Okładka książki - Ocalić miasto Erasmus

Ocalić miasto Erasmus

Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2008-10-03
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788375052770
Liczba stron: 216
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Damian Kopeć

Ocena: 4 (1 głosów)

Wezwanie. Tak, ale ty musisz podjąć decyzję Nie spodziewałem się spotkać Anioła Śmierci, który będzie wydostawał się z pralki. Tak naprawdę w ogóle nie spodziewałem się spotkać Anioła Śmierci. Nie tak szybko. Nie w tym miejscu.

Niezły początek. Odpowiednio dramatyczny, ale zarazem nie pozbawiony humoru. Śmierci większość z nas się nie spodziewa. Jesteśmy zdrowi, żyjemy planami, marzeniami, kolejnym dniem. O śmierci myśleć nie chcemy i nie lubimy. Wydaje się nam ona czymś nienaturalnym, wstydliwym, smutnym, okrutnym, złym. A śmierć po prostu jest i przychodzi, czy tego chcemy czy nie.Śmierć wydaje się nam zupełnie pozbawiona poczucia humoru. Czarna, poważna, ponura, gniewnie zamyślona, zimna, obojętna. Takie jej obrazy mamy w sobie zakodowane i takie są w nas utrwalane każdego dnia. Pastor Andrew Benoit również o niej jeszcze nie myśli. Jest młody, kończy seminarium, dopiero zaczyna swoją posługę. Mówi o śmierci, rozważa, sięga po jej imię, żeby wzmocnić wrażenie, ale nie bierze na razie pod uwagę. Do czasu, aż pewnego dnia spotyka Anioła Śmierci w pralni Quick Clean, na peryferiach prowincjonalnego miasteczka. Wysoki, ubrany na czarno, poważny, o kościstych dłoniach. Pasujący do wyobrażeń, poza tym, że wychodzący z wirującej, pozbawionej wody i proszku pralki. Przypadek?! Taki jak kolejna przegrana w Lotto. W czym mogę pomóc? - typowe pytanie sprzedawcy ma służyć rozładowaniu trudnej, przynajmniej dla jednej strony, sytuacji. Za tydzień zmiotę z powierzchni ziemi całe miasteczko Erasmus - niedbałym tonem oznajmia Anioł. Miasteczko, które ma być miejscem pierwszej duszpasterskiej pracy Andrew. Zapadłą dziurę, koszmar seminarzystów, nic nie znaczącą kropkę przy linii zwanej drogą, miejsce nie warte zapamiętania. Powód podany przez Anioła jest jakże banalny: znacząca utrata wiary mieszkańców owej miejscowości. Przyczyna zwrócenia się do młodego pastora: wybranie go na proroka, człowieka ostatniej szansy.I tak się zaczyna toczyć walka, pozytywny bój o dusze mieszkańców mieściny zwanej Erasmus. Czy jednak tylko o ich dusze? Andrew boi się prawdy. Boi się siebie, innych, odpowiedzialności. Zadaje sobie pytanie: dlaczego ja?! Dlaczego taka słaba, niepewna, pragnąca wygodnego życia osoba jak on.Pomiędzy wiarą, a szaleństwem jest cienka granica.Historia jest na swój sposób prosta. Z jasnym, moralizatorskim przesłaniem. Tak, ale przy tym pełna dziwnego uroku. Jedni piszą dla sławy i pieniędzy, inni bo chcą się czymś podzielić, coś opowiedzieć, zwierzyć się. To jest właśnie taka opowieść. Prosta i jasna, przynajmniej pozornie. Pełna humoru i orzeźwiającej radości. Wiele zawartych tu mądrości i prawd jest znanych, ale jakże często o takich oczywistościach trzeba ludziom przypominać. Jakże często nie widzą tego, co jest tuż przed ich oczami. No dobra, jestem człowiekiem cierpliwym. Ale inni mają niebiańskie wizje aniołów, istot boskich i serafinów, a mnie ukazuje się pluszowy królik. W samym środku kryzysu wiary przysłano mi wypchanego królika.Ten brak wyrafinowania w treści i w formie okazuje się zaletą powieści. Potrafi ona bowiem poruszyć w nas swoją prostotą jakieś czułe struny. Jej alegoryczność, swobodne korzystanie z elementów fantastycznych przemieszanych z realnymi może niepokoić, ale docierając do końca widzimy całościowy zamysł autora. Myśl, która mu przyświecała. To swoista powieść drogi. Młody amerykański pastor poszukuje bowiem sensu życia i wiary innych, ale i swojej własnej, ukrytej dotąd za pustymi gestami i słowami. Szuka prawdy o sobie, a jak większość z nas wie, nigdy to nie jest ani łatwe ani przyjemne. Jak być sobą? Jak stawać przed światem bez fałszujących rzeczywistość masek? Skąd brać siłę i odwagę do pójścia pod prąd? Jak odrzucić jakże ludzki lęk przed klęską? Gdzie szukać światła? Pytania padają nie zawsze wprost. Czasami kryją się między zdaniami.Zaletą powieści jest zawarte w niej ciepło i naturalny humor, interesujące postaci stawiające nam zasadnicze pytania. Zaletą jest klimat, lekko zwariowana i zaskakująca akcja. Wielu z nas szuka sensu własnego życia. Żadna książka nas w tym zadaniu nie wyręczy, choć niejedna może pomóc lub przeszkodzić. Omawiana powieść jest z tych, które mogą pomóc."Wszyscy żeglujemy (...) Tylko, że na różne sposoby i po różnych oceanach."

 

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - speedi
speedi
Przeczytane:,

Wezwanie. Tak, ale ty musisz podjąć decyzję

Nie spodziewałem się spotkać Anioła Śmierci, który będzie wydostawał się z pralki. Tak naprawdę w ogóle nie spodziewałem się spotkać Anioła Śmierci. Nie tak szybko. Nie w tym miejscu.

Niezły początek. Odpowiednio dramatyczny, ale zarazem nie pozbawiony humoru. Śmierci większość z nas się nie spodziewa. Jesteśmy zdrowi, żyjemy planami, marzeniami, kolejnym dniem. O śmierci myśleć nie chcemy i nie lubimy. Wydaje się nam ona czymś nienaturalnym, wstydliwym, smutnym, okrutnym, złym. A śmierć po prostu jest i przychodzi, czy tego chcemy czy nie.

Śmierć wydaje się nam zupełnie pozbawiona poczucia humoru. Czarna, poważna, ponura, gniewnie zamyślona, zimna, obojętna. Takie jej obrazy mamy w sobie zakodowane i takie są w nas utrwalane każdego dnia. Pastor Andrew Benoit również o niej jeszcze nie myśli. Jest młody, kończy seminarium, dopiero zaczyna swoją posługę. Mówi o śmierci, rozważa, sięga po jej imię, żeby wzmocnić wrażenie, ale nie bierze na razie pod uwagę. Do czasu, aż pewnego dnia spotyka Anioła Śmierci w pralni Quick Clean, na peryferiach prowincjonalnego miasteczka. Wysoki, ubrany na czarno, poważny, o kościstych dłoniach. Pasujący do wyobrażeń, poza tym, że wychodzący z wirującej, pozbawionej wody i proszku pralki. Przypadek?! Taki jak kolejna przegrana w Lotto. W czym mogę pomóc? - typowe pytanie sprzedawcy ma służyć rozładowaniu trudnej, przynajmniej dla jednej strony, sytuacji. Za tydzień zmiotę z powierzchni ziemi całe miasteczko Erasmus - niedbałym tonem oznajmia Anioł. Miasteczko, które ma być miejscem pierwszej duszpasterskiej pracy Andrew. Zapadłą dziurę, koszmar seminarzystów, nic nie znaczącą kropkę przy linii zwanej drogą, miejsce nie warte zapamiętania. Powód podany przez Anioła jest jakże banalny: znacząca utrata wiary mieszkańców owej miejscowości. Przyczyna zwrócenia się do młodego pastora: wybranie go na proroka, człowieka ostatniej szansy.

I tak się zaczyna toczyć walka, pozytywny bój o dusze mieszkańców mieściny zwanej Erasmus. Czy jednak tylko o ich dusze? Andrew boi się prawdy. Boi się siebie, innych, odpowiedzialności. Zadaje sobie pytanie: dlaczego ja?! Dlaczego taka słaba, niepewna, pragnąca wygodnego życia osoba jak on.

Pomiędzy wiarą, a szaleństwem jest cienka granica.

Historia jest na swój sposób prosta. Z jasnym, moralizatorskim przesłaniem. Tak, ale przy tym pełna dziwnego uroku. Jedni piszą dla sławy i pieniędzy, inni bo chcą się czymś podzielić, coś opowiedzieć, zwierzyć się. To jest właśnie taka opowieść. Prosta i jasna, przynajmniej pozornie. Pełna humoru i orzeźwiającej radości. Wiele zawartych tu mądrości i prawd jest znanych, ale jakże często o takich oczywistościach trzeba ludziom przypominać. Jakże często nie widzą tego, co jest tuż przed ich oczami.

No dobra, jestem człowiekiem cierpliwym. Ale inni mają niebiańskie wizje aniołów, istot boskich i serafinów, a mnie ukazuje się pluszowy królik. W samym środku kryzysu wiary przysłano mi wypchanego królika.

Ten brak wyrafinowania w treści i w formie okazuje się zaletą powieści. Potrafi ona bowiem poruszyć w nas swoją prostotą jakieś czułe struny. Jej alegoryczność, swobodne korzystanie z elementów fantastycznych przemieszanych z realnymi może niepokoić, ale docierając do końca widzimy całościowy zamysł autora. Myśl, która mu przyświecała.

To swoista powieść drogi. Młody amerykański pastor poszukuje bowiem sensu życia i wiary innych, ale i swojej własnej, ukrytej dotąd za pustymi gestami i słowami. Szuka prawdy o sobie, a jak większość z nas wie, nigdy to nie jest ani łatwe ani przyjemne. Jak być sobą? Jak stawać przed światem bez fałszujących rzeczywistość masek? Skąd brać siłę i odwagę do pójścia pod prąd? Jak odrzucić jakże ludzki lęk przed klęską? Gdzie szukać światła? Pytania padają nie zawsze wprost. Czasami kryją się między zdaniami.

Zaletą powieści jest zawarte w niej ciepło i naturalny humor, interesujące postaci stawiające nam zasadnicze pytania. Zaletą jest klimat, lekko zwariowana i zaskakująca akcja. Wielu z nas szuka sensu własnego życia. Żadna książka nas w tym zadaniu nie wyręczy, choć niejedna może pomóc lub przeszkodzić. Omawiana powieść jest z tych, które mogą pomóc.

"Wszyscy żeglujemy (...) Tylko, że na różne sposoby i po różnych oceanach."

 

Link do recenzji
Avatar użytkownika - Faustyna
Faustyna
Przeczytane:2013-11-06, Ocena: 4, Przeczytałem, 52 książki 2013, powieści,
Początek powieści jest obiecujący, młody kapłan jedzie na nową placówkę do zakątka maleńkiej wioseczki, wiezie ze sobą, dużo ideałów, pragnień i marzeń. I tu nagle z realistycznego wstępu przechodzimy do totalnie odjechanej fantasy. Zagłada miasta, dosłownie zagłada się zbliża, trzeba założyć wory pokutne dosłownie tak jak to nie raz miało miejsce w Biblii. Całość nie podoba mi się autor wraca do wizji Boga który pragnie aby ludzie tarzali się w popiele, ale jaki to ma związek z tym czy żałują prawdziwie? Ostatnie stronice o pokucie miasta są raczej żenujące i śmieszą teatralnością. Nie polecam.
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy