Okładka książki - Henri Désiré Landru

Henri Désiré Landru

Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2009-08-02
Kategoria: Komiksy
ISBN: 978-83-237-3617-2
Liczba stron: 144
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 0 (0 głosów)

Kulisy zbrodni


Okolice Whitechapel w Londynie miały w 1888 roku swojego Kubę Rozpruwacza, seryjnego mordercę określanego przez media jako Morderca z Whitechapel, bądź Skórzany Fartuch. Francja również może „poszczycić się” takim niechlubnym bohaterem, który z biegiem czasu stał się inspiracją dla autorów książek, tematem opracowań naukowych, piosenkarzy czy… komiksów. O kim mowa? Oczywiście o słynnym Sinobrodym z Gambais - oszuście i zawodowym kłamcy. Czy jednak mordercy?


Henri Désiré Landru stał się bohaterem drugiej już, po Wyspie Burbonów. Roku 1730 publikacji z serii „Zebra”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Egmont. Autor, Christophe Chabouté, nie ograniczył się jednak do wykorzystania biografii mordercy w sposób dosłowny. Stworzył raczej historię alternatywną wobec tej, która zaprowadziła Landru pod ostrze gilotyny po tym, jak został on skazany na śmierć. Komiks jest tym samym pasjonującą lekturą - hipotezą, która dokumentuje możliwy przebieg wydarzeń. Możliwy, Landru bowiem nigdy nie przyznał się do winy, nawet w obliczu śmierci. Artur Szrejter w posłowiu zauważa, że postawa oskarżonego nie pasowała do ogólnego profilu psychologicznego seryjnego zabójcy i w to właśnie daje możliwość snucia alternatywnych scenariuszy. Chabouté czyni to doskonale, podobnie jak doskonale posługuje się kreską, aby oddać charakter postaci i miejsc.


Autor w trakcie pracy nad komiksem sięgał ponoć do dokumentów związanych ze sprawą, dlatego też fakty mieszają się tu z fikcją, jednak rozprawa sądowa jest odtworzona niezwykle realistycznie. 12 listopada 1921 roku Landru został postawiony przed sądem i uznany przez oskarżyciela za cynicznego oszusta i zawodowego kłamcę, a także smutne indywiduum, które należy skazać na śmierć. Schwytany w 1919 roku przez inspektora Ribouleta i Belina, został oskarżony o zabójstwo jedenastu kobiet, ich poćwiartowanie, spalenie, a następnie zakopanie w ogródku. Dowodem były śladowe ilości kości znalezionych w ogrodzie przy jego willi w Gambais, a także elementy garderoby oraz dokumentacja zawierająca karty z charakterystykami dziesiątek kobiet - w tym opisy ofiar.
Te fakty stanowią podstawę do snucia rozważań nad tym, jak można podważyć zgromadzone dowody przeciwko Landru i kto mógł tak naprawdę popełnić te zbrodnie. I choć opowieść o dezerterze oraz Helenie - parze, która szantażem i groźbą skrzywdzenia rodziny Landru nakłaniała go do umieszczania ogłoszeń matrymonialnych oraz wabienia kobiet, wydaje się mocno naciągana, to sam komiks jest prawdziwym mrożącym krew w żyłach thrillerem. Fakt, że nikt tak naprawdę od lat nie znalazł ani ostatecznych dowodów winy, ani też niewinności, Landru pozwala snuć różnorodne domniemania - w tym o udziale osób trzecich. Nikt już nie stwierdzi, czy autor ma choć cień racji, pewne jest jednak, że lektura historii wielokrotnego mordercy jest prawdziwie mroczną przyjemnością, zaś komiks docenią (bez wyjątku) wszyscy pasjonaci zagadek kryminalnych i atmosfery Paryża XX wieku.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika -

Przeczytane:,

Komiks „Henri Désiré Landru” Christophe’a Chabouté to wciągająca opowieść o jednym z najsłynniejszych francuskich seryjnych morderców. To znakomite połączenie historii i wyobraźni, faktów z wydarzeniami całkowicie fikcyjnymi. To wreszcie utrzymany w mrocznym klimacie świetny kryminał i doskonały thriller zarazem, wzbogacony o elementy dramatu sądowego.

 

Henri Désiré Landru to postać autentyczna. We Francji to postać odpowiadająca brytyjskiemu Kubie Rozpruwaczowi. Człowiek ten żył na przełomie XIX i XX wieku i rzekomo odpowiadał za śmierć jedenastu kobiet. Został ścięty, choć w świetle współczesnego prawa jego wina nie byłaby w sposób wystarczający udowodniona. Chabouté na kanwie historycznych faktów buduje własną, bardzo złożoną historię życia i działalności przestępczej Landru. W jego ujęciu tytułowy bohater okazuje się drobnym cwaniaczkiem, zwyczajnym oszustem, wykorzystanym przez wszystkich – zarówno przez wspólników, jak i przez francuski rząd. Szarmancki Landru nadrabia braki w prezencji elokwencją i pozorami dobrego wychowania. Potrafi w ten sposób omotać łatwowierne, samotne i zamożne kobiety, nie zdając sobie sprawy z tego, że sam wykorzystywany jest przez bezwzględnego dezertera. Jakby na marginesie opowieści kryminalnej kreśli Chabouté tragedię społeczeństwa w czasie I wojny światowej. Ukazuje tragiczny los i warunki bytu walczących na froncie żołnierzy oraz pustkę pozostawioną przez nich wśród ich rodzin. Mimo bogactwa treści, niewiele jest w albumie tym czystego tekstu.

 

Chabouté ogranicza komentarze narratorskie do prezentowania czasu i miejsca rozgrywających się wydarzeń. Wiele kadrów jest całkowicie pozbawionych tekstu, a jednak szczegółowość i drobiazgowość rysunku sprawia, że czytelnik bez problemu odnajduje się w ilustrowanej przez autora sytuacji. Dialogi są tu mocno ograniczone – bohaterowie zdają się wypowiadać jedynie najważniejsze dla rozwoju wydarzeń kwestie. A jednak wyraźnie widać indywidualne cechy języka poszczególnych bohaterów – udającego dżentelmena Landru, prymitywnego żołnierza czy naciąganych wdów. Każda z nich jest inna, każda inaczej reaguje na umizgi Landru – łączy je tylko dojmujące poczucie samotności po utracie mężczyzn.

 

Chabouté operuje niemal wyłącznie czernią i bielą – wewnątrz albumu praktycznie nie ma szarości. Dominuje oczywiście czerń, co sprawia, że całość sprawia wrażenie bardzo mrocznej i przytłaczającej – co zresztą jest zabiegiem zamierzonym i celowym. Choć często sceneria prezentowana jest w sposób bardzo szczegółowy, Chabouté często stara się tło ograniczyć do plamy czerni lub bieli. Niektóre kadry nieodmiennie przywodzą na myśl fotosy z dobrego horroru.

 

Jednak opowieści Christophe’a Chabouté nie można traktować zupełnie serio. Wiele jest w niej bardzo delikatnej ironii i czarnego humoru. Uśmiech czytelnika wywołuje autor bardzo prostymi i skromnymi środkami – na przykład wielokrotnie przywoływanym obrazem ciemnego domu i powtarzaną po wielokroć onomatopeją. Ma więc w sobie album ten wszystko, czego trzeba dobrej opowieści kryminalnej: interesującą intrygę, wiarygodne postaci, wciągającą fabułę i zaskakujące zakończenie. W swej reinterpretacji historii Landru Chabouté unika łatwych odpowiedzi czy jednoznacznej oceny tego bohatera. Po latach autor nie tylko tworzy poruszającą historię, ale również zadaje niewygodne pytania. To bardzo wiele jak na komiks – dziedzinę sztuki przede wszystkim uznawaną jednak za służącą rozrywce.

Link do recenzji
Reklamy