
Mo?na by s?dzi?, ?e ka?dy szanuj?cy si? bibliofil, powinien i rezerw? podchodzi? do ksi??ek „obarczonych” pi?tnem ogólnej akceptacji i poklasku. Przewa?nie takie pozycje okazuj? si?, delikatnie mówi?c niewymagaj?cym „ch?amem” w szpanerskiej oprawie i opartym na dobrej reklamie. Wspania?ym przyk?adem takiej wydymanej miernoty jest chocia?by „Kod Leonarda Da Vinci”.
Tym bardziej ciekawi przypadek innej ksi??ki, która, cho? powszechnie zachwalana – ku mojemu zdziwieniu – rzeczywi?cie jest dobra.
”Oskar i pani Ró?a” Erica Emanuela Schmitta jest ma?? ksi??eczk?, nios?c? du?y ?adunek emocji. Genialna wr?cz prostota formy przekazuje „prost? histori?”, z której czytelnik mo?e wyci?gn?? inspiruj?ce wnioski.
Recenzje stawiaj? t? pozycj? tu? obok (je?li nie nad) „Ma?ego Ksi?cia”. Zgadzam si? w pe?ni. Przy czym, jak stwierdzi? Igor Ko?cielniak z „Przekroju”, w odró?nieniu od „Ma?ego Ksi?cia”, ta ksi??eczka nie jest „tak czu?ostkowa”.
Có? jeszcze doda?… zacytuj? pierwsze zdanie tego „dzie?ka” i zdecydujcie sami, czy rzuci? si? na nie ju? teraz, czy mo?e troch? pó?niej…
”Na imi? mi Oskar, mam dziesi?? lat, podpali?em psa, kota, mieszkanie (zdaje si? nawet, ?e upiek?em z?ote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysy?am, bo jak dot?d, z powodu nauki, nie mia?em czasu.”
Opowie?? o ma?ym piromanie? Bynajmniej… to co? zupe?nie innego…