
Usagi jest po pierwsze królikiem, po drugie – samurajem. W dodatki Roninem – pozbawionym swojego dajmio – pana i opiekuna. „Ostry” królik wędruje szesnastowiecznej albo siedemnastowiecznej Japonii, broniąc biednych i uciśnionych.
Naturalnie, Stan Sakai był konsekwentny i cały świat w jego komiksach to personifikowane zwierzęta. Mający nadzieję na recenzję książki o króliku- mutancie pożerającym chłopów mogą być lekko zawiedzeni.
Zasadniczo nie gustuję w anime ani mandze. Moja przygoda z japońską kreską zaczęła się na „Daimosie”, a skończyła na „Czarodziejkach z Księżyca”… leczę rany psychiczne do dziś (z miernym skutkiem).
Jak wspomniałem, akcja umiejscowiona jest w realiach Japonii samurajów, pełna przygód, samurajskich legend i zwierzątek w kimonach (moim faworytem jest nosorożec).
Kreska dość miękka, prosta, kolory to czerń i biel. Przyjemne dla oka. Usagi to japońsko-amerykański odpowiednik komiksu „Kajko i Kokosz”. I tak jak oni, również Usagi ma wielu fanów wśród tych „największych dzieci”, które z powodzeniem wyszukują w komiksie „smaczków” dotyczących kultury japońskiej.
Jednakże, ku mojemu zaskoczeniu, dość lekka konwencja milutkich zwierzątek nie przeszkodziła autorowi w umieszczeniu w komiksie scen ucinania głów, bitew, trupów i demonów. Niemniej, nie jest to ani nachalne, ani na pograniczu stylu „gore”, do czego twórcy z tego nurtu dość często mają ciągoty. W każdy razie – nie zalecam poniżej kilkunastego roku życia.
Stan Sakai, w połowie Japończyk, z tego co się dowiedziałem, jest bardzo szanowany w środowisku „mangowo-animowym”. Od lat pisze o przygodach bohaterskiego królika, które - jak wspomniałem - są historyjkami pozytywnymi i nie-infantylnymi, mimo pozornie błahej oprawy.
Polecam osobom, które planują się zainteresować mangą-anime. Te, które już się nią interesują, najpewniej wiedziały, kim jest Usagi zanim ja zdałem sobie w ogóle sprawę z istnienia takich komiksów.