Okładka książki - Marzycielka z Ostendy

Marzycielka z Ostendy

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2009-07-30
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-240-1230-5
Liczba stron: 256
Tytuł oryginału: La reveuse d'Ostende
Język oryginału:
Tłumaczenie: Anna Lisowska
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Magdalena Galiczek-Krempa

Ocena: 5.19 (21 głosów)

Już ostatni zbiór opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta „Odette i inne historie miłosne” pozostawiał wiele do życzenia. Po głębokim jednak zastanowieniu, można było dostrzec w książce elementy zaskakujące, nietypowe zakończenia czy wyraźny, dający się odczuć liryzm. Wydawać by się mogło, że autor nie jest już w stanie popełnić nic gorszego niż nadzwyczaj słabej i grafomańskiej książki „Kiedy byłem dziełem sztuki”. Niestety, najnowszy zbiorek opowiadań, „Marzycielka z Ostendy” rozczaruje i jeszcze bardziej zmniejsza i tak już mocno nadwątlony entuzjazm wielbicieli Schmitta, a krytykom literackim podsunie znakomity materiał do artykułów na temat tego, jak pisać nie należy „Marzycielka z Ostendy” jest zbiorem pięciu niedługich opowiadań o uczuciach, życiu i marzeniach zwyczajnych, aż nadto szarych ludzi. Motywami, jakie dominują w każdym wręcz opowiadaniu, są miłość i śmierć oraz łączące je cierpienie. I właśnie z powodu tych elementów książka Schmitta skazana jest na porażkę. Nie chodzi jednak o to, że śmierć czy miłość są tematami banalnymi. Wręcz przeciwnie – aby ująć je w sposób właściwy, autor powinien mieć w zanadrzu nieoczywiste rozwiązanie lub zręcznie i w sposób ciekawy pokierować narracją. Na próżno jednak szukać któregokolwiek z tych elementów w „Marzycielce z Ostendy”. Schmitt zdaje się nie mieć zupełnie pomysłu na żadne z opowiadań. Rozczarowuje nie tylko tytułowa „Marzycielka…”, ale także pozostałe cztery historie. Fabuła każdej z nich opiera się na tragicznej miłości i nieuchronnej śmierci któregoś z bohaterów. Rozwiązanie to jest swego rodzaju sposobem na stworzenie historii, jednak przewijający się identyczny w każdym z opowiadań schemat: miłość-cierpienie-śmierć zaczyna czytelnika nużyć. Książki nie ratuje także wszechobecna poetyckość ujawniająca się przede wszystkim w opisach przestrzeni. Co z tego, że autor tworzy całkiem ładny obrazek, jeśli na jego tle pojawia się brudna, narracyjna plama?Eric-Emmanuel Schmit uczynił bohaterami swojej książki zwyczajnych ludzi. Jednak coś w ich sposobie bycia, wyrażaniu się lub zachowaniu trąci sztucznością. Postaci wydają się płaskie, wyrwane z kontekstu, istniejące jedynie tu i teraz, bez wyraźnej przeszłości i planów związanych z przyszłością. Ich kreacja przywodzi na myśl bohaterów sceny teatralnej, a wizerunek wydaje się gotowym przepisem do odegrania roli w tragikomedii. Sytuacje, w jakich się znajdują, życie, jakie wiodą czy ludzie, których spotykają, mimo celowej prostoty opowieści wydają się być zbyt błahe i nieprawdziwe. Bohaterom brak solidnego zaplecza w kształcie postaci drugoplanowych, bardziej szczegółowych opisów przestrzeni czy wreszcie uzasadnienia decyzji, jakie podejmują w związku z własnym życiem. Krótko mówiąc: brak jest w tej książce elementów znacznie uwiarygodniających opisywane historie. Marzycielka z Ostendy snuje swoją opowieść, ale nic z niej nie wynika, dojrzała matka i żona posuwa się do strasznego czynu, sugerując się tylko i wyłącznie domysłami koleżanki, a domorosły pisarz próbuje rozwikłać tajemnicę kobiety z bukietem, wypytując o nią wszystkich wokoło, nie pozostawiając miejsca dla własnych domysłów. Również autor zbyt jasno i w sposób zbyt oczywisty podchodzi do podejmowanych przez siebie tematów. Czytelnik ma wrażenie, że Eric-Emmanuel Schmitt nie wierzy w bystrość umysłu czy błyskotliwość odbiorcy, gotowe wyjaśnienia serwując mu w sposób nie pozostawiający miejsca na indywidualne przemyślenia czy własną interpretację czytającego.Emocje, jakie serwuje czytelnikowi Eric-Emmanuel Schmitt są równie płytkie jak bohaterowie. Miłość – jedynie tragiczna i w konsekwencji nieszczęśliwa – po pierwszych pięknych chwilach zauroczenia zmienia się w uczucie pełne zwierzęcej pasji, fizyczne zbliżenia, miejscami wręcz perwersyjne. Śmierć autor próbuje ukazać w sposób metafizyczny – udaje mu się to przynajmniej w ostatnim opowiadaniu, w „Kobiecie z bukietem”. W pozostałych sprowadza się ona do aktu fizycznego spowodowanego zbrodnią lub wypadkiem.Tym, co najbardziej w „Marzycielce z Ostendy” irytuje, jest kompletny brak elementów zaskoczenia. Mimo, że narracja jest prowadzona w sposób dynamiczny, to fabuła pozostaje bardzo przewidywalna, a książka – kompletnie pozbawiona napięcia. Opowiadania Schmitta są banalne, bohaterowie płytcy, a zakończenia i pointy boleśnie oczywiste. Jedynym, czego czytelnicy mogą sobie życzyć, jest wyjście Erica-Emmanuela Schmitta z twórczej zapaści i stworzenie przez niego powieści na miarę „Oskara i Pani Róży”.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - madak
madak
Przeczytane:,

Już ostatni zbiór opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta „Odette i inne historie miłosne” pozostawiał wiele do życzenia. Po głębokim jednak zastanowieniu, można było dostrzec w książce elementy zaskakujące, nietypowe zakończenia czy wyraźny, dający się odczuć liryzm. Wydawać by się mogło, że autor nie jest już w stanie popełnić nic gorszego niż nadzwyczaj słabej i grafomańskiej książki „Kiedy byłem dziełem sztuki”. Niestety, najnowszy zbiorek opowiadań, „Marzycielka z Ostendy” rozczaruje i jeszcze bardziej zmniejsza i tak już mocno nadwątlony entuzjazm wielbicieli Schmitta, a krytykom literackim podsunie znakomity materiał do artykułów na temat tego, jak pisać nie należy

„Marzycielka z Ostendy” jest zbiorem pięciu niedługich opowiadań o uczuciach, życiu i marzeniach zwyczajnych, aż nadto szarych ludzi. Motywami, jakie dominują w każdym wręcz opowiadaniu, są miłość i śmierć oraz łączące je cierpienie. I właśnie z powodu tych elementów książka Schmitta skazana jest na porażkę. Nie chodzi jednak o to, że śmierć czy miłość są tematami banalnymi. Wręcz przeciwnie – aby ująć je w sposób właściwy, autor powinien mieć w zanadrzu nieoczywiste rozwiązanie lub zręcznie i w sposób ciekawy pokierować narracją. Na próżno jednak szukać któregokolwiek z tych elementów w „Marzycielce z Ostendy”. Schmitt zdaje się nie mieć zupełnie pomysłu na żadne z opowiadań. Rozczarowuje nie tylko tytułowa „Marzycielka…”, ale także pozostałe cztery historie. Fabuła każdej z nich opiera się na tragicznej miłości i nieuchronnej śmierci któregoś z bohaterów. Rozwiązanie to jest swego rodzaju sposobem na stworzenie historii, jednak przewijający się identyczny w każdym z opowiadań schemat: miłość-cierpienie-śmierć zaczyna czytelnika nużyć. Książki nie ratuje także wszechobecna poetyckość ujawniająca się przede wszystkim w opisach przestrzeni. Co z tego, że autor tworzy całkiem ładny obrazek, jeśli na jego tle pojawia się brudna, narracyjna plama?

Eric-Emmanuel Schmit uczynił bohaterami swojej książki zwyczajnych ludzi. Jednak coś w ich sposobie bycia, wyrażaniu się lub zachowaniu trąci sztucznością. Postaci wydają się płaskie, wyrwane z kontekstu, istniejące jedynie tu i teraz, bez wyraźnej przeszłości i planów związanych z przyszłością. Ich kreacja przywodzi na myśl bohaterów sceny teatralnej, a wizerunek wydaje się gotowym przepisem do odegrania roli w tragikomedii. Sytuacje, w jakich się znajdują, życie, jakie wiodą czy ludzie, których spotykają, mimo celowej prostoty opowieści wydają się być zbyt błahe i nieprawdziwe. Bohaterom brak solidnego zaplecza w kształcie postaci drugoplanowych, bardziej szczegółowych opisów przestrzeni czy wreszcie uzasadnienia decyzji, jakie podejmują w związku z własnym życiem. Krótko mówiąc: brak jest w tej książce elementów znacznie uwiarygodniających opisywane historie. Marzycielka z Ostendy snuje swoją opowieść, ale nic z niej nie wynika, dojrzała matka i żona posuwa się do strasznego czynu, sugerując się tylko i wyłącznie domysłami koleżanki, a domorosły pisarz próbuje rozwikłać tajemnicę kobiety z bukietem, wypytując o nią wszystkich wokoło, nie pozostawiając miejsca dla własnych domysłów. Również autor zbyt jasno i w sposób zbyt oczywisty podchodzi do podejmowanych przez siebie tematów. Czytelnik ma wrażenie, że Eric-Emmanuel Schmitt nie wierzy w bystrość umysłu czy błyskotliwość odbiorcy, gotowe wyjaśnienia serwując mu w sposób nie pozostawiający miejsca na indywidualne przemyślenia czy własną interpretację czytającego.

Emocje, jakie serwuje czytelnikowi Eric-Emmanuel Schmitt są równie płytkie jak bohaterowie. Miłość – jedynie tragiczna i w konsekwencji nieszczęśliwa – po pierwszych pięknych chwilach zauroczenia zmienia się w uczucie pełne zwierzęcej pasji, fizyczne zbliżenia, miejscami wręcz perwersyjne. Śmierć autor próbuje ukazać w sposób metafizyczny – udaje mu się to przynajmniej w ostatnim opowiadaniu, w „Kobiecie z bukietem”. W pozostałych sprowadza się ona do aktu fizycznego spowodowanego zbrodnią lub wypadkiem.

Tym, co najbardziej w „Marzycielce z Ostendy” irytuje, jest kompletny brak elementów zaskoczenia. Mimo, że narracja jest prowadzona w sposób dynamiczny, to fabuła pozostaje bardzo przewidywalna, a książka – kompletnie pozbawiona napięcia. Opowiadania Schmitta są banalne, bohaterowie płytcy, a zakończenia i pointy boleśnie oczywiste. Jedynym, czego czytelnicy mogą sobie życzyć, jest wyjście Erica-Emmanuela Schmitta z twórczej zapaści i stworzenie przez niego powieści na miarę „Oskara i Pani Róży”.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - Aleksandra880128
Aleksandra880128
Przeczytane:2016-05-10, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki w 2016 roku,
podobała mi się jak każda książka Schmitt'a do tej pory
Link do opinii
Avatar użytkownika - barbara211
barbara211
Przeczytane:2016-02-05, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam, marzycielka z oscendy,
Kolejna świetna książka z głębią. Tego autora warto pochłaniać
Link do opinii
Avatar użytkownika - Faustyna
Faustyna
Przeczytane:2014-01-17, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2014, dramaty, opowiadania,
Kolejny tomik opowiadań. Klamra która spina pięć opowiadań tej pozycji to miłość. I choć brzmi to dość groteskowo może nawet banalnie, to Schmitt banalny nie jest. Zwykli ludzie bohaterowie opowiadań zapłacili pewną cenę za wybory uczuć których dokonali. Ten motyw choć powtarzający się i może nawet przy kolejnych opowiadaniach już mniej zaskakujący nie nuży jednak. Jest w tych postaciach coś z czym można się identyfikować. Kto z nas nie robił w swoim życiu bilansu zysku i strat? Kogo nie dotknęło cierpienie? I wreszcie jak dla wielu z nas miłość skończyła się zbyt wcześnie? To wszystko plus jak zwykle porywające poetycznością opisy autora wlewają w serce dużo nadziei i otuchy.
Link do opinii
Eric-Emmanuel Schmitt to mój mistrz krótkiej formy. Potrafi w zaledwie kilku prostych słowach zawrzeć wszystko tak, abyśmy zrozumieli co chciał nam przekazać. To on jest autorem ,,Dziecka Noego" oraz ,,Oskara i Pani Róży". W tym zbiorze znajdziemy pięć opowiadań, z czego trzy ukazały się też w ,,Historiach miłosnych". Byłam troszkę zawiedziona, ponieważ gdy zaczęłam je czytać okazało się, że dość dobrze je pamiętam. Te których jeszcze nie czytałam to ,,Ozdrowienie" i ,,Kiepskie lektury". Jedna opowiada o pielęgniarce i rodzącej się dziwnej więzi pomiędzy nią, a pacjentem. Druga o mężczyźnie, który powieści uważa za rzecz straszną i niegodną uwagi. No ale co z tego? No właśnie, musicie przekonać się sami. Przyznam, że te opowiadania pochłonęły mnie bez reszty. Miałam iść do domu, ale zaczęłam czytać i przepadłam. Zupełnie nie zważałam na palące słońce. Pierwsze opowiadanie traktujące o prawdziwej miłości, odkrywaniu kobiecości. Drugie jest ciekawe i bardzo zaskakujące. Żałuję, że nie było więcej opowiadań, których bym nie znała. Autor jak zawsze w niezwykle prostych słowach zawarł to co najważniejsze. Okładka jest po prostu piękna, taka retro. Polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - helena610
helena610
Przeczytane:2010-03-16, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam przeczytane,
Uwielbiam tego autora! Oczywiście że nie wszystkie opowiadania wciągały baaaardzo, ale sama tytułowa "Marzycielka..." to piękna opowieść. Polecam wszystkim!
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Ocena: 5, 52 książki 2014,
Każde z opowiadań ma zaskakującę zakończenie. Najbardziej podobało mi się ostatnie "Kobieta z biukietem", gdyż zawirało najwięcej przemyśleń w stylu Schmitta. Autor jest bardzo dobrym obserwatorem i umie te obserwacje przekuć na dobrą fabułę.
Link do opinii
Avatar użytkownika - justynab1903
justynab1903
Przeczytane:2013-08-09, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2013, Mam,
5 wspaniałych opowiadań o miłości, o pamięci, niekiedy obsesji. Każdy z bohaterów ma swoją tajemnicę, ukrytą tęsknotę za czymś, skryte pragnienie. Zwykli ludzie z niezwykłą duszą otwierają się przed nami by pokazać nam siłę pamięci, siłę miłości i marzeń. Polecam każdemu.
Link do opinii
Avatar użytkownika - kasiajurcz
kasiajurcz
Przeczytane:2013-06-26, Ocena: 6, Przeczytałem, Czytam regularnie w 2013,
Zbiór 5 opowiadań - niezwykle pomysłowych, interesujących i zaskakujących.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Madaleno
Madaleno
Przeczytane:2010-03-25, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Schmitt chciał podobno pokazać historie zwyczajnych ludzi, którzy mogliby żyć obok nas. Te historie odbiegają jednak od życia codziennego, to ciekawe, lecz wymyślne historie, które nie zdarzają się każdemu z nas. Tą książką Schmitt trochę mnie rozczarował, nie wiem czy jeszcze będę sięgać po jego powieści.
Link do opinii
powinna być interesująca
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy