Szukam prawdy. Rozmowa z Mariką Krajniewską

Sławomir Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- W literaturze poszukuję prawdy. To nie musi być moja prawda, ale prawda bohatera. Nawet, jeśli - a może zwłaszcza jeśli - ten bohater nie jest z mojego świata, to chciałabym zobaczyć jego prawdę, aby przekonał mnie do swojego życia, swoich emocji. A prawda często tkwi w szczegółach, w kolorach, smakach, zapachach. W tym, wszystkim, co nas otacza - mówi Marika Krajniewska, autorka powieści Białe noce.

W swojej najnowszej książce - Białych nocach - powracasz do miasta, od którego wszystko się zaczęło - do Petersburga. Opowiesz o nim trochę więcej?


Petersburg jest niezwykłym miastem i to pod wieloma względami. Jest, oczywiście, miastem skrajności, mało w nim środka. Wszystko jest albo – albo. Albo piękne, albo brzydkie. Lecz, w petersburskiej brzydocie jest szczypta magii, czegoś, co nie wzbudza odrazy. Petersburg to miasto wysp i łączących je mostów. Ludzi ukształtowała tu historia, niezwykle dla mieszkańców dramatyczna.



Gdybyś miała wskazać trzy najważniejsze punkty na mapie Petersburga...


Byłby to Plac Pałacowy z jego przestrzenią, od której ma się zawrót głowy. Na Placu Pałacowym znajduje się Ermitaż, do niego oczywiście również należy zajrzeć, ale nie ma nic bardziej zachwycającego jak powietrze wciągane w płuca, gdy stoimy na środku Placu. Skrzyżowanie Newskiego z Kanałem Gribojedowa. Tu turyści ustawiają się w kolejce do Cerkwi Zbawiciela na Krwi (Spas na Krowi), a ja w tym czasie biegnę do Domu Książki – kilkupiętrowej księgarni, znajdującej się w starej kamienicy, wybudowanej w 1904 roku przez firmę Singer. Nietrudno zgadnąć, po co się tam udaję, ale prócz książek bardzo kręci mnie sam budynek. Trzeci punkt to cała Wyspa Wasilewska – dzielnica ze starymi kamienicami, położona nad brzegiem Newy, spacer bulwarem, obok ogromnych przycumowanych statków, zwłaszcza latem to coś pięknego. To zaledwie trzy miejsca - a jest ich znacznie więcej.



Jak to się stało, że Twoja rodzina znalazła się właśnie w Petersburgu? Jak to się stało, że tam właśnie się urodziłaś?


Moja mama pochodzi z Ukrainy, po szkole średniej przyjechała do Petersburga aby uczyć się zawodu. Tu spotkała tatę, który z kolei urodził się w Szczecinie, ale w wieku sześciu lat razem z mamą opuścił Polskę i wyruszył na Wschód. Jego mama była Rosjanką, a tata - Polakiem. Podobno po przyjeździe do Rosji mój tata, będąc wówczas właśnie w wieku sześciu lat, przestał mówić. Na dwa tygodnie zupełnie przestał się odzywać. A potem zaczął mówić płynnie po rosyjsku, polskiego zapomniał. Rodzice się poznali, wzięli ślub, a potem urodził się mój brat i ja. W Petersburgu.



Twoje dzieciństwo to Polska czy Rosja?


Dzieciństwo to Rosja i Ukraina. Zima i lato. Taka zależność. Petersburski mróz, ukraińskie arbuzy i piwonie. A w Polsce zamiast przedłużenia dzieciństwa przyszła niespodziewanie dorosłość. Ale to chyba dobrze.



A jednak wciąż Cię do tego, co rosyjskie, ciągnęło. Studiowałaś w Toruniu filologię rosyjską...


No tak. To był mój sposób na radzenie sobie z tęsknotą. Nie byłam przygotowana w wieku dwunastu lat do oderwania od korzeni. Myślałam, że będąc na filologii rosyjskiej te swoje korzenie jakoś poskładam i może wrócę.



Dziś piszesz po polsku…


Zaczęłam pisać już stając się Polką. Mieszkam tu, pracuję, marzę też tu, więc i piszę po polsku.



Opowiesz o początkach tego pisania?


Początki były dość ciekawe. Zaczęłam pisać świadomie stosunkowo nie tak dawno. Urodziłam dziecko, wróciłam do pracy i bardzo szybko zorientowałam się, że system praca-dom jest dla mnie niewystarczający. Zaczęłam więc pisać. Sam proces pisania bardzo mnie wciągnął, ale kiedy zaczynały powstawać krótsze bądź dłuższe formy prozatorskie, nagle stwierdziłam, że to bez sensu. Nie mogę przecież tak nagle zostać pisarką bez wykształcenia w tym kierunku. No bo skąd ja niby mam wiedzieć, czy mam dość talentu, żeby to w ogóle przeszło?


Miałam dwa wyjścia. Pierwsze – nie robić nic, ale to zapewne by się skończyło wielkim marudzeniem, jaki to świat jest zły. Drugie – dać sobie przyzwolenie na bycie pisarką. Poszłam więc do szkoły kreatywnego pisania w PAN i wysłałam swoje opowiadanie na prestiżowy konkurs literacki magazynu PANI. Szkołę ukończyłam z wyróżnieniem, a konkurs wygrałam. I wtedy już widziałam, że mogę pisać.



Ale swój debiut książkowy wydałaś w firmie zajmującej się przede wszystkim publikowaniem książek przy udziale finansowym ich autorów. To była w pełni świadoma decyzja, czy po prostu brakowało Ci czasu lub sił, by poszukiwać innego wydawcy?


Brakowało mi wtedy tej wiedzy, jaką mam teraz. Kilka wydawnictw z tak zwanej „górnej półki" chciało ją wydać, ale mieli kolejki, w których ustawili mnie na mniej-więcej teraz. Czy gdybym zaczekała, to wydaliby moją książkę w zeszłym lub w tym roku? Takiej pewności nie miałam. Dlatego wydałam ją tak, a nie inaczej. Cieszę się z tej decyzji z jednego powodu: nauczyłam się być wydawcą, bo okazało się, że muszę nim także być.



Uważasz więc, że to, co nazywamy fachowo „vanity publishingiem” to dobry sposób na debiut?


To doskonały sposób na debiut - pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim jest to ciężka praca. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym mi zależy i opracować strategię. Samo się nic nie zrobi, ale my możemy już zrobić naprawdę dużo. Ostatni spektakularny przykład to samodzielne wydanie książki Michała Szafrańskiego Finansowy Ninja, która w ciągu pięciu miesięcy zarobiła (!) milion złotych. Da się. Ja aż tak spektakularnie nie umiem, ale polecam ten sposób na siebie i swoją książkę.



Przy drugiej książce uznałaś, że lepiej poradzisz sobie sama jako wydawca? Chciałaś zachować więcej niezależności?


Nie, chciałam zrobić to, co wydawca zrobić najzwyczajniej w świecie zrobić powinien. Chodzi o to, że kiedy została wydana moja pierwsza książka, okazało się, że oprócz powstania ładnego produktu nie dzieje się nic więcej. A to dlatego, że wydawnictwo nie miało wówczas podpisanych umów z dystrybutorami i nie zajmowało się promocją książek. Ja tego wszystkiego nauczyłam się trochę „za nich" i dobrze na tym wyszłam. Dlatego założyłam własne wydawnictwo.



Dziś masz na koncie już siedem w pełni autorskich książek, jedną napisaną ze współautorką, wiele opowiadań w zbiorach. Kiedy wracasz do początków, kiedy patrzysz na swoje pierwsze literackie próby, to…


To mi się podobają, choć mój styl ewoluował i poszedł w jakimś zadziwiającym kierunku. Schronisko i Białe noce są zupełnie inną prozą, niż ta z początków mojej kariery pisarskiej. A teraz też się coś dzieje, bo znów piszę zupełnie inaczej. To jest świetne.



Wszystkie Twoje książki łączy przede wszystkim solidny ładunek emocjonalny - a to kojarzy się zwykle z tak zwaną literaturą kobiecą. Wiele osób uważa, że to określenie niejako z definicji pejoratywne...


Powiem za Katarzyną Tubylewicz, że pisząca kobieta oprócz tego, że napisze świetną książkę, to musi to jeszcze wszystkim udowodnić. U pisarzy-mężczyzn takiego problemu


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - Wywiad z Romainem Puertolasem. - Wydanie książki zniszczyło moją karierę. Wywiad z Romainem Puertolasem. - Wydanie książki zniszczyło moją karierę. - Wierzę, że w życiu powinniśmy potrafić odnaleźć choć trochę magii - to ona pozwala nam wierzyć w rzeczy wspaniałe, niezwykłe - mówi Romain Puertolas, autor wydanej właśnie w Polsce powieści Niech od-żyje więcej...
Publicystyka - Nauczyłem się zabijać ludzi. Wywiad z Bernardem Aichnerem Nauczyłem się zabijać ludzi. Wywiad z Bernardem Aichnerem - Przed napisaniem Mścicielki odbyłem praktykę w zakładzie pogrzebowym. Chciałem zbliżyć się na tyle, na ile to możliwe, do wielkiego tabu, jakim jest śmierć. Doświadczenie to w pewnym sensie zmieniło więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
azetka792017-02-24 12:37:53
avatar
poszukiwanie prawdy boli i wcale nie musi dawać pełnej radości, niech będzie raczej dopełnieniem...
odpowiedz
cichebabum2017-02-24 12:37:53
avatar
Zaintrygował mnie artykuł. Szczególnie tęsknotą do Rosji ( studia filologiczne) i "ciągotami" do Noblistki Alice Munro, która jednak pisała opowiadania, a w konfrontacji z powieścią ma to znaczenie:-). Munro to też moja ulubiona pisarka. Munro jak dla mnie jest "Małym Czechowem". Nie ja to wymyśliłam, a ci, którzy chcieli Munro porównać z kimś znanym:-). W tym wywiadzie też nastąpiło takie jakby przybliżenie stylu pani Krajniewskiej- przez nią samą. Munro pisała o tym jakie życie jest, jacy jesteśmy nie szukając prawdy, bo nie jest ona ukryta. Jest oczywista i faktycznie symbole zawarte w barwie, przedmiocie to mogą uwypuklić. Uwypuklić prawdę, która dla mnie nie jest ukryta, a przez mistrzostwo słowa nabiera tempa w umyśle. Tworzą się dzięki doskonale dobranym symbolom nowe, nieodkryte planety, ludzkie dusze, których nie można byłoby odwiedzić w inny sposób niż literatura. Co do "dusz"- kreowanych postaci. Myślę, że nie można stworzyć kogoś bez jego protoplasty. Albo trzeba zrobić Frankensteina- poskładać postać z "resztek" osobowości obcych sobie ludzi, albo wyciągnąć którąś ze swoich osobowości, zaczerpnąć z własnej pamięci emocjonalnej...? Trudno mi sobie wyobrazić stworzenie postaci z "niczego", ożywić ją we własnej głowie, pozwolić jej działać i poznawać jak kogoś prawdziwego o poszukiwaniu prawdy już nie wspomnę, bo fikcja tylko w tedy ma w sobie piękno, kiedy posługuje się sztuką, artyzmem, symbolem, a nie próbuje przekonać Czytelnika/ Pisarza do swoich prawd- tak nieobecnych jak ona sama. W postaciach literackich szukamy siebie. Munro tym zachwyca, że tworzy antybohaterów. Jak? Obserwuje życie i pewnie czerpie wiele z własnej mapy uczuć. Motywacja- aby szukać prawdy we fikcji jest na prawdę ciekawa. Jest to jednak domena gatunku kryminału, literatury faktu, reportażu. I po tym artykule też jej szukam:-). Może w domyśle miało być "o nas samych". Prawdy o nas samych. Jednak kochamy bajki, chcemy być uwiedzeni przez pisarzy i raczej prawda w gatunkach prozy literackiej nie jest najważniejsza dla Czytelnika. Dla mnie przynajmniej. Czytając powieść chcę coś przeżyć, czegoś doświadczyć, poczuć emocje, których w danej chwili przeżyć w inny sposób nie mogę. Nawet czytając reportaż, publicystykę nie uniknę poczucia jakiejś emocji. Szczerze- nie szukam prawdy. Szukam emocji. Wiem, że każdy ma swoją prawdę i szanuję to. Bardzo ciekawy wywiad- dziękuję i pozdrawiam panią Marikę. Jestem bardzo ciekawa Pani talentu.
odpowiedz
martucha1802017-02-24 12:37:53
avatar
Prawda...zaskakuje. Każdy jej chce, każdy jej szuka, a potem boli...
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów