Między hałasem, a ciszą
Damian Kopeć
« powrót

Między krzykiem, a ciszą słowa się kołyszą. Słowa zrozumiałe, potrzebne komuś, słowa rozmowy. Służące wzajemnemu zrozumieniu i porozumieniu. Niestety hałasu i wrzasku we wszelkich wyobrażalnych odmianach mamy wokół siebie znacznie więcej niż spokojnych słów. A ciszy, takiej, która sprzyja rozmowie?! Malutko, ociupinkę.



Zupełna cisza nie jest bynajmniej rzeczą normalną. W takim sztucznie wyizolowanym bezdźwięcznym środowisku spanikowany mózg sam zaczyna wytwarzać coś, co ma zapełnić nieznośną dla niego pustkę. Stwarza coś przypominającego odgłosy świata, nie te dostępne także dla innych, a tylko na własny użytek właściciela. Takiej ciszy zbliżonej do "ideału" możemy chociażby skosztować w ciągnących się kilometrami tunelach i bunkrach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Tam, kilkanaście metrów pod ziemią, w otoczeniu betonowych ścian zawilgoconych korytarzy można milknąc na chwilę usłyszeć kapanie wody. Zdaje się, że gdzieś blisko, tuż obok nas, a w istocie kilkaset metrów dalej. Ale w takich warunkach jak tam panujące, przy braku światła i ciszy zmąconej tylko nieustanną pracą wody wcale nie czujemy się komfortowo. Zamiast miłego odprężenia od wielkomiejskiego hałasu po plecach maszerują nam batalionami ciarki, a ciałem, a może bardziej umysłem wstrząsają dreszcze niepokoju.



Naturalną ciszę, nie pozbawioną przecież dźwięków, można spotkać w przyrodzie, w górach, lasach czy w morskiej toni. Ta cisza nie zawiera sztucznych odgłosów wytwarzanych przez cywilizację. Tego zanieczyszczenia środowiska, o którym większość nie myśli, chyba, że uniemożliwia im ono popołudniową drzemkę lub zaśnięcie wieczorem po dniu wytężonej pracy. A przecież ten niemilknący nawet na chwilę, stale otaczający nas dźwiękowy smog powinien budzić naturalny niepokój! Jest bowiem źródłem zmęczenia, rozdrażnienia, nerwowości, nadmiernej drażliwości. Co zaskakujące, wielu przyzwyczajonych do nieustannego miejskiego szumu zaczyna odczuwać wyraźne zaniepokojenie, gdy nagle zabraknie go nawet na krótką chwilę. Zdezorientowani włączają wtedy w lesie radio, nakładają na uszy słuchawki pełne muzyki, pokrzykują tak, że z drzew lecą liście i drzemiące tam spokojnie kleszcze. Dla nich o wiele bardziej relaksujące wydają się hałaśliwe miejskie festyny, koncerty muzyki popularnej, masowe imprezy z nieodłącznym gwarem, smrodem papierosów, piwa, przypalonych kiełbasek i prażonego popcornu. Odpoczywają w pomieszczeniach wypełnionych dźwiękami po brzegi tak, że aż się wylewa na zewnątrz. Dźwiękiem puszczonych na cały regulator odbiorników radiowych, telewizorów, wież. Czerpią chyba jakąś kosmiczną energię z tych pełnych wyśrubowanej mocy fal akustycznych, a będąc z natury dobrymi nie omieszkają dzielić się tym głośnym bogactwem z innymi. Ci właśnie ludzie, gdy znajdą się w tak nieprzyjemnie spokojnym otoczeniu, jak dajmy na to góry, nie ustają w wysiłkach by za wszelką cenę, przynajmniej na chwilę pokazać tu swój styl życia. Pokrzykując, hałasując, rozdzierając delikatną zasłonę naturalnie przytłumionych dźwięków przyrody. Zwierząt to oni mogą posłuchać, zwykli mówić, ale w prawdziwym stereo, we własnym domu. No cóż, ci ludzie nie mając chyba tego świadomości nie słyszą już zbyt wiele. Całe zakresy częstotliwości są dla nich fizycznie i estetycznie niedostępne. To wrzask, rozkołysane od wielkich wartości decybele sprawiają, że czują, że żyją. Po cóż im delikatny szum traw, szelest liści, szemranie potoków, gdy mają szum wentylatorów, szelest papierów, szemranie lodówek. Nie wiedzą, a może i nie chcą wiedzieć o życiu toczącym się tuż obok. Nie pragną słyszeć subtelnego odgłosu zawzięcie machających owadzich skrzydełek czy za każdym razem zaskakującego zmiennością śpiewu ptaków. Jest im to obojętne, a może nawet wrogie. Cisza w tym wydaniu, tak rozumiana, oznacza dla nich nieistnienie. Taka cisza oznacza niepotrzebny atak myśli, które tłoczą się i wdzierają w każde wolne miejsce. Nieustanny hałas nie pozwala się skupić i chroni przed refleksją. Jest formą ucieczki przed samym sobą w harmider, tempo, poczucie braku czasu na cokolwiek, łapanie stu srok za ogon.



Miasto z jego nigdy niekończącym się życiem skutecznie chroni przed spokojem. Nawet noc jakże często rozdzierana jest wrzaskami pijanych, rykiem silników samochodowych, męczącym warkotem pracy wentylatorów. Trudno usiąść i trudno myśleć, niełatwo usłyszeć własne myśli. Obawa przed samym sobą może tłumaczyć ten nagminny brak szacunku do ciszy. Nawet wybrane w wolnych wyborach władze miast i miasteczek zdają się podzielać zdanie większości i z jawną beztroską, a może i ledwie skrywaną pogardą podchodzą do tego problemu. Gra muzyka, szyby drżą w oknach, przerażone ptaki latają ogłupiałe na wszystkie strony. To jeden z efektów hałaśliwych koncertów, którym potrafi patronować elegancki Prezydent jakiegoś Miasta. Ale jakie to ma znaczenie, gdy tyle osób dobrze się bawi? O ekologii, o zdrowiu łatwiej jest rozprawiać teoretycznie, globalnie niż na konkretnych przykładach. Nawet istniejące przepisy o ciszy nocnej, o dopuszczalnym poziomie hałasu są nagminnie ignorowane i traktowane jako coś głupiego i nieżyciowego, ważnego tylko w ramach określonej kartki papieru. Mniejszość, która lubi i docenia ciszę, nie jest aż tak istotna i wpływowa, żeby zwracać na nią politycznie słuszną uwagę. Ot, zwykli dziwacy nie rozumiejący ducha czasów. Nieustanny hałas jest traktowany jako miernik postępu, rozwoju cywilizacji mierzonego ilością szumu, pisku, gwizdu, warkotu. Pozostaje chyba wyjechać na stałe gdzieś w leśną głuszę. Lecz czy to wiele da?! Prędzej czy później pojawią się tam światli krzewiciele postępowych idei niosący ze sobą kaganek, a raczej głośniczek pełen hałasu.



(Felieton brał - z sukcesem - udział w I Edycji Tęczowego Konkursu Literackiego zorganizowanego przez SDK Tęcza w Tychach.)


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Kilka słów o ... kobietach Kilka słów o ... kobietach Z ust kobiety wręcz wylewa się potok słów, a gdy dociera on do mężczyzny, ona wnikliwie obserwuje, jak poradzi sobie jej wybranek z rozszyfrowaniem skomplikowanego ciągu znaków. więcej...
Publicystyka - Czy kto woli, czy nie woli - bileciki do kontroli! Czy kto woli, czy nie woli - bileciki do kontroli! Wysiadam z tramwaju linii 41. Obok mnie dumnie kroczy osoba, która pewnie wielu użytkownikom sieci komunikacyjnych kojarzy się mało przyjemnie. Bo obok mnie idzie kontroler (ściśle biorąc - kontrolerka) więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej
Pan Smrodek
Pierwszy bilans po apokalipsie
Reklama linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
g

osób online: