|
|
|
Więzienne związki - wywiad z Marią Nurowską ![]() Materiały do tej powieści zebrałam wiele lat temu w więzieniu dla kobiet w Krzywańcu, gdzie siedziały głównie morderczynie swoich mężów. Pierwowzorem jednej z bohaterek – Agaty – jest pewna więźniarka, z którą tam długo rozmawiałam. Oczywiście służba więzienna ostrzegała mnie przed nią jako niezwykle niebezpieczną, nieobliczalną osobą. Przywiozłam stamtąd fantastyczny materiał, ale minęło sporo czasu, zanim zrozumiałam te kobiety. Ta książka niesie siłę, bo sama ją w sobie mam - mówi Maria Nurowska w wywiadzie na marginesie swojej najnowszej powieści - Drzwi do piekła.
Mówi się, że to będzie najbardziej skandalizująca książka w Pani dorobku. Nie po to ją napisałam, aby wzbudzać sensację. Drzwi do piekła to bardzo głęboki ludzki dramat. Dramat kobiet. Biedziłam się nad nim wiele lat, bo nie byłam w stanie go unieść. Oczywiście, są też w tej książce bardzo drastyczne sceny seksu pomiędzy kobietami, ale takie jest sedno realiów więziennych. Pominąć seks to jakby odebrać tej opowieści 80 procent wiarygodności.
Stąd scena gwałtu? Scenę gwałtu Agaty na głównej bohaterce Darii pisałam kilkanaście razy. Wciąż mi się wydawało, że albo przesadzam ze wszystkim, albo odwrotnie – wychodzą mi obrazy zbyt nieśmiałe. Ta scena ma wiele znaczeń. Gdy poznajemy bohaterkę, dowiadujemy się od razu, że jest zdystansowana wobec ciała w ogóle. Miała problemy ze zbliżeniem do partnera. I nagle została zgwałcona jej dusza, nie tylko ciało. Wszystko. Mówi potem, że drugi raz czegoś takiego by nie przeżyła. Chciałam napisać scenę, która nie będzie wulgarna, ale będzie wstrząsająca, mocna. Ostatecznie jest niedługa, ale zapada w pamięć. Nawet już na samym końcu zaczęłam ją skracać, bo jeszcze w pierwszej wersji, którą posłałam wydawcy, była dłuższa. Wiedziałam, że musi być perfekcyjnie napisana, by czytelnik przeżył ten dramat tak, jak przeżywa go moja bohaterka.
Udało się? Chyba tak. Sprawdzałam na kilku kobietach. Wszystkie mówią, że to przełamanie tabu cielesności, bo przecież przyzwyczajeni jesteśmy do relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną. A tu nie dość, że chodzi o gwałt, to jeszcze go dokonuje kobieta.
Zaczęło się od wizyty w więzieniu? Zaczęło się od spotkania na przyjęciu, na którym był nowo wybrany dyrektor generalny więziennictwa. Właściwie podsłuchałam jego rozmowę, bo nie byliśmy sobie przedstawieni. Powiedział coś takiego, że kobiece więzienie to wylęgarnia chorego seksu. To mnie zastanowiło – co to właściwie znaczy? Mówił, że o resocjalizacji w ogóle nie ma mowy, z więzienia wychodzą psychiczne potworki, a on postara się to zmienić, jego misją jest stworzenie zakładu, który wychowuje, a nie deprawuje. Rzeczywiście starał się coś zrobić, choć zmiany okazały się w gruncie rzeczy kosmetyczne. Zainspirował mnie jednak. Zrozumiałam, że to jest temat.
I postanowiła się Pani w ten „temat” ot, tak po prostu wpakować? Zrobiłam wszystko, by dostać się do kobiecego więzienia. Przemilczę, w jaki sposób, bo było to oczywiście nielegalne, zakazane. Spędziłam tam tydzień, bez przerwy.
Pierwsze wrażenie? To miejsce wyglądało dosłownie jak piekło, stare, poniemieckie budynki, wszystko ponure, do tego unosił się dziwny zapach, jakiegoś lizolu czy czegoś. Wyszłam stamtąd, jakbym naprawdę wyszła z piekła. Chyba przez kilka godzin siedziałam potem w wannie.
Co Pani robiła tam cały tydzień? Siedziałam i rozmawiałam z tymi kobietami. Spałam w służbowym mieszkaniu, ale większość czasu spędzałam w samym więzieniu. Agata, która gwałci Darię, ma wśród więźniarek prototyp. Było tam takie monstrum. Strażniczki mnie uprzedzały, że jest niebezpieczna. Może mnie paznokciem skaleczyć, uderzyć, może zrobić wszystko, bo ma takie napady. Ale ja wiedziałam, że jak będzie stała przy nas klawiszka, to ta mi nic nie powie. Na własną odpowiedzialność postanowiłam rozmawiać z nią sama.
Nie bała się Pani? Chciałam zaryzykować. I ten pierwszy wywiad był straszny. Śmierdziała, bo się nie myła. Wyglądała jak kobiecy potwór, miała rozlane rysy – wszystko tak jak opisałam. Ale gdy zaczęłyśmy rozmawiać, szybko zorientowałam się, że to inteligentna osoba. Zapasła się w swojej brzydocie, jako recydywistka tyle razy była w więzieniu, że nie pamiętała już innego życia. Kiedy jednak zobaczyła, że się jej nie boję, otworzyła się przede mną. Prawie wszystkiego dowiedziałam się od niej, bez tego nie miałabym właściwie o czym pisać. Był taki moment, ostatnie spotkanie, kiedy chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała jak. Wyciągnęła w końcu zdjęcie synka. Bardzo ładny chłopiec. Było w ich rysach jakieś podobieństwo, zaczęłam się wpatrywać. Wtedy powiedziała: „Kiedyś tak nie wyglądałam, byłam ładna”. Wstrząsnęła mną. Pożałowałam, że nie będę już miała z nią kontaktu, bo byłoby ciekawie obserwować jej życie. O innych kobietach wiedziałam przeważnie tylko to, za co siedzą. Nie chciały rozmawiać, bały się. A z nią spędziłam wiele godzin. Tylko nie mogłam nagrywać, bo powiedziała, że absolutnie się na to nie zgadza. Po każdym spotkaniu rzucałam się spisywać, co tylko zapamiętałam. Tak poznałam tajemnice więziennego świata.
Większość osób reaguje pewno na te rewelacje jednym pytaniem: „Co też Pani w ogóle strzeliło do głowy, by się pakować do więzienia?!”. Zgadła Pani.
I co Pani odpowiada? Że to dla pisarki wielkie wyzwanie. Opisać coś, co właściwie jest nie do opisania. Materiał miałam świetny, tylko psychicznie nie dorosłam to tego, aby go udźwignąć. Musiało minąć wiele lat.
Co się stało? Aby dojrzeć do tej książki, musiałam sama przejść przez piekło. Piekło osobiste. W dość późnym wieku bardzo się zakochałam i zapłaciłam za to olbrzymią cenę. Doświadczyłam kilka lat temu czegoś okropnego i wtedy zrozumiałam te kobiety. Musiałam spaść na samo dno. Gdy pojechałam do nich, byłam w innej sytuacji. Zaczęli mnie właśnie wydawać na Zachodzie, spłynęły na mnie jakieś olbrzymie pieniądze, w kraju moje książki świetnie się sprzedawały. Byłam wziętą pisarką, czułam się kobietą sukcesu. U więźniarek bardzo raziła mnie dzika nienawiść do mężczyzn. Zachowywały się, jakby wiedziały o nich wszystko, a zwłaszcza to, co najgorsze. A ja sobie myślałam: „No nie, aż tacy źli mężczyźni nie są”. To mnie od tych kobiet odrzucało. Musiało minąć wiele lat… Oczywiście nadal uważam, że nie można wrzucać wszystkich mężczyzn do jednego worka, przekonałam się jednak, że w wielu sprawach te kobiety miały rację, bo podobnych uczuć zaczęłam doświadczać sama. Żeby napisać tę książkę, musiałam stanąć po stronie kobiet. Dotąd zawsze byłam po stronie mężczyzn.
Dlaczego? Po prostu lubiłam mężczyzn i lubiłam z nimi przebywać. To było trochę świństwo, bo mnie bardzo lubią kobiety. Kto czyta książki? Nie oszukujmy się: kobiety. Faceci sięgają po jakieś tam przeglądy sportowe czy coś podobnego, niby nie mają czasu. Nie tak dawno byłam na spotkaniu w Nowym Sączu, a od dłuższego czasu nie jeździłam już na wieczory autorskie. Usłyszałam tyle miłych słów, przyszły tłumy naprawdę wspaniałych facetek. Ciekawe, delikatne, mądre. Zobaczyłam kobiety na nowo i jest to dla mnie pewna wygrana. Jako pisarka gdzieś do 2000 roku żyłam w wieży z kości słoniowej, którą sobie sama stworzyłam. Wydawało mi się, że coś z niej widzę. Opisywałam to sobie, aż nagle zostałam ściągnięta na sam dół. Do piekła. Widocznie tak trzeba Zobacz też:
Zbrodnia w raju
Z Magdaleną Lewańską, autorką książki "Detektyw i panny", która ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa JanKa, rozmawia Janina Koźbiel więcej...
MOJA PRAWDA - wywiad z ALBERTEM UDERZO, twórcą Asteriksa
Wydawnictwo Egmont rozpoczyna reedycję albumów Asteriksa. Do księgarń trafiły właśnie 4 tomy w nowej kolorystyce: Asteriks i złoty sierp, Asteriks gladiator, Asteriks u Brytów oraz Asteriks i Goci. więcej...
Musisz być zalogowany by móc komentować.
|
POLECAMY
Regulamin |Redakcja/Kontakt | www.granice.pl 1999-2011 Właściciel: W&W
|
|