Okładka książki - Ja, judaszka

Ja, judaszka

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2014-10-16
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-62247-34-9
Liczba stron: 376
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 5.63 (8 głosów)

Współodczuwanie

 

Różnica wieku w związku budzi zainteresowanie szczególnie wówczas, kiedy pomiędzy partnerami istnieje ponad dziesięcioletnia przepaść. Sytuacja, jaka jeszcze w ubiegłym stuleciu była standardem, dziś ekscytuje i wywołuje plotki oraz domysły. Czasami też bulwersuje, kiedy kobieta jest właściwie dzieckiem, zaś on dojrzałym już mężczyzną. Jeśli dodatkowo osoby pozostające w związku są połączone relacją służbową bądź pełnione przez nie role społeczne stawiają je w sytuacji zależności od siebie, atmosfera robi się gorąca…

 

Co dzieje się wówczas, kiedy ona ma czternaście lat, osiem miesięcy i czternaście dni? Co, jeśli dziewczynka w takim wieku nie pragnie spotkania z ulubionym piosenkarzem, aktorem czy też kolegą z klasy, ale darzy miłością mężczyznę o trzydzieści lat starszego, a w dodatku nauczyciela? Co, jeśli to uczucie jest odwzajemnione? Na myśl przychodzi od razu słowo „pedofilia”, a związek ten staramy się sprowadzić do kontaktów cielesnych, do chęci zaspokojenia pierwotnych instynktów i wynaturzenia. Nic bardziej mylnego, bowiem uczucie, które połączyło Alicję i Wiktora, dalekie jest od tak oczywistych pobudek. Więź łącząca tych dwoje jest głębsza, duchowa, niemal metafizyczna i nie ma w sobie nic z projekcji chorego umysłu mężczyzny.

 

O tym, jak piękna, głęboka i prawdziwa może być miłość, w zajmujący sposób pisze Ewa Bartkowska. Ja, judaszka, opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa, to poruszające studium związku, który opiera się granicy czasu, związku absolutnego, w którym nie ma miejsca na chłodne kalkulacje, nie ma miejsca na grę. Jest tylko bezgraniczne oddanie, jest bliskość tak intensywna, że wręcz niepokojąca.

 

Doświadczyłam, co się zdarzyło i czym się stałam, gdy poza egzystencją spotkały się nasze dusze, moja i jego, zmieszały się ze sobą i zespoliły w jedności, poza indywidualnością i ego, poza rozróżnieniem (…) i żadne z nas już nie było sobą, własnym ciałem ani umysłem, byliśmy tym zjednoczonym istnieniem, a ono było nami – mów Alicja, opisując związek z Wiktorem. Choć związek to zbyt prosta forma, nie zawierająca pełnej gamy uczuć i emocji. Bardziej odpowiednim słowem byłoby współistnienie…

 

Poznali się, kiedy ona była wyobcowaną nastolatką, rozpoczynającą naukę w liceum. Od plotek z przyjaciółkami, od nieporadnych pocałunków z rówieśnikami wolała ciszę i słowa, które stanowiły cały jej świat. On przyjeżdża z Warszawy, by w Jeleniej Górze rozpocząć wszystko od nowa. Zostaje nauczycielem matematyki i propedeutyki, trenerem tenisa, korepetytorem. Role, jakie narzuciło im życie: uczennicy i nauczyciela, nie przeszkodziły w rozwoju wzajemnej fascynacji, w obserwacjach, a wreszcie - w ostatecznym zjednoczeniu.

 

Pożądam jej umysłu, osobowości, nie ciała – pisze on w prowadzonym przez siebie dzienniku. Na mijające lata patrzymy zarówno z jego perspektywy, z perspektywy zapisków odczytanych po latach przez Alicję, jak i z punktu widzenia samej bohaterki. Przeżywamy wraz z Alicją i Wiktorem ich pierwsze spotkanie, męki codzienności, kiedy nie mogli być blisko, kiedy ramy, w które zostali wtłoczeni, stanowiły przeszkodę, czytamy ich osobistą korespondencję, słowa, które niosą całe bogactwo treści. Kiedy po ukończeniu przez Alicję szkoły zdecydowali się ujawnić, wraz z nimi doświadczamy chwil szczęścia, absolutu, ale też społecznego ostracyzmu. Razem też cierpimy z Alicją, czytając słowa Nic nie jest nam dane na zawsze…

 

Ewa Bartkowska zabiera nas do świata, w którym nie ma miejsca na fałsz, na chłodne kalkulacje, na sporządzanie bilansu zysków i strat. W tym świecie, w świecie miłości prawdziwej, istnieje tylko współodczuwanie, istnieje jedno serce, jedna dusza i jeden umysł. Alicja i Wiktor stworzyli związek, który wymyka się sztywnym ramom, którego głębi nie są w stanie oddać żadne słowa. Autorka była jednak tego bliska, a poetycka i filozoficzna wymowa tekstu przybliżyła nas choć trochę do tej wielkości.

 

Ja, judaszka niepostrzeżenie uwodzi, zapada w pamięć, porusza i budzi tęsknotę. Za miłością podobną do tej, która połączyła bohaterów. Za wzajemną fascynacją, inspiracją, za wspólnym oddechem. Chciałabym tak kochać i chciałabym czytać więcej takich książek, w których emocji nie da się okiełznać, które wydają się boleśnie prawdziwe.  

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - catarina78
catarina78
Przeczytane:2014-12-03, Przeczytałem,

Wierzymy, że jesteśmy czymś więcej, pochodzimy z innego, lepszego świata, a nasza dusza jest wieczna. Pozwala to przyjąć założenie, że miłość jest tym, co spaja ze sobą ludzkość. Druga osoba jest zapomnianą połówką tej samej pomarańczy, a gdy już ją odnajdujemy w świecie doczesnym, ulegamy wrażeniu, że oto wróciliśmy do źródeł. Stąd już blisko do wędrówki dusz, które wcielają się w coraz to nowe ciała, by dążyć do doskonałości. Umiera tylko ciało. (…) Po każdej śmierci wracamy na ziemię w nowych ciałach, ale z tą samą duszą. Żyjemy wiele razy, by dusza zmierzająca do doskonałości wciąż mogła się uczyć i ćwiczyć. Gdy jednak przekonujemy się o tym bezpośrednio, wpadamy w panikę, próbując zaprzeczać i uciekać.

 

Alicja pochodzi jakby z innego wymiaru, czuje, że ma „starą duszę”, rówieśnicy ją nudzą, czas spędza z książką. Gdy podczas rozpoczęcia roku szkolnego w liceum spotyka Wiktora, jest pewna, że to on – jej druga połowa. Problem w tym, że Wiktor jest starszy o całe trzydzieści lat, jest nauczycielem matematyki i wychowawcą jej klasy.

 

Mogłoby się wydawać, że mamy oto polską, współczesną wersję Lolity Nabokova. Sam Wiktor jednak, gdy odkrywa swoje uczucia wobec uczennicy, broni się przed tym porównaniem.

 

Oboje, uczennica i nauczyciel, okazują się bratnimi duszami. Spędzają całe godziny na rozmowach o wszystkim, powoli uzależniają się od siebie, nie potrafiąc już żyć bez kontaktu ze sobą. A jednak ich związek pozbawiony jest sfery erotycznej. Pilnują się przez całe cztery lata liceum (rzecz dzieje się w latach osiemdziesiątych), by skonsumować wieloletni związek dopiero w dniu rozdania świadectw, gdy oboje stają się wolni od obowiązku szkolnego i nakładanych na nich zakazów.

 

No dobrze, mamy tu romans nauczyciela z uczennicą. Temat banalny. A jednak w ujęciu Ewy Bartkowskiej zyskuje na świeżości dzięki przepięknemu językowi. Autorce udało się oddać subtelne wahania uczuć, delikatne gesty, które tak wiele wyrażają. Szacunek budzą także opisy scen miłosnych, oczyszczone z wulgarności polskich rzeczowników i czasowników.

 

Narracja prowadzona jest przez Alicję i Wiktora oddzielnie. Poznajemy etapy rozwoju ich uczuć z dwóch różnych punktów widzenia. Czytelnika zachwyca jednomyślność, ich obawy, rozterki, wzloty i upadki. Dawno nie było w literaturze naszej tak pięknych myśli o miłości. To uczucie, które wyrasta daleko poza "tu i teraz", poza konwenanse, różnice wieku, wykształcenia. Właściwie nie ma tu innych postaci, są tylko ona i on. Reszta zarysowana jest szkicowo. Cóż, inni nie są im potrzebni do szczęścia.

 

A jednak bohaterowie są świadomi, że świat zewnętrzny nie zaakceptuje ich związku i w końcu wejdzie między nich. Starają się mimo to budować normalny związek, żyjąc ze sobą. Wszystko układa się znakomicie, ale czytelnik przeczuwa, że szczęście nigdy nie trwa wiecznie, a życie nie zawsze liczy się z naszymi planami.

 

Ja, judaszka to piękna opowieść o prawdziwej miłości, pozbawiona fałszu i ckliwości, dająca wytchnienie i nadzieję. Mimo wszystko.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - justa21
justa21
Przeczytane:2014-11-21, Przeczytałem,

Współodczuwanie

 

Różnica wieku w związku budzi zainteresowanie szczególnie wówczas, kiedy pomiędzy partnerami istnieje ponad dziesięcioletnia przepaść. Sytuacja, jaka jeszcze w ubiegłym stuleciu była standardem, dziś ekscytuje i wywołuje plotki oraz domysły. Czasami też bulwersuje, kiedy kobieta jest właściwie dzieckiem, zaś on dojrzałym już mężczyzną. Jeśli dodatkowo osoby pozostające w związku są połączone relacją służbową bądź pełnione przez nie role społeczne stawiają je w sytuacji zależności od siebie, atmosfera robi się gorąca…

 

Co dzieje się wówczas, kiedy ona ma czternaście lat, osiem miesięcy i czternaście dni? Co, jeśli dziewczynka w takim wieku nie pragnie spotkania z ulubionym piosenkarzem, aktorem czy też kolegą z klasy, ale darzy miłością mężczyznę o trzydzieści lat starszego, a w dodatku nauczyciela? Co, jeśli to uczucie jest odwzajemnione? Na myśl przychodzi od razu słowo „pedofilia”, a związek ten staramy się sprowadzić do kontaktów cielesnych, do chęci zaspokojenia pierwotnych instynktów i wynaturzenia. Nic bardziej mylnego, bowiem uczucie, które połączyło Alicję i Wiktora, dalekie jest od tak oczywistych pobudek. Więź łącząca tych dwoje jest głębsza, duchowa, niemal metafizyczna i nie ma w sobie nic z projekcji chorego umysłu mężczyzny.

 

O tym, jak piękna, głęboka i prawdziwa może być miłość, w zajmujący sposób pisze Ewa Bartkowska. Ja, judaszka, opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa, to poruszające studium związku, który opiera się granicy czasu, związku absolutnego, w którym nie ma miejsca na chłodne kalkulacje, nie ma miejsca na grę. Jest tylko bezgraniczne oddanie, jest bliskość tak intensywna, że wręcz niepokojąca.

 

Doświadczyłam, co się zdarzyło i czym się stałam, gdy poza egzystencją spotkały się nasze dusze, moja i jego, zmieszały się ze sobą i zespoliły w jedności, poza indywidualnością i ego, poza rozróżnieniem (…) i żadne z nas już nie było sobą, własnym ciałem ani umysłem, byliśmy tym zjednoczonym istnieniem, a ono było nami – mów Alicja, opisując związek z Wiktorem. Choć związek to zbyt prosta forma, nie zawierająca pełnej gamy uczuć i emocji. Bardziej odpowiednim słowem byłoby współistnienie…

 

Poznali się, kiedy ona była wyobcowaną nastolatką, rozpoczynającą naukę w liceum. Od plotek z przyjaciółkami, od nieporadnych pocałunków z rówieśnikami wolała ciszę i słowa, które stanowiły cały jej świat. On przyjeżdża z Warszawy, by w Jeleniej Górze rozpocząć wszystko od nowa. Zostaje nauczycielem matematyki i propedeutyki, trenerem tenisa, korepetytorem. Role, jakie narzuciło im życie: uczennicy i nauczyciela, nie przeszkodziły w rozwoju wzajemnej fascynacji, w obserwacjach, a wreszcie - w ostatecznym zjednoczeniu.

 

Pożądam jej umysłu, osobowości, nie ciała – pisze on w prowadzonym przez siebie dzienniku. Na mijające lata patrzymy zarówno z jego perspektywy, z perspektywy zapisków odczytanych po latach przez Alicję, jak i z punktu widzenia samej bohaterki. Przeżywamy wraz z Alicją i Wiktorem ich pierwsze spotkanie, męki codzienności, kiedy nie mogli być blisko, kiedy ramy, w które zostali wtłoczeni, stanowiły przeszkodę, czytamy ich osobistą korespondencję, słowa, które niosą całe bogactwo treści. Kiedy po ukończeniu przez Alicję szkoły zdecydowali się ujawnić, wraz z nimi doświadczamy chwil szczęścia, absolutu, ale też społecznego ostracyzmu. Razem też cierpimy z Alicją, czytając słowa Nic nie jest nam dane na zawsze

 

Ewa Bartkowska zabiera nas do świata, w którym nie ma miejsca na fałsz, na chłodne kalkulacje, na sporządzanie bilansu zysków i strat. W tym świecie, w świecie miłości prawdziwej, istnieje tylko współodczuwanie, istnieje jedno serce, jedna dusza i jeden umysł. Alicja i Wiktor stworzyli związek, który wymyka się sztywnym ramom, którego głębi nie są w stanie oddać żadne słowa. Autorka była jednak tego bliska, a poetycka i filozoficzna wymowa tekstu przybliżyła nas choć trochę do tej wielkości.

 

Ja, judaszka niepostrzeżenie uwodzi, zapada w pamięć, porusza i budzi tęsknotę. Za miłością podobną do tej, która połączyła bohaterów. Za wzajemną fascynacją, inspiracją, za wspólnym oddechem. Chciałabym tak kochać i chciałabym czytać więcej takich książek, w których emocji nie da się okiełznać, które wydają się boleśnie prawdziwe.  

Link do recenzji
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2015-10-26, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki - 2015, Mam,
To opowieść o miłości wbrew zasadom, wbrew logice, wbrew konwenansom. To powieść o tym, że nic nie jest nam dane na zawsze. To również historia o śmierci, utracie, cierpieniu, niewyobrażalnym bólu i tęsknocie. Z kart książki bije ogromna samotność, rozczarowania, wielka odwaga. Autorka skupia się na głębokich emocjach i dojrzałości bohaterów. Próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek ma prawo do szczęścia za wszelką cenę i wbrew wszystkiemu? Czy jej się to udało, czy nie - na to pytanie każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć. Bardzo podobało mi się przedstawienie uczucia prawdziwego, szczerego, romantycznego, bez nieczystych zagrywek. Lekturę polecam zwłaszcza tym, którzy być może również kogoś w życiu utracili, a także tym, którzy szukają prozy o prawdziwej miłości.
Link do opinii
Avatar użytkownika - leonia
leonia
Przeczytane:2016-02-04, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2016,
Opowieść o miłości wbrew zasadom, logice, konwenansom okupiona wielkim niewyobrażalnym bólem i samotnością. Pięknie opisane emocje. Polecam
Link do opinii
Avatar użytkownika - Noelka
Noelka
Przeczytane:2015-06-28, Przeczytałem, 52 książki 2015, Mam, Przeczytane,

"Ja, judaszka" - historia pewnego romansu

 

"Ja judaszka" Ewy Bartkowskiej opowiada o dwojgu ludzi, których dzieli wszystko - wiek, wykształcenie, pochodzenie. Jednak łączy ich prawdziwe uczucie, które jest ponad tymi podziałami.

 

Głównymi bohaterami są Alicja i Wiktor. Ona ma 14 lat i jest uczennicą, on ma 44 lata i nauczycielem matematyki w jej szkole. Ona pochodzi z Jeleniej Góry, on - z Warszawy, jednak tu dostał pracę. Wydawać by się mogło, że tych dwoje - krnąbrną nastolatkę i wypalonego mężczyznę - nic nie może połączyć. A jednak jest inaczej.

Alicja zauważa Wiktora już pierwszego dnia, mężczyzna budzi jej fascynację. Podobne odczucia ma Wiktor, jednak początkowo się z nimi kryje. Oboje są wrażliwi i inteligentni. Szybko odnajdują nić porozumienia, a wzajemna fascynacja zmienia się w głębsze uczucie - wbrew wszelkim zasadom i konwenansom. Czy ich związek ma rację bytu i może przetrwać przeciwności losu?

"Ja judaszka" nie jest romansem, to raczej powieść z przesłaniem, z wątkami psychologicznymi i filozoficznymi. Dużym walorem lektury jest narracja pierwszoosobowa, poprowadzona z obu perspektywy - Alicji i Wiktora. Dzięki temu czytelnik ma szansę zobaczyć dane wydarzenie oczami nastolatki oraz dorosłego mężczyzny. Może także towarzyszyć bohaterom w ich wewnętrznych rozterkach i przeżywa wraz z nimi tę historię.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że romans nastolatki z nauczycielem może brzmieć banalnie. Jednak w tym przypadku tak nie jest. Choć autorka wykorzystała znany motyw, to wykazała się niezwykłą pomysłowością w jego przedstawieniu.

Ewa Bartkowska pokazuje relacje dwojga ludzi, których połączyła miłość, mimo znacznej różnicy wieku oraz przeszkód natury etycznej. Wszak nauczyciel nie może spotykać się ze swoją uczennicą. Jest to nie tylko nielegalne, lecz także niemoralne.

Jej bohaterowie nie są sztampowi. Alicja jest pokazana jako dojrzała i mądra kobieta, która drzemie w ciele nastolatki. Natomiast Wiktor nigdy nawet nie pomyślał o uczennicy, dlatego jest pełen obaw. Oboje znajdują jednak płaszczyznę porozumienia. Nie jest to więc przelotny romans faceta po czterdziestce, który przeżywa kryzys wieku średniego i szuka owych bodźców u boku młodej dziewczyny. Jest w tym coś głębszego, bohaterowie są dla siebie bratnimi duszami.

Książkę czyta się w miarę szybko, mimo trudnej tematyki, gdyż jest napisana lekkim językiem. Autorka miała ciekawy pomysł na fabułę, która odbiega od utartych schematów i zaskakuje na każdym kroku. Nie jest to jednak powieść kontrowersyjna, nastawiona na tanią sensację i sceny łóżkowe. Jej celem jest skłonienie czytelnika do refleksji na temat trudnych związków i życiowych wyborów. Polecam tę książkę każdemu bez wyjątku.

Link do opinii
Avatar użytkownika - moniapili
moniapili
Przeczytane:2015-10-17, Ocena: 6, Przeczytałem,
Piękna, wzruszająca historia. Opis na okładce ma niewiele wspólnego z zawartością książki - prawie mnie zniechęcił. Warto - polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - iankark
iankark
Przeczytane:2014-11-25, Ocena: 6, Przeczytałem,
To książka dla tych, którym znudziło się czytanie o miłostkach, erotyce bez uczuć i nienawiści między płciami. Warto, doprawdy, odświeżyć wrażliwość...
Link do opinii
Avatar użytkownika - catarina78
catarina78
Przeczytane:2014-12-03, Przeczytałem,

Wierzymy, że jesteśmy czymś więcej, pochodzimy z innego, lepszego świata, a nasza dusza jest wieczna. Pozwala to przyjąć założenie, że miłość jest tym, co spaja ze sobą ludzkość. Druga osoba jest zapomnianą połówką tej samej pomarańczy, a gdy już ją odnajdujemy w świecie doczesnym, ulegamy wrażeniu, że oto wróciliśmy do źródeł. Stąd już blisko do wędrówki dusz, które wcielają się w coraz to nowe ciała, by dążyć do doskonałości. „Umiera tylko ciało. (…) Po każdej śmierci wracamy na ziemię w nowych ciałach, ale z tą samą duszą. Żyjemy wiele razy, by dusza zmierzająca do doskonałości wciąż mogła się uczyć i ćwiczyć.” Gdy jednak przekonujemy się o tym bezpośrednio, wpadamy w panikę, próbując zaprzeczać i uciekać.

Alicja pochodzi jakby z innego wymiaru, czuje, że ma „starą duszę”, rówieśnicy ją nudzą, czas spędza z książką. Gdy podczas rozpoczęcia roku szkolnego w liceum spotyka Wiktora, jest pewna, że to on – jej druga połowa. Problem w tym, że Wiktor jest starszy o całe trzydzieści lat, jest nauczycielem matematyki i wychowawcą jej klasy.

Mogłoby się wydawać, że mamy oto polską, współczesną wersję Lolity Nabokova. Sam Wiktor jednak, gdy odkrywa swoje uczucia wobec uczennicy, broni się przed tym porównaniem.

Oboje, uczennica i nauczyciel okazują się bratnimi duszami. Spędzają całe godziny na rozmowach o wszystkim, powoli uzależniają się od siebie, nie potrafiąc już żyć bez kontaktu ze sobą. A jednak ich związek pozbawiony jest sfery erotycznej. Pilnują się przez całe cztery lata liceum (rzecz dzieje się w latach osiemdziesiątych), by skonsumować wieloletni związek dopiero w dniu rozdania świadectw, gdy oboje stają się wolni od obowiązku szkolnego i nakładanych na nich zakazów.

No dobrze, mamy tu romans nauczyciela z uczennicą. Temat banalny. A jednak w ujęciu Ewy Bartkowskiej zyskuje na świeżości dzięki przepięknemu językowi. Autorce udało się oddać subtelne wahania uczuć, delikatne gesty, które tak wiele wyrażają. Szacunek budzą także opisy scen miłosnych, oczyszczone z wulgarności polskich rzeczowników i czasowników.

Narracja prowadzona jest przez Alicję i Wiktora oddzielnie. Poznajemy etapy rozwoju ich uczuć z dwóch różnych punktów widzenia. Czytelnika zachwyca jednomyślność, ich obawy, rozterki, wzloty i upadki. Dawno nie było w literaturze naszej tak pięknych myśli o miłości. To uczucie, które wyrasta daleko poza tu i teraz, poza konwenanse, różnice wieku, wykształcenia. Właściwie nie ma tu innych postaci, są tylko ona i on. Reszta zarysowana jest szkicowo. Cóż, nie są im potrzebni do szczęścia.

A jednak bohaterowie są świadomi, że świat zewnętrzny nie zaakceptuje ich związku i w końcu wejdzie między nich. Starają się mimo to budować normalny związek, żyjąc ze sobą. Wszystko układa się znakomicie, ale czytelnik przeczuwa, że szczęście nigdy nie trwa wiecznie, a życie nie zawsze liczy się z naszymi planami.

„Ja, judaszka” to piękna opowieść o prawdziwej miłości, pozbawiona fałszu i ckliwości, dająca wytchnienie i nadzieję. Mimo wszystko.

Avatar użytkownika - justa21
justa21
Przeczytane:2014-11-21, Ocena: 6, Przeczytałem,

Współodczuwanie

Różnica wieku w związku budzi zainteresowanie szczególnie wówczas, kiedy pomiędzy partnerami istnieje ponad dziesięcioletnia przepaść. Sytuacja, jaka jeszcze w ubiegłym stuleciu była standardem, dziś ekscytuje i wywołuje plotki oraz domysły. Czasami też bulwersuje, kiedy kobieta jest właściwie dzieckiem, zaś on – dojrzałym już mężczyzną. Jeśli jeszcze osoby pozostające w związku są połączone relacją służbową, bądź pełnione przez nich role społeczne stawiają je w sytuacji zależności on siebie, atmosfera robi się gorąca …

Co się dzieje wówczas, kiedy ona ma czternaście lat, osiem miesięcy i czternaście dni? Co, jeśli dziewczynka w takim wieku, nie pragnie spotkania z ulubionym piosenkarzem, aktorem, czy też kolegą z klasy, ale obdarza miłością mężczyznę trzydzieści lat starszego i w dodatku nauczyciela? Co, jeśli to uczucie jest odwzajemnione? Na myśl przychodzi od razu słowo „pedofilia”, a związek ten staramy się sprowadzić do kontaktów cielesnych, do chęci zaspokojenia pierwotnych instynktów i wynaturzenia. Nic bardziej mylnego, bowiem uczucie, które połączyło Alicję i Wiktora dalekie jest od tak oczywistych pobudek. Więź łącząca tych dwoje jest głębsza, duchowa, niemal metafizyczna i nie ma w sobie nic z projekcji chorego umysłu mężczyzny.

O tym, jak piękna, głęboka i prawdziwa może być miłość, w zajmujący sposób pisze Ewa Bartkowska. „Ja, judaszka”, opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa, to poruszające studium związku, który opiera się granicy czasu, związku absolutnego, w którym nie ma miejsca na chłodne kalkulacje, nie ma miejsca na grę. Jest tylko bezgraniczne oddanie, jest bliskość tak intensywna, że wręcz niepokojąca.

„Doświadczyłam, co się zdarzyło i czym się stałam, gdy poza egzystencją spotkały się nasze dusze, moja i jego, zmieszały się ze sobą i zespoliły w jedności, poza indywidualnością i ego, poza rozróżnieniem (…) i żadne z nas już nie było sobą, własnym ciałem ani umysłem, byliśmy tym zjednoczonym istnieniem, a ono było nami” – mów Alicja, opisując związek z Wiktorem. Choć związek to zbyt prosta forma, nie zawierająca w sobie pełnej gamy uczuć i emocji. Bardziej odpowiednim słowem, byłoby współistnienie …

Poznali się, kiedy ona była wyalienowaną nastolatką, rozpoczynającą naukę w liceum. Od plotek z przyjaciółkami, od nieporadnych pocałunków z rówieśnikami wolała ciszę i słowa, które stanowiły cały jej świat. On przyjeżdża z Warszawy, by w Jeleniej Górze rozpocząć wszystko od nowa. Zostaje nauczycielem matematyki i propedeutyki, trenerem tenisa, korepetytorem.  Role, jakie narzuciło im życie: uczennicy i nauczyciela, nie przeszkodziły w rozwoju wzajemnej fascynacji, w obserwacjach, a wreszcie, w ostatecznym zjednoczeniu.

„Pożądam jej umysły, osobowości, nie ciała” – pisze on w prowadzonym przez siebie dzienniku. Na mijające lata patrzymy zarówno z jego perspektywy, zapisków odczytanych po latach przez Alicję, jak i z punktu widzenia samej bohaterki. Przeżywamy wraz z Alicją i Wiktorem ich pierwsze spotkanie, męki codzienności, kiedy nie mogli być blisko, kiedy ramy w które zostali wtłoczeni stanowiły przeszkodę, czytamy ich osobistą korespondencję, słowa, które niosą ze sobą całe bogactwo treści. Kiedy, po ukończeniu przez Alicję szkoły, zdecydowali się ujawnić, wraz z nimi doświadczamy chwil szczęścia, absolutu, ale też społecznego ostracyzmu. Razem też cierpimy z Alicją, czytając słowa „Nic nie jest nam dane na zawsze”…

Ewa Bartkowska zabiera nas do świata, w którym nie ma miejsca na fałsz, na chłodne kalkulacje, na sporządzanie bilansu zysków i strat. W tym świecie, w świecie miłości prawdziwej, istnieje tylko współodczuwanie, istnieje jedno serce, jedna dusza i jeden umysł. Alicja i Wiktor stworzyli związek, który wymyka się sztywnym ramom, którego głębi nie są w stanie oddać żadne słowa. Autorka była jednak tego bliska, a poetycka i filozoficzna wymowa tekstu przybliżyła nas choć trochę do tej wielkości.

„Ja, judaszka” niepostrzeżenie nas uwodzi, zapada w pamięć, porusza i budzi tęsknotę. Za miłością podobną do tej, która połączyła bohaterów. Za wzajemną fascynacją, inspiracją, za wspólnym oddechem. Chciałabym tak kochać i chciałabym czytać więcej takich książek, w których emocji nie da się okiełznać, które wydaja się boleśnie prawdziwe.  

 

 

 

Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy