Okładka książki - Łabędzi śpiew. Księga 2

Łabędzi śpiew. Księga 2

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 2013-11-07
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 978-83-61386-81-0
Liczba stron: 552
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Zuzanna Bukowska

Ocena: 5 (9 głosów)

Opinia 24   iele kontynuacji wspaniałych pierwszych części jest pisanych na siłę i nie zostaje odrzucona przez czytelnika głównie ze względu na sentyment do postaci lub przez chęć głębszego zrozumienia pobudek bohaterów czy dowiedzenia się jak autor zakończył ulubiony wątek. Na szczęście z przyjemnością muszę przyznać Robertowi Maccammonowi, drugi tom Łabędziego śpiewu jest nie tylko nowy tematycznie, ale również, w ogólnym odczuciu, tak samo fascynujący co pierwszy.

 

o pierwsze, sama idea książki się zmienia. Akcja toczy się siedem lat później i o ile w pierwej części dominowała wędrówka i przetrwanie, to w kolejnej władzę przejmuje próba odbudowy życia. Tutaj, po raz kolejny autor zachwyca swoją wnikliwością. Ukazuje, że część ludzkości pojmuje siłę jako ponowne odnowienie cywilizacji, część jako tworzenie armii, a część jako wprowadzanie w życie sowich szalonych pomysłów. Pozwala czytelnikowi na obserwację niewielkich grup tych, którzy przetrwali, walczących o najpotrzebniejsze dobra. Z jednej strony opisuje chęć do ponownej próby odnalezienia w innych człowieczeństwa, z drugiej – roztacza szeroki obraz wojny, pogardy i samolubności. Tematyka utworu spowodowała u mnie dość silną reakcję, nawet dziś – ponad miesiąc po przeczytaniu pozycji, wracają do mnie tamte przemyślenia i strach przed ludzką naturą.

 

ie mniej wstrząsający okazali się bohaterowie. W utworze występuje większość postaci, które pozostały przy życiu w pierwszym tomie, a nawet pojawia się jedna z tych, którą uważałam za martwą, jako jedną z pierwszych. Niestety wątek mojego ukochanego, wiernego żonie mężczyzny z poprzedniej części pozostaje otwarty. Na szczęście jego miejsce zajmuje całe grono misternie dopracowanych, nowych postaci, od kilku ludzkich armii, przez drobne grupy złodziejaszków, niedobitków, kontynuując grupami zamieszkującymi niewielkie miejscowości, organizujących szpitale polowe aż po ocalałych z zakładu psychiatrycznego. Czytelnik zostaje wprowadzony w szerokie spektrum wszystkich ich wad i zalet, marzeń oraz wytworów czasem chorego umysłu.

 

olejnym genialnym posunięciem autora jest wprowadzenie idei maski Hioba, czyli tajemniczej narośli pojawiającej się na twarzach przypadkowych osób. Przede wszystkim doceniłam to, że dotknięte twarzą prawdy zostały zarówno dobre, jak i złe osoby, a także to, że do "sprawdzenia" bohaterowie byli wybierani zupełnie losowo. Z resztą Robertowi Maccammonowi pomysłów nie brakuje. Podczas czytania można się zetknąć z magiczną, szklaną koroną – pierścieniem, wielokrotnymi nawiązaniami do kart tarota, siłą gazety i jej wpływem na ludzką psychikę, a także tajemniczym stworzeniem rodem z piekła.

 

' propos, mimo dość prostego podziału zarówno postaci, jak i pozostałych sił na dobro i zło, nie wyczułam w nich sztuczności. Co więcej, idea diabła zdawała się być niemalże ludzka, nawet ze swoimi zdolnościami do zmiany wyglądu. Jednak podczas gdy to pierwszy tom skupiał się głównie na tajemniczym ucieleśnieniu czorta, drugi symbolizuje bardziej nadzieję w istnienie Boga. Ku mojemu zdumieniu, mimo wyraźnego podkreślenia siły dobra, fizyczne istnienie istoty wyższej zostało niemalże zanegowane poprzez ludzką pomyłkę, która swoje wyobrażenie Najwyższego oparła na zwykłym człowieku.

 

twór Łabędzi śpiew. Tom II to wspaniała kontynuacja cyklu, stanowiąca wraz z pierwszą częścią obowiązkową pozycję dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej. To jedna z tych książek, wobec przeczytania której, nie można przejść obojętnie. Zdecydowanie polecam!

 

 

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> - Każdy ma dwie twarze, dziecko. Tę widoczną i tę,którą ukrywa w środku. Świat widzi to, co na zewnątrz,ale to właśnie wewnętrzna twarz świadczy o tym,jaka jesteś naprawdę. Gdyby dało się ją przenicować,od razu byłoby wiadomo,ile kto jest wart. <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

 

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Opinia 24

 

iele kontynuacji wspaniałych pierwszych części jest pisanych na siłę i nie zostaje odrzucona przez czytelnika głównie ze względu na sentyment do postaci lub przez chęć głębszego zrozumienia pobudek bohaterów czy dowiedzenia się jak autor zakończył ulubiony wątek. Na szczęście z przyjemnością muszę przyznać Robertowi Maccammonowi, drugi tom Łabędziego śpiewu jest nie tylko nowy tematycznie, ale również, w ogólnym odczuciu, tak samo fascynujący co pierwszy.

 

o pierwsze, sama idea książki się zmienia. Akcja toczy się siedem lat później i o ile w pierwej części dominowała wędrówka i przetrwanie, to w kolejnej władzę przejmuje próba odbudowy życia. Tutaj, po raz kolejny autor zachwyca swoją wnikliwością. Ukazuje, że część ludzkości pojmuje siłę jako ponowne odnowienie cywilizacji, część jako tworzenie armii, a część jako wprowadzanie w życie sowich szalonych pomysłów. Pozwala czytelnikowi na obserwację niewielkich grup tych, którzy przetrwali, walczących o najpotrzebniejsze dobra. Z jednej strony opisuje chęć do ponownej próby odnalezienia w innych człowieczeństwa, z drugiej – roztacza szeroki obraz wojny, pogardy i samolubności. Tematyka utworu spowodowała u mnie dość silną reakcję, nawet dziś – ponad miesiąc po przeczytaniu pozycji, wracają do mnie tamte przemyślenia i strach przed ludzką naturą.

 

ie mniej wstrząsający okazali się bohaterowie. W utworze występuje większość postaci, które pozostały przy życiu w pierwszym tomie, a nawet pojawia się jedna z tych, którą uważałam za martwą, jako jedną z pierwszych. Niestety wątek mojego ukochanego, wiernego żonie mężczyzny z poprzedniej części pozostaje otwarty. Na szczęście jego miejsce zajmuje całe grono misternie dopracowanych, nowych postaci, od kilku ludzkich armii, przez drobne grupy złodziejaszków, niedobitków, kontynuując grupami zamieszkującymi niewielkie miejscowości, organizujących szpitale polowe aż po ocalałych z zakładu psychiatrycznego. Czytelnik zostaje wprowadzony w szerokie spektrum wszystkich ich wad i zalet, marzeń oraz wytworów czasem chorego umysłu.

 

olejnym genialnym posunięciem autora jest wprowadzenie idei maski Hioba, czyli tajemniczej narośli pojawiającej się na twarzach przypadkowych osób. Przede wszystkim doceniłam to, że dotknięte twarzą prawdy zostały zarówno dobre, jak i złe osoby, a także to, że do "sprawdzenia" bohaterowie byli wybierani zupełnie losowo. Z resztą Robertowi Maccammonowi pomysłów nie brakuje. Podczas czytania można się zetknąć z magiczną, szklaną koroną – pierścieniem, wielokrotnymi nawiązaniami do kart tarota, siłą gazety i jej wpływem na ludzką psychikę, a także tajemniczym stworzeniem rodem z piekła.

 

' propos, mimo dość prostego podziału zarówno postaci, jak i pozostałych sił na dobro i zło, nie wyczułam w nich sztuczności. Co więcej, idea diabła zdawała się być niemalże ludzka, nawet ze swoimi zdolnościami do zmiany wyglądu. Jednak podczas gdy to pierwszy tom skupiał się głównie na tajemniczym ucieleśnieniu czorta, drugi symbolizuje bardziej nadzieję w istnienie Boga. Ku mojemu zdumieniu, mimo wyraźnego podkreślenia siły dobra, fizyczne istnienie istoty wyższej zostało niemalże zanegowane poprzez ludzką pomyłkę, która swoje wyobrażenie Najwyższego oparła na zwykłym człowieku.

 

twór Łabędzi śpiew. Tom II to wspaniała kontynuacja cyklu, stanowiąca wraz z pierwszą częścią obowiązkową pozycję dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej. To jedna z tych książek, wobec przeczytania której, nie można przejść obojętnie. Zdecydowanie polecam!

 

 

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

- Każdy ma dwie twarze, dziecko. Tę widoczną i tę,którą ukrywa w środku. Świat widzi to, co na zewnątrz,ale to właśnie wewnętrzna twarz świadczy o tym,jaka jesteś naprawdę. Gdyby dało się ją przenicować,od razu byłoby wiadomo,ile kto jest wart.

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

 

Link do recenzji

Opinia 24

 

iele kontynuacji wspaniałych pierwszych części jest pisanych na siłę i nie zostaje odrzucona przez czytelnika głównie ze względu na sentyment do postaci lub przez chęć głębszego zrozumienia pobudek bohaterów czy dowiedzenia się jak autor zakończył ulubiony wątek. Na szczęście z przyjemnością muszę przyznać Robertowi Maccammonowi, drugi tom Łabędziego śpiewu jest nie tylko nowy tematycznie, ale również, w ogólnym odczuciu, tak samo fascynujący co pierwszy.

 

o pierwsze, sama idea książki się zmienia. Akcja toczy się siedem lat później i o ile w pierwej części dominowała wędrówka i przetrwanie, to w kolejnej władzę przejmuje próba odbudowy życia. Tutaj, po raz kolejny autor zachwyca swoją wnikliwością. Ukazuje, że część ludzkości pojmuje siłę jako ponowne odnowienie cywilizacji, część jako tworzenie armii, a część jako wprowadzanie w życie sowich szalonych pomysłów. Pozwala czytelnikowi na obserwację niewielkich grup tych, którzy przetrwali, walczących o najpotrzebniejsze dobra. Z jednej strony opisuje chęć do ponownej próby odnalezienia w innych człowieczeństwa, z drugiej - roztacza szeroki obraz wojny, pogardy i samolubności. Tematyka utworu spowodowała u mnie dość silną reakcję, nawet dziś - ponad miesiąc po przeczytaniu pozycji, wracają do mnie tamte przemyślenia i strach przed ludzką naturą.

 

ie mniej wstrząsający okazali się bohaterowie. W utworze występuje większość postaci, które pozostały przy życiu w pierwszym tomie, a nawet pojawia się jedna z tych, którą uważałam za martwą, jako jedną z pierwszych. Niestety wątek mojego ukochanego, wiernego żonie mężczyzny z poprzedniej części pozostaje otwarty. Na szczęście jego miejsce zajmuje całe grono misternie dopracowanych, nowych postaci, od kilku ludzkich armii, przez drobne grupy złodziejaszków, niedobitków, kontynuując grupami zamieszkującymi niewielkie miejscowości, organizujących szpitale polowe aż po ocalałych z zakładu psychiatrycznego. Czytelnik zostaje wprowadzony w szerokie spektrum wszystkich ich wad i zalet, marzeń oraz wytworów czasem chorego umysłu.

 

olejnym genialnym posunięciem autora jest wprowadzenie idei maski Hioba, czyli tajemniczej narośli pojawiającej się na twarzach przypadkowych osób. Przede wszystkim doceniłam to, że dotknięte twarzą prawdy zostały zarówno dobre, jak i złe osoby, a także to, że do "sprawdzenia" bohaterowie byli wybierani zupełnie losowo. Z resztą Robertowi Maccammonowi pomysłów nie brakuje. Podczas czytania można się zetknąć z magiczną, szklaną koroną - pierścieniem, wielokrotnymi nawiązaniami do kart tarota, siłą gazety i jej wpływem na ludzką psychikę, a także tajemniczym stworzeniem rodem z piekła.

 

' propos, mimo dość prostego podziału zarówno postaci, jak i pozostałych sił na dobro i zło, nie wyczułam w nich sztuczności. Co więcej, idea diabła zdawała się być niemalże ludzka, nawet ze swoimi zdolnościami do zmiany wyglądu. Jednak podczas gdy to pierwszy tom skupiał się głównie na tajemniczym ucieleśnieniu czorta, drugi symbolizuje bardziej nadzieję w istnienie Boga. Ku mojemu zdumieniu, mimo wyraźnego podkreślenia siły dobra, fizyczne istnienie istoty wyższej zostało niemalże zanegowane poprzez ludzką pomyłkę, która swoje wyobrażenie Najwyższego oparła na zwykłym człowieku.

 

twór Łabędzi śpiew. Tom II to wspaniała kontynuacja cyklu, stanowiąca wraz z pierwszą częścią obowiązkową pozycję dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej. To jedna z tych książek, wobec przeczytania której, nie można przejść obojętnie. Zdecydowanie polecam!

 

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

- Każdy ma dwie twarze, dziecko. Tę widoczną i tę, którą ukrywa w środku. Świat widzi to, co na zewnątrz, ale to właśnie wewnętrzna twarz świadczy o tym, jaka jesteś naprawdę. Gdyby dało się ją przenicować, od razu byłoby wiadomo, ile kto jest wart.

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - danutka
danutka
Przeczytane:2016-04-06, Ocena: 5, Przeczytałem, z_52 książki - 2016,
Druga część cyklu jest lepsza od pierwszej. Dobrze rozwinięta akcja jeszcze się zagęszcza, bohaterowie z czasem lepiej poznają swoje możliwości przeżycia. Siedem lat w postapokaliptycznym świecie pokazało, kto jest w stanie się przystosować, a kto musi odejść. Potworzyły się zbiorowości rządzące się własnymi, naprędce, z potrzeby chwili utworzonymi prawami, z rozwagą dobierające nowych członków, wędrujących ciągle jeszcze po kraju w poszukiwaniu resztek zachowanej cywilizacji. Niektórym nie udało się jednak poczuć więzi, zdobyć na zwykłe ludzkie odruchy, rządzi nimi prawo silniejszego i sprytniejszego. Może im pomóc jedynie ktoś o dominującej osobowości, jeśli zawita w okolicę. Jednak na każdy przejaw człowieczeństwa czyha zło w postaci tajemniczego osobnika, zmieniającego postać, dostosowującego się do okoliczności, dążącego do dawno wytyczonego celu: zniszczenia ludzkiej rasy jej własnymi rękoma. Dobra powieść, satysfakcjonująca i trzymająca w napięciu. Z dostateczną dawką akcji i zwykłej codziennej filozofii, ważnej nie tylko w świecie postapo, ale również tu i teraz, zanim coś złego się wydarzy, by zapobiec czemuś tak niewyobrażalnie strasznemu, bez oglądania się na innych. Mniej jest też w tym tomie nieścisłości, nieuzasadnionych logicznie działań (pomijając oczywiście zamierzoną otoczkę magii), więcej nadziei i optymizmu mimo wszystkich nieszczęść, jakie spotykają bohaterów. Warto przeczytać, nawet jeśli pewne rzeczy drażniły nas w pierwszym tomie.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Azzmon
Azzmon
Przeczytane:2016-01-04, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książek 2016, Przeczytane,
Moim skromnym zdaniem to najlepsza powieść Roberta McCammona i mimo zalewu książek o tej właśnie tematyce, ta jest szczególna. W sposób niesamowity autor przedstawia świat po nuklearnej zagładzie, ale jest też wątek horroru. Taka mieszanka udała się do tej pory tylko mistrzowi Kingowi w niezapomnianym "Bastionie". Nie będzie przesadą, że "Łabędzi śpiew" śmiało może stanąć w szranki z kultową pozycją S.Kinga. Wszechobecne zło, mrok, posępna wizja przyszłości i...nadzieja na odbudowę tego co sami zniszczyliśmy.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Amarisa
Amarisa
Przeczytane:2014-07-13, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2014, Mam,
Minęło siedem długich, mroźnych, spowitych wiecznym mrokiem lat odkąd pierwsze bomby spadły z nieba zbierając śmiertelne żniwo i doszczętnie pustosząc Ziemię. Ci, którzy uszli z życiem, starają się przetrwać za wszelką cenę. Żyją w ziemnych lepiankach bądź chałupach skleconych z czego tylko się dało i trzymających się na słowo honoru, przez których ściany zimny wiatr hula i świszcze odbierając chroniącym się w nich mieszkańcom tę namiastkę ciepła, którą udało im się wykrzesać ze starych palenisk. Nadeszły czasy, w których mieszkający blisko siebie ludzie, nawet najbliżsi sąsiedzi, są sobie obcy. Troszczą się jedynie o siebie samych bądź ewentualnych członków rodziny. Ten okrutny, zimny, wyobcowany świat stał się idealnym miejscem dla tych, których od zawsze bawiło zło, którzy pragnęli władzy nad innymi. Do tej grupy ludzi należy Roland, który już dawno przestał być chuderlawym nastolatkiem z okularami na nosie zapatrzonym w gry komputerowe i wyobrażającym sobie, że wciela się w jedną z wirtualnych postaci. Po latach spędzonych u boku człowieka, którego nazywa w myślach swym Królem, stał się jednym z najbardziej odrażających ludzi, jacy dotąd stąpali po Ziemi. Uwielbia krzywdzić słabszych od siebie, bawi go ból wypisany na twarzach tych, którzy mają to nieszczęście przekroczyć próg jego kaźni. Tak, czasy, które nastały, pokazały jego prawdziwe oblicze. Wraz ze swym idolem kroczy na czele Armii Doskonałych, która niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. A Szatan z uśmiechem na ustach przygląda się ich poczynaniom... Tymczasem w innej części kraju Swan wraz ze swym wiernym opiekunem, który stał się dla niej ojcem, o jakim zawsze marzyła, oraz jeszcze jednym mężczyzną, który dołączył do nich po drodze, szukają miejsca, w którym mogliby zatrzymać się na dłużej, bez strachu, że dopadnie ich Szkarłatnooki. Ich śladem podąża Siostra wraz z Paulem. Kierują się wizjami ukazanymi jej przez tajemniczy przedmiot znaleziony przed laty w zgliszczach Nowego Jorku. Cała trójka - Roland, Swan i Siostra - choć jeszcze tego nie wiedzą, zmierzają do tego samego celu. W międzyczasie ma miejsce prawdziwy cud - coś, co może ponownie zmienić bieg historii i na nowo rozpalić w ludzkich sercach nadzieję. Na to jednak nie może pozwolić sobie Szatan. Rozpoczynają się śmiertelne łowy... "(...) krok po kroczku. Jeden krok, a za nim następny doprowadzą cię tam dokąd zmierzasz." Naprawdę ciężko jest mi pisać o II księdze "Łabędziego śpiewu" Roberta McCammona bez powtarzania tego wszystkiego, o czym wspominałam przy okazji omawiania poprzedniej części. Najlepiej zastosowałabym kopiuj - wklej i na tym zakończyła swe pisanie. Niemniej jednak się postaram. Na początek warto wspomnieć o tym, że księga ta niczym nie ustępuje swej poprzedniczce. Jest równie świetna i doskonała, i to pod każdym względem. Historia opowiedziana przez autora dosłownie zapiera dech w piersi. Przenosi Czytelnika do świata, który stał się prawdziwym Piekłem na ziemi. Do miejsca, które nim wstrząśnie podczas lektury. McCammon pisze w bardzo sugestywny sposób, niezwykle obrazowy. Pochłaniając kolejne stronice książki doskonale możemy wyobrazić sobie otaczający bohaterów krajobraz, poczuć przeszywające ich zimno, a także wyczuć odór rozkładających się ciał i zwierzęcych trucheł napotkanych na drodze. Na dużą uwagę zasługuje też doskonała kreacja samych bohaterów. Mamy wgląd w ich marzenia oraz lęki. Znamy cele, które im przyświecają i motywy, którymi się kierują. Jesteśmy również świadkami przemian, które w nich zachodzą. Niesamowite jest również to, jak autor ukazał w swej historii samego Szatana. Nie jest on tu taki, jak wielu z nas go sobie wyobraża. Wbrew pozorom oprócz ogromu Zła, które w sobie nosi, gdzieś bardzo, ale to bardzo głęboko tli się w nim maleńka iskierka Dobra, która w najmniej oczekiwanych momentach daje o sobie znać. Staje się to powodem toczącej się w nim wewnętrznej walki. Bywa słaby, a nawet odczuwa najprawdziwsze przerażenie. Dylogię "Łabędzi śpiew" Roberta McCammona polecam wszystkim miłośnikom powieści fantastycznych, a zwłaszcza tym, których kręcą wizję świata po apokalipsie. To, co stworzył autor, jest jak najbardziej godne poznania. Ba! Wręcz należy to zrobić! Nie sposób bowiem przejść obojętnie obok tego dzieła i potem bez wstydu mówić o sobie, że jest się miłośnikiem fantastyki. To byłaby czysta hipokryzja! Dlatego też jeżeli macie się za fanów tego gatunku i dotąd nie mieliście okazji sięgnąć po tę dylogię, to czym prędzej nadróbcie zaległości. Na koniec wspomnę jeszcze, że warto sięgnąć po jeszcze jedną powieść autorstwa McCammona, która została przetłumaczona i wydana na naszym rynku - "Magiczne lata". To książka pełna magii w każdym znaczeniu tego słowa. Kolejna perełka, obok której nie można przejść obojętnie. Polecam! Moja ocena: 6/6 http://magicznyswiatksiazki.pl/labedzi-spiew-ksiega-2-robert-mccammon-recenzja-508/
Link do opinii
Avatar użytkownika - benioff
benioff
Przeczytane:2014-02-20, Ocena: 5, Przeczytałem, czytam regularnie w 2014 roku, Mam,
Bohaterów McCammona pożegnaliśmy w finale księgi pierwszej, w momencie kiedy kilku z nich znalazło wreszcie chwilę wytchnienia. Pamiętamy, ocaleli po nuklearnym starciu dwóch największych potęg i odwiecznych wrogów czyli Rosji i USA. Pojawiła się nadzieja na lepszą, czy raczej właściwym było by określenie jakąkolwiek przyszłość, nadzieja, że to, co najgorsze już za nimi. Już od pierwszych stron księgi drugiej okazuje się, że najgorsze miało dopiero nadejść. Minęło 7 lat, długich, mrocznych, mroźnych, napiętnowanych nieustanną walką o przetrwanie. Ludzie i cała natura nie żyje, ale wegetuje w wynaturzonej zmutowanej formie na ziemi jałowej. Cała nadzieja w wybrańcach, którzy z niepojętym uporem dążą do szczęśliwego końca. Ilość okrucieństwa i grozy, jakiej doświadcza dziewczyna zwana Łabędziem i jej opiekunowie, musi bowiem w finale znaleźć zadośćuczynienia. Przeznaczenie musi się dopełnić, by ironiczny tytuł epickiej opowieści o post apokaliptycznym świecie, mógł ujawnić swe inne znaczenie. Pełne nadziei i radości z jeszcze jednej szansy danej ludzkości. Sposób w jaki McCammon snuję swą niewesołą balladę zasługuje na najwyższe uznanie. Kapitalnie skreślone postaci nie przestają zadziwiać, a czytelnik wciągnięty w wir wydarzeń, nie ma szans, by opuścić ten świat bez uszczerbku na wrażliwości. McCammon bierze w posiadanie uwagę słuchaczy i przetacza się przez nią jak walec i czołg Armii Niezwyciężonych pod dowództwem demonicznego półkownika, uosabiającego całą głupotę, brak empatii i zwyczajne zezwierzęcenie ważnych tego świata i ich umundurowanych podwładnych. Jako się rzekło, w finale dobro zwycięża, a zło zostaje skutecznie zmiecione w myśl zasady ogień ogniem zwyciężaj. Takie zakończenie zwyczajnie należało się umęczonym heroicznym bohaterom, należało się też czytelnikom, którym zaserwowano niesamowicie wyrazistą i nie tak znów nieprawdopodobną historię. Może razić zdecydowania zbyt silne przesłodzenie bijące z ostatnich kilkunastu stronnic, a już ociekającą lepkim lukrem wisienką na tym torciku w epilogu stali rosyjscy imigranci witani przez odradzającą się społeczność amerykańskich ocalałych z otwartymi ramionami powiewającymi, w slow motion zapewnie, transparentami z napisem ,,never again". Ale to taka łyżeczka dziegciu, wlana przez zwolennika zakończeń bardzie otwartych, mniej oczywistych i nie jednoznacznych, a już z pewnością wyzutych z kleszego moralizowania. Całość dzieła robi zdecydowanie piorunujące wrażenie i jest kawałem (w sumie ok. 1000 stron) porządnie napisanej literatury. Nie tylko rozrywkowej.
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Ocena: 5, 52 książki 2014 rok, Mam,
Świata, który tak dobrze znaliście, już nie ma. Pewnego roku, dnia siedemnastego lipca zło i nienawiść ludzka wzięła górę nad Ziemią i jej mieszkańcami. Rosja zapoczątkowała kolejną falę agresji, której apogeum stanowiły serie wybuchów bomb atomowych. Po tych wydarzeniach świat przypomina jedno wielkie gruzowisko i wielką połać cmentarza. Ci, którzy cudem ocaleli, wręcz potykają się o zwłoki ludzkie i zwierzęce. Skażona ziemia już nie rodzi plonów, drzewa pousychały, a picie dostępnej wody gwarantuje szybką śmierć w męczarniach. Tak wygląda świat widziany oczyma Roberta McCammona, autora powieści postapokaliptycznej pt. Łabędzi śpiew. Ta koszmarna wizja zamknęła pierwszą księgę powieści. Cóż, optymizmu w niej wiele nie było. Pozostało mieć nadzieję, że w drugiej księdze coś się wreszcie zmieni na lepsze. Jednak moje nadzieje okazały się być złudne, przynajmniej na początku. Od zakończenia tych tragicznych wydarzeń los ocalałych nie poprawił się. Wręcz przeciwnie, żywności brakuje każdemu, posiłki przygotowywane są na bazie tego, co uda się znaleźć lub ukraść (np. zupa na bazie korzonków, pieczone szczury). O mięso jest bardzo trudno, zwłaszcza że wiele zwierząt jest również skażonych. Te, które odważą się zbliżyć do osad ludzkich, często okazują się bardzo niebezpieczne i nieprzewidywalne - widok dwugłowych stworów czy szczurów wielkości dorosłego kota to codzienność w nowym świecie. Brakuje ubrań, o lekach nie ma nawet co śnić, dlatego znachorki znające się na ziołolecznictwie stoją teraz na równi z dawnymi lekarzami. Jednak żadne zioła i wiedza byłych medyków nie potrafią uleczyć piętna Kaina, jak nazywają je niektórzy, które dotknęło wybranych ludzi. Owo piętno to specyficzna narośl, która przykrywa twarz i głowę twardą skorupą, nie ustępując nawet po zetknięciu z nożem - nazwano ją maską Hioba. Ta dziwna przypadłość nie odpuściła również kluczowym bohaterom nowej rzeczywistości. Zeszpecona nim została młoda i piękna dziewczynka imieniem Swan, obdarzona cudownymi i uzdrawiającymi zdolnościami. Maska ogranicza jej możliwość widzenia i mowy a wszyscy, którzy dziewczynki nie znają i spotykają po raz pierwszy, uciekają od niej z krzykiem. Tylko jej towarzysz niedoli, były zapaśnik Josh, trwa przy niej niezmiennie - zna jej prawdziwą naturę i chroni najlepiej jak potrafi. Z kolei w innym miejscu Ameryki bezdomna kobieta, którą zwą Siostrą, toczy swój prywatny bój o przetrwanie. Pomaga jej w tym magiczny pierścień, który pokazuje drogę. Drogę, która wiedzie ją do utalentowanej Swan. - Nie ma już na świecie sprawiedliwości i podłości - rzekł. - Jest tylko szybszy pistolet i wyższy poziom przemocy.[1] Mimo że życie na Ziemi samo w sobie jest teraz wyzwaniem, to przecież nie ma niczego tak złego, aby ludzie nie byli w stanie jeszcze bardziej tego zepsuć. Zawsze można sprawić, aby piekło zaistniałe na Ziemi uzyskało nowy wymiar - przemocy, żądzy sprawowania władzy, krwi, fanatyzmu religijnego i najczystszej odmiany zła. Czy z tego da się jeszcze odbudować przyjazny dla ludzi świat? Czy może ludzie, nie do końca świadomie, dążą jednak do autodestrukcji? Na te pytania oraz szereg innych odpowie Wam sam autor Łabędziego śpiewu, który tworząc fikcyjną wizję świata, wplata całe mnóstwo jak najprawdziwszych cech ludzi z naszej, prawdziwej rzeczywistości. Jest zło (w książce przejawiające się w dwojaki sposób: jako konkretna postać i jako cecha ludzka), jest pragnienie władzy, jest bezwzględność i jest fanatyzm religijny, który - jak pokazuje przykład wielu krajów - nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. McCammon przeraża realizmem... Jednak pisarz nie pozostawia czytelnika na pastwę tego, co najgorsze. Zapala przed nim płomyk nadziei, sprawia, że myśli, iż jeszcze nie wszystko stracone - kreuje postać delikatnej Swan, której dobroć serca każe wierzyć, że lepsze jutro jeszcze może nadejść. By uwypuklić dobro drzemiące w dziewczynce, w ramach kontrastu zestawia z nią postać Rolanda - młodzieńca kiedyś zakochanego w brutalnych grach komputerowych, obecnie zabijającego ludzi w świecie rzeczywistym. Jego przemiana ze zwykłego nastolatka w maszynę do zabijania robi mocne wrażenie... Zresztą jak każdy bohater, którego kreacja zrodziła się w głowie McCammona. Za co pokochałam tego pisarza? Nie tylko za świetne kreacje postaci, nie tylko za wizje przedstawianego przez siebie świata, nie tylko za szereg intrygujących wydarzeń i nie tylko za wspaniałą wyobraźnię. Pokochałam go za szczegółowość w tworzeniu swoich powieści - nie brak u niego niczego, nawet najdrobniejszych elementów. Wszystko jest dograne, wszystko się ze sobą wiąże i tworzy spójną całość. Tak było w przypadku Magicznych lat i tak jest w Łabędzim śpiewie. To wszystko nie znaczy jednak, że omawiana przeze mnie książka jest w stu procentach idealna - nie jest. W drugiej księdze powieści widać, że autor lubi podążać dobrze utartymi szlakami, mianowicie powiela dobrze znany z powieści postapokaliptycznych schemat, w którym mamy działania wojenne, a tłem dla ogarniającego świat zła jest fanatyzm religijny. Chyba już ciężko o tego typu powieść, w której zabrakłoby tych właśnie elementów. Ponadto zakończenie pozostawia według mnie wiele do życzenia. Jest zbyt proste, banalne i nieoryginalne. Po tak dobrej powieści można spodziewać się finiszu przyprawiającego o gęsią skórkę, ale niestety McCammon o to nie zadbał. Mimo wszystko całość jest tak dobra, tak świetnie dopracowana i wciągająca w realia swojego mrocznego świata, że nie sposób odebrać jej miana jednej z najlepszych przedstawicielek nurtu. Zdecydowanie! Klimat, jaki tworzy McCammon jest niepowtarzalny - no może tylko King potrafi stworzyć lepszy, ale wcale nie o tak wiele jakby się mogło wydawać. Tych dwóch panów śmiało można już postawić na tym samym podium, choć jeszcze nie na tym samym miejscu. Książkę polecam fanom McCammona, Stephena Kinga, mrocznych wizji świata oraz świetnie skrojonych i rozbudowanych powieści o walce dobra ze złem. Ocena: 5/6 [1] R. McCammon, Łabędzi śpiew. Księga II, Papierowy Księżyc, Słupsk 2013, s. 45. Na blogu: http://www.ksiazkowka.pl/2014/02/abedzi-spiew-ksiega-ii-robert-mccammon.html
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy