Okładka książki - Dwie drogi

Dwie drogi

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2012-10-10
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-927145-1-4
Liczba stron: 288
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 5 (2 głosów)

Czas wyboru

 

Kiedy stoisz na rozstaju dróg i nie wiesz, którą wybrać, zamknij oczy i patrz sercem. Te mądre słowa wypowiedziane przez jednego z księży powinny stać się naszym drogowskazem na dalsze życie, naszym przewodnikiem po krętej ścieżce życia. Zdarzają się bowiem takie momenty w życiu człowieka, że każda decyzja wiąże się z poważnymi konsekwencjami dotykającymi nie tylko nas, ale również otoczenie. Są również takie, w których każda decyzja będzie złą, każda będzie niosła krzywdę bliźniego, każda będzie okupiona łzami.

 

O tym, jak bezwzględny może być los, jak trudne jest dorosłe życie, przekonuje się Janek Kopłowski, bohater wspaniałej powieści psychologicznej Dwie drogi, opublikowanej nakładem wydawnictwa OPTIMUM. To kolejna już książka Krzysztofa Kozłowskiego, która uzewnętrznia jego wrażliwą duszę i delikatność kryjącą się w każdym słowie. Obcowanie z jego tekstem jest niczym trzepot skrzydeł kolibra, a drżenie, które wywołuje, przenika każdą komórkę ciała i zmusza do rozmyślań o miłości, cenie, jaką za nią płacimy oraz o kruchości i złudności naszego szczęścia.

 

Janek nigdy nie miał wątpliwości co do wyboru ścieżki edukacji. Liceum ogólnokształcące i seminarium duchowne – studiowanie nauk Kościoła miało mu pomóc w przygotowaniu do kapłaństwa. Spokojny, uczynny, pracujący w wolnych chwilach na plebanii chłopak pewien był swojej wiary i tego, że nic nie jest w stanie odwieść go od raz obranego kierunku. Ostatnie wakacje przed studiami miały być czasem obcowania z naturą, wyciszenia, okazją do rozmów z ludźmi, poznania ich potrzeb i bolączek.

 

Czy to przeznaczenie sprawiło, że trafił do gospodarstwa Romana? Czy to diabelskie sztuczki postawiły na jego drodze chrześnicę gospodarza, osiemnastoletnią Joasię? Nie - to raczej ręka Boga, bowiem tak czysta i niewinna miłość nie mogła nosić w sobie szatańskiego pierwiastka. Młodzi zbliżają się do siebie: pierwsze nieśmiałe, ukradkowe jeszcze spojrzenia wkrótce przeradzają się w zachwyt, w uwielbienie. Przedłużył się tym samym wakacyjny pobyt Jana, który - świadom zagrożenia dla swojej wiary - nie jest jednak w stanie odejść, nie jest w stanie zostawić kobiety, która wstrząsnęła jego światem, zburzyła spokój ducha i sprawiła, że zaczął się wahać.

 

Kiedy nadeszła chwila prawdy, rozstali się w bólu. Sam Jan mówi: Pierwszy raz w życiu uwierzyłem w  miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwszy raz w życiu tęskniłem za dłonią, którą dotknąłem tylko raz. Pierwszy raz w życiu pokochałem tak mocno i… tak nieszczęśliwie. Nieszczęśliwie, bowiem zbliża się koniec wakacji i rekolekcje poprzedzające wstąpienie do seminarium.

 

Tymczasem chłopakiem targają coraz większe wyrzuty sumienia i coraz większe wątpliwości. Na drodze do Boga stanęła mu miłość i choć Joanna nie zamierzała o niego walczyć, to jednak jego powołanie naznaczyła już rysa. To wahanie wyczuwa ojciec Tymoteusz, który prowadzi chłopaka nie drogą rozumu, a drogą serca, nakazując mu iść za jego głosem. Otwiera przed nim możliwość rezygnacji z seminarium i rozpoczęcia studiów filologicznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. I choć wydawałoby się, że teraz już nic nie stoi na drodze miłości, to nic bardziej mylnego…

 

Historię Jana słyszymy z ust samego bohatera – to on na łożu śmierci spowiada się ze swojego życia, pragnąc zachować każdy moment, każdą chwilę dla potomności. Jesteśmy świadkami ciągu zdarzeń prowadzącego do tragedii, niemymi obserwatorami utraty złudzeń i nadziei oraz cudu pojednania. Wraz z bezimienną kobietą towarzyszącą umierającemu doświadczamy ogromu wzruszeń, uczestniczymy w intymnej spowiedzi, która nie jest wynikiem słabości, ale chęci zrozumienia swojego życia i wyroków losu. Co robić, kiedy w sercu człowieka są dwie miłości: do Boga i do kobiety? Czy trzeba wybrać jedną z nich? – zadaje pytanie bohater. My znamy odpowiedź, bo przecież służba Bogu wcale nie musi oznaczać kapłaństwa. Można każdego dnia dawać świadectwo swojej wiary, miłować bliźnich i żyć zgodnie z zasadami. Jan zrozumiał to, dokonując wyboru. I choć długo czekał na swoje szczęście, to jego cierpliwość ostatecznie została nagrodzona. Szkoda tylko, że nie dane mu było cieszyć się tym uczuciem dłużej…

 

Książka Dwie drogi Krzysztofa Kozłowskiego nie jest lekturą, którą można pochłaniać łapczywie, nie delektując się melodią słowa i nie uczestnicząc emocjonalnie w życiu Jana. To powieść, która przyciąga wzrok już piękną i nostalgiczną okładką, a postać eterycznej kobiety pojawia się również na zdjęciach zamieszczonych pomiędzy kolejnymi fragmentami tekstu. Ów anioł utkany ze snu, marzeń i wiary prowadzi czytelników nie tylko ku końcowi historii, ale również ku końcowi kruchego życia. Pamiętać jednak trzeba, że Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: jest czas rodzenia i czas umierania (…). Dla Jana czas odejścia oznacza połączenie z ukochaną. Nie żałujmy go zatem…

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - justa21
justa21
Przeczytane:2013-07-09, Ocena: 5, Przeczytałem,

Czas wyboru

 

Kiedy stoisz na rozstaju dróg i nie wiesz, którą wybrać, zamknij oczy i patrz sercem. Te mądre słowa wypowiedziane przez jednego z księży powinny stać się naszym drogowskazem na dalsze życie, naszym przewodnikiem po krętej ścieżce życia. Zdarzają się bowiem takie momenty w życiu człowieka, że każda decyzja wiąże się z poważnymi konsekwencjami dotykającymi nie tylko nas, ale również otoczenie. Są również takie, w których każda decyzja będzie złą, każda będzie niosła krzywdę bliźniego, każda będzie okupiona łzami.

 

O tym, jak bezwzględny może być los, jak trudne jest dorosłe życie, przekonuje się Janek Kopłowski, bohater wspaniałej powieści psychologicznej Dwie drogi, opublikowanej nakładem wydawnictwa OPTIMUM. To kolejna już książka Krzysztofa Kozłowskiego, która uzewnętrznia jego wrażliwą duszę i delikatność kryjącą się w każdym słowie. Obcowanie z jego tekstem jest niczym trzepot skrzydeł kolibra, a drżenie, które wywołuje, przenika każdą komórkę ciała i zmusza do rozmyślań o miłości, cenie, jaką za nią płacimy oraz o kruchości i złudności naszego szczęścia.

 

Janek nigdy nie miał wątpliwości co do wyboru ścieżki edukacji. Liceum ogólnokształcące i seminarium duchowne – studiowanie nauk Kościoła miało mu pomóc w przygotowaniu do kapłaństwa. Spokojny, uczynny, pracujący w wolnych chwilach na plebanii chłopak pewien był swojej wiary i tego, że nic nie jest w stanie odwieść go od raz obranego kierunku. Ostatnie wakacje przed studiami miały być czasem obcowania z naturą, wyciszenia, okazją do rozmów z ludźmi, poznania ich potrzeb i bolączek.

 

Czy to przeznaczenie sprawiło, że trafił do gospodarstwa Romana? Czy to diabelskie sztuczki postawiły na jego drodze chrześnicę gospodarza, osiemnastoletnią Joasię? Nie - to raczej ręka Boga, bowiem tak czysta i niewinna miłość nie mogła nosić w sobie szatańskiego pierwiastka. Młodzi zbliżają się do siebie: pierwsze nieśmiałe, ukradkowe jeszcze spojrzenia wkrótce przeradzają się w zachwyt, w uwielbienie. Przedłużył się tym samym wakacyjny pobyt Jana, który - świadom zagrożenia dla swojej wiary - nie jest jednak w stanie odejść, nie jest w stanie zostawić kobiety, która wstrząsnęła jego światem, zburzyła spokój ducha i sprawiła, że zaczął się wahać.

 

Kiedy nadeszła chwila prawdy, rozstali się w bólu. Sam Jan mówi: Pierwszy raz w życiu uwierzyłem w  miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwszy raz w życiu tęskniłem za dłonią, którą dotknąłem tylko raz. Pierwszy raz w życiu pokochałem tak mocno i… tak nieszczęśliwie. Nieszczęśliwie, bowiem zbliża się koniec wakacji i rekolekcje poprzedzające wstąpienie do seminarium.

 

Tymczasem chłopakiem targają coraz większe wyrzuty sumienia i coraz większe wątpliwości. Na drodze do Boga stanęła mu miłość i choć Joanna nie zamierzała o niego walczyć, to jednak jego powołanie naznaczyła już rysa. To wahanie wyczuwa ojciec Tymoteusz, który prowadzi chłopaka nie drogą rozumu, a drogą serca, nakazując mu iść za jego głosem. Otwiera przed nim możliwość rezygnacji z seminarium i rozpoczęcia studiów filologicznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. I choć wydawałoby się, że teraz już nic nie stoi na drodze miłości, to nic bardziej mylnego…

 

Historię Jana słyszymy z ust samego bohatera – to on na łożu śmierci spowiada się ze swojego życia, pragnąc zachować każdy moment, każdą chwilę dla potomności. Jesteśmy świadkami ciągu zdarzeń prowadzącego do tragedii, niemymi obserwatorami utraty złudzeń i nadziei oraz cudu pojednania. Wraz z bezimienną kobietą towarzyszącą umierającemu doświadczamy ogromu wzruszeń, uczestniczymy w intymnej spowiedzi, która nie jest wynikiem słabości, ale chęci zrozumienia swojego życia i wyroków losu. Co robić, kiedy w sercu człowieka są dwie miłości: do Boga i do kobiety? Czy trzeba wybrać jedną z nich? – zadaje pytanie bohater. My znamy odpowiedź, bo przecież służba Bogu wcale nie musi oznaczać kapłaństwa. Można każdego dnia dawać świadectwo swojej wiary, miłować bliźnich i żyć zgodnie z zasadami. Jan zrozumiał to, dokonując wyboru. I choć długo czekał na swoje szczęście, to jego cierpliwość ostatecznie została nagrodzona. Szkoda tylko, że nie dane mu było cieszyć się tym uczuciem dłużej…

 

Książka Dwie drogi Krzysztofa Kozłowskiego nie jest lekturą, którą można pochłaniać łapczywie, nie delektując się melodią słowa i nie uczestnicząc emocjonalnie w życiu Jana. To powieść, która przyciąga wzrok już piękną i nostalgiczną okładką, a postać eterycznej kobiety pojawia się również na zdjęciach zamieszczonych pomiędzy kolejnymi fragmentami tekstu. Ów anioł utkany ze snu, marzeń i wiary prowadzi czytelników nie tylko ku końcowi historii, ale również ku końcowi kruchego życia. Pamiętać jednak trzeba, że Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: jest czas rodzenia i czas umierania (…). Dla Jana czas odejścia oznacza połączenie z ukochaną. Nie żałujmy go zatem…

Link do recenzji
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2014-02-14, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki - 2014,
Krzysztof Kozłowski był gościem mojej biblioteki podczas spotkania pt. "Bóg czy kobieta" promującego jego drugą powieść "Dwie drogi". Było to bardzo miłe spotkanie (mam nadzieję, że nie ostatnie), dzięki któremu mogłam bliżej poznać sylwetkę i twórczość pana Krzysztofa. Podczas tego spotkania Autor powiedział, że w początkowym zamierzeniu książki miało być 380 stron, miało nie być wątku śmierci, a tytuł miał nosić nazwę "Gra w szachy". Na okładce znajduje się była aktorka teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie - Alicja Drzewiecka. Autor pisał książkę 4 lata, a raczej jak sam powiedział dojrzewał wraz z nią, do jej ukończenia. Sam powiedział, że nie wiedział o czym tak naprawdę ona jest. Dopiero po tym jak przeczytał ja wiele razy, za każdym razem odkrywał ją na nowo. Pierwsze 30 stron mogą być trudne do przebrnięcia, ale gdy już się to zrobi książka nabiera tempa. W książce pojawia się miasto, w którym mieszkam - Dobre Miasto, dlatego tym bardziej sięgnęłam po tę powieść. To książka, po którą powinny sięgnąć zwłaszcza osoby młode, które dopiero są na początku swojej drogi życiowej i związanych z nią wyborów. Kto ciekaw spotkania z panem Krzysztofem może zajrzeć tu: http://kkozlowski.pl/page/39/dobre-miasto-centrum-kulturalno-biblioteczne-12022014-r
Link do opinii
Kolejna bardzo dobra książka tego zannego autora z Olsztyna
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy