Recenzja czytelnika granice.pl

Kup Teraz

Małe wielkie rzeczy

Jodi Picolut

Ocena ( 2 osoby )
5.0
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2017-04-11
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788380971127
Liczba stron: 608
Tytuł oryginału: Small Great Things
Dodał/a książkę:
Dodał/a recenzję: Ewelina

Ruth jest ciemnoskóra. Dla niektórych to wystarczający argument, by odsunąć ją od opieki nad dzieckiem. I bez znaczenia jest w tym przypadku fakt, że to pielęgniarka z dwudziestoletnim doświadczeniem. Tylko czy to jeszcze może ją dziwić? Przecież niejednokrotnie spotykały ją przykrości wywołane kolorem jej skóry.

 

Jodi Picoult wielokrotnie udowodniła, że jest królową powieści kobiecych. Jej książki dotyczą ważnych i absorbujących tematów, w swoim realiźmie ukazują prawdziwe życie, a bohaterowie są tak dobrze zarysowani, jakby autorka opisywała ludzi doskonale jej znanych. Podobnie jest i tym razem.

 

Najnowsza książka Picoult przede wszystkim szokuje. I choć autorka przyzwyczaiła do tego swych czytelników, tym razem wybrany przez nią temat uderza w nas szczególie mocno, zmuszając do refleksji, a także (a może - przede wszystkim) nie pozwala nam milczeć i pozostać obojętnym. Bo autorka zwraca się w stronę tego, co na co dzień często bywa przemilczane, pomijane, uznane za nieistotne. Tymczasem uprzedzenia mogą nie tylko ranić, ale też prowadzić do prawdziwych tragedii. Właśnie o tym opowiada ta powieść.

 

-Myślisz, że rasizm kiedyś wyginie?

- Nie, bo wówczas biali musieliby zaakceptować równość. Kto by rozwalał system, który ich wyróżnia?

 

Ciemnoskóra pielęgniarka, której zlecono opiekę nad maleńkim chłopcem i jego ojciec - rasista, nie pozwalający kobiecie zbliżyć się do siebie na krok. Czy bohaterów można było bardziej skontrastować i poróżnić? Kolejne rozdziały naprzemiennie ukazują historię życia tych dwojga ludzi, wydarzenia, które doprowadziły ich do miejsca, w którym się znaleźli, lata krzywd i rodzących się uprzedzeń. Picoult bardzo wyraźnie zarysowała charaktery postaci i świetnie udało jej się wczuć zarówno w psychikę Ruth, jak i Turka. Oboje są charyzmatyczni, odważni i silni, dążący do celu z premedytacją. I choć mogłoby się wydawać, że podział na „dobrych" i „złych" został z góry ustalony, to przewrotnie dodam, że niekoniecznie i nie do końca tak jest. W tej powieści nic nie jest takie, jakim się wydaje. W postaciach stworzonych przez Picoult nie ma wyłącznie bieli lub tylko czerni - zwłaszcza, kiedy na chwilę zapomnimy o ich kolorze skóry.

 

Motyw przewodni Małych wielkich rzeczy to rasizm - i to wokół niego zbudowana jest ta historia. W tej powieści Picoult wznosi się na wyżyny swoich pisarskich umiejętności. Ta książka stanowi połączenie literackiego talentu, solidnego przygotowania i wielkich emocji, towarzyszących zapewne autorce przy okazji pisania i zbierania informacji. To wszystko znać w trakcie lektury. Rasizm uderza w czytelników, uprzedzenia Turka dotykają ich osobiście, a każde kolejne wydarzenie zdaje się jeszcze bardziej dramatyczne. Każdy z nas wie, czym jest rasizm. Ale czy kiedykolwiek zastanawiliśmy się nad jego istotą? Czy kiedyś pomogliśmy komuś, kto zmagał się z tym problemem? Czy kiedykolwiek rasizm dotknął nas osobiście?

 

Na jednej szali spoczywa moje wykształcenie. Mój licencjat. Dwadzieścia lat pracy w szpitalu. Mój schludny domek. Syn prymus. Tyle ważnych elementów mojej egzystencji, a czynnik na drugiej szali wciąż przeważa: moja brązowa skóra.

 

Jeden poważny temat to jednak w przypadku twórczości Picoult zbyt mało. Tym razem również znaleźć można w jej powieści solidną porcję wzruszeń, refleksji, wspomnień. Picoult tka swoją opowieść, opierając się na prawdziwym życiu i czerpiąc z niego całymi garściami. Wplata w nią głęboką miłość, prawdziwą przyjaźń, rodzicielską troskę czy potrzebę bezpieczeństwa. Pisarce udaje się ująć w powieści prawdziwe emocje. Picoult nie szuka na siłę sensacji. Robi to, w czym jest po prostu najlepsza. Pisze, wykorzystując swój talent i życiową mądrość.

 

Mimo trudnego tematu, Małe wielkie rzeczy czyta się błyskawicznie. Picoult sprawnie operuje słowem, z lekkością składając kolejne zdania i subtelnie snując historię, która do lekkich jednak nie należy. To autorka, którą doskonale znamy, w najwyższej formie. 

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
majkanew plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-04-26, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2017,


W najnowszej książce Jodi Picoult sięga do ulubionych motywów i charakterystycznego dla siebie schematu fabularnego. „Małe wielkie rzeczy” to swoista wisienka na torcie w jej dorobku artystycznym – bodaj najbardziej dojrzała powieść, będąca także podsumowaniem stylu amerykańskiej pisarki.



Autorka powraca m.in. do wątków medycznych, wyszukuje mało znane przypadłości, operuje terminologią z tego zakresu.  Jednym z miejsc akcji jest szpital, w którym od dwudziestu lat Ruth Brooks wzorowo wykonuje swoje obowiązki. Jest jedyną czarnoskórą położną w niewielkiej placówce. I nigdy sprawa jej koloru skóry nie była źródłem nieprzyjemności. Aż do narodzin maleńkiego Davisa. Rodzice chłopca, zdeklarowani supremacjoniści, nie życzą sobie opieki Afroamerykanki dla swojego dziecka. Dyrekcja zgadza się na warunki klientów. Ruth głęboko przeżywa przejaw nienawiści rasowej i dyskryminacji w miejscu pracy.


Los jednak bywa przewrotny. Po rutynowym zabiegu Davis musi być pod stałą kontrolą, w szpitalu panuje kocioł i jedynie Ruth może kontrolować noworodka. Dziecko nagle zaczyna sinieć i tracić oddech. Kobieta staje przed dramatycznym wyborem (również znamienny element w fabułach Picoult) – ratować chłopca łamiąc zakaz pracodawcy i stracić posadę czy postąpić zgodnie z wytycznymi, ale wbrew swoim przekonaniom i pielęgniarskiej przysiędze?


Chłopiec umiera. Rodzice Davisa, Turk i Brittany, nie mają wątpliwości – ich syna zabiła Ruth (w akcie rzekomej zemsty), rozpoczynają swoistą wendetę. Bohaterka traci licencję, zostaje aresztowana, przeciw niej rozpoczyna się sprawa o morderstwo. I tak trafiamy w drugie ulubione miejsce akcji Picoult – na sale sądową. Tu znów przyjrzymy się działaniu amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, żmudnemu procesowi doboru ławników, prawniczym sztuczkom i wreszcie właściwej rozprawie (z wszystkimi jej elementami).


Ruth reprezentuje obrońca z urzędu, Kennedy. To dla młodej prawniczki pierwsza tak poważna sprawa. Kobieta nie ma jednak wątpliwości, że świetnie sobie poradzi. Za wszelką cenę unika kwestii dyskryminacji rasowej, uważając, że taka linia obrony nie przyniesie jej klientce oczekiwanego werdyktu. Ruth prosi o prawo głosu, co wywołuje konflikt między bohaterkami. Kennedy nie może uwierzyć, że swoim emocjonalnym wystąpieniem czarnoskóra pielęgniarka chce przekreślić całą ich dotychczasową pracę.


W „Małych wielkich rzeczach” autorka porusza wiele istotnych tematów. Obok tych naczelnych mówi m.in. o sile rodziny, wsparciu i miłości, które mogą przezwyciężyć największe tragedie. Pisarka wielokrotnie podkreśla, że bardzo ważne są poprawne relacje z drugim człowiekiem, jaką stanowią wartość. Miłość i szacunek do ludzi czyni nas lepszymi. Najpełniej wyraża to swoją postawą główna bohaterka. Ruth jest pielęgniarką z powołania, swoją pracę traktuje jako misję, każde nowe życie to dla niej najwyższy dar. Przede wszystkim jednak dba o pacjentki. Doskonale zna i rozumie kobiety, w mig potrafi odgadnąć ich potrzeby. Tworzy wyjątkową więź z rodzącymi, otacza je przyjacielską opieką.


Picolut wykreowała trzech bohaterów-narratorów i z ich perspektywy obserwujemy wydarzenia, oni także charakteryzują siebie oraz inne postaci, ale przede wszystkim każdy pokazuje odrębne środowisko i różne spojrzenie na temat tolerancji lub jej braku. Ruth na co dzień spotyka się z rozmaitymi (mniej lub bardziej przykrymi) formami rasizmu. Turk, jego żona, przyjaciele, bracia i siostry z Ruchu to aktywni neofaszyści. Kennedy zaś to łącznik między tymi dwoma, skrajnymi, światami. Kobieta uważa, że jest wolna od uprzedzeń – tak, jak deklaruje to większość białych. Dopiero Ruth uświadamia jej, jak bardzo się myli. Niechęć do inności jest w nas mocno zakorzeniona i często przejawia się nieświadomie, w drobnych gestach czy choćby grymasach.


„Małe wielkie rzeczy” to przede wszystkim powieść o rasizmie, ale jej wymowa jest o wiele bardziej uniwersalna. Dotyczy wszelkich uprzedzeń i ich rozmaitych form. Ruth została wychowana w duchu społecznej sprawiedliwości i zwykłej, ludzkiej, przyzwoitości. Tak też edukuje swojego syna. Wychodzi światu naprzeciw, ale świat białych okazuje się bezwzględny, szczególnie gdy na drodze stają bojownicy Białej Supremacji.


Fenomen Jodi Piocult nie polega tylko na znakomitym stylu i poruszającej historii, nawet nie na naturalnych, szczerych relacjach między prawdziwymi, pełnokrwistymi ludźmi (autorka każdego obdarzyła własną historią, indywidualnym językiem, odrębną osobowością). Jej geniusz tkwi w umiejętności zatrzymania czytelnika – proza amerykańskiej autorki wymusza wręcz refleksje, zadaje nam pytania typu: co ja bym zrobił/a na miejscu bohaterki, czy ja także zmagam się z tymi problemami, a może mnie akurat nie dotyczą. Historie Picoult są tak rzeczywiste, tak bliskie, że automatycznie przestają być wyłącznie literaturą, a stają się częścią otaczającej nas rzeczywistości.



„Małe wielkie rzeczy” to literacka lekcja tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka. Konstrukcja utworu podporządkowana została cyklom porodu – w fazie utajonej poznajemy problematykę powieści, faza przejściowa to ukazanie różnych punków widzenia na temat rasizmu (i jemu pochodnych), potem następuje parcie i rodzi się – w intencji autorki – społeczna świadomość. Picoult wykonała tytaniczną pracę, tworząc jedną z najważniejszych amerykańskich książek ostatnich lat. 

Puchatka plusminus Linia koment
Przeczytane:2017-04-24, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Znacie już twórczość Jodi Picoult? Jeśli mieliście do czynienia z jej powieściami, z którąkolwiek z nich, to z pewnością wiecie, że ta kobieta potrafi wywrócić świat do górny nogami. Stawia przed czytelnikiem taki problem, którego nijak nie da się rozwiązać, a przy tym zwraca uwagę na sprawy, których się głośno nie mówi.

"Dla większości z nas wyraz "rasizm" jest synonimem wyrazu "uprzedzenia". Ale rasizm to coś więcej niż dyskryminacja na podstawie koloru skóry. To również kwestia tego, w czyich rękach spoczywa władza instytucjonalna. Tworzy utrudnienia dla czarnych, białym z kolei wiele ułatwia. Ciężko dostrzec te ułatwienia, a co dopiero się do nich przyznać. I dlatego ta książka musiała powstać."

W "Małych wielkich rzeczach" autorka nas prowokuje, tak nakreślając sytuację, że nie sposób wskazać jednej, właściwej i konkretnej odpowiedzi. Połączenie uprzedzeń rasowych ze śmiercią dziecka nie może nieść prostych odpowiedzi.

"Małe wielkie rzeczy" to taka opowieść, która nie pozostawia nas obojętnymi. Z jednej strony mamy do czynienia z afroamerykańską pielęgniarką, która wprowadzi nas w swój świat - czasem aż trudno było mi uwierzyć, że mimo tego XXI wieku i wszechobecnej tolerancji, którą się szczycimy, kolorowych spotykają takie rzeczy. Z drugiej strony widzimy rodziców, którzy tracą dziecko - to chyba największa tragedia, z którą nie sposób dyskutować. A jednak tu podejmiemy dyskusję, bo czy mają prawo obwiniać kogoś za śmierć dziecka, tylko dlatego że są uprzedzeni? I ostatnia odsłona, czyli Kennedy, chyba mi najbliższa. Kobieta jak inne, która żyje, korzystając ze swoich praw, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że ktoś może takowych nie posiadać.

Jedno tragiczne zdarzenie odmieni losy tej trójki, ale też uzmysłowi wiele, bardzo wiele osobom z ich otoczenia. Ta sprawa poruszy opinię publiczną, chociaż przecież "lepiej o tym nie mówić", wprowadzi podziały, ale też zacieśni więzi, wywlecze na światło dzienne to, czego staramy się nie zauważać, czego nie chcemy widzieć, bo przecież nie jesteśmy rasistami...

Od tej historii trudno się oderwać. Nie znajdziecie tu pędzącej na łeb, na szyję akcji, ale doskonale zarysowane postacie, które przeprowadzą Was przez tę sprawę, pokazując swój punkt widzenia (narracja jest zróżnicowana, a przy tym pełna odniesień do przeszłości bohaterów). Szczerze, z wyczuciem i z drugiej strony - tam, gdzie to było potrzebne, nie obeszło się bez mocnego tąpnięcia.

Co jeszcze? Warto zaznaczyć, że Picoult potrafi odpowiednio budować napięcie, a przy tym każdy rozdział przynosi nowy materiał do przemyśleń. Autorka po prostu obraża wszystko, co większość chce ukryć, ale robi to w naprawdę dobrym stylu i, co ważne, ocenę pozostawia nam. Nie ma tu jednak łatwych decyzji. Kiedy już myślimy, że wszystko wiemy, że to dla nas jasne i jesteśmy pewni, w jaki sposób skończy się ta historia, autorka wytacza potężne działo i burzy to, co udało nam się do tej pory poskładać.

"Małe wielkie rzeczy" dotykają niesamowicie ważnej tematyki w sposób ciekawy, szczery (autorka zrobiła porządny research) i niekonwencjonalny - to cieszy najbardziej. To wszystko w połączeniu z potężną dawką emocji (sceny w szpitalu rozklejają) tworzy niesamowity obraz, któremu warto poświęcić dłuższą chwilę. Mądra, wartościowa i rozbrajająca opowieść o miłości i nienawiści.
Eli1605 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
mskm13 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
leonia Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
gosica32 Linia koment
Ocena: 5, Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Cień jabłoni
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów