W pogoni za marzeniami, w pogoni za pracą...

Subconscious
« powrót

Jak możemy obserwować od kilku lat, miesięcy wyjazdy zagraniczne do pracy stały się czymś normalnym na tyle, by przestały dziwić już kogokolwiek..

Jeśli ktoś sam nie wyjechał, lub nie zrobił tego któryś z członków jego rodziny to z pewnością zrobił to jego znajomy lub znajomy znajomego. Co ciekawsze krąg ten coraz bardziej się zacieśnia - córka koleżanki, siostra pracodawcy. Nawet tych, którzy nie wyjadą już coraz mniejszy łańcuszek ludzi dzieli od tych, którzy już "tam" są.


Dlaczego tak właściwie wyjeżdżamy?


Odpowiedź wydaje się prosta. Pieniądze, perspektywy, możliwość spełnienia marzeń. Wiadomo przecież, że może i pieniądze szczęścia nie dają, ale jakoś lżej się z nimi żyje. Tylko czy aby na pewno tym wymarzonym sposobem na zdobycie pieniędzy jest praca magistra socjologii na zmywaku w Wielkiej Brytanii? Niezależnie przecież od tego jak bardzo jesteśmy wykształceni tylko garstka z tych, którzy wyjadą będą mogli cieszyć się praca w swoim zawodzie za o wiele większą stawkę niż w Polsce... Może zawsze popycha nas ta nadzieja, że to tylko kilka miesięcy i złapie się coś lepszego, coś na swoim poziomie, coś czym będzie można się pochwalić?


Stawka większa niż życie


Gdy już padnie decyzja wyjazdu wszystko stawiane jest zazwyczaj na jedna kartę. Wszystkie oszczędności przeznaczamy na wyjazd, może sprzedamy samochód, pomoże nam rodzina. Wszystko to po to, by "w razie czego" mieć juz tam jakieś zabezpieczenie. Tak wiele przecież słyszy się o tych, którzy wyjechali i teraz mieszkają na ulicy obcego kraju. Muszą żebrać o obce funty, dolary tylko dlatego, że w którymś miejscu podwinęła się im noga. Więc przygotowani tymi opowieściami na wszystko co może być najgorsze z zapasem pieniędzy, pewnego doświadczenia i przestróg wyjeżdżamy...


Miłość w czasach emigracji


Na miejscu w Polsce zostaje zawsze ktoś ważny. Tym, którzy mają na tyle szczęścia mogą wyjechać z małżonkiem, dziećmi, tą ukochaną osobą można tylko zazdrościć. Oni zostawiają tu "tylko" rodziców, dziadków, rodzeństwo, przyjaciół.


Gorzej jeśli musimy wyjechać zupełnie sami, zostawiając za sobą dzieci, żonę, męża. Jak wiele razy pojawia się w głowach naszych połówek pytanie, czy to aby nie ostatni pocałunek, wolimy nie myśleć. Prawdziwa miłość przecież przezwycięży wszystko. Zapominamy gdzieś po drodze, że w samotności trudno ogrzać się wspomnieniami nawet tej najprawdziwszej miłości, która na nas czeka i tęskni...


Jednak podejmując się tego wyzwania mniej lub bardziej świadomie decydujemy się na to, że coś może się skończyć. Coś czego naprawdę nie możemy kupić pieniędzmi. Czy było warto okaże się za kilka lat. Może zarobimy więcej, może on lub ona dojadą do nas już za miesiąc, dwa... może trzy.


Stawiamy na szale całe swoje życie, pozwalamy porwać się prądowi, są przecież okazje, których nie można przepuścić. Robimy to nie tylko dla siebie. Robimy to dla swoich dzieci, dla ojca i matki, którym tak ciężko tutaj się żyje. Dla żony, by móc jej kupić to, czego zapragnie. By móc przynajmniej wszystkim pokazać, że jesteśmy coś warci.


Tylko czy dostrzegą nas pod obcym niebem?


poprzednia
- [1] -


Zobacz też:

Publicystyka - Genem w łeb czyli spór o GMO Genem w łeb czyli spór o GMO Czy żywność zawierająca organizmy genetycznie modyfikowane jest szkodliwa? Jaki wpływ na gospodarkę będzie miał ewentualny zakaz stosowania GMO w produkcji pasz? - pisze Sławomir Krempa w "Magazynie Przemysłu Mięsnego" więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Smok2008-11-17 08:46:12
avatar
Wyjechały miliony ludzi, tysiące malżeństw rozpadlo się, nie wytrzymalo egzaminu z rozłąki. Wyjezdżając nie zdajemy sobie sprawy, że przemieli nas tam "maszynka do mięsa", że wszystkie relacje zostaną przewartościowane, a niejednokrotnie ten stały grunt, na którym stał nasz związek, okaże się topniejącym w błyskawicznym tempie lodem. Niejednokrotnie dochodzi do odwrócenia ról, kto inny staje się głową domu. Zachwiane ambicje, zmiana planów zawodowych, długie okresy bez pracy lub nagłe przypływy pieniędzy, dające złudne oparcie, że jest dobrze, te i wiele innych elementów stwarza zamęt w głowach tych, którzy wyjechali. Dla wielu samotnych mężczyn relacje rodzinne zostają zamienione na towarzystwo spod budki z piwem i domu publicznego.
odpowiedz
Atuxe2008-11-17 08:46:12
avatar
Smutne. Mnie "tylko" brat opuścił i wyjechał do Holandii. Nie było go ani na Boże Narodzenie ani nie będzie na Wielkanoc. Im dłużej przebywa za granicą, tym rzadziej się odzywa do kogokolwiek z Polski. Miałam sama okazję pojechać "tylko" na wakacje do Holandii i tam pracować. Dla mnie te 3 miesiące to "aż", dlatego zrezygnowałam. Wolałam spędzić wakacje wśród kochających mnie osób, mimo, ze zarobiłam 4 razy mniej. W końcu pieniądze to nie wszystko.
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów