Recenzja redakcji granice.pl

Kup Teraz

Klangor i fanfary

Lechosław Herz

Ocena ( 1 osoba )
6.0
Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 2012-05-08
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 978-83-244-0192-5
Liczba stron: 488
Dodał/a książkę:
Dodał/a recenzję: Beata Bednarz

Są takie miejsca na polskiej ziemi...

 

Są takie miejsca na Mazowszu, takie łąki ogromniaste, od horyzontu po horyzont, oprawione w towarzyszące im lasy. I takie wsie są malownicze, wiejskie jak trzeba, z drewnianymi chałupami, ze żwirową drogą pomiędzy opłotkami, z bocianimi gniazdami co kilkadziesiąt metrów. Polne pejzaże z kapliczkami, ukrywającymi świętych strzegących tych pól zbożem malowanych, o urodzaj na nich dbających.

Są miejsca, w których naoddychać się można do woli tym, co w polskim, mazowieckim krajobrazie najlepsze. […] Są takie z krowami i wsią w tle, z kwitnącymi już grzybieniami na starorzeczach, z szalejącymi nad wodą rybitwami i z tragankiem, rozchodnikami i macierzanką w murawach nadrzecznych piaszczysk… Są takie miejsca, i to wcale liczne. Trzeba tylko umieć do nich trafić. To ani trochę nie jest trudne, jeśli kierować się będziemy ku nim sercem.

 

W letni czas upalny prawdziwą rozkoszą była dla mnie lektura opowieści zgromadzonych w księdze pt. Klangor i fanfary. Opowieści z Mazowsza. Wyjątkowo ujmująca jest osobowość autora wyłaniająca się z kart tego nietypowego przewodnika po mazowieckiej prowincji. We wstępie Lechosław Herz określa siebie mianem jednego z ostatnich dinozaurów tak dzisiaj niemodnego krajoznawstwa. Bo któż dziś jeszcze zajmuje się z pasją tą dziedziną i pisze gawędy krajoznawcze? Również zadaję sobie to pytanie. Ze świecą trzeba by nam szukać tej miary pasjonatów.

 

 Z olbrzymim żalem bowiem (A może nawet nekrolog wypadałoby wywiesić? Tak jak w ostatnim czasie uczynili to mieszkańcy Krakowa po tym, jak urzędnicy wycięli im drzewa tworzące uroczy park w centrum miasta?) trzeba odnotować zanik krajoznawstwa, które wyparła wszechobecna turystyka komercyjna. Mamieni obietnicami biur podróży lub opowieściami znajomych o swoim pobycie w Afganistanie, Maroko lub Tunezji, wolimy bardziej polecieć do egzotycznych krajów niż wsiąść na rower lub za kierownicę i odkrywać najbliższe okolice swojego miasta, miasteczka czy wsi. A przecież taka rodzinna lub samotna wyprawa bądź włóczęga również może być prawdziwą przygodą, ponieważ to, co najciekawsze, jak przekonuje autor, znajduje się zazwyczaj z dala od uczęszczanych dróg i szlaków. Wystarczy pozwolić dać się prowadzić takim wspaniałym przewodnikom jak Lechosław Herz! Niech nam opowiadają albo na piśmie, albo ustnie o zbadanych przez siebie regionach i związanych z nimi ludziach! Niech ubogacają nas swoją wiedzą o rodzimych zakątkach i zarażają swoją miłością do ojczystego krajobrazu. Księga Klangor i fanfary uświadamia, jakież to bogactwa czekają na nas za miejskimi rogatkami!

 

 Herz zaprasza nas na niesamowitą wędrówkę po Mazowszu, ale nawet jeśli mieszkamy z dala od tego regionu, to dzięki jego książce na pewno zechcemy poznać najpierw swoją rodzinną ziemię, a później opisaną przez autora. Klangor i fanfary podpowiada, jak obcować z lokalną przyrodą, jak tropić ślady historii, jak przedzierać się przez leśne gąszcze, na co zwracać uwagę, oglądając dworki, pałace i wiejskie kościółka, słowem – jak znaleźć wytchnienie po ciężkim tygodniu pracy, nie wyjeżdżając daleko. Mnóstwo przyrodniczych i zabytkowych ośrodków rekreacji z prawdziwego zdarzenia mają bowiem warszawiacy na wyciągnięcie ręki, ale i na przykład krakowianie, i rzeszowianie też powinni łacno odkryć nowe miejsca dla zażycia wywczasu, jeśli tylko zechcą otworzyć swoje serce na to, czym dotąd gardzili, myśląc i marząc o Toskanii chociażby… Cudze chwalicie, a swego nie znacie. Tak, tak, ta myśl uwieczniona w przysłowiu będzie nam ciągle kołatała w głowie w trakcie lektury tej znakomitej księgi.

 

 Dokąd nas prowadzi Herz? Przede wszystkim do miejsc „nieupiększonych”, nieturystycznych, czyli wymagających wysiłku w ich poznawaniu. Jako niezmordowany piechur autor uczula na tajemnice flory i fauny, przybliża genezę nazw zwiedzanych miejscowości, opowiada o autochtonach (znanych i nieznanych), hojnie obdarowuje rozmaitymi ciekawostkami i anegdotami oraz tropi ślady historii. Nie można oprzeć się jego fascynacji Mazowszem, które skrywa w sobie tyle sekretów! Oto one, by wymienić tylko kilka:

 

 Widok od pałacu w Rybienku Starym na krajobraz nad Bugiem uważano za piękniejszy i bujniejszy niż widok nad Loarą. Najmniejsze miasto w Polsce to prawdopodobnie Wyśmierzyce, najładniejszym dopływem Wisły (według Iwaszkiewicza, którego autor wielokrotnie przywołuje) jest Pilica. Do letniskowego Nadliwia przyjeżdżał po wojnie Melchior Wańkowicz, którego miejscowy listonosz witał słowami: - Panie Wańkowicz, ja w życiu tyle listów nikomu nie woziłem, pan musi być ważny facet. W Nadliwiu mieszkał i tworzył Stanisław Grochowiak. W klasztorze nad Liwcem koło Halina znajduje się otoczony wielką czcią, przywieziony z Ziemi Świętej przez krzyżowców (w 1294 roku) Święty Domek, którego ściany pochodzą, według tradycji, z Nazaretu! Na północ od Halina leży Świniotop. Skąd taka nazwa? Otóż miejscowość ta swoją nazwę zawdzięcza podobno temu, że piach jest tam tak okrutny, iż świnie się w nim dawniej topiły… Prawdziwą krainą alejową są Strugi koło Sochaczewa, a naszą polską via Appia (znajdującą się w granicach Warszawy, po praskiej stronie Wisły) jest Trakt Napoleoński, który pozostał w stanie niezmienionym od stuleci! A gdzie jest największy europejski kompleks wydm śródlądowych? W podwarszawskiej puszczy! A ileż legend i historyjek (w tym jedną pikantną) przytacza Herz w gawędzie o dworze wiązowskim, którego znaczenie w XVIII wieku było nie mniejsze niż Puław. Autor zdradza także, gdzie jest najpiękniejszy widok na Wisłę i wiele innych tajemnic związanych z Mazowszem.

 

Te pełne erudycji i pasji opowieści czyta się z wypiekami na twarzy, aż czasami ogarnia przemożne pragnienie, aby zapakować tę księgę do plecaka i natychmiast wyruszyć na mazowieckie szlaki usiane zarówno piaszczystymi wydmami, jak i licznymi pałacami i dworami ziemiańskimi, drewnianymi i murowanymi kościółkami, a także zabytkami sztuki i przyrody. Bezwłocznie chciałoby się wyjść na spotkanie z łosiem, bobrami i rysiami żyjącymi w podwarszawskiej puszczy oraz usłyszeć fanfary żurawi czy poobserwować czaple i kormorany w rezerwatach na Wiśle. Polska ziemia ofiarowuje nam takie zmysłowe rozpasanie, a my chcemy gdzieś za granicę jeździć? Polacy też mają swoje Toskanie i Prowansje! Książka Herza uzmysławia, ileż to niepospolitych wzruszeń może dostarczyć nam wyprawa w najbliższe okolice w sobotni czy niedzielny dzień i że do przeżycia czegoś niezwykłego wcale nie trzeba pełnej kiesy i podniebnych lotów. Niezwykła to książka - uczy bowiem czegoś, co dziś zanika, mianowicie kontemplacji, czyli przyglądania się czemuś w skupieniu.

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Beata Linia koment
Przeczytane:2013-09-16, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
iwona-w Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów