Okładka książki - Urodziłam, gdy mój syn skończył dwa miesiące

Urodziłam, gdy mój syn skończył dwa miesiące

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2013-12-13
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788378059042
Liczba stron: 74
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 5.33 (3 głosów)

Cud narodzin

 

Dziecko jest pięknem ludzkiego bytowania. Jest pięknem! Jezus potwierdził to swoim postępowaniem. Bądźmy wpatrzeni w piękno dziecka - mówił Jan Paweł II. Wiele kobiet marzy o posiadaniu dziecka, o doświadczaniu tego cudu narodzin, o trzymaniu w ramionach swojego maleństwa. Niestety, nie każdej z nich jest to dane, nie każda kobieta może zostać matką. Dotknięte niepłodnością bądź też z niewyjaśnionych powodów nie mogące zajść w ciążę, cierpią każdego dnia mocniej. Kolejny miesiąc przynosi tylko rozczarowanie, powoli zabija nadzieję na posiadanie potomstwa. Zdesperowane, decydują się na różne metody leczenia bądź na inseminację czy też in vitro, będące ostatnią szansą na macierzyństwo.

 

Nikt, kto nie doświadczył tej bezdusznej pustki w sercu, na wieść, że po raz kolejny się nie udało, że tym razem jeszcze nie można myśleć o sobie jak o matce, nie zrozumie ogromu cierpienia. Nikt, kto nie poczuł instynktu macierzyńskiego, kto nie zapragnął tulić do piersi dziecka, nie będzie w stanie przyjąć do świadomości, że kobieta jest dla tych chwil gotowa na największe poświęcenia. Nawet, jeśli będą wiązały się z wielomiesięczną kuracją hormonalną, z bolesnymi badaniami czy horrendalnymi kosztami leczenia.

 

Beata Szynkowska, autorka książki Urodziłam, gdy mój syn skończył dwa miesiące, dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami z okresu starań o dziecko, swoim bólem, ale także radością, kiedy po trzech latach bezskutecznej walki z naturą nareszcie mogła stać się matką. Opublikowana nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej autobiografia, mimo niewielkiej objętości, mówi o tym, co ważne – o cudzie, jakim jest każde dziecko. Nawet to porzucone, nawet to, którego matka z różnych powodów nie mogła lub nie chciała go zatrzymać.

 

Szynkowska, pracownica korporacji, mimo bezgranicznego zaangażowana w pracę zawsze wiedziała, że szczęście daje nie tylko satysfakcja z życia zawodowego, ale i z życia rodzinnego. Do pełni tego szczęścia jej i ukochanemu mężowi brakowało tylko dziecka – ukochanej córeczki. Kiedy zawiodły już wszystkie naturalne metody, kiedy z uwagi na niedrożność jajników nawet próba sztucznego zapłodnienia zakończyła się fiaskiem, jedyną szansą pozostała adopcja. Mimo uciążliwych procedur adopcyjnych, konieczności spotkań z psychologiem czy odwiedzin kuratora, otwiera ona drzwi do macierzyństwa takim właśnie parom, jak Szynkowscy. Osobom, które zapraszają do swojego serca dziecko i kochają je miłością bezwarunkową.

 

Urodziłam, gdy mój syn skończył dwa miesiące to zbiór notatek, obejmujących kilka lat walki o posiadanie potomstwa. Zmagań rozpoczętych w 2005 r., a zakończonych w 2010 roku - w chwili, gdy po raz pierwszy autorka wzięła w ramiona swojego dwumiesięcznego synka. Chłopca, którego nie urodziła, ale którego pokochała całą sobą. Trudno pisać o walorach literackich tej książki, bowiem jej największym atutem jest ogromny ładunek emocji przebijający z każdego słowa. Są to bowiem słowa niespełnionej matki, kobiety o łkającej duszy, dla której dziecko jest zwieńczeniem małżeńskiej miłości.

 

Książka Szynkowskiej jest lekturą, po którą powinny sięgnąć wszystkie kobiety borykające się z problemem bezpłodności, decydujące się na sztuczne zapłodnienie bądź też pary rozważające adopcje. Autorka dodaje odwagi, pokazuje, że los potrafi niekiedy obdarować nas cudownym prezentem, wlewa nadzieję w serca. Każda strona przepełniona jest matczyną miłością, każda litera świadczy o oddaniu i woli walki o spełnienie marzenia. Nagrodą jest natomiast uśmiech dziecka - zarówno małego Kamilka, jak i setek dzieci gdzieś tam czekających na swoją mamę… 

Kup książkę

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Opinie

Avatar użytkownika - kasiulek17
kasiulek17
Przeczytane:2014-01-28, Ocena: 5, Przeczytałem, Czytam regularnie w 2014 roku, Mam,
Zagadnienie niepłodności i bezpłodności od kilku lat poruszane jest coraz częściej. Coraz więcej młodych małżeństw boryka się z tym problemem. Robią wszystko, co tylko możliwe, aby w końcu doczekać się upragnionego potomka. Przechodzą wiele badań, kobiety poddają się inseminacji, gdy ta zawodzi jedyną jeszcze szansą pozostaje In vitro. Jednak wiele osób, które nie spotkały się w swoim otoczeniu z tym problemem myli te zagadnienia. Niepłodność dotyczy 10-15% par i problem może leżeć zarówno po stronie mężczyzny jak i kobiety jednak nie jest to trwałe i dzięki odpowiedniemu leczeniu może doprowadzić do ciąży. Natomiast bezpłodność to trwała niemożność posiadania potomstwa. Beata to młoda kobieta, która zmierza po szczeblach kariery ku górze, spełnia się w zawodzie. W krótkim czasie awansuje w korporacji. Praca zapełnia jej dni maksymalnie. Jednak istnieje problem innej miary. Mianowicie nie może zajść w ciążę. Jest to niepłodność idiopatyczna. Gdyby Beata i jej mąż mieli innych partnerów, pewnie nie byłoby problemu z zajściem w ciążę. Przeszli wiele, była i inseminacja, było również In vitro. Niestety w żadnym wypadku test ciążowy nie wskazywał potomstwa. W biegiem lat dojrzeli do decyzji o adopcji. Beata Szynkowska zdecydowała się opisać swoją historię od 2005 roku, kiedy to przy wizycie u ginekologa dowiedziała się, że ma niedrożny jajnik. Nietrafne wizyty u lekarzy specjalistów, którzy traktowali ich powierzchownie. Kilka minut rozmowy, a koszty wizyt coraz bardziej uszczu ...
(Pokaż całą opinie)
Link do opinii
Reklamy