Wyboista "Droga do szczęścia"

SiM
« powrót

Publicystyka - Obrazek

Najnowszy film Sama Mendesa „Droga do szczęścia” („Revolutionary Road”) to poruszający obraz amerykańskiej klasy średniej. I choć akcja filmu rozgrywa się w latach 50-tych, to diagnoza postawiona przez twórców odpowiadać będzie również współczesności.

Oryginalny tytuł – „Revolutionary Road” nawiązuje do ulicy, przy której mieszka młode małżeństwo z dwójką dzieci. On (Leonardo di Caprio) pracuje w wielkiej korporacji, zajmując się wspieraniem sprzedaży. Ona (Kate Winslet) samotnie prowadzi dom i opiekuje się dziećmi. Wydaje się, że mają wszystko – spory dom z ogródkiem, dobre zarobki, oszczędności, życzliwych przyjaciół i sąsiadów, oboje jednak czują się niespełnieni. Frank wprawdzie nienawidzi swojej pracy, jednak nie daje tego po sobie poznać – chimeryczna April jednak, która nie znajduje spełnienia w aktorstwie wciąż pragnie czegoś więcej, rozpoczynając gwałtowne kłótnie z mężem. Pewnego dnia namawia męża na przeprowadzkę do Paryża, gdzie ma na nich czekać nowe, lepsze życie. Ale czy możliwe jest natychmiastowe porzucenie dotychczasowego otoczenia, pozostawienie wszystkiego za sobą i odcięcie się od przeszłości? Czy wyprawa do Paryża może okazać się dla dwojga bohaterów „drogą do szczęścia”?

Film Sama Mendesa to obraz bardzo teatralny. Akcja niemal wyłącznie rozgrywa się w kilku wnętrzach – domu Wheelersów i miejscu pracy Franka. Wydarzenia toczą się powoli, a jednak mimo statyczności fabuły dramat ten ogląda się jak najlepszy thriller. Spora w tym zasługa obojga głównych aktorów – Winslet jako neurotyczna, ocierająca się o granicę szaleństwa April jest po prostu znakomita. Miejscami jest spokojna, zatraca się w szczęściu rodzinnym, miejscami zaś jej wybuchy złości powodują, że wydaje się kompletnie niezrównoważona. Nie ustępuje jej di Caprio – jego Frank jest człowiekiem spokojnym, dbającym o szczęście rodziny, jednak pod wpływem wybuchów żony często nie w potrafi się opanować. Awantury rozgrywające się na ekranie stanowią kulminację filmowego napięcia. Jednak następujące po nich chwile ciszy, podkreślone jeszcze brakiem ilustracji muzycznej zwiastują kolejne niepokojące wydarzenia.

Znakomita jest w „Drodze do szczęścia” scenografia doskonale oddająca ducha tamtych czasów oraz kostiumy Alberta Wolsky’ego. Ta sielanka amerykańskiego przedmieścia stoi w nieustającej opozycji wobec rozgrywającego się w estetycznych wnętrzach dramatu. Atmosfery dopełniają świetne zdjęcia – Roger Deakins z jednej strony potrafię ukazać urok Revolutionary Road, z drugiej – jego zdjęcia pustych pomieszczeń potrafią wywoływać niepokój.

Mendes stara się dać w swym filmie obraz amerykańskiej klasy średniej. W życiu niemal wszystkich bohaterów jego filmu dominuje pustka. Chociaż Frank i April żyją ze sobą, tak naprawdę nie potrafią ze sobą rozmawiać. Nie mają również kontaktu ze swoimi dziećmi, które – choć mieszkają z rodzicami – pozostają na ekranie niemal zupełnie niewidoczne, pojawiają się w kadrze na krótko chyba tylko w dwóch scenach. Dzieci, które powinny łączyć, ogniskować rodzinę są dla ich rodziców kompletnie nieważne – April traktuje je jak problem, o swojej córce mówiąc, że jest pomyłką. Tak naprawdę jednak pomyłką są April i Frank w życiowej roli rodziców. Kompletnie się w niej nie sprawdzają – są niedojrzali i myślą tylko o sobie. Podobny problem zresztą dotyczy również sąsiadów, którzy z pozoru życzliwie patrzą na decyzję Wheelerów o wyjeździe do Europy, ale tak naprawdę nie wierzą w powodzenie przedsięwzięcia, traktując młode małżeństwo jak niedojrzałych i niezrównoważonych szaleńców. Jedyną osobą, która rozumie postępowanie naszych bohaterów, jest wypuszczany ze szpitala psychiatrycznego na krótkie widzenia z rodziną syn zaprzyjaźnionej z Wheelerami pośredniczki nieruchomości – matematyk, którego elektrowstrząsy miały pozbawić szaleństwa, a pozbawiły zdolności matematycznych. John swoje zdanie wyraża otwarcie, bardzo bezpośrednio, jest pozbawiony zahamowań narzucanych przez zasady dobrego wychowania – jest przecież szaleńcem i ma po prostu prawo do mówienia prawdy. Początkowo więc doskonale dogaduje się z Wheelerami, wraz z nimi diagnozując bolączki amerykańskiej middle class. Gdy jednak Frank decyduje się zrezygnować z marzeń, a April, popadając w szaleństwo, niszczy życie rodzinne, nie waha się powiedzieć im wprost, co myśli o takim postępowaniu.

Wszystko to składa się na wizję bardzo pesymistyczną – Mendes bowiem udowadnia, że tak naprawdę niepotrzebny jest wielki kryzys ekonomiczny, utrata pracy, problemy finansowe, by szczęście rodzinne okazało się tylko ułudą, by droga do szczęścia zmieniła się w wiodącą do piekła równię pochyłą. Jego film nie krzepi – to po prostu obraz boleśnie prawdziwy. Widz cały czas chce wierzyć, że bohaterowie dojdą do porozumienia, w końcu odnajdą receptę na szczęście, jednak tak naprawdę od początku podświadomie czuje, że jest to niemożliwe. I mimo, że film ten nie daje nadziei, to jego realizm oraz znakomicie podtrzymywane napięcie sprawiają, że ogląda się go z zainteresowaniem do ostatniej sceny.


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Sin City. Miasto grzechu Sin City. Miasto grzechu "To miasto przyciąga ludzi bezwzględnych, zdeprawowanych i ze złamanym sercem. Niektórzy nazywają je mrocznym. Inni nazywają je domem. Skorumpowani gliniarze. Seksowne ulicznice. Zdesperowani samozwańczy więcej...
Publicystyka - Sin City. Miasto grzechu Sin City. Miasto grzechu "To miasto przyciąga ludzi bezwzględnych, zdeprawowanych i ze złamanym sercem. Niektórzy nazywają je mrocznym. Inni nazywają je domem. Skorumpowani gliniarze. Seksowne ulicznice. Zdesperowani samozwańczy więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Eliszeba2009-02-02 09:50:25
avatar
Oglądanie tego filmu boli, a mimo to nie da się oderwać wzroku.
odpowiedz
losar 2009-02-02 09:50:25
avatar
Ciekawa, niepokojaca fabula. Bardzo prawdziwa...
odpowiedz
emilly262009-02-02 09:50:25
avatar
Na ogół tego rodzaju filmy potrafią przyciągnąć. Lubię filmy z Leonardem DiCaprio. Pamiętam jak film "Titanic" spowodował we mnie ,że polubiłam tego aktora. Żałowałam,że otrzymał nagrody za ten film. Pamiętam jak mówił,że: "będąc w wodzie czuł jak mu jest zimno, a woda lodowata". Znów zobaczy się tą sympatyczną parę aktorską.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów