyż Grunwaldu za „zasługi w boju przeciw hitlerowskiemu najeźdźcy” (czyli za powstanie – w innych operacjach militarnych nie brał udziału), co mu się skądinąd uczciwie należało, oświadczy, że chłopcy z barykad zostali podług niego oszukani, wykorzystani w złych i nieodpowiedzialnych celach, ale ich nieskazitelnego bohaterstwa i dobrych intencji nie można podawać w wątpliwość… Dalszy ciąg już znamy.


Wolno i dzisiaj dyskutować o racjach polityków czy dowódców wojskowych podejmujących decyzję o wybuchu powstania. Dozwolone jest wypowiadanie nawet najcięższych oskarżeń (za zbrodnię uznał ją generał Władysław Anders, bohater spod Monte Cassino). Ale od żołnierzy wara!


Ogromne emocje, i słusznie, wzbudziły w ostatnich latach dowody, że niektóre oddziały powstańcze dopuściły się morderstw na cudem ocalałych Żydach. Nie chodziło jednak o potępienie winnych, ale ośmielających się przypominać o winie. Chociaż w przypadku zgrupowania AK „Chrobry” jest to udowodnione ponad wszelką wątpliwość, polska Klio –muza narodowej, żołnierskiej historii o niczym takim nie chce i w gruncie rzeczy nie może pamiętać. Epos rycerski, taka jest jego funkcja, struktura i istota, nie stawia bowiem pytań o samosądy nad oskarżanymi o szpiegostwo na pierwszy rzut oka, zeznanie nienawistnej sąsiadki lub całkowitego widzimisię. Nic nie wie o uciekających z barykad, o odbierających pod grozą karabinu ostatni kęs chleba umierającej z głodu ludności cywilnej…


Hagiografia powstania warszawskiego mija się tu już nie tylko z faktami i świadectwami, ale także z najprostszym, elementarnym rachunkiem prawdopodobieństwa. Chęć przywrócenia proporcji pozostanie jednak wołaniem na puszczy, gdyż mit jest niepodzielny. Zanegowanie jednego z jego elementów prowadzi nieuchronnie do niedopuszczalnego zakwestionowania całości.


Nie dotyczy to, oczywiście w jakikolwiek szczególny sposób samego powstania warszawskiego, w tym przypadku wyjście poza kanony moralne zdarzało się być może marginalnie. Przykład ten przychodzi na myśl w odpowiedzi na patos hagiografii serwowanej z okazji każdej rocznicy polskiemu społeczeństwu. Pospieszmy więc z przykładami innymi.


Młode pokolenia społeczeństwa niemieckiego po drugiej wojnie światowej w ogromnej większości z wielką pokorą moralną przyjęły świadomość ogromu zbrodni popełnionych przez hitleryzm w Europie i dokonały głęboko idącego ich rozliczenia. Nie wiem, czy taka książka, jak Niklasa Franka (Mój ojciec Hans Frank, Warszawa 1991) mogłaby się ukazać w innym kraju oskarżanym o zbrodnie wojenne, ludobójstwo czy „czystki etniczne”. Wszelako w tym wielkim i szlachetnym, narodowym rachunku sumienia pozostaje dziwna luka. Zbrodnie popełniało SS, gestapo, członkowie NSDAP, ogłupiali kibice reżymu, wszelkiego rodzaju fanatycy, nawet nadgorliwi urzędnicy. Ale nie nasi prości żołnierze, nie Wehrmacht. Nawet tak radykalnie rozliczający się z przeszłością autor, jak Richard Grunberger (Historia społeczna Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1994) pisze: Pewien wpływ na zachowanie wojskowych miało też miejsce, w którym przebywali; postępowanie armii okupacyjnych było z reguły lepsze na Zachodzie niż na terenach zamieszkałych przez Słowian, chociaż i na Wschodzie pośród ogólnego rozwydrzenia obowiązywał w jakiejś mierze wojskowy kodeks etyczny. Obok prywatnego i urzędowego plądrowania rosyjskich zasobów przeprowadzano też normalne transakcje, w ramach których niemieccy żołnierze sumiennie płacili rosyjskim chłopom żądaną cenę za kurczaki lub mleko. Żołnierzy, którzy dopuścili się gwałtu, kierowano pod sąd wojenny (choć przewidzianą za to karę śmierci zamieniano zawsze na łagodniejszą; niekiedy było to przeniesienie do batalionu karnego) – jednocześnie zaś stworzone przez hitlerowców głodowe warunki życia zmuszały kobiety z krajów okupowanych do sprzedawania się za kawałek chleba, a niektóre burdele Wehrmachtu tworzono z kobiet przymusowo wywiezionych do Niemiec oraz z Żydówek.


Dziwne jest zaiste w tym tekście materii pomieszanie. Czy fakt, że żołnierze gwałcili w burdelach przymusowo tam dostarczone kobiety, w przeciwieństwie do gwałtów samowolnych ma świadczyć o „kodeksie etycznym”? A może wręcz odwrotnie – o tym, że armia wolała i organizowała gwałt pod kontrolą, zabraniając po prostu indywidualnych kontaktów ze słowiańskimi samicami, które zawsze mogły przynieść niespodziewane skutki (a nuż zmiękczy taka i osłabi waleczność rycerza), świadczy tylko gorzej o mechanizmach instytucji? Ale i to jeszcze tylko połowa prawdy. W doskonale udokumentowanej pracy historyka Gerdamischlera i politologa Stefanamaiwalda (Seksualność w cieniu swastyki, Warszawa 2003) czytamy: Podczas procesu norymberskiego akt oskarżenia objął również przestępstwa seksualne żołnierzy niemieckich w Rosji, lecz wkrótce zapadło milczenie w tej sprawie. Do dziś wypiera się ze świadomości fakt, że taka seksualna przemoc wobec kobiet stanowi jeden z aspektów niemieckiej winy wojennej. Badacze problemu (Brigit Beck, Gewalt im Krieg, Munster 1996; Till Bastian, Furchtbare soldaten. Deutsche Kriegsverbrechen im Zweiten Weltkrieg, München 1997 czy Susan Brownmiller, Gegen unseren Willen. Vergewaltigung und Mannerherrschaft, München 1993) ukazują dobitnie, że gwałcenie kobiet było przede wszystkim domeną regularnej armii, nie formacji SS, które bardziej obawiały się kar za wykorzystywanie kobiet „mniej wartościowych rasowo”, co bywało nieraz rzeczywiście drastyczne. O poczciwych kurczakach z rozważań Grunbergera nie warto nawet dyskutować, tym bardziej wobec faktu masowości egzekucji wykonywanych bez sądu przez żołnierzy Wehrmachtu na ludności cywilnej w podbitych krajach (Serge Cosseron, Les mensonges du III Reich, Paris 2007), co zapoczątkowane zostało już w Wieluniu, w pierwszych dniach wojny z Polską, w 1939 roku, kiedy mowy być nie mogło o późniejszym „zdziczeniu przez wojnę” czy spowodowanej przez pył bitewny „utracie odruchów ludzkich”. Albowiem nasi chłopcy z Wehrmachtu – będzie to zawsze zupełnie inna sprawa niż totalitaryzm i zbrodnicze zachęty – nie mogą i nie będą ponosić żadnej zaakceptowanej przez społeczeństwo odpowiedzialności. W najgorszym przypadku urodzili się w złym miejscu i roku, niewinni, a tylko zdemoralizowani przez panujących właśnie w kraju polityków.


Corocznie w pierwsze majowe dni odbywają się w Rosji festyny ku czci weteranów wielkiej wojny ojczyźnianej. Anonimowa kobieta


poprzednia
- [1] [2] [3] [4] [5] -


Zobacz też:

Publicystyka - Objawienie sierżanta Wojtyły Objawienie sierżanta Wojtyły Bodaj każde sanktuarium ma swoją legendę. Niektóre motywy się powtarzają – pienińska baśń o ucieczce świętej Kingi przed tatarami (grzebień, rzucony przez Kingę, zmienił się w nieprzebyty las, a wijąca więcej...
Publicystyka - Koniak za matematykę. Lwowska szkoła matematyczna Koniak za matematykę. Lwowska szkoła matematyczna Niezliczona jest ilość błędów, które popełniłem, ale skromność powstrzymuje mnie od ich wymieniania. (Hugo Steinhaus, za: Genialni. Lwowska szkoła matematyczna) Bezsprzecznie byli genialni. więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
violabu2015-03-11 12:43:47
avatar
Oj, dobrze mówi.
odpowiedz
beatrycze662015-03-11 12:43:47
avatar
bardzo trafny tekst....
odpowiedz
emilly262015-03-11 12:43:47
avatar
Zgodzę się z moimi przedmówcami. Trafność w 100%.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów