Polak, katolik, alkoholik. Władysław Broniewski

Autor: Beata Bednarz
Okładka publicystyki dla Polak, katolik, alkoholik. Władysław Broniewski z kategorii Brak kategorii

Wśród mrocznych miast, po mrocznych stronach,

jak stada wypędzanych szczurów,

gromady ludzi przerażonych

pełzają u strzaskanych murów;

bezdomni, ślepi i wylękli,

ruszają chyłkiem, znów przyklękli,

złowrogo patrzą w niebo, szepcą,

że głód, że śmierć, że - wszystko jedno,

i przeklinając ziemię biedną,

ruszają znów, po trupach depczą,

znikają mroczni i samotni... 

(Władysław Broniewski Homo sapiens)

 

Mariusz Urbanek, autor znakomitej biografii Władysława Broniewskiego, opowiadał kiedyś o braku zainteresowania opublikowaniem książki na temat poety. - Wydawcy, z którymi rozmawiałem, obawiali się, że Broniewski to już zamknięty temat. Pytali wprost: „Mariusz, kogo on dziś zainteresuje?”. Okazało się, że jednak interesuje. Bo też i żywot Broniewskiego to gotowy materiał na znakomity film. 

 

Dziwny to był człowiek

Olbrzymim wyzwaniem jest próba zrozumienia wewnętrznych pęknięć Broniewskiego, jego wyborów i postawy po drugiej wojnie światowej. Na tle jego młodzieńczych zasług w walce o niepodległość Polski u boku Piłsudskiego, żołnierskiej odwagi, jaką wtedy okazał, jego konszachty z władcami PRL oraz sławienie Stalina, którego był przecież przez półtora roku (1940-1941) więźniem, jawią się jako szczególne kuriozum. Marek Hłasko, który był w latach pięćdziesiątych jego nieoficjalnym sekretarzem, długo nie potrafił go zrozumieć. W Pięknych dwudziestoletnich napisał:  Dziwny to był człowiek; oficer legionów, komunista nie należący do partii, więzień naszych kapryśnych braci, najbardziej polski poeta, jakiego można sobie wyśnić. Hłasko miał kiedyś powiedzieć w czasie jednego z suto zakrapianych wieczorów, że napisać Słowo o Stalinie to jakby pocałować wodza rewolucji w dupę. Broniewski wpadł w furię i krzyczał wówczas, że to jego bito w mordę, więc może pisać, co chce i jak chce, i nikt nie ma prawa zarzucać mu zdrady jego życiorysu. Następnie kazał Hłasce uklęknąć i pocałować w rękę na przeprosiny. Nigdy – usłyszał Broniewski, który miał wtedy złapać Hłaskę za kark i wyrzucić ze swojej willi na Mokotowie. Komunizm potrzebny mu był tylko z jednego powodu: ponieważ, on, Broniewski, najbardziej lubił pisać o komunizmie – stwierdził Hłasko.

  

Żołnierz Komendanta

Chopinowski mazurek, który nauczył się grać w dzieciństwie na pianinie dzięki namowom swojej babki, będzie towarzyszyć Broniewskiemu przez całe życie. W płockiej szkole był płowowłosym, niesfornym chłopcem, popisującym się w czasie przerw, jak wspominał Jan Lechoń, tańczeniem kozaka. W rodzinnym domu Broniewskiego odbywały się spotkania, w trakcie których czytano patriotyczne utwory Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Wyspiańskiego i Żeromskiego oraz dyskutowano o zbliżającej się wojnie, nazwanej później pierwszą wojną światową. Usłyszy wtedy, że muszą być gotowi do walki o niepodległą Polskę. Tuż przed jej wybuchem założy zatem w Płocku harcerską drużynę, a także sekcję Związku Strzeleckiego – organizacji, która za cel stawiała sobie przygotowanie młodzieży do powstania.

Na wojnę Broniewski wyruszył jako nastolatek. Rzucił wtedy w tajemnicy przed wszystkimi szkołę. W kwietniu 1915 roku jako jeden z gimnazjalistów wchodzących w skład oddziału strzelców dostaje biało-czerwoną opaskę na ramię z napisem „Legiony Polskie 1 pułk”. Uczestniczy w słynnej bitwie pod Jastkowem, gdzie legioniści z 4. pułku piechoty Legionów starli się z oddziałami armii rosyjskiej. Po odmowie złożenia przysięgi wierności Austrii i Niemcom, zostaje internowany w obozie pod Kaliszem, w którym spędzi cztery miesiące. W 1918 roku wróci do Płocka, ale gdy powrót do gimnazjum okaże się niemożliwy, zda maturę eksternistycznie w stolicy i rozpocznie studia filozoficzne.

 

Diabli mi nadali być całą noc na tańcach i zaspałem

Tak zapisał w swoim pamiętniku chwilę przyjazdu do Warszawy zwolnionego z Magdeburga Piłsudskiego. Gdy w stolicy rozbrajano Niemców, na rok przed maturą popędził do POW, gdzie zbierali się legioniści. Pod koniec listopada, na wieść o wybuchu wojny polsko-sowieckiej, rzuca studia i zgłasza się do wojska. Znów zatem rezygnuje z wygody i własnego dobra, aby walczyć o Polskę. Otrzymuje przydział w jednostce stacjonującej we Włodzimierzu Wołyńskim oraz oficerską kwaterę, ale oczekiwany awans na podporucznika dostanie dopiero rok później. „Życie oficerskie” mijało mu jednak nie tyle na służbie, ile na zabawach, hazardzie, pijaństwie i romansach. W styczniu 1919 roku, gdy Ukraińcy zaatakowali Włodzimierz, pozna prawdziwe oblicza wojny. Jako oficer 1. pułku piechoty Legionów bierze udział w walkach z Armią Czerwoną na terenie Ukrainy, Białorusi i Litwy. Podczas wojny polsko-sowieckiej jego żołnierska odwaga zostanie doceniona przyznaniem mu krzyża Virtuti Militari, a także - czterokrotnie - Krzyża Walecznych.

Po wielu miesiącach spędzonych w wojsku cywilne życie go nużyło i wydawało mu się banalne. W czasie urlopu romansował, czytał Trockiego, plażował, pił wódkę i oglądał „głupie sztuczydła”. Tylko w armii czuł się naprawdę „u siebie”. Swoją legionową epopeję jako żołnierz Komendanta będzie z dumą wspominać przez całe życie, nawet w najczarniejszym, bo stalinowskim okresie PRL-u oraz w obecności komunistycznych aparatczyków. Mógł sobie na to pozwalać z uwagi, jak zauważa reżyser Maciej Gawlikowski, na pozycję, jaką później zyskał – na pozycję nadwornego poety władców PRL.

 

Za kratkami w NKWD

Wiersz, który Broniewski ułożył i zapamiętał w sowieckim areszcie na Zamarstynowie, ocalał w notatniku Józefa Czapskiego. Wpisał go do niego kilka lat później sam poeta. Drukiem ukazał się on dopiero w 1962 roku w Instytucie Literackim Jerzego Giedroycia. Areszt śledczy na Zamarstynowie, a potem na Łubiance w Moskwie był bardzo ciężki: głód, wszy, częste przesłuchania i rewizje, brak spacerów. Kiedy po wojnie Broniewski wyjechał do Związku Radzieckiego w delegacji polskich pisarzy (na co długo mu nie pozwalano ze względu na jego słabość do alkoholu, bo jeszcze coś chlapnie o Łubiance), na lotnisku w Moskwie komunistyczny aparatczyk, widząc słaniającego się na nogach poetę, próbował uniknąć kompromitującej sceny i zaproponował towarzyszowi Broniewskiemu, żeby poszedł gdzieś z nimi usiąść. Ja tu u was już siedziałem! – odburknie były więzień Łubianki.

 

Broniewski jestem. Polak, katolik, alkoholik

Tak się często przedstawiał, co było ironiczne i symboliczne z uwagi na świadomość poety co do swojej ogromnej słabości do alkoholu, którą Wańkowicz nazywał daleko posuniętymi studiami porównawczymi nad różnymi gatunkami whisky. Broniewski zaczął pić jeszcze w czasach legionowych. W późniejszych latach jego pociąg do alkoholu przybierał coraz większe rozmiary i bywał przyczyną niekontrolowanych ekscesów. Alkohol wpłynął na jego życie bardzo mocno.

Z tym aspektem jego biografii wiąże się tajemniczy pobyt w szpitalu psychiatrycznym w Kościanie. Maciej Gawlikowski, który po zebraniu informacji nakręcił na ten temat film dokumentalny, tak o tym opowiada: Został na polecenie ministra Bermana obezwładniony i porwany z domu w kilka dni po tragicznej śmierci ukochanej córki, Anki. Wywieziono go do odległego od Warszawy Kościana, gdzie więziono go kilka miesięcy, ponoć w trosce o jego zdrowie. Władze obawiały się, że nie stroniący od alkoholu Broniewski zapije się na umór. Nie trafili, bo śmierć najbliższej mu osoby podziałała trzeźwiąco – nie pił w tym czasie nic. Próby ucieczki i wreszcie desperacka głodówka spowodowały uwolnienie go. To, jak władze PRL potraktowały Broniewskiego, wiele mówi o tym systemie. Mariusz Urbanek zaś stwierdzi w swojej biografii poety, że są to najbardziej tajemnicze cztery tygodnie życia Władysława Broniewskiego i że z każdym rokiem trudniej będzie wyjaśnić, co naprawdę stało się we wrześniu 1954 roku. Sam poeta w liście do żony skarżył się, że jest trzymany w szpitalu siłą: Nie wiem, czy zdołam na nowo podjąć „ciężar pieśni”. I właściwie po takim potraktowaniu mnie przez rządzących dobroczyńców nie mam na to ochoty.

 

Zadziorny szlachciura

Kawaler orderu Virtuti Militari. Był do końca życia dumny, że zdobył ten order, walcząc przeciwko bolszewikom. Gdyby na szalach wagi postawić jego postawę z PRL i tę wcześniejszą, to moim zdaniem bilans jest zdecydowanie dodatni. A trzeba też pamiętać, że w PRL za wieloma osobami się wstawiał, wielu ludzi ratował – uważa twórca filmu dokumentalnego o Broniewskim. Był szlachetnym człowiekiem i gorącym patriotą, ale często oszukiwał samego siebie. Wydaje się, że był więźniem swoich złudzeń, wskutek czego jako groteskowe, a nawet tragiczne można określić jego wybory powojenne. Przeżywał wiele rozterek, które zagłuszał alkoholem. Pod koniec życia dzwonił, zrozpaczony, po nocach do przyjaciół, aby przeczytać właśnie napisany utwór. Broniewski nie był tak gorliwym współpracownikiem systemu komunistycznego, jak przyjęło się powszechnie uważać. Nierzadko szamotał się w swoim życiu - i ze swoim życiem - buntował się, był zadziornym szlachciurą – jak to ujął Marek Hłasko. W stalinowskich czasach, a więc najczarniejszych, na licznych spotkaniach autorskich recytował Homo sapiens - opowieść o grobach w Katyniu, a gdy został delegatem Związku Literatów na obchody stulecia urodzin Mickiewicza, w Nowogródku - w obecności rosyjskich i polskich poetów oraz ku ich olbrzymiej konsternacji - powie: To wzgórze zdobywałem w 1920 roku na bolszewikach. Nie potrafił siebie określić, miotały nim różne pasje i uczucia. W biografii Broniewskiego nic nie jest czarno-białe: kontrastują ze sobą małość i wielkość, odwaga i tchórzostwo, szlachetność i próżność, niepospolity talent i tanie agitatorstwo. W jego losie jak w soczewce odbija się polska historia ze wszystkimi jej odcieniami: tragiczna, złożona, martyrologiczna wręcz, ale też niekiedy - romantyczna i barwna.

 

 

Obrzydzony pokoleniom młodzieży

 

Dziś znana jest tylko jedna twarz Władysława Broniewskiego: jako człowieka pióra, który po drugiej wojnie światowej – jak by to ujął Marek Nowakowski – znalazł się w rydwanie panujących władców, oraz proletariackiego poety, który napisał wiersz ku czci zbrodniarza. Nie znamy innych wcieleń poety, którego osobowość była przecież pełna sprzeczności i zagadkowa. Jak zauważyła Joanna Siedlecka, został obrzydzony pokoleniom młodzieży, katowanym na akademiach „ku czci” takimi wierszami, jak „Elegia na śmierć Ludwika Waryńskiego”, „Pokłon rewolucji październikowej”, „Na śmierć rewolucjonisty”. Z życiorysu i bogatej twórczości Broniewskiego komuniści rugowali to wszystko, co nie pasowało im do wizerunku sztandarowego poety PRL-u. Dziś, w wolnej Polsce, postać i romantyczne wiersze Władysława Broniewskiego znajdują się w literackim czyśćcu. Mariusz Urbanek w książce Broniewski. Miłość, wódka, polityka twierdzi nawet, że wiersze Broniewskiego znalazły się w poetyckim piekle. Wciąż czekają na wyjście z niego, na wydobycie z niepamięci. Czekają na inteligentnych, a nie zacietrzewionych i stereotypowo patrzących czytelników. Czy doczekają się na nich? 

 


Ważniejsze źródła:

M. Urbanek, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, Iskry, Warszawa 2011.

J. Siedlecka, Wypominki, ABC, Warszawa 1996.

M. Hłasko, Piękni dwudziestoletni, Czytelnik, Warszawa 1989.

Wywiad z Mariuszem Urbankiem: http://lewicowo.pl/poeta-z-temperatura-o-wladyslawie-broniewskim-rozmowa-z-mariuszem-urbankiem/

Wywiad z Maciejem Gawlikowskim, autorem filmu dokumentalnego Errata do biografii: Władysław Broniewski: http://lewicowo.pl/broniewski-jest-niewygodny/

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy