Recenzja redakcji granice.pl

Kup Teraz

Może (morze) wróci

Bartek Sabela

Ocena ( 7 osób )
5.0
Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 2013-04-12
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 9788324667376
Liczba stron: 232
Dodał/a książkę:
Dodał/a recenzję: Justyna Gul

Tylko tego morza żal

 

Po nas choćby potop – to słynne powiedzenie, przypisywane Madame de Pompadour, kochance Ludwika XV, doskonale pasuje również do  Nikity Chruszczowa i jego światłych planów przemiany Uzbekistanu w kraj rolnictwem stojący. Zapoczątkowany w latach trzydziestych XX wieku program Ziemie dziewicze zakładał wykorzystanie dwóch dopływów Jeziora – Amu-darii na południu oraz Syr-darii na północy, do irygacji pól. 

 

Kolonizację stepów Azji Środkowej, szczególnie Kazachstanu w celu przemiany ich w pola uprawne, a także kolejny pomysł władzy – uprawę bawełny na niespotykaną skalę na terenach Uzbekistanu, Turkmenistanu i Kazachstanu nie tylko można nazwać przejawem krótkowzroczności, ale wręcz głupoty. W wyniku tych działań jezioro, nazywane  „Morzem Aralskim”, w czasach świetności liczące sobie 428 km długości i 234 km szerokości, stało się tylko wspomnieniem. Zniszczenie całych ekosystemów, dziesiątek gatunków zwierząt i złamane życie ludzkie  - oto efekt działań, uznawanych za przyczynę największej katastrofy ekologicznej na świecie.

 

Dziś ten pomnik ignorancji władzy, przestrogę dla potomnych oraz dowód na to, do czego może doprowadzić prymitywny sposób melioracji, odwiedzamy dzięki autorowi wciągającej książki podróżniczej Może (morze) wróci, opublikowanej nakładem wydawnictwa Bezdroża. Bartek Sabela zawodowo zajmuje się architekturą i – jak sam zastrzega – nie jest podróżnikiem. Przed wizytą w Uzbekistanie celem jego wypraw była wspinaczka i dopiero intrygujące zdjęcie w jednym z magazynów - wielbłąd spacerujący obok kutra rybackiego, stało się bodźcem do tego, by wyruszyć w niezapomnianą wyprawę do kraju, gdzie egzotyka Jedwabnego Szlaku styka się z dziedzictwem radzieckiej myśli technicznej. W książce nie została zachowana chronologia całego przedsięwzięcia, ale też i nie ona ma tu znaczenie. Otrzymujemy bowiem pozycję, która ujmuje esencję tego niezwykłego i nieodkrytego jeszcze przez turystów kraju. Kraju, w którym wspaniałe zabytki stykają się z betonowymi placami i monumentalnymi „budynkami w służbie władzy”, a za ozdobnymi fasadami, iluzją wielkich i kosmopolitycznych miast z butikami Dolce Gabbana, czają się slumsy i skrajna bieda.

 

(…) Jadę zobaczyć Morze Aralskie. Jadę zobaczyć coś, w co trudno uwierzyć, gdy się o tym czyta i gdy się to ogląda na zdjęciach. Jadę zobaczyć, do czego są zdolni ludzie pozbawieni wyobraźni – pisze autor, zabierając czytelników w podróż, podczas której przemieszczał się na północny Zachód w kierunku Morza Aralskiego, przez miasta dawnego Szlaku Jedwabnego oraz miasta-widma.

 

Swoją literacką przygodę rozpoczynamy w Taszkencie, chociaż w rzeczywistości był to ostatni przystanek autora. Podziwiamy spektakularny „sowiecki” styl zabudowy, który zepchnął w niepamięć stare uzbeckie miasto z typową zabudową. Trzęsienie ziemi w 1966 roku ułatwiło działania nowej władzy, lubującej się w modernistycznych gmachach. Odwiedzamy kolejne miasta, stanowiące kolebkę historii, którą siłą próbuje usunąć nowoczesność. Tropimy również absurdy Uzbekistanu, takie jak (występujący również w innych krajach regionu) obowiązek meldunkowy, tzw. registracja. Przeliczać będziemy także niezliczone ilości obowiązującej waluty (sum uzbecki) na dolary, rozgościmy (choć to za dużo powiedziane) się również w jednym z hoteli w Czimgan, leżącym 100 km na wschód od Taszkentu, gdzie będziemy jedynymi gośćmi!

 

Przekonamy się również, jak życzliwi potrafią być rdzenni mieszkańcy i jak zabawne sytuacje mogą wyniknąć, kiedy do Uzbekistanu jedzie Polak znający język angielski, niemal nieznany wśród miejscowych. Odwiedzimy z autorem również okoliczne bazary. Chcesz zobaczyć prawdziwych Uzbeków, przekonać się, jak żyją, jak rozmawiają, jacy naprawdę są? Zapomnij o zabytkach, zostaw mauzoleum Szach-i-Zinda (…) i idź na bazar kupić choćby arbuza – pisze Bartek Sabela, wspominając swoje wizyty na bazarze Siab (Samarkanda), gdzie przeszedł prawdziwą „próbę ognia”, na bazarze Czorsu (Taszkent) oraz na bazarze w Nukusie.

 

Może (morze) wróci to pozycja, którą pochłania się łakomie, sycąc oczy zamieszczonymi zdjęciami i puszczając wodze wyobraźni. Autor, ukazując różnice (ale i podobieństwa) pomiędzy Wschodem a Zachodem, zwraca uwagę czytelników na rzeczy warte zobaczenia, poznania, na fasadę, wytrwale utrzymywaną przez aparat władzy, za którą kryją się wstydliwa bieda i brud, a także na kwestie związane z ekologią. Wszystko to sprawia, że podróż z Bartkiem Sabelą jest tą, którą chce się powtórzyć w rzeczywistości. I tylko tego morza, morza żal…

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
kaariokaa plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-07-28, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2013,Mam,


W przyrodzie nic nie pozostaje niezmienne. Zmieniają się poziomy wód, ukształtowanie terenu, topnieją lodowce, pustynnieją sawanny. Znaczne rozciągnięcie tych zjawisk w czasie sprawia, że są dla nas niezauważalne i tylko raz na jakiś czas w środkach masowego przekazu mądre głowy straszą konsekwencjami bezmyślnej ingerencji człowieka w środowisko. Są jednak miejsca, w których nietrudno dostrzec przerażające zmiany, jakie owa bezmyślność spowodowała. Jednym z nich jest Jezioro Aralskie, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, czwarte pod względem wielkości jezioro świata.



O problemach z zanikającym Jeziorem Aralskim, uczyłam się na lekcjach geografii. Od tego czasu minęło wiele lat, ale wciąż pamiętam zamieszczone w podręczniku mapki. Jedna ukazywała ówczesny zarys jeziora, druga jego kształt sprzed kilku może kilkunastu lat. Różnica była spora i niepokojąca. Później nie interesowałam się już tym tematem, aż w końcu trafiłam na książkę Bartka Sabeli Może (morze) wróci. Sabela z zamiłowania jest wspinaczem. We Francji nie spotkacie go w Paryżu, lecz na wapiennej ścianie Ceuse, w Hiszpanii wybierze raczej strome ściany wąwozu w okolicach El Chorro, niż spacer ulicami Barcelony. Wszyscy pytali, czy do Uzbekistanu też jadę się wspinać. Nie, jadę zobaczyć Morze Aralskie. Jadę zobaczyć coś, w co trudno uwierzyć, gdy się o tym czyta i gdy się to ogląda na zdjęciach. Jadę zobaczyć kawałek ziemi po katastrofie wywołanej ludzką arogancją, głupotą i pychą. Jadę zobaczyć, do czego zdolni są ludzie pozbawieni wyobraźni


I pojechał. Może (morze) wróci jest relacją z tej wyprawy. Smutnym świadectwem tego, co Bartek Sabela zobaczył w Uzbekistanie, kraju Azji Środkowej, kraju autorytarnych rządów i bawełny.

Swoją podróż Sabela zaczyna w Taszkiencie, stolicy kraju, o którym już na początku pisze: w Uzbekistanie od pierwszych minut wiesz, czujesz, słyszysz, że jesteś w państwie autorytarnym. Samo miasto prezentuje się imponująco. Widać efekty kolejnych inwestycji, powstają rządowe gmachy, pomniki, świadectwa potęgi władzy. Wszystko to przestaje robić wrażenie, gdy zajrzy się za blaszane płoty, podobne do tych, które u nas odgradzają place budowy. Taszkient za takim płotem prezentuje się z goła inaczej, ujawniając stare budynki, które szczęśliwie przetrwały trzęsienie ziemi z 1966 roku. Ta część miasta nie imponuje, nie robi wrażenia. Niedługo zniknie. Władza dba o miasto. Wyburzy domy, wysiedli mieszkańców do malutkich mieszkań w blokach na obrzeżach, postawi biurowce.


Wędrując przez Uzbekistan Bartek Sabela niejednokrotnie przekona się, jak wiele w tym kraju robi się na pokaz. Turystyczne dzielnice rażą blichtrem, a władza pilnuje, by podróżni nie zapuszczali się tam, gdzie kończy się świetność, a zaczyna bieda i szara codzienność. Władzę w Uzbekistanie czuć na każdym kroku: jesteś obserwowany, wiesz o tym. W tym kraju absurdów, na przybyszy z zewnątrz co krok czekają niespodzianki. Choćby obowiązek meldunku przez przyjezdnych (ponadto z każdego miejsca noclegowego należy przechowywać kwit, który nocleg ten potwierdza) czy uzbecka waluta. W kraju nie funkcjonują banki, a karty płatnicze czy czeki są bezużyteczne. Trzeba mieć gotówkę, kilogramy gotówki, bo w najlepszym wypadku, po wymianie 100 dolarów, otrzymamy sumy uzbeckie wypłacone w 250 banknotach, po 100 sumów każdy. A co jeśli tę kwotę wypłacą nam w banknotach po 50 sumów? Po 25? Po 10? O denominacji nikt tam nie myśli, jej wprowadzenia prezydent nie ma w swych planach.



Podróżując z Taszkientu na północny zachód, Bartek Sabela zwiedza kilka urokliwych miast niegdyś leżących na trasie Szlaku Jedwabnego. Nie traci przy tym z oczu celu: chce dotrzeć do Arala, jak w skrócie nazywają Jezioro Aralskie miejscowi. Niegdyś był to akwen o powierzchni ponad 68 tys. km2, w 2009 roku zmniejszył się do zaledwie 3,5 tysiąca km2. To jedna z największych katastrof ekologicznych, świadectwo głupoty i bezmyślności ludzkiej. W pierwszej połowie ubiegłego wieku, Nikita Chruszczow pozazdrościł Amerykanom wielkich upraw bawełny. Zapragnął takich u siebie, miały one stanowić podstawę gospodarki leżących w pobliży Arala republik. Powstały plany budowy kanałów, które miały nawadniać uprawy wodą z Jeziora Aralskiego. W końcu po co taki bezużyteczny zbiornik wodny na środku pustyni? Efekt tego oderwanego od rzeczywistości pomysłu, najlepiej widać na zdjęciach satelitarnych. Powstały wymarzone pola uprawne, jednak z ogromnego jeziora nie zostało wiele, zniszczono mnóstwo gatunków zwierząt, tysiące hektarów lasów oraz życie tamtejszych społeczności. Przyroda nie ugięła się pod presją radzieckich władz, a ucierpieli jak zwykle niewinni. Jałowa pustynia, brak perspektyw, zdjęcia pustych przestrzeni, które chwytają za serce. Tyle zostało z dumnych planów władzy.



Bawełniany raj okazał się piekłem, ale w Uzbekistanie wciąż uprawia się białe złoto, do zbiorów zmuszając każdego obywatela. Dyktatura surowo karze opornych, w sezonie zbiorów kark zginają więc wszyscy: prawnicy, studenci, pracownicy biurowi, lekarze, nauczyciele. Zbierają ją ręcznie, każdy musi wyrobić określoną normę. Władza czuwa, a Uzbekistan do dziś znajduje się w czołówce eksporterów bawełny.


Cieszę się, że Bartek Sabela zszedł na chwilę z górskich zboczy, wyruszył w podróż do Uzbekistanu i postanowił podzielić się swoimi wrażeniami. Pisze bowiem tak, że książka wciąga od pierwszych stron, lekko, z humorem, ale i z dużą znajomością tematu. Plastyczne opisy działają na wyobraźnię, a całość uzupełniają zamieszczone w tekście fotografie pięknych budowli, ciekawych ludzi, przygnębiających pozostałości Arala.Sabela zagląda w różne kąty i rozmawia z miejscową ludnością, z czego wynikają niekiedy zabawne sytuacje, gdy nieznajomość języka utrudnia bezpośredni kontakt. Autor ujął mnie swoim poczuciem humoru, z dystansem podchodził do sytuacji, które tylko pozornie są śmieszne, bo podejrzewam, że mnie w podobnej sytuacji wcale do śmiechu by nie było.


Wchodzimy do pokoju. Kobieta niemal z dumą, pokazuje mi mój dwupokojowy apartament. Tak, dwupokojowy. Sypialnia oraz salon. W sypialni mam krzesło. Nie byle jakie, bo... elektryczne. Stare metalowe krzesło, podłączone do gniazdka i przerobione na grzejnik. Aha, czyli jest prąd przynajmniej.

- A woda jest?
- Da! - kobieta pokazuje wiaderko stojące obok krzesła. Zdejmuje pokrywkę: faktycznie wody całe wiaderko. Tylko raczej nie będę pierwszym, który będzie jej używał.
Łóżko wielkie, małżeńskie, king size co najmniej. Już kombinuję w głowie, jak by tu zrobić, żeby się wyspać i jednocześnie go nie dotknąć. Stoję z plecakiem na plecach, drugim w ręku, chyba boję się położyć bagaże na podłodze. Ale okej, może w salonie będzie lepiej. Są dwa fotele i stolik - pięknie, nawet można kogoś na herbatę zaprosić. Zwłaszcza że herbata jest na stole w szklankach. Ktoś musiał ją tu zostawić jakieś parę lat temu...



Może (morze) wróci to ciekawy reportaż z wyprawy przez Uzbekistan, który łączy w sobie spostrzeżenia turysty i refleksje podróżnika. Bartek Sabela pokazuje nie tylko to co piękne, reprezentacyjne (niekoniecznie reprezentatywne), ale i to, czym bez wątpienia ten kraj pochwalić się nie może. Autor ma lekkie pióro, potrafi przykuć uwagę, zmusić do wyciągnięcia własnych wniosków, ale także rozbawić, żartem słownym, sytuacyjnym, sprawnie opowiedzianą anegdotą. Nie spodziewałam się, że wyprawa nad Jezioro Aralskie okaże się tak fascynująca. Mam nadzieję, że od czasu do czasu autor zejdzie na chwilę z górskich ścian i przełęczy, by podzielić się wrażeniami z kolejnych podróży.


Książka zaczyna się zabawnie, kończy smutnymi refleksjami i fotografiami kutrów stojących pośrodku niczego. Kiedyś to nic było olbrzymim jeziorem pełnym ryb. Nazywano je morzem. Morzem, które wbrew dającemu nadzieję tytułowi książki, już nie wróci...

karrun plusminus Linia koment
Przeczytane:2014-03-05, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2014,
Ciekawy temat: znikające Morze Aralskie w Azji. Autor, młody chłopak zaciekawiony tym faktem, jedzie do Uzbekistanu, żeby poznać przyczynę. Napisana ze sporym poczuciem humoru, ciekawie, prostym językiem książka ta jest nie tylko wyjaśnieniem zagadki aralskiej, ale i relacją z odkrywania mało znanego Uzbekistanu - jego mieszkańców, historii, kultury, architektury. Sabela, który jest architektem z wykształcenia, nie ukrywa swoich zachwytów nad jedynymi w swoim rodzaju budowlami, które często przypominają mu baśnie z 1000 i jednej nocy. Dobrze się czyta. A prawda o znikającym Morzu Aralskim zmusza do zastanowienia nad efektami ludzkiej ingerencji w naturę.
Dorota_Dega plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-07-27, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
Wstrząsająca historia ekologicznej tragedii, która została wywołana przez głupotę i chciwość człowieka. Bartosz Sabela w swojej książce bardzo dosadnie opisuje oraz obnaża idiotyzm władz, które doprowadziły do wyschnięcia jednego z większych zbiorników wodnych na ziemi- Jeziora Aralskiego, zwanego przez miejscową ludność- Morzem Aralskim.

Przez chęć posiadania największej na świecie plantacji bawełny doprowadzono do zachwiania ekologicznej równowagi. Swoisty efekt domina- stopniowe wysychanie morza, wyginięcie 40 gatunków ryb i zwierząt, które żyły dzięki życiodajnej wodzie. Ludzie stracili prace i pożywienie- umarli bądź wyemigrowali. Obecnie w ,,mieście" nad samym morzem żyją cztery osoby. Jednym z nich jest rybak Sailau, który codziennie nad ranem wychodzi nad ,,brzeg morza" i czeka aż ,,Nasz Aral" wróci.

Książka Bartka Sabeli nie jest jedynie historią w aspekcie ekologicznym. Wyschnięcie Morza Aralskiego to historia ludzi, dla których był on wszystkim . Stracili go a wraz z nim nadzieje na lepsze jutro i godne życie. Sama mieszkam nad ,,naszym Morzem Bałtyckim", więc bardzo emocjonalnie podchodziłam do tej historii.

Niezwykłe wrażenie potęgują zdjęcia ukazujące tą tragedię, która gdyby nie chciwość człowieka- nie miałaby miejsca. Polecam.
plusminus Linia koment
Przeczytane:, Ocena: 6, Na półkach: 26 książek-2013,Wyzwanie- najlepsze książki na lato ,
Przepiękna książka. Opowieść jednocześnie o kraju dalekim bardzo różnym od naszego,o innej kulturze, zwyczajach i ludziach... jednak bliskim, bo i tam po sowieckiej dyktaturze pozostał ślad. U nas stoi Pałac Kultury i Nauki, a tam takich monumentalnych obrzydliwości jest dużo więcej. Bieda, człowieczeństwo, serdeczność do przyjezdnych, szczególnie do Polaków i wielka tragedia tysięcy ludzi. To nie tylko katastrofa ekologiczna, nie tylko umierające jezioro, to rozpacz, klęska wielu wielu ludzi, którym przyszło patrzeć jak ich ukochana woda znika....jak ich codzienne życie, codzienny chleb zamienia sie w proch...
Bardzo wstrząsający dokument. Pięknie prowadzona narracja.Będę tę książkę pamiętać już zawsze
plusminus Linia koment
Przeczytane:, Ocena: 5, Na półkach: Mam,
Szkoda , że opowieść Sabeli jest taka krótka. Odliczając zdjęcia i rysunki ma zaledwie ok. 150 stron. Warto jednak dać się porwać autorowi na podróż po stepowym, ale jakże kolorowym Uzbekistanie. Ja dzięki tej książce uświadomiłem sobie jak mało w gruncie rzeczy wiem o ogromnym obszarze świata. I jak niewiele widziałem. Aż ma się ochotę zacząć pakować plecak.
plusminus Linia koment
Przeczytane:, Ocena: 5, Na półkach: 52 książki 2013,Mam,
Świetnie napisana książka podróżnicza. Wciągający opis podróży po Uzbekistanie aż do tytułowego Morza Aralskiego. Oprócz reportażu z przeżyć autora oraz jego odczuć dostajemy także krótką historię obszaru odwiedzanego przez Bartka Sabelę.
Gorąco polecam. Od książki nie można się wprost oderwać, a wspaniałe zdjęcia dodatkowo przybliżają nam panującą atmosferę w opisywanych miejscach.
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
IzaaK Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
karin Linia koment
Przeczytane:2013-08-05, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,Mam,
ja_rus Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
bbo Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
justa21 Linia koment
Przeczytane:2013-05-31, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,
Linia koment
Przeczytane:, Na półkach:
mskm13 Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów