Okładka książki - Berber

Berber

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2009-02-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788375062403
Liczba stron: 324
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: mrowka

Ocena: 0 (0 głosów)

Książkę Sławomira Młynarczyka czytałam, przyznaję, z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony lekkie czytadło przypominające Grocholę czy perypetie Bridget Jones – zresztą historia została wyróżniona w konkursie „Znajdź w sobie humor Nicka Hornby’ego – Bridget Jones w męskim wydaniu”; z drugiej strony – rozerotyzowane i bardzo mocno wulgaryzowane opisy kolejnych aktów seksualnych do „Berbera” zniechęcały.

 

Miał być dowcip, wyszła, miejscami ciężkostrawna, pornografia. Sławek, główny bohater i zarazem narrator, dostaje posadę w firmie produkującej kosmetyki: wiodącym produktem tej firmy ma być płyn po goleniu „Berber”. Niezbyt wykwintny, niezbyt drogi i przez dłuższy czas traktowany przez konsumentów (tak, to właściwe określenie) jako tańszy zamiennik alkoholu. Sławek zostaje menedżerem PR w dziale marketingu Perfect Perfume. To dla niego niewątpliwie sukces – cały czas pamięta, w jakiej dzielnicy się wychował – i za nic nie chce tam wrócić. Sławek odkrywa zaskakujące mechanizmy działania firmy, kolejne oszustwa pracowników i bezsensowne posunięcia szefów. Podejmuje odważne decyzje, dzięki którym może rozwijać produkcję „Berbera”. W pracy jest niemalże niezastąpionym geniuszem. Po godzinach natomiast niepoprawnym imprezowiczem, który nie spocznie, dopóki nie prześpi się z upatrzoną kobietą.

 

I tu pojawia się pytanie o wytrwałość czytelników. Bo coraz to nowe wyuzdane opisy nie oznaczają w żadnym wypadku wysmakowanej i humorystycznej prozy obyczajowej. Przemieniają się w tandetę rodem z brukowców – nie zawsze można te opisy przeskakiwać wzrokiem, bo niekiedy nie ma dokąd przeskoczyć. Rozdziały w „Berberze” są krótkie, krótkie są i akapity, i całe zdania. I w tym Młynarczyk przypomina Grocholę – choć przypuszczalnie chciał wykazać się właśnie „męską” prozą, konkretną i zdecydowaną – jakby bał się, że dłuższych fraz jego popkulturowi odbiorcy nie będą w stanie przeczytać i zrozumieć. Tym samym nie za bardzo da się ocenić poziom literackości tekstu, bo zbyt zakłóca go poszatkowanie przez pojedyncze, nierozbudowane zdania.

 

Fabuła momentami się rwie, chociaż przyjęta konwencja (pamiętnika czy może dziennika uzupełnianego raz w tygodniu) powinna usprawiedliwiać niedociągnięcia w tej dziedzinie. Młynarczyk jednak o niektórych motywach całkiem zapomina (być może po prostu instrumentalne traktowanie kolejnych partnerek uznaje za zamknięcie wątku?). Razi w „Berberze” niedopracowanie psychologiczne postaci. Bohater raz jest przedstawiany jako człowiek inteligentny, światły i wrażliwy, to znowu zachowuje się jak kretyn – i nie oznacza to wcale braku inteligencji emocjonalnej. Takie rozchwianie postaw niby pozwala Młynarczykowi na budowanie nieprzewidywalnych intryg (problem w tym, że one są przewidywalne, Młynarczyk powiela schemat, który już się mógł odbiorcom znudzić), ale świadczy raczej o nie do końca przemyślanej kreacji postaci. Coś tu nie wypaliło, chociaż miejscami było całkiem ciekawie.

 

Izabela Mikrut

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - mrowka
mrowka
Przeczytane:,

Książkę Sławomira Młynarczyka czytałam, przyznaję, z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony lekkie czytadło przypominające Grocholę czy perypetie Bridget Jones – zresztą historia została wyróżniona w konkursie „Znajdź w sobie humor Nicka Hornby’ego – Bridget Jones w męskim wydaniu”; z drugiej strony – rozerotyzowane i bardzo mocno wulgaryzowane opisy kolejnych aktów seksualnych do „Berbera” zniechęcały.

 

Miał być dowcip, wyszła, miejscami ciężkostrawna, pornografia. Sławek, główny bohater i zarazem narrator, dostaje posadę w firmie produkującej kosmetyki: wiodącym produktem tej firmy ma być płyn po goleniu „Berber”. Niezbyt wykwintny, niezbyt drogi i przez dłuższy czas traktowany przez konsumentów (tak, to właściwe określenie) jako tańszy zamiennik alkoholu. Sławek zostaje menedżerem PR w dziale marketingu Perfect Perfume. To dla niego niewątpliwie sukces – cały czas pamięta, w jakiej dzielnicy się wychował – i za nic nie chce tam wrócić. Sławek odkrywa zaskakujące mechanizmy działania firmy, kolejne oszustwa pracowników i bezsensowne posunięcia szefów. Podejmuje odważne decyzje, dzięki którym może rozwijać produkcję „Berbera”. W pracy jest niemalże niezastąpionym geniuszem. Po godzinach natomiast niepoprawnym imprezowiczem, który nie spocznie, dopóki nie prześpi się z upatrzoną kobietą.

 

I tu pojawia się pytanie o wytrwałość czytelników. Bo coraz to nowe wyuzdane opisy nie oznaczają w żadnym wypadku wysmakowanej i humorystycznej prozy obyczajowej. Przemieniają się w tandetę rodem z brukowców – nie zawsze można te opisy przeskakiwać wzrokiem, bo niekiedy nie ma dokąd przeskoczyć. Rozdziały w „Berberze” są krótkie, krótkie są i akapity, i całe zdania. I w tym Młynarczyk przypomina Grocholę – choć przypuszczalnie chciał wykazać się właśnie „męską” prozą, konkretną i zdecydowaną – jakby bał się, że dłuższych fraz jego popkulturowi odbiorcy nie będą w stanie przeczytać i zrozumieć. Tym samym nie za bardzo da się ocenić poziom literackości tekstu, bo zbyt zakłóca go poszatkowanie przez pojedyncze, nierozbudowane zdania.

 

Fabuła momentami się rwie, chociaż przyjęta konwencja (pamiętnika czy może dziennika uzupełnianego raz w tygodniu) powinna usprawiedliwiać niedociągnięcia w tej dziedzinie. Młynarczyk jednak o niektórych motywach całkiem zapomina (być może po prostu instrumentalne traktowanie kolejnych partnerek uznaje za zamknięcie wątku?). Razi w „Berberze” niedopracowanie psychologiczne postaci. Bohater raz jest przedstawiany jako człowiek inteligentny, światły i wrażliwy, to znowu zachowuje się jak kretyn – i nie oznacza to wcale braku inteligencji emocjonalnej. Takie rozchwianie postaw niby pozwala Młynarczykowi na budowanie nieprzewidywalnych intryg (problem w tym, że one są przewidywalne, Młynarczyk powiela schemat, który już się mógł odbiorcom znudzić), ale świadczy raczej o nie do końca przemyślanej kreacji postaci. Coś tu nie wypaliło, chociaż miejscami było całkiem ciekawie.

 

Izabela Mikrut

Link do recenzji
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy