Książki zbójeckie - rozmowa z Danutą Awolusi

justa_21
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Książki pokazywały mi czasem, co myśleć i co czuć, odsłaniały świat uczuć, wielkich emocji, wzruszeń. To są właśnie te… mickiewiczowskie książki zbójeckie, które wpływają na wyobraźnię i budują wizje - mówi Danuta Awolusi, blogerka (http://ksiazkizbojeckie.blox.pl), autorka książki Na wysokim niebie.

JG: Jak to się stało, że autorka poczytnego bloga, mająca zasłużone miejsce w polskiej blogosferze, została autorką książki. Czy ten pomysł kiełkował od lat? Pojawił się pod wpływem spotkań z pisarzami? A może początki tej pierwszej książki były zupełnie inne?


Tak, pomysł kiełkował od lat, ale zawsze sama sobie wydawałam się nie dość silna i wytrwała, aby zacząć pisać. I brakowało mi tej właściwej historii. Aż w końcu przyszła!

J.G.: Zdecydowała się Pani na trudną tematykę – problemy dzieci i młodzieży, kondycja społeczeństwa, agresja w grupie rówieśniczej, choroba… Czy to obserwacje podsunęły Pani te trudne tematy, których zazwyczaj unika się w dyskusjach?


Obserwacje wieloletnie, także własne doświadczenia. Chcę pisać o rzeczach ważnych, ważnych dla mnie. O sprawach, które społeczeństwo często wyklucza lub udaje, że ich nie ma… Ciągle mam nadzieję, że to da komuś do myślenia i że komuś pomoże.



J.G.: Pisze Pani również o matkach – zarówno tych, które dziecko odtrącają, jak i tych, które kochają za bardzo, które swoją zaborczą miłością ograniczają świat dziecka…


Tak. Matka to takie ważne słowo, słowo automatycznie wypełnione dobrem i ciepłem. Ale nie zawsze tak jest i nie zawsze matka oznacza kochającą opiekunkę i orędowniczkę…

J.G.: Jak powstawali bohaterowie Pani książki? Mam wrażenie, że w każdej szkole można znaleźć taką Anię, takiego Roberta, Tobiasza i – niestety – takich nauczycieli, którzy swoją niekompetencją robią krzywdę dziecku, którzy w swej ignorancji ranią i poniżają. Czy wzorowała się Pani na doświadczeniach z czasów szkolnych?


Oczywiście, że tak! Z tym, że ja miałam zarówno dobrych, jak i złych nauczycieli, więc moje doświadczenia były zróżnicowane. A bohaterowie? To zlepek osób, które kiedyś albo poznałam, albo obserwowałam. Recenzenci mówią, że moi bohaterowie są jednowymiarowi – albo dobrzy, albo źli. Nie jest to prawdą, choć rozumiem skąd to wrażenie. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że po prostu widzimy to, co Ania chce, abyśmy widzieli…

J.G.: W książce zwraca uwagę Pani Sabina i jej dziadek – wspaniali, bezinteresowni ludzie, którzy wywarli wielki wpływ na życie Ani. Czy Pani również miała takich mentorów, przewodników?


Tak, oczywiście! To właśnie ci ludzie sprawili, że jestem dzisiaj w takim miejscu. I tak, ci ludzie byli i SĄ wspaniali, idealni. Nie znajduję w nich wad i… już. Ja mam teorię, że ludzie na naszej drodze to zawsze szansa na coś dobrego. Trzeba tylko przemóc się i nawiązać relację!

J.G.: W powieści pojawia się wiele tytułów książek. Dla Ani dużo one znaczą, niektóre z nich były również moimi ukochanymi lekturami. Myśli Pani, że bez książek nasze życie potoczyłoby się inaczej? Że książki nas kształtują?


Uważam, że tak. Ja sama czuję, że książki pokazywały mi czasem, co myśleć i co czuć, odsłaniały świat uczuć, wielkich emocji, wzruszeń. To są właśnie te… mickiewiczowskie książki zbójeckie, które wpływają na wyobraźnię i budują wizje. Ania także otwierała się na świat biorąc przykład z niektórych bohaterów literackich.

J.G.: Co w takim razie czyta Danuta Awolusi? Czy jej biblioteczka jest również biblioteczką Ani?


I to jak! (śmiech). Wymieniłam wiele tytułów książek, które ukochałam. Począwszy od Harry’ego Pottera, a skończywszy na Locie nad kukułczym gniazdem. Każda ma dla mnie wielkie znaczenie.

J.G.: Pani książka wydaje mi się idealną literaturą na współczesne czasy, antidotum na powszechną ignorancję i obojętność, a także bodźcem do rozmowy z młodzieżą. Ale Na wysokim niebie to książka nie tylko dla młodzieży. Czy pisząc, myślała Pani o konkretnym odbiorcy?


Nie… Myślałam: to jest książka dla każdego, dla wszystkich ludzi. W końcu każdy z nas przeżywa emocje, coś go dręczy, ma jakieś kompleksy. Jak to się mówi: życie! A moja książka jest o życiu.

J.G.: A skąd pomysł na tytuł powieści?


Ania to taki dziki ptak, który samotnie fruwa po niebie. Ale z czasem na tym niebie pojawiają się inni. To częste porównanie do ptaka i szybowania przywiodło do mnie tytuł.

J.G.: Blogerka, wokalistka chóru gospel, kobieta czynna zawodowo, teraz jeszcze pisarka. Trudno jest pogodzić te wszystkie role?


Nie, bo nie jestem jeszcze matką, a to chyba dzieci najbardziej pochłaniają czas, tak mi się wydaje. Na razie mogę inwestować swój w to, na co mam ochotę i mam nadzieję, że zawsze będę mogła mieć pasje i je realizować.

J.G.: Czy pisanie książki Panią zmieniło?


Nie, ale stworzyło nowy rozdział w moim życiu. Teraz chcę pisać dalej, a więc myślę o tym, planuję to, gospodaruję na to czas. Pisanie zaprząta również moje myśli. O bohaterach myślę jak o bliskich mi ludziach. Kocham ich i tęsknię za nimi.

J.G.: W jaki sposób przebiegał u Pani proces tworzenia nowej powieści? Pierwsze pojawiły się postacie? A może pomysł na fabułę? Pierwsze zdanie?


Najpierw pojawiała się Ania. Potem pierwsze zdanie. Potem pomysł na pierwsze trzy rozdziały. A potem…? Potem to już samo się działo! Trochę to poplątane, ale proces twórczy taki właśnie bywa…

J.G.: Czy wiedza zdobyta na studiach humanistycznych pomaga w pisaniu książki? Czy to raczej kwestia talentu? A może ciężkiej pracy?


Moim zdaniem wykształcenie nic nie zmienia. Trzeba mieć iskrę, a reszta to już warsztat i oczytanie. Słowa można szlifować, trzeba tylko chcieć. Nie ma recepty na pisanie: to wartość trudna do uchwycenia, każdy może to robić inaczej.

J.G.: Na wysokim niebie to pierwsza literacka próba, czy może gdzieś na dnie szuflady leżą rękopisy czekające na wydawcę?


Nie, to pierwszyzna… Kiedyś w przeszłości pisałam trochę opowiadań, ale na powieść nigdy nie miałam pomysłu. Do czasu, jak się okazało.

J.G.: Czy Pani kolejna powieść również będzie dotyczyła problemów młodzieży? A może będzie kontynuacją Na wysokim niebie? Czy może Pani zdradzić nieco szczegółów?’


Ech, trudne pytanie. Miała być powieść powiązana z debiutem, ale… coś innego zagrało mi w duszy. Na razie pomysł jest tak świeży, że nie ma sensu o tym mówić. Powiem tylko, że znów będzie to historia o problemach ludzi, którzy są odrzucani przez społeczeństwo. Mam wobec takich grup mnóstwo czułości, chcę o tym pisać.

J.G.: Czego można zatem życzyć pisarce, która debiutuje w tak spektakularny sposób?


Miłości. Niczego więcej!

J.G.: Co też niniejszym


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - Pisanie jest demoralizujące. Rozmowa z Michałem Rusinkiem Pisanie jest demoralizujące. Rozmowa z Michałem Rusinkiem - Co jakiś czas ktoś w naszej rodzinie – głównie moja mama – wpadał na pomysł odtworzenia drzewa genealogicznego. Wiele dokumentów się nie zachowało, więc drzewo pełne było białych więcej...
Publicystyka - Między Litwą a Ameryką. Rozmowa z Rutą Sepetys - cz. 1 Między Litwą a Ameryką. Rozmowa z Rutą Sepetys - cz. 1 - Jako dziecko i młoda dziewczyna miałam duży problem z określeniem swojej tożsamości. Patrząc na moje nazwisko, Amerykanie mówili, że jestem kimś obcym w ich kraju. Podobnie uważali Litwini, twierdząc, że więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
azetka792013-12-06 10:20:32
avatar
a ja życzę miłości:)
odpowiedz
lexxy2013-12-06 10:20:32
avatar
i tylko jedno - być taką jak ona...
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów