Okładka książki - Biuro rzeczy znalezionych

Biuro rzeczy znalezionych

Wydawnictwo: Czytelnik
Data wydania: 2006-03-01
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 83-07-03060-9
Liczba stron: 280
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: marcin

Ocena: 0 (0 głosów)

Wreszcie Henry Neff odnalazł biuro rzeczy znalezionych. Dwudziestokilkuletni mężcznyzna znalazł swoją bezpieczną – jak mu się wydaje - przestrzeń życia, hermetycznie zamkniętą i duchowo rozwijającą. W obszarze biura będzie próbował harmonijnie egzystować, zawieszony pomiędzy przyjemną pracą, brakiem ambicji, a lekkomyślnością codzienności. Obracanie się wśród regałów i szaf ze zgubami całkowicie uśpi w młodzieńcu poczucie odpowiedzialności za swoje życie, za dążenie do zawodowego zrealizowania się. Nie potrzeba mu awansów, najważniejszy jest spokój i przyjemność. Czy można w ogóle wymagać odpowiedzialności w takim miejscu? Jeśli coś gubimy, to właśnie z powodu jej braku. W najgorszym razie pracownik biura rzeczy znalezionych zrówna się z szukającym zguby interesantem.

 

W biurze rzeczy znalezionych można doszukać się również ludzi. Co ich tam przygnało? Zgubiona parasolka, klucze i portfel. Przychodzą, określają się, wypełniają formularze, dostają to, czego chcą, płacą i zadowoleni wychodzą. W uzasadnionych przypadkach mają obowiązek udowodnić, że są właścicielami rzeczy, po które się zgłaszają. I znów proza życiowa: stan majątkowy, zabawy z nożem, gra na flecie. Na koniec dziękują. Ze łzami w oczach opuszczają biuro, przeświadczeni o swojej ostatniej wizycie na cmentarzu niepamięci.

 

W przeciwieństwie do człowieka, rzeczy są niezastąpione. Ludzi wymienia się bez przerwy. Kryteria kwalifikujące odstawkę do lamusa bywają przeróżne, od wieku, poprzez przymusową redukcję zatrudnienia, na cięciach socjalnych i etatowych kończąc. Nikt nie dziwi się temu procederowi, który zdaje się być normą, wpisaną w społeczne bytowanie. Czy tak łatwo zamienić jedną rzecz na drugą, zwłaszcza wtedy, gdy skutkiem jest strata? Możliwości zastąpienia, alternatywy, podstawienia zbliżają się do zera, do niemożliwości. Mimo wszystko prościej jest zastąpić człowieka.

 

Dlatego właśnie należy tworzyć podobne biura, gdyż ludzie bezustannie coś gubią, najczęściej w pośpiechu, ograniczającym zdolność przewidywania. Nie tylko na dworcach pociągowych, nie tylko w poczekalniach i szatniach – wszędzie się pozbywają, na każdym kroku tracą! Dostęp do rzeczy zgubionych nie powinien być ograniczany żadnymi trudnościami. Niezależnie od dnia i godziny, pory dnia i pory roku, każda strata musi trafić do właściciela. Być może bez niej już nic nie będzie takie samo.

 

Zdarza się nierzadko, że pozostawiony na łaskę losu przedmiot ma większe rozmiary niż człowiek. Zebranie wielkogabarytowych zgub w jednym miejscu, zwłaszcza większej ilości, wymaga nie dość, że wysokich nakładów finansowych na transport, to i olbrzymiego pomieszczenia magazynującego. Czy nie byłoby więc taniej i praktyczniej zorganizować biura ludzi gubiących? Prowadzić rejestr, katalogować zapominalskich i karać za niepamięć? Wtedy rzeczy znajdowałyby się same... a ludzi nie trzeba by było zastępować innymi.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - marcin
marcin
Przeczytane:, Ocena: 4,

Wreszcie Henry Neff odnalazł biuro rzeczy znalezionych. Dwudziestokilkuletni mężcznyzna znalazł swoją bezpieczną – jak mu się wydaje - przestrzeń życia, hermetycznie zamkniętą i duchowo rozwijającą. W obszarze biura będzie próbował harmonijnie egzystować, zawieszony pomiędzy przyjemną pracą, brakiem ambicji, a lekkomyślnością codzienności. Obracanie się wśród regałów i szaf ze zgubami całkowicie uśpi w młodzieńcu poczucie odpowiedzialności za swoje życie, za dążenie do zawodowego zrealizowania się. Nie potrzeba mu awansów, najważniejszy jest spokój i przyjemność. Czy można w ogóle wymagać odpowiedzialności w takim miejscu? Jeśli coś gubimy, to właśnie z powodu jej braku. W najgorszym razie pracownik biura rzeczy znalezionych zrówna się z szukającym zguby interesantem.

 

W biurze rzeczy znalezionych można doszukać się również ludzi. Co ich tam przygnało? Zgubiona parasolka, klucze i portfel. Przychodzą, określają się, wypełniają formularze, dostają to, czego chcą, płacą i zadowoleni wychodzą. W uzasadnionych przypadkach mają obowiązek udowodnić, że są właścicielami rzeczy, po które się zgłaszają. I znów proza życiowa: stan majątkowy, zabawy z nożem, gra na flecie. Na koniec dziękują. Ze łzami w oczach opuszczają biuro, przeświadczeni o swojej ostatniej wizycie na cmentarzu niepamięci.

 

W przeciwieństwie do człowieka, rzeczy są niezastąpione. Ludzi wymienia się bez przerwy. Kryteria kwalifikujące odstawkę do lamusa bywają przeróżne, od wieku, poprzez przymusową redukcję zatrudnienia, na cięciach socjalnych i etatowych kończąc. Nikt nie dziwi się temu procederowi, który zdaje się być normą, wpisaną w społeczne bytowanie. Czy tak łatwo zamienić jedną rzecz na drugą, zwłaszcza wtedy, gdy skutkiem jest strata? Możliwości zastąpienia, alternatywy, podstawienia zbliżają się do zera, do niemożliwości. Mimo wszystko prościej jest zastąpić człowieka.

 

Dlatego właśnie należy tworzyć podobne biura, gdyż ludzie bezustannie coś gubią, najczęściej w pośpiechu, ograniczającym zdolność przewidywania. Nie tylko na dworcach pociągowych, nie tylko w poczekalniach i szatniach – wszędzie się pozbywają, na każdym kroku tracą! Dostęp do rzeczy zgubionych nie powinien być ograniczany żadnymi trudnościami. Niezależnie od dnia i godziny, pory dnia i pory roku, każda strata musi trafić do właściciela. Być może bez niej już nic nie będzie takie samo.

 

Zdarza się nierzadko, że pozostawiony na łaskę losu przedmiot ma większe rozmiary niż człowiek. Zebranie wielkogabarytowych zgub w jednym miejscu, zwłaszcza większej ilości, wymaga nie dość, że wysokich nakładów finansowych na transport, to i olbrzymiego pomieszczenia magazynującego. Czy nie byłoby więc taniej i praktyczniej zorganizować biura ludzi gubiących? Prowadzić rejestr, katalogować zapominalskich i karać za niepamięć? Wtedy rzeczy znajdowałyby się same... a ludzi nie trzeba by było zastępować innymi.

Link do recenzji
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Ocena: 6,

… tej książki próżno szukać w biurze rzeczy znalezionych. O powieści Siegfrieda Lenza nie da się bowiem zapomnieć. Choć ma niewielkie rozmiary, a wydania w serii kieszonkowej doskonale sprawdzają się przede wszystkim jako lektury podróżne, nie można jej zostawić w pociągu. Utwór Lenza na długo pozostanie w myślach, nakłoni do poszukiwań celu egzystencji i do zastanowienia nad sensem życia. Po trzech latach od powstania, „Biuro rzeczy znalezionych” doczekało się wreszcie wydania polskiego. „W pewien sposób musi pan poczuć się tu jak na bocznicy, stąd bowiem nie prowadzi żaden tor do kariery, u nas nie ma możliwości awansu, w pewnym momencie człowiek zaczyna czuć się jak odczepiony wagon” – usłyszał Henry Naff, gówny bohater powieści. Naff został przeniesiony ze stanowiska konduktora w Kolejach Państwowych do biura rzeczy znalezionych, działającego przy tej placówce. Bohater grywa w hokeja w drugoligowej drużynie, zbiera zakładki do książek i… pragnie łatwego, przyjemnego życia. Rzadko prezentowana i niezbyt modna współcześnie odraza do pięcia się po szczeblach kariery sprawia, że Henry świetnie czuje się w nowym miejscu pracy. Ze względu na pełną stoickiego spokoju postawę życiową (czy może – lekceważenie wszelkich przeciwności losu), wszyscy zarzucają bohaterowi lekkomyślność i brak ambicji (jak to możliwe, żeby dwudziestoczterolatek marzył o przejściu na wcześniejszą emeryturę?). Pragnienie bezproblemowej egzystencji i niechęć do stresu wywołuje wśród współpracowników i znajomych podejrzenia i oskarżenia o nieodpowiedzialność. Tymczasem w schematyczne, podporządkowane wymogom formalnym, wręcz senne życie pracowników biura, Henry wnosi element niespodzianki, zaskoczenia. Dzięki niekonwencjonalnym pomysłom odkrywa wiele prawd, rządzących życiem, uczy się, na czym polega sens istnienia i próbuje odnaleźć swoją drogę. Tylko czy uda mu się odnaleźć własne miejsce na ziemi? Obok historii Henry’ego Neffa na opowieść składają się losy innych ludzi – Barbary, siostry Henry’ego, Pauli Blohm – pracownicy biura; problemy Alberta Bussmanna czy przemilczana tragedia Fiodora Lagutina, naukowca. Poza torami życia tych ludzi ważne tło stanowią działania anonimowych grup i postaci – osób, poszukujących swoich zagubionych przedmiotów czy np. motocyklowego gangu. Losy bohaterów przeplatają się ze sobą i nigdy nie wiadomo, w jaki sposób jedna sytuacja może zmienić bieg wydarzeń, jak z pozoru błahe czynniki wpłyną na rzeczywistość. Wiele ważnych wątków zostało tu zaledwie lekko zarysowanych. Subtelnie nakreślone historie przenoszą opowieść w sferę wyobraźni Czytelnika. Podczas lektury ma się wrażenie obserwowania jedynie maleńkiego wycinka rzeczywistości. W kadrze powieści ujawnia się splot kilku czy kilkunastu nitek – krzyżujących się ze sobą, biegnących równolegle, czasem – skrywających się przed obserwatorem. Przenikają się tu historie wielkich namiętności, prawdziwych przyjaźni, aktów odwagi i wiary w drugiego człowieka. Wszystko nakreślone sprawnie, realistycznie, zajmująco. Mimo poruszania najważniejszych chyba tematów literatury, płaszczyzna emocji pozostaje w głębokim ukryciu, ujawnia się dopiero w duszy czytającego. Autor powieści przedstawia wydarzenia sucho i beznamiętnie. Nie zmusza do zachwytu, strachu czy rozpaczy – a przecież uczucia te na pewno pojawią się podczas lektury. Fragmentaryczność losów bohaterów wynika – być może – z twierdzenia, że „człowiek nigdy nie zbierze w jedno tego wszystkiego, co przeżył (…) coś zawsze pozostanie w ukryciu”. Faktycznie – nie dowiadujemy się o pracownikach biura i przyjaciołach Henry’ego zbyt wiele – nic ponad to, czego potrzeba dla zrozumienia akcji. W „Biurze rzeczy znalezionych” nic tak naprawdę nie uzyskuje ostatecznego rozwiązania. Jedynie czasem zaskakujące przedmioty, zagubione niegdyś w pociągach i na dworcach, trafiają do swoich właścicieli. Praca w biurze rzeczy znalezionych nie ma w sobie nic z rutyny czy nudy. Niekiedy „człowiek przestaje wierzyć, że jeszcze istnieje normalność”. Wypadki toczą się prędko, wciąż ustępują miejsca nowym, zaskakującym wydarzeniom. Co jakiś czas historia przenosi się w sferę rozważań filozoficznych – jest wtedy próbą poszukiwania odpowiedzi na pytania, często zadawane przez współczesnego człowieka. Bywa wskazówką dla zagubionych w krainie kariery, wskazuje alternatywę tym, którzy – jak Henry Naff – nie chcą wpaść w trybiki świata awansów. Co jest tak naprawdę ważne? Przecież nie przedmioty (niekiedy zupełnie zaskakujące), jakie trafiają do biura („nie uwierzy pan, co ludzie dzisiaj gubią, o jakich rzeczach zapominają; zostawiają w pociągu nawet takie, od których zależy ich los, a potem przychodzą do nas, oczekując, że pomożemy im odszukać ich własność”). Nie stosunki międzyludzkie. Nie wydarzenia, rozgrywające się na naszych oczach. Siegfried Lenz umiejętnie przenosi czytelników na wyższą płaszczyznę swojego dzieła, na miejsce poszukiwań celu istnienia. Pomaga poznać siebie, zrewidować własne poglądy. „Biuro rzeczy znalezionych” pozwala odnaleźć to, co w życiu człowieka naprawdę ważne.

Link do recenzji
Inne książki autora
Dziennik amerykański
Julia Hartwig0
Okładka ksiązki - Dziennik amerykański

"...Notatki te powstawały pośród zwyczajnych kobiecych zajęć, rodzinnych i domowych: robiłam zakupy, wynajmowałam dom i płaciłam podatki. Moje krótkotrwałe...

Zwierzenia i błyski
Julia Hartwig0
Okładka ksiązki - Zwierzenia i błyski

`Zwierzenia i błyski` to zbiór oryginalnych małych form bliskich estetyce fragmentu. Najnowsze utwory Julii Hartwig, których styl zadomowił się na dobre...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy