
Katarzyna to 20-letnia agentka CBŚ i spec od informatyki. Zainspirowana legendą o nieśmiertelnej kuzynce, zaczyna jej szukać. Znajduje w Krakowie, gdzie Stanisława pojawia się w celu przedłużenia swego życia... kolejną dawką tynktury. Wkrótce duet zmienia się w tercet. Kuzynki zyskują potężną sojuszniczkę - uratowaną przez polskich żołnierzy serbską
księżniczkę, Monikę, która okazuje się być wampirzycą.
Książkę czytało się świetnie. Zabawne dialogi, komizm sytuacyjny i odrobina sensacji. Wszystko w odpowiednich ilościach tworzy pozycję obowiazkową do przeczytania.
Alchemia i starożytna wiedza przeplata się z najnowszą technologią. Obok przepisu na kamień filozoficzny, przepis na domowe piwo – warzone tak jak przed wiekami. Chemiczne receptury obok nowoczesnych systemów informatycznych. I przekonanie, że żadna z tych dziedzin nie ma dla naszych bohaterów najmniejszych tajemnic. Odnajdują się jednakowo w odległej przeszłości i teraźniejszości.
Czy jest możliwe aby trzy różne dziewczyny, młode kobiety, wychowywane w różnych epokach, mogły znaleźć wspólny język? Owszem, a w dodatku mogą zostać przyjaciółkami na dobre i na złe. Średnia ich wieku wynosi jakieś 500 lat.
Najstarsza z nich, szesnastoletnia wampirzyca Monika liczy sobie jakieś 1000 lat. Najmłodsza jest specem rządowym od oprogramowania.
W książce tej znajdziemy wiele fragmentów z naszej (i alternatywnej) historii. Spotkamy mistrza Michała Sędziwoja z Sanoka i jego uczniów alchemików.
Uwaga książka wciąga, a wręcz uzależnia. Po jej zakończeniu odczuwa się wielki niedosyt i ma się ochotę na lekturę dalszych przygód niesamowitych kuzynek. Osobiście strasznie żałowałam, że książka skończyła się tak szybko.
I byłam zmuszona pożegnać ulubionych bohaterów i odłożyć ich na półkę do kolejnego razu...
Jest to jedna z niewielu pozycji, którą można polecić dosłownie każdemu do przeczytania. Bez względu na wiek,
płeć czy upodobania literackie. Każdy, absolutnie każdy znajdzie tu coś co go zaciekawi, zaintryguje i oczaruje.
Coś specjalnie dla niego.
Dla mnie było to odmienne, jednak bardzob oryginalne przedstawienie wampirów. Monika, chociaż jest wampirem,
jest dość niezwykłym krwiopijcą, ponieważ nie stała się nim poprzez ugryzienie i przemianę. Ona się już taka urodziła.
W jej rodzinie wampiryzm nie jest czymś niezwykłym, to raczej przypadłośc pokoleniowa. Może jeść normalne
posiłki i spacerować w słońcu. Jedyne, co ją odróżnia od ludzi to szybkie regenerowanie uszkodzonych tkanek i potrzeba picia krwi. Na szczęście nie za często i nie ludzkiej, lecz zwierzęcej. Od czasu do czasu musi się po prostu napić zwierzęcej posoki.
Podobało mi się również to, iż książka zawiera wiele ciekawych przepisów kulinarnych – tych typowo staropolskich, na przykład na zrobienie nalewki ziołowej czy owocowej. A dla tych bardziej żądnych przygód – przepis na tynkturę . Legendarny kamień filozoficzny dający wieczną młodość i wielkie bogactwo.
W typowy dla siebie sposób Andrzej Pilipiuk ukazuje nam nowy świat. Jest on identyczny z naszym, a jednak pod warstewką normalności skrywa się świat dostępny tylko wybranym. Tylko nam – czytelnikom. I tylko na kartach
książki – "Kuzynki".