Pisanie uratowało mnie przed depresją. Wywiad z Anną Sakowicz

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Były momenty w moim życiu, kiedy naprawdę się nie układało. Zrezygnowałam z pracy i po przeprowadzce zajmowałam się domem, akurat mieliśmy remont. Córka dorastała i już po kilku miesiącach poczułam się jak kura domowa. Wcześniej byłam aktywna zawodowo, a po przeprowadzce moją największą aktywnością było „latanie na szmacie”. Byłam pewna, że skończy się to depresją. I wtedy zupełnie spontanicznie stwierdziłam, że założę blog o tym, jak zostać kurą domową. Myślałam, że nikt nie będzie tego czytał, więc jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że po tygodniu mój blog odwiedziło 8 tysięcy czytelników. To dało mi wiatr w żagle. Wstawałam rano i o 7 dodawałam posty. Codziennie (przez prawie dwa lata). To była moja nowa „praca”. Narzuciłam sobie rytm i to mnie uratowało przed zgnuśnieniem. Miałam coś swojego, czytelnikom się podobało, czułam się potrzebna nie tylko w domu. Potem wygrałam kilka konkursów i w końcu w siebie uwierzyłam - mówi Anna Sakowicz, autorka powieści Szepty dzieciństwa

Bywa, że dzieciństwo przypominają nam różne zapachy: zapach pieczonego chleba, drewnianej podłogi... Jaki zapach najczęściej wywołuje u Pani wspomnienia?


Zapach ciasta drożdżowego! Zdecydowanie. Zawsze wywołuje miłe wspomnienia. Babcia piekła najlepsze ciasto drożdżowe na świecie. Z rodzynkami i kruszonką. Jak o tym pomyślę, to zaraz przenoszę się w ukochane miejsce i siadam przy stole razem ze świętej pamięci babcią, która kroi kawał drożdżaka i smaruje go masłem. Dodam, że masłem własnej roboty.


Z kolei moje najwcześniejsze wspomnienie dotyczy… śledzia. Byłam bardzo malutka, nie wiem dokładnie w jakim wieku, ale pamiętam, jak mój tata siedział w kuchni i jadł z apetytem śledzia. Co jakiś czas dawał mi trochę posmakować. Mama na niego krzyczała, że małemu dziecku nie można dawać tak słonych potraw, ale ja tak bardzo domagałam się śledzia, że tata po kryjomu mi go podtykał. To jest na pewno najwcześniejsze wspomnienie. Nawet, kiedy zapytałam o to rodziców, dziwili się bardzo, że pamiętam. Musiało to być faktycznie dla mnie duże przeżycie, jeżeli zostało w głowie do dziś.


Dorastałam w czasach, kiedy dzieciaki prawie cały dzień spędzały na podwórku. Graliśmy w grzyba (dziś niewyobrażalne, by dzieci rzucały nożami), w kapsle, skakaliśmy w gumę, bawiliśmy się w chowanego czy wygłupialiśmy na trzepaku. Cieszę się, że dorastałam w czasach, gdy nie było komputerów.

A książki?


Książki towarzyszyły mi od zawsze. Lubiłam czytać. Czasami mama kazała kończyć, a wtedy zawsze w pogotowiu była dyżurna latarka i czytało się pod kołdrą. Miałam sporo ulubionych lektur. Do dziś w pamięci zostało mi Wio, Leokadio Kulmowej. To niesamowita, wręcz metafizyczna książka. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Potem było całe mnóstwo powieści przygodowych. Zawsze próbowałam naśladować bohaterów. Miałam więc łuk, procę i bardzo często czarne stopy.

Chciałaby Pani na stałe wrócić do tych czasów?


Z jednej strony – bardzo bym chciała. Wakacje na wsi u ukochanej babci, bieganie po polach i łąkach, wdrapywanie się na płoty, rozrabianie z kuzynami… Piękny, beztroski czas. Jednak z drugiej: nie chciałabym znów przechodzić przez dojrzewanie, podejmowanie ważnych decyzji życiowych, zastanawianie się, kim chcę być, poszukiwanie siebie. Nie, do dzieciństwa wystarczy już powrót we wspomnieniach, zdecydowanie wolę zostać tu i teraz.


Nie ma więc Pani zbyt wiele wspólnego z bohaterami Pani najnowszej książki?


To prawda. Moje dzieciństwo to zupełne przeciwieństwo tego, co przeżyła Baśka – bohaterka Szeptów dzieciństwa. Miałam brata, z którym zawsze się świetnie dogadywałam i najczęściej broiliśmy we dwójkę. Mama i tata pozwalali nam realizować swoje marzenia, zapewniali nam bezpieczeństwo, dlatego w wolnym czasie tak chętnie rozrabialiśmy. Nie musieliśmy się o nic martwić.


Baśka jest postacią zupełnie ode mnie oderwaną, choć przyznam, że dałam jej trochę swoich emocji. Nie chcę jednak zdradzać, których. Myślę zresztą, że to taki typ bohatera określany jako everyman – każdy znajdzie tu odrobinę swoich przeżyć czy doświadczeń.



Ale dowiedziała się Pani czegoś również o sobie, pisząc tę książkę?


Oczywiście, że tak. Podczas pisania książka potargała mną emocjonalnie. Bardzo ją przeżywałam. Zrozumiałam też kilka spraw dotyczących relacji w mojej rodzinie. Dziwne, bo dopiero po napisaniu książki zaczęłam pewne sytuacje brać do siebie i analizować. Nie działo się to podczas pisania, tylko dopiero później – w czasie redakcji – co było dla mnie zaskakującym przeżyciem. Nie wiem, ile jeszcze kiedykolwiek napiszę książek, ale ta z pewnością zajmie ważne miejsce nie tylko w moim życiu osobistym, lecz także literackim.



Jak powstawały Szepty dzieciństwa?


Powieść powstawała dość długo. Myślę, że nosiłam ją w sobie około dwóch lat. Wiedziałam, co chcę napisać, ale musiałam dać temu dojrzeć. Wszystkie wątki musiały się poukładać w całość. Samo pisanie trwało kilka miesięcy (około pół roku). Nie miałam żadnych momentów zniechęcenia, choć bywały słabsze dni. Śmiałam się do ekranu, płakałam, denerwowałam na główną bohaterkę. To było ciekawe doświadczenie.

Na ile świadomość i umiejętność właściwej oceny relacji pomiędzy matką a córką daje córce szansę na uniknięcie potarzania błędów matki? Czy pisząc swą książkę, by wiarygodnie opisać taką relację, korzystała Pani z konsultacji psychologa?


To trudne pytanie, bo chyba trudno obiektywnie ocenić własne relacje z matką. Trudno też uniknąć powielania błędów, choć jest to możliwe dzięki umiejętności oceny relacji, w jakiej jesteśmy. Jednak jaki to ma być stopień świadomości – nie mam pojęcia. To chyba niemożliwe do określenia. Powieść po napisaniu konsultowałam z psychologiem, Kamilą Paszelke (której jeszcze raz dziękuję). Ona uświadomiła mi wiele istotnych momentów z życia Baśki, wyjaśniła zachowanie matki bohaterki i pomogła uniknąć błędów rzeczowych. Potraktowała bohaterów jak żywe postaci, poddała analizie ich zachowanie, co było niezwykle pomocne.


Jednak książkę pisałam głównie intuicyjnie na podstawie różnych obserwacji, a dopiero potem to konsultowałam.



Myśli Pani, że można skutecznie naprawić błędy popełnione w wychowaniu własnych dzieci?


Nie wiem. Też jestem mamą, też popełniam błędy. Co prawda, staram się je naprawiać, tak jak umiem, ale czy to się uda, czy nie, będzie można ocenić dopiero z perspektywy czasowej. Każdy z nas przecież się myli, nie ma kursów na temat tego, jak być rodzicem, postępujemy więc głównie intuicyjnie, a życie to weryfikuje. Bycie rodzicem to jedno z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych zadań, jakie zostało nam powierzone.



Na blogu „Kura pazurem” pisze Pani otwarcie, że obowiązki związane z domem i wychowaniem dzieci w pewnym momencie Panią przytłoczyły...


Były momenty w moim życiu, kiedy naprawdę się nie układało. Straciłam dziecko, rozwiodłam się, wszystko szło pod górę – z wyjątkiem pracy zawodowej, bo tam naprawdę się spełniałam. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że to była ucieczka przed problemami. W pewnym momencie swojego życia poznałam obecnego męża. Moja córka go uwielbiała. Wiedziałam, że trafiłam na bardzo wartościowego człowieka, dzieliło nas jednak 300 km. Po kilku latach znajomości należało więc podjąć decyzję, co dalej. Dla niego zrezygnowałam z pracy i przeniosłam się na Kociewie. Myślałam, że tutaj znajdę pracę bez problemów. Okazało się jednak, że nikt nie czekał na mnie z otwartymi ramionami. Zajmowałam się domem, akurat mieliśmy remont. Córka dorastała i już po kilku miesiącach poczułam się jak kura domowa. Wcześniej byłam aktywna zawodowo, a po przeprowadzce moją największą aktywnością było „latanie na szmacie”. Byłam pewna, że skończy się to depresją. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, nikt mnie nie


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - - Warto napisać książkę, by ktoś nie czuł się samotny. Rozmowa ze Zbigniewem M. Nowakiem - Warto napisać książkę, by ktoś nie czuł się samotny. Rozmowa ze Zbigniewem M. Nowakiem - Podobno Joseph Conrad powiedział kiedyś, że każdy nosi w sobie potrzebę napisania tego co mu się przydarzyło. Miałem w sobie tak potrzebę od lat. Jako kilkunastoletni chłopiec postanowiłem napisać komiks o Indianach więcej...
Publicystyka - Literatura nie ma przygnębiać. Rozmowa z Haliną Kowalczuk Literatura nie ma przygnębiać. Rozmowa z Haliną Kowalczuk - Uważam, że w naszym codziennym życiu jest tyle zła, niegodziwości, zawiedzionej miłości, zdrady, że w swoich książkach chciałam pokazać, że istnieje miłość prawdziwa, ale trzeba w nią uwierzyć. Czy każdy z nas więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
jaszczowka2015-08-06 12:31:45
avatar
Ciekawa osoba i świetna książka:)
odpowiedz
emilly262015-08-06 12:31:45
avatar
Cieszę się,że pisanie pomogło przetrwać te najtrudniejsze chwile.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów