Okładka książki - My, marzyciele

My, marzyciele

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2016-11-09
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788379998036
Liczba stron: 360
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Katarzyna Kurowska

Ocena: 0 (0 głosów)

Publikacja książki My, marzyciele przeszła niemal bez echa i większego zainteresowania mediów. A szkoda - to dojrzały debiut, porównywalny z Białymi zębami Zadie Smith. Różnica między tymi książkami tkwi przede wszystkim w umiejscowieniu akcji oraz w narodowości imigranckich bohaterów. U Smith Jamajczycy zamieszkują Wielką Brytanię, z kolei u Mbue to Kameruńczycy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych. Można jeszcze zauważyć, że Białe zęby są powieścią znacznie bardziej obszerną, co można wyjaśnić tym, że opowieść rozgrywa się na przestrzeni kilku pokoleń, kiedy czas akcji powieści My, marzyciele obejmuje zaledwie pięć lat.

 

Powieść kameruńskiej pisarki jest konfrontacją idealistycznych wyobrażeń o Ameryce jako raju i „centrum świata" z rzeczywistością przypadającą na okres kryzysu gospodarczego. Jende Jonga z pomocą kuzyna Winstona przybywa do Stanów Zjednoczonych, aby zarobić pieniądze, za które mógłby uiścić opłatę za córkę przyszłemu teściowi, a następnie ściągnąć ją z dzieckiem do siebie, by mogli wieść wspaniałe życie w Nowym Jorku. To miasto bowiem oferuje więcej możliwości rozwoju kariery niż rodzinne Limbe. Mężczyzna znajduje pracę na stanowisku szofera Clarka Edwardsa, który pracuje w zespole kierującym firmą Lehman Brothers. Jende'owi do szczęścia brakuje jedynie zielonej karty, która zezwoliłaby mu na pozostanie w tym kraju na stałe. Amerykański urząd migracyjny jednak nie ułatwia sprawy. Tymczasem firmie Lehman Brothers grozi bankructwo.

 

Mocną stroną powieści Mbue jest podkreślanie różnicy w postrzeganiu zachodniego świata przez Afrykańczyków i przez osoby, które w tym świecie żyją. Kameruńscy bohaterowie często wykazują się zrozumiałą w ich sytuacji naiwnością wobec obrazu Ameryki oraz dziwią się pewnym zachowaniom Amerykanów, które stają się zrozumiałe dla obcych po kilku latach przebywania w tym kraju. Widać to też w krytyce działań urzędu migracyjnego i w wierze, że polityka Baracka Obamy to zmieni. Bohaterom brakuje racjonalnej oceny sytuacji. Nie rozumieją, że Stany Zjednoczone nie mogą pomieścić wszystkich migrantów i zapewnić im godnego bytu, kiedy w dobie kryzysu gospodarczego rząd nie potrafi zadbać o rodzimych obywateli. Zresztą krytyczna wymowa całej książki, która pokazuje, że długotrwałe i skomplikowane procedury przyjmowania imigrantów są jednym z głównych powodów, dla których obcokrajowcy nie mogą zrealizować swojego american dream – jest zrozumiała, autorka bowiem - jako imigrantka - w powieści w dużej mierze opisuje swoje doświadczenia.

 

Kolejnym atutem powieści My, Marzyciele jest kreacja postaci. Każda z nich - zarówno Kameruńczycy, jak i Amerykanie - niesie duży bagaż doświadczeń, które determinują i wyjaśniają podejście bohaterów do niektórych kwestii. Począwszy od Jendego, który w Limbe nie miał łatwego życia; pochodzi z biednej rodziny i z tego powodu nie mógł ożenić się z Neni, należącej do wyższej warstwy społecznej. Praca w Nowym Jorku jest dla niego jedyną szansą na to, by stać się kimś. Neni, choć należała do bogatszej rodziny (zresztą obcowanie się z bogatymi ludźmi jest doświadczeniem, które w Ameryce jej się przyda), nie mogła powiedzieć, że miała zapewnione godne warunki do życia. Jej ojciec, nie akceptujący Jendego, nie miał dla niej litości, kiedy dowiedział się o ciąży. Pierwsze dziecko urodziło się martwe, drugie również nie było wystarczającym powodem do udzielenia zgody na ślub. Doświadczenia rodzinne Neni i Jendego były motorem działań zmierzających do zapewnienia lepszego bytu ich dzieciom (w Nowym Jorku rodzi się córka). Bohaterowie powieści wierzyli, że edukacja w Stanach Zjednoczonych i studia prawnicze są tym, co zapewni szczęśliwe życie ich synowi.

 

Intrygująca jest sama relacja małżeńska Neni i Jendego. Z jednej strony mamy tu patriarchalizm, ponieważ Jende utrzymuje rodzinę i to on podejmuje decyzję o tym, czy po urodzeniu kolejnego dziecka Neni będzie mogła kontynuować studia, czy też powinna zostać w domu, by się nim zajmować. Do Jendego należy też ostatnie słowo w kwestii tego, czy mimo narastających trudności zostaną w Ameryce. Z drugiej strony - Neni nie jest do końca posłuszną żoną, są sytuacje, w których potrafi się stanowczo sprzeciwić, prawie nigdy w milczeniu i pokorze nie przyjmuje decyzji męża, które jej nie odpowiadają. Ponadto dość szybko przekonujemy się, że ta kobieta jest znacznie silniejsza od Jendego. Nie tylko podejmuje się działań, na które Jendego nie byłoby stać, ale też potrafi przewidzieć, że w pewnym momencie mąż się podda w walce o życie w Ameryce. Dlatego właśnie sama zaczyna szukać alternatywnych rozwiązań, które mimo nieprzychylnych decyzji sądu migracyjnego mogą pomóc im pozostać w tym kraju.

 

Kluczową rolę w opowieści odgrywa rodzina Clarków, którzy nie tylko zatrudniają Jendego, a czasem też Neni, ale też regularnie ich wspierają poprzez oddawanie niepotrzebnych i markowych ubrań czy zabawek. O Edwardsie Clarku dowiadujemy się najmniej: pracuje dla Lehman Brothers, z powodu poważnych problemów tej firmy więcej czasu spędza w pracy niż w domu, a poza tym relaksuje się w hotelu Chelsea. Wbrew pozorom - co późniejszy ciąg wydarzeń potwierdzi - rodzina jest dla niego bardzo ważna i naprawdę kocha żonę. Z kolei Cindy, jego żona, sprawia wrażenie snobki, dla której niezwykle ważną kwestią jest przede wszystkim obecność na różnych przyjęciach i galach. Brak zaproszenia na nie stanowi dla niej osobistą porażkę. I tu, znowu, poznanie przeszłości bohaterki stawia jej zachowanie w zupełnie innym świetle.

 

Przeplatające się losy rodziny Jongów i Clarków, które miejscami są bardzo podobne, obnażają mit o Ameryce jako raju. To nie jest kraj, w którym każdy człowiek osiągnie szczęście. Otrzymanie wizy do Stanów Zjednoczonych jest furtką do innego świata. Ale Winston, który ściągnął tutaj Jendego, nie uczynił tego po to, by pokazać mu, jakim rajem jest ten kraj, lecz po to, by Jende mógł sam się przekonać, jak tu jest. Z kolei obserwacja jednej z bogatszych rodzin w Ameryce przekonuje, że mimo posiadanego obywatelstwa, pracy i pieniędzy nawet życie rodowitych mieszkańców tego kraju bywa dalekie od idealnego obrazu, z myślą o którym wielu tam przybywa.

 

Dobrze napisana powieść, wielowątkowa, o złożonej problematyce, która uprzyjemni kilka wiosennych wieczorów, zdecydowanie zasługuje na większe zainteresowanie czytelników niż to, o którym świadczy liczba opinii na jej temat.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - ktrya
ktrya
Przeczytane:2017-03-08, Przeczytałem,

Przed napisaniem niniejszej recenzji przejrzałam Internet w celu poznania innych opinii na temat debiutanckiej powieści Imbolo Mbue. Znalazłam tylko jedną recenzję na blogu. Jestem bardzo zdziwiona, że My, marzyciele obeszły się bez echa i większego zainteresowania mediów, gdyż moim zdaniem jest to dojrzały debiut, porównywalny z Białymi zębami Zadie Smith. Różnica między tymi książkami tkwi w umiejscowieniu akcji oraz w narodowości imigranckich bohaterów, u Smith Jamajczycy zamieszkują Wielką Brytanię, z kolei u Mbue to Kameruńczycy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych. Można jeszcze zauważyć, że Białe zęby są powieścią znacznie obszerniejszą, co można wyjaśnić tym, że opowieść rozgrywa się na przestrzeni kilku pokoleń, kiedy czas akcji My, marzyciele obejmuje zaledwie pięć lat.

Powieść kameruńskiej pisarki jest konfrontacją idealistycznych wyobrażeń o Ameryce, jako raju dla ludzi i centrum świata, z rzeczywistością przypadającą na okres kryzysu gospodarczego. Jende Jonga z pomocą kuzyna Winstona przybywa do Stanów Zjednoczonych, aby zarobić pieniądze, za które mógłby uiścić opłatę za córkę swojemu przyszłemu teściowi, a następnie ściągnąć ją z dzieckiem do siebie, by mogli wieść wspaniałe życie w Nowym Jorku. To miasto bowiem oferuje więcej możliwości rozwoju kariery niż rodzinne Limbe. Mężczyzna znajduje pracę na stanowisku szofera Clarka Edwardsa, który pracuje w zespole kierującym firmą Lehman Brothers. Jende'owi do szczęścia brakuje jedynie zielonej karty, która zezwoliłaby mu zostać w tym kraju na stałe. Amerykański urząd migracyjny jednak nie ułatwia sprawy. Tymczasem firmie Lehman Brothers grozi bankructwo.

Mocną stroną powieści Mbue jest podkreślanie różnicy w postrzeganiu zachodniego świata przez Afrykańczyków od osób, które w tym świecie żyją. Kameruńscy bohaterowie często wykazują się zrozumiałą dla ich sytuacji naiwnością wobec obrazu Ameryki oraz dziwią się pewnym zachowaniom Amerykanów, które stają się zrozumiałe dla obcych po kilku latach przebywania w ich kraju. Widać to też w krytyce działań urzędu migracyjnego i w wierze, że polityka Baracka Obamy to zmieni – bohaterom brakuje racjonalnej oceny sytuacji, że Stany Zjednoczone nie mogą pomieścić wszystkich migrantów i zapewnić im godny byt, kiedy w dobie kryzysu gospodarczego rząd nie potrafi zadbać o swoich rodzimych obywateli. Zresztą krytyczna wymowa całej książki, która pokazuje, że długotrwałe i skomplikowane procedury przyjmowania imigrantów są jednym z głównych powodów, z jakich obcokrajowcy nie mogą zrealizować swojego american dream – jest zrozumiała, gdyż autorka jako imigrantka w powieści w dużej mierze opisuje swoje doświadczenia.

Kolejnym atutem My, Marzyciele jest kreacja postaci. Każda postać, zarówno kameruńska, jak i amerykańska, niesie duży bagaż doświadczeń, które determinują i wyjaśniają podejście bohaterów do niektórych kwestii. Począwszy od Jendego, który w Limbe nie miał łatwego życia; pochodzi z biednej rodziny i z tego powodu nie mógł ożenić się z Neni, która należała do wyższej warstwy społecznej. Praca w Nowym Jorku jest dla niego jedyną szansą na to, by stać się kimś. Neni, choć należała do bogatszej rodziny (zresztą obcowanie się z bogatymi ludźmi jest doświadczeniem, które w Ameryce jej się przyda), nie mogła powiedzieć, że miała zapewnione dobre warunki do życia. Jej ojciec nieakceptujący Jendego nie miał dla niej litości, kiedy dowiedział się o jej ciąży. Pierwsze dziecko urodziło się martwe, drugie nadal nie było wystarczającym powodem do ślubu jego rodziców. Doświadczenia rodzinne Neni i Jendego były motorem działań nad zapewnieniem lepszego bytu swoim dzieciom (w Nowym Jorku rodzi się córka). Wierzyli, że edukacja w Stanach Zjednoczonych i studia prawnicze są tym, co zapewni szczęśliwe życie ich synowi.

Intrygująca jest sama relacja małżeńska Neni i Jendego. Z jednej strony mamy tu patriarchalizm, ponieważ Jende utrzymuje rodzinę i to on podejmuje decyzję o tym, czy po urodzeniu kolejnego dziecka Neni będzie mogła kontynuować studia, czy powinna zostać w domu, by nim się zajmować. Do Jendego należy też ostatnie słowo w kwestii tego, czy mimo narastających trudności zostaną w Ameryce. Z drugiej strony, Neni jest do końca posłuszną żoną, są sytuacje, w których potrafi się stanowczo sprzeciwić, prawie nigdy w milczeniu i pokorze nie przyjmuje decyzji męża, które jej się nie podobają. Ponadto dość szybko przekonujemy się, że ta kobieta jest znacznie silniejsza od Jendego. Nie tylko podejmuje się działań, na które Jendego nie byłoby stać, ale też potrafi przewidzieć, że w pewnym momencie mąż się podda w walce o życie w Ameryce, dlatego sama zaczyna szukać alternatywnych rozwiązań, które mimo nieprzychylnych decyzji sądu migracyjnego, uda im się zostać w tym kraju.

Kluczową rolę w tej opowieści odgrywa rodzina Clarków, którzy nie tylko zatrudniają Jendego, a czasem też Neni, ale też regularnie ich wspierają poprzez oddanie niepotrzebnych i markowych ubrań czy zabawek. O Edwardsie Clarku dowiadujemy się najmniej: pracuje dla Lehman Brothers, z powodu poważnych problemów tej firmy więcej czasu spędza w pracy niż w domu, a w tzw. międzyczasie relaksuje się w hotelu Chelsea. Wbrew pozorom, co późniejszy ciąg wydarzeń potwierdzi, rodzina jest dla niego bardzo ważna i naprawdę kocha żonę. Z kolei Cindy, jego żona, sprawia wrażenie snobki, dla której niezwykle ważną kwestią jest obecność na różnych przyjęciach i galach. Brak zaproszenia jest dla niej osobistą porażką. I tu znowu poznanie przeszłości bohaterki, stawia jej zachowanie w zupełnie innym świetle. Jej obecna pozycja to owoc wieloletniej pracy nad dowartościowaniem siebie, gdyż przez sporą część życia była dzieckiem niechcianym, odpowiadającym za zachowanie swojego ojca, którego nigdy nie poznała.

Przeplatające się losy rodziny Jongów i Clarków, które miejscami są bardzo podobne, obnażają mit o Ameryce jako raju. To nie jest kraj, w którym każdy człowiek osiągnie szczęście. Otrzymanie wizy do Stanów Zjednoczonych jest pewną furtką do innego świata, ale jak Jende'owi powiedział Winston, który ściągnął go tutaj: nie po to, by pokazać, jaki tu raj, lecz po to, by sam się przekonał, jak tu jest. Z kolei obserwacja jednej z bogatszych rodzin w Ameryce przekonuje, że mimo posiadanego obywatelstwa, pracy i pieniędzy, nawet życie rodowitych mieszkańców tego kraju jest dalekie od idealnego obrazu, z myślą o którym, wielu tam przybywa.

Dobrze napisana, wielowątkowa o złożonej problematyce powieść, która umili kilka wiosennych wieczorów. Zdecydowanie zasługuje na większe zainteresowanie czytelników, niż świadczy o tym liczba opinii na jej temat.

 

Reklamy