"TO NIE MY", czyli ekumenizm zza biurka

Autor: Karol Kordyka
Okładka publicystyki dla

 

 

"Życie Warszawy" donosi, że Polska Rada Chrześcijan i Żydów domaga się zmian w wielkopostnej liturgii katolickiej.
Chodzi dokładnie o stwierdzenie w modlitwie wiernych, że Izrael  to "lud, który niegdyś był narodem wybranym”, co ma być błędem łacińskiego tłumaczenia, poprawnie brzmiącym: "lud, który najpierw został wybrany”.

 

W pełni przyznaję rację temu poglądowi. Trwanie w pewnych negatywnych schematach myślowych nie jest pożądane, zwłaszcza w naszym, jakże podatnym na sugestie, społeczeństwie.

Druga zmiana nie jest już tak niezaprzeczalnie słuszna i świadczy o zadziwiającym braku zrozumienia pewnych fraz przez osoby skądinąd podpisujące się ”prof.”, nie wspominając o „ks.”.
Chodzi o słynną pieśń „Ludu, mój Ludu”, która ponoć w zbyt jednoznaczny sposób wytyka palcami winę Żydów za ukrzyżowanie Jezusa, jego biczowanie etc.
Argumentem jest min. stwierdzenie, że „wiele z tych rzeczy uczynili Rzymianie”.
Uważam to za śmieszne i obrażające autorytet Rady i członków mówiących te słowa.

 

Rzymianie wykonali wyrok śmierci na Jezusie w oparciu o żądanie Sanhedrynu (wysoka rada żydowska ds. społecznych i religijnych) i kampanię społeczną przeciw osobie Jezusa.  
Uciekanie się do argumentu, że „to Rzymianie biczowali”, a nie Żydzi, jest prawie tak samo sensowne jak stwierdzenie „polskie obozy koncentracyjne”. I w jednym i w drugim wypadku debatowanie nad formą w oderwaniu od treści jest skrajną hipokryzją na tle społeczno-historycznym. 

Ważniejsze jest jednak to, że podmiot liryczny w pieśni, wzywając „lud”, nie ma na myśli tylko Izraela, ale całą ludzkość. W kontekście nauki chrześcijaństwa, stwierdzamy, że Chrystus cierpiał za przewiny całej ludzkości.
Alegorią tych win i ich odkupienia jest krzyż, gwoździe, korona cierniowa i sama Droga Krzyżowa. I Chrystus pyta się tych, za których cierpi: „cóżeście mi uczynili?”
Traktowanie tego jako zwrotu tylko DO i O Izraelu jest zadziwiającą jak na profesorów krótkowzrocznością i niegodnym teologów „formalizmem i czepialstwiem”.

Być może przez pewien czas i w niektórych sytuacjach sens pieśni był taki, jak wskazuje Rada, jednak w oparciu o dzisiejszy, internacjonalny zasięg nauki Kościoła, nie może być mowy o takim jej (pieśni) rozumieniu.

Tego typu wypowiedzi budzą niepokój i nasuwają pytanie – czy do takich spraw powołano Radę?
Oraz – gdzie jest granica między ekumenicznym kompromisem, a bezsensownym pieniactwem?   

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy