Kupa problemów

Adam Maniura
« powrót

Gdy idziemy ulicami któregokolwiek polskiego miasta, przypomina mi się tekst z pewnej komedii, gdzie ojciec produkujący sedesy, pouczał syna o randze tej profesji. Pokazał mu sedes i zapytał co w nim widzi?

Syn trafnie odgadując, powiedział: to jest kupa! Takie odkrycie towarzyszy każdemu, kto wybiera się na spacer po Bytomiu.


Żeby to jeszcze było gdzie chodzić? Nasze skwery to idealne miejsca do posiedzeń libacyjnych pod warunkiem, że jest na czym usiąść. Nasze place zabaw, to poligon dla kilkunastoletnich wyrostków, którzy piją nie koniecznie „Kubusia” i klną na czym świat stoi, a speszone mamy boją się zwracać uwagę, by same nie stać się obiektem ich agresji. Ale już całkowicie poraził mnie widok pani, która wyszła na spacerek, ze swoim czworonożnym pupilem. Spotkała znajomą, z którą zamieniła więcej niż kilka zdań, a w tym czasie jej piesek przymuszony przez czynniki naturalne, załatwił swe potrzeby do... piaskownicy!!! Nie, nie była to kuweta, tylko PIASKOWNICA, taka co to dzieci się w niej bawią. Czy może być większy obraz głupoty? Nie pies tu zawinił, tylko właścicielka. Pies kieruje się instynktem i jak mus to mus, ale właścicielkę można podejrzewać, o posiadanie jakiegoś potencjału rozumu. Każdy z nas ma w sobie, przynajmniej jakąś namiastkę romantyzmu. Ostatnio i ja dałem się ponieść temu wzniosłemu uczuciu. Mamy jesień. Jest piękne niedzielne popołudnie. Słońce cudownie świeci, liście mienią się całą gamą kolorów, od złota poprzez purpurę, a kończąc na zgniłej zieleni tych nie uprzątniętych , zalegających na ulicach. Moja żona i ja ze splecionymi dłońmi, otoczeni śmiechem naszej biegającej w kółko córki. I myślę sobie, cóż może być piękniejszego nad ten moment? I już pragnę podzielić się tymi metafizycznymi doznaniami z moją ukochaną, gdy słyszę jej głos: Julia nie biegaj po trawie, bo tam pieski robią kupkę. Wypowiedziała to z taką oczywistością, że można by pomyśleć, że moja córka jest intruzem na trawniku, bo to przecież klozet dla naszych sympatycznych czworonogów. Do czego już doszło! Idąc chodnikami, nawet w centrum miasta, wykonujemy zakręty i podskoki, by ominąć pozostałości po przemianie psiej materii. Skwery to już prawdziwe cuchnące szambo i nawet wsiadając do auta nie jestem spokojny o estetykę tego miejsca, bo znów jakiś futrzak oddał swą urynę na koło mojego wozu. Czy nikt nie widzi tego problemu? Czy ludzie są ślepi i pozbawieni węchu? Czy nie ma sankcji na właścicieli psów, którzy nie sprzątają po swych milusińskich? Nie mam nic do psów – lubię ja bardziej od kotów – ale porządek musi być, a za to odpowiadają właściciele. Nie wiem, czy to zbyt wielki problem, jak na możliwości naszych reprezentantów zasiadających w gmachu przy ul. Parkowej, ale są tam odpowiednie do tego instytucje i środki, by nauczyć ludzi porządku. Już widzę, jak rzecznik prasowy Urzędu Miasta, macha całym plikiem odpowiednich zarządzeń, przepisów i paragrafów, ale psy i ich właściciele robią sobie z tego tyle, ile kot z psiej karmy. Może warto by nasi strażnicy porządku i moralności, nie dawali mandatów biednej babci, która sprzedaje czosnek na chodniku, dorabiając sobie do swej GODZIWEJ emerytury, ale przy tym nie płaci podatku, od prowadzenia działalności gospodarczej. Po kieszeni trzeba uderzyć m.in. tych, którzy dewastują i zabrudzają nasze miasto. Psie odchody to nie dzieła sztuki, to brud i środowiska wylegania się wielu niebezpiecznych chorób. Trzeba z tym walczyć! Jak to zrobić? Może warto zapytać naszych znajomych z partnerskiego miasta Recklinghausen, jak oni sobie z tym poradzili, bo z tego co widziałem, jest tam inaczej. Dzięki uprzejmości moich przyjaciół, mogłem zobaczyć jedną z największych metropolii Europy, jaką jest Londyn. Ale nic tak mnie nie zadziwiło, jak widok pracowników ubranych w eleganckie garnitury i białe koszule, którzy w przerwie wychodzą na skwery i podkładając sobie aktówki pod głowę, ucinają sobie drzemkę. Gdy zareagowałem na to z niesmakiem, znajoma uśmiechnęła się z politowaniem i powiedziała: tu żaden pies kupy nie zrobi, bo to właścicielowi się nie opłaca. Proszę potraktować ten przykład, jako podpowiedź sposobu rozwiązania tego problemu.


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Kilka słów o ... kobietach Kilka słów o ... kobietach - „Masz za duże wymagania!” - „Nigdy Cię nie zrozumiem …” - „Czy mogłabyś mi to powiedzieć wprost?” Jak często z ust mężczyzn padają powyższe słowa! więcej...
Publicystyka - Kilka słów o ... kobietach Kilka słów o ... kobietach - „Masz za duże wymagania!” - „Nigdy Cię nie zrozumiem …” - „Czy mogłabyś mi to powiedzieć wprost?” Jak często z ust mężczyzn padają powyższe słowa! więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów