Okładka książki - Pochwała macochy

Pochwała macochy

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2010-10-27
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-240-1211-4
Liczba stron: 196
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Sabina Kwak

Ocena: 4.33 (15 głosów)

„Tę powieść powinno się spalić. Nie czytaj jej. Odłóż z powrotem na półkę. Jest zbyt rozpasana, perwersyjna i wyuzdana” – głosi nota na okładce. Tego typu „ostrzeżeń” nie trzeba dwa razy powtarzać. Każdy czytelnik wie, że „owoc zakazany smakuje najlepiej”. Tu jednak ludowa mądrość się nie sprawdza.

 

Don Rigoberto to miłośnik erotycznego malarstwa, amator seksualnych fantazji, wyznawca pedantycznych praktyk higienicznych. Jego małżonka – donia Lukrecja – to zaś nie tylko zmysłowa czterdziestolatka, która zapewnia mężowi co noc wiele atrakcji. To także macocha Fonsita – zdawałoby się – małego, ślicznego i niewinnego aniołka. Relacja łącząca Lukrecję z chłopcem jest daleka od modelu znanego z baśni. Macocha nie jest bowiem znienawidzoną przez dziecko matroną, a kochaną i uwielbianą przez niego kobietą. Fonsito nie tylko zaakceptował ją, ale i – na swój perwersyjny sposób – pokochał. Donia Lukrecja czuje się więc szczęśliwa i spokojnie patrzy w przyszłość. Tymczasem ta wcale nie zapowiada się różowo. Czytelnik strona po stronie obserwuje jak mały chłopiec uwodzi dojrzałą kobietę po to tylko, by ją zdyskredytować w oczach ojca. Tytułowa „pochwała macochy” oznacza więc nie tylko peany ku czci matki zastępczej, ale i wywołującą ból waginę kobiety, która wkroczyła do domu chłopca („pochwa – ała macochy” przemawia wprost z okładki). Cała historia opiera się na opisach ludzkiej fizjologii. W książce nie brak erotyki i ablucji.

 

Sceny seksualno-higieniczne przeplatają opowieści inspirowane malarstwem erotycznym i – w zasadzie – jest to jedyny plus powieści. Postaci z dzieł malarskich wkraczają bowiem do akcji utworu, stając się tym samym fundamentem „nowej jakości”. Wprowadzony do powieści wątek edypalny przedstawia się – w skrócie - następująco: „Kiedy wargi malca odnalazły jej usta, nie odmówiła mu ich. Przymykając oczy, pozwoliła się całować i oddała mu pocałunek. Po chwili rozzuchwalone usta dziecka natarły mocniej, a wtedy ona otworzyła swoje, pozwalając, by nerwowa żmijka, niezgrabna i wylękniona z początku, później coraz śmielsza, zagościła w jej ustach i przemierzyła je, skacząc z jednej strony na drugą po dziąsłach i zębach, i nie odepchnęła również dłoni, którą nagle poczuła na swej piersi…”

 

Mało? Na kartach powieści można znaleźć dużo śmielsze fragmenty. Nie ich etyczność budzi jednak wątpliwości, a sam ich cel, nie przynoszą one bowiem żadnego głębszego przesłania. Chyba, że to, iż jednoczesne sypianie z dzieckiem i jego ojcem prowadzi do katastrofy, ma stanowić morał opowieści peruwiańskiego pisarza. Książka od strony narracyjnej i stylistycznej ciekawa, fabularnej zaś – niekoniecznie.

 

Sabina Kwak

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika -

Przeczytane:,

„Tę powieść powinno się spalić. Nie czytaj jej. Odłóż z powrotem na półkę. Jest zbyt rozpasana, perwersyjna i wyuzdana” – głosi nota na okładce. Tego typu „ostrzeżeń” nie trzeba dwa razy powtarzać. Każdy czytelnik wie, że „owoc zakazany smakuje najlepiej”. Tu jednak ludowa mądrość się nie sprawdza.

 

Don Rigoberto to miłośnik erotycznego malarstwa, amator seksualnych fantazji, wyznawca pedantycznych praktyk higienicznych. Jego małżonka – donia Lukrecja – to zaś nie tylko zmysłowa czterdziestolatka, która zapewnia mężowi co noc wiele atrakcji. To także macocha Fonsita – zdawałoby się – małego, ślicznego i niewinnego aniołka. Relacja łącząca Lukrecję z chłopcem jest daleka od modelu znanego z baśni. Macocha nie jest bowiem znienawidzoną przez dziecko matroną, a kochaną i uwielbianą przez niego kobietą. Fonsito nie tylko zaakceptował ją, ale i – na swój perwersyjny sposób – pokochał. Donia Lukrecja czuje się więc szczęśliwa i spokojnie patrzy w przyszłość. Tymczasem ta wcale nie zapowiada się różowo. Czytelnik strona po stronie obserwuje jak mały chłopiec uwodzi dojrzałą kobietę po to tylko, by ją zdyskredytować w oczach ojca. Tytułowa „pochwała macochy” oznacza więc nie tylko peany ku czci matki zastępczej, ale i wywołującą ból waginę kobiety, która wkroczyła do domu chłopca („pochwa – ała macochy” przemawia wprost z okładki). Cała historia opiera się na opisach ludzkiej fizjologii. W książce nie brak erotyki i ablucji.

 

Sceny seksualno-higieniczne przeplatają opowieści inspirowane malarstwem erotycznym i – w zasadzie – jest to jedyny plus powieści. Postaci z dzieł malarskich wkraczają bowiem do akcji utworu, stając się tym samym fundamentem „nowej jakości”. Wprowadzony do powieści wątek edypalny przedstawia się – w skrócie - następująco: „Kiedy wargi malca odnalazły jej usta, nie odmówiła mu ich. Przymykając oczy, pozwoliła się całować i oddała mu pocałunek. Po chwili rozzuchwalone usta dziecka natarły mocniej, a wtedy ona otworzyła swoje, pozwalając, by nerwowa żmijka, niezgrabna i wylękniona z początku, później coraz śmielsza, zagościła w jej ustach i przemierzyła je, skacząc z jednej strony na drugą po dziąsłach i zębach, i nie odepchnęła również dłoni, którą nagle poczuła na swej piersi…”

 

Mało? Na kartach powieści można znaleźć dużo śmielsze fragmenty. Nie ich etyczność budzi jednak wątpliwości, a sam ich cel, nie przynoszą one bowiem żadnego głębszego przesłania. Chyba, że to, iż jednoczesne sypianie z dzieckiem i jego ojcem prowadzi do katastrofy, ma stanowić morał opowieści peruwiańskiego pisarza. Książka od strony narracyjnej i stylistycznej ciekawa, fabularnej zaś – niekoniecznie.

 

Sabina Kwak

Link do recenzji
Avatar użytkownika - bellate
bellate
Przeczytane:2017-01-30, Ocena: 3, Przeczytałem,
Budzi we mnie mieszane uczucia... z jednej strony świetne przeplatanie wątków mitycznych, historycznych i malarskich z codzienną egzystencją bohaterów. Dużo w tej książce liryki, opisów pożycia małżeńskiego i nie tylko graniczących ze zniesmaczeniem. Dla mnie ta książka nie była dziełem, które czyta się z wypiekami na twarzy, ale czymś, co odsłania sceny życia małżeńskiego niczym zerwany baldachim. Książka nie pozostawia czytelnikowi zbyt wiele pola wyobraźni. Jedyną osobą, która intryguje jest Fonsito. Pojawia się pytanie o to, co było celem chłopca. Czy faktycznie chciał się pozbyć macochy, czy był w niej beznadziejnie zauroczony czy nie do końca świadomy, że robią coś złego.
Link do opinii
Avatar użytkownika - lemur
lemur
Przeczytane:2016-01-24, Ocena: 4, Przeczytałem, 26 książek 2016, Mam,
Na szczęście to tylko opinia - a każda opinia jest przede wszystkim subiektywna, więc ze spokojnym sumieniem mogę napisać, że mnie "Pochwała macochy" nie porwała. Owszem, jest przesycona erotyzmem, subtelnością i swoistego rodzaju niepokojem. Ciekawym zabiegiem było wplecenie do literatury przykładów malarstwa, choć trochę mniej dałam się ponieść ablucjom don Ribogerta. Uwielbiam plastyczny język Llosy, doskonały wręcz warsztat, jego zabawę słowami i konwencją. A mimo to czegoś mi zabrakło, być może to wina nastawienia i zbyt wygórowanych wymagań - zbyt często słyszałam, że powieść " zgorszy i wbije w ziemię" . W ziemię mnie nie wbiła, ale na pewno utkwiła w pamięci.
Link do opinii
Książka może wydać się skandaliczna, przesycona erotyzmem i seksualnością. Postanowiłam podciągnąć ów lekturę pod wyzwanie z historią w tle nie ze względu na fabułę książki, lecz występujące obrazy. Interpretacja oczywiście może być dowolna, jak choćby w przypadku "Saturna..." Jacka Dehnela (polecam ów lekturę), niemniej po przeczytaniu "Pochwały macochy", aż się prosiło, by wygooglować obrazy, autorów i poznać ich historię. Mamy tam m.in. niewinną, acz zmysłową "Dianę po kąpieli" Bouchera oraz kobiecą "Wenus z Amorem i Muzyką" Vocelia. Kobieta niejedno ma imię i często okazuje swe różne oblicza. Dlatego myślę, że warto sięgnąć po tę książkę. Poza tym zabawa w łączenie literatury z malarstwem daje zaskakująco dobry efekt ;)
Link do opinii
Avatar użytkownika - whisky
whisky
Przeczytane:2014-12-01, Ocena: 2, Przeczytałem, 52 książki 2014, Mam,
Raczej historyjka lub opowiadanie niż powieść. W moim wydaniu Znaku były też ilustracje obrazów, o których mowa w niektórych rozdziałach, co pomagało zrozumieć niektóre aluzje. Chociaż sama książka mocno mnie rozczarowała, po Llosie spodziewałam się więcej. A tu taka niezbyt barwna historia o wyrywaniu włosków, krągłych pośladkach i cherubiniątku-diabłeku. Lekko, ale niezbyt przyjemnie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - lady_foe
lady_foe
Przeczytane:2014-04-03, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2014,
Perwersyjna, pruderyjna i brudna! Ale jakże czyta się ją z wypiekami na twarzy. Wątki zakazane, wątki zapierające dech w piersiach. Niesamowite. Llosa jak zwykle niegrzeczny, puszcza do nas oko. Mistrz!
Link do opinii
Avatar użytkownika - konwallia
konwallia
Przeczytane:2014-02-06, Ocena: 4, Przeczytałem, 52 książki 2014, Mam,
"Pochwała macochy" to powieść specyficzna, dosyć obrazowa i mocna w swym przekazie. Kontrowersyjny temat pedofilii splata się tutaj z odpychającymi opisami ablucji oraz egzaltowanymi szkicami scen erotycznych. Jednak coś, w trakcie lektury, mi zgrzytało. Jest to niewątpliwie niezły pisarski popis. Jest dobry temat. Jest dobry warsztat. Ale brakuje akcji. Dlatego też, według mojej oceny, historia jest odrobinę nudnawa. Spory plus za zakończenie. W trakcie lektury niby wszystko jest oczywiste i pewne. A jednak nie do końca. Historia jest przewrotna. Epilog zaskakuje i sprawia, że czujemy się odrobinę oszukani. Ot, taka sprytna gierka Llosy, w którą - wbrew pozorom - warto się dać wciągnąć.
Link do opinii
Avatar użytkownika - violabu
violabu
Przeczytane:2013-06-24, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2013,
"Pochwała macochy" to historia małżeństwa don Rigoberta, mającego syna z pierwszego związku o imieniu Fonsito, z Lukrecją. Opowieść ubarwiają obrazy, których reprodukcje zamieszczone są w książce. Są one inspiracją do odrębnych rozdziałów będących dygresjami, wyjaśnieniami i rozszerzeniem fabuły. Pomimo tego w książce nie znajdziemy konkretnych odpowiedzi na nasuwające się w trakcie czytania wątpliwości. O "Pochwale macochy" słychać skrajne opinie. Z jednej strony: ,"Odrażająca! Co chwilę chce się ją odłożyć i nie wracać do tego". A jednak się wraca. Z drugiej strony: ,"W książce nic nie bulwersuje. Autor tak prowadzi narrację, że zdarzenia są naturalną koleją rzeczy". A zdarzenia te to głównie rozwijająca się fascynacja erotyczna pomiędzy 40-to letnią kobietą a jej pasierbem, który jest dzieckiem! Niewątpliwie książka jest swoistą grą Maria Vargasa Llosy z czytelnikiem. Fakt, autor ma prawo pisać, co mu się żywnie podoba, prowokować. Odbiorca jednak ma obowiązek analizować, a nie dawać się zwodzić. Tak jest właśnie w przypadku głównego kontrowersyjnego wątku. Pisarz nie przedstawia go jako czegoś zdrożnego. Prowadzi narrację w taki sposób pokazując sytuację, byśmy myśleli, że tylko tak musiało być, że tak jest normalnie i inna opcja nie wchodzi w grę. Taki tok myślenia autor prowokuje między innymi opisując (nota bene jak najbardziej naturalny) akt wydalania kupy na 5 (!) stronach. Ha! I to jeszcze w jak literacki sposób. Na bank pisał to z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Ten Llosa to cholernie zdolna bestia, w dodatku lubi bawić się słowem i tematyką. Nie dajmy jednak się zapędzić na manowce. W jakkolwiek piękny sposób by nie pisać, to za relacje pedofilskie jest zawsze odpowiedzialna osoba dorosła, bo to ona wyznacza granice. Niezależnie od tego, czy dzieciak jest sprytny, bystry, czy uczy się manipulować starszymi. Jeden z rozdziałów "Pochwały macochy" szczególnie przypadł mi do gustu. Jest afirmacją miłości fizycznej zespalającej dwie osoby (dorosłe!). Napisane w przepiękny sposób, jak tylko mistrz potrafi. Ocena książki nie jest łatwa. Jest interesująca z powodu swej oryginalności, ale nie porywająca. Jednak na całokształt składa się każdy jej elementów: od początku do zakończenia, styl pisarski, sposób narracji i prowadzenia fabuły. Minęło dwa dni, od kiedy skończyłam ją czytać, a mimo to tkwi w mej głowie. Za to należą się autorowi brawa. Stworzył dzieło zmuszające do myślenia, które pozostawia po sobie ślad i nie pozwala być obojętnym. Oceniłabym książkę na 6 z tego właśnie względu, jednak nie mogę powiedzieć, że moja wrażliwość pozostała nietknięta (momentami czułam się zniesmaczona), dlatego zostanę przy 5, czyli bardzo dobra.
Link do opinii
Avatar użytkownika - dallea
dallea
Przeczytane:2011-12-22, Ocena: 5, Przeczytałem,
Książka zaskakująca i przewrotna. Polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Madaleno
Madaleno
Przeczytane:2010-08-24, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Obrazoburcza, skandalizująca... tym bardziej wciągająca.
Link do opinii
Avatar użytkownika - nimfometka
nimfometka
Przeczytane:2010-08-24, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
rewelacyjna choć perwersyjna ;)
Link do opinii
Avatar użytkownika - kkiinnaa
kkiinnaa
Przeczytane:, Ocena: 6,
Ciekawy opis ....
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy