Recenzja redakcji granice.pl

Kup Teraz

Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela

Lucyna Olejniczak

Ocena ( 7 osób )
5.0
Wydawnictwo: Czarno na białym
Data wydania: 2013-02-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-936455-0-3
Liczba stron: 236
Dodał/a książkę:
Dodał/a recenzję: Justyna Gul

American dream

 

American dream dla wielu osób jest synonimem koszmaru i upokorzenia. Są również tacy, którzy twierdzą, że Ameryka ich uskrzydliła, pozwoliła ujrzeć możliwości zarobkowania w szerszej perspektywie i przyjąć odmienny sposób rozumienia słowa "sukces". Sukces odniesiony za wielką wodą okupiony jest bowiem ciężką pracą, poniżeniem, niejednokrotnie krańcowym wycieńczeniem i głodem. Czy jednak zarobione pieniądze warte są rozbitych rodzin, rozstań z dziećmi, z rodziną, z przyjaciółmi? Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Losy Polaków na obczyźnie, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w innych rejonach świata pokazują, że jest to prawdziwa loteria – jedni wygrywają, inni zaś tracą. Szczęśliwym historiom, zasobnym rodakom, którzy pracą własnych rąk doszli do wielkiego majątku, towarzyszą historie ludzi, którzy za granicą stracili godność, zdrowie, a - niejednokrotnie - zrujnowani, powrócili do kraju biedniejsi niż wcześniej, w głębokiej depresji. Bywało również tak, że nie mieli dokąd i do kogo wracać…


Lucy, bohaterka przejmującej książki Lucyny Olejniczak, wyruszyła do Ameryki, by za zarobione pieniądze sfinansować rozwód i zapewnić dzieciom nie tylko godne, ale i bezpieczne życie z dala od ojca-alkoholika. Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela, opublikowana nakładem wydawnictwa Czarno na Białym, to Stany Zjednoczone widziane oczyma Polki, która bezlitośnie obnaża wszystkie negatywne aspekty emigracji, absurdy nowego kraju, ale i stosunek pracodawców do osób świadczących usługi opiekuńcze czy porządkowe – pogardę zmieszaną z lekceważeniem. Choć autorka daleka jest od etykietowania pracodawców, to jednak zwraca uwagę na ważny aspekt tego typu prac, z którym, niestety, musimy się liczyć, czy to wyjeżdżając za granicę do pracy, czy też podejmując się działalności w Polsce. Powieść nie powinna jednak stać się lekturą wyłącznie dla planujących wyjazd w celach zarobkowych, ale też dla wszystkich, którzy autorkę znają chociażby z takich powieści, jak Dagerotyp. Tajemnica Chopina, a wreszcie dla tych, którzy jej sprawnego  pióra dopiero będą mieli możliwość doświadczyć.


Emigracja miała stanowić sposób na przerwanie błędnego koła, jakim stało się życie Lucy. Praca w szpitalu, nawet dodatkowe całodobowe dyżury, nie pokrywały rosnącego apetytu męża na alkohol, nie pozwalały też mieć nadziei, że poradzi sobie wspólnie z dziećmi w przypadku ewentualnego rozwodu. Oferta złożona przez Ewę, przebywającą w Stanach od lat koleżankę, wydawała się zrządzeniem losu i szansą na rozpoczęcie nowego życia. Błyskawiczna decyzja o wyjeździe i postawienie wszystkiego na jedną kartę – oddanie dzieci pod opiekę ich babci, przymusowa rezygnacja z pracy nie pozwoliły już na zmianę zdania. Znająca zaledwie kilka słów po angielsku oraz wyposażona pieniądze pożyczone od Ewy, przybywa do Chicago, do miasta, które w porównaniu z siermiężną polską rzeczywistością mogło wydawać się rajem. Od tej pory Lucy miała stać się opiekunką dziewięćdziesięcioletniej Lindy – rozkapryszonej i zdziwaczałej staruszki, która zdążyła już zniechęcić do siebie niejedną opiekunkę.


Zamiana Polskiej codzienności, domowego kieratu, męża-pijaka i niskopłatnej pracy na pomoc w funkcjonowaniu kobiety z demencją, w dużej mierze polegająca na siedzeniu w fotelu i zapewnianiu poczucia bezpieczeństwa babci swoją obecnością, mogła wydawać się rajem. Tyle tylko, że trud opieki nad osobą starszą zrozumie wyłącznie ten, kto go doświadczył. Zmienne humory babci, postępująca skleroza, „zagubione” dni, obrazy z przeszłości, powracające do kobiety w postaci realnych sylwetek, a także niekończące się opowieści Lindy o czasach młodości – tak wyglądała codzienność Lucy. Na to nakładało się jeszcze nieustanne uczucie głodu (bowiem prawna opiekunka staruszki nie była skora do wydawania środków na żywność) oraz klaustrofobii, jako że wyjścia na zewnątrz były praktycznie niemożliwe. To właśnie ta dojmująca samotność i tęsknota za domem stała się katalizatorem problemów Lucy, która - spragniona jakiegokolwiek kontaktu - zbył łatwo ufała ludziom. W ten sposób jej „stan posiadania” w Ameryce wzbogacił się o pewnego namiętnego, napastliwego (i żonatego) Ptaszka, czyli Karola, a także o pałającego obsesyjną milionera.


Autorka przedstawia codzienność emigrantki bez znajomości języka angielskiego, liczne problemy z przystosowaniem się do nowych warunków i poczucie, że może ona liczyć tylko na siebie. Niejednokrotnie tę nieporadność próbowano wykorzystać, a Lucy wiele przeszła, zanim stosunek do babci, ze spowodowanej krańcowym zmęczeniem niechęci przerodził się w pewien rodzaj sympatii i przywiązania. Pobyt w Stanach to nie tylko Linda, ale również kilkudniowa praca u zdziwaczałego małżeństwa Henry`ego i Helen oraz u Hazel, przemiłej staruszki, która - zdana na łaskę pazernych spadkobierców - z radością przyjęła w domu obecność Lucy, traktując ja niemal jak członka rodziny.


Ameryka w książce Olejniczak nie jest czarno-biała, ale raczej pełna odcieni szarości, niejednoznaczności i skrajnych zachowań. Opiekunka... nie próbuje roztaczać przed czytelnikami wizji cudownego kraju pełnego możliwości, a raczej uświadamia, że tak naprawdę wiele zależy od otaczających nas ludzi oraz od naszego stosunku do bieżących wydarzeń. Mając w pamięci wcześniejsze książki autorki, spodziewać się można co prawda nieco innej lektury – może tajemnicy ukrytej w szkatułce Lindy, może mrocznych zagadek przeszłości... Fakt, iż Opiekunka... jest tak naprawdę pierwszą, wydaną dopiero teraz książką pisarki, wiele wyjaśnia. Niezmienne dla autorki jest ciepło, które wlewa w słowa. Tych kilka godzin, spędzonych na lekturze, to czas inspirujący i pobudzający do refleksji nad przeznaczeniem oraz zmiennością losu. Bo ten zazwyczaj kryje w zanadrzu sporo niespodzianek i nie pozwala  wszystkiego zaplanować. Nie pozwala również przeliczyć pewnych rzeczy i wartości na pieniądze.

Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
asymaka plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-04-29, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki,Mam,

O tej książce słyszałam już od jakiegoś czasu, bardzo chciałam ją przeczytać, ponieważ ciekawiło mnie, dlaczego mama dwójki dzieci postanowiła wyjechać "za chlebem", co nią kierowało, jak się czuła z dala od domu i bliskich? Ta historia jest prawdziwą, autentyczną opowieścią o życiu głównej bohaterki i jednocześnie autorki tego tytułu, Lucy. Wymagało to na pewno wiele odwagi, by opisać swoje własne losy, nie jest to bowiem wcale prosta i łatwa sprawa podzielić się z czytelnikami swoimi wspomnieniami, często trudnymi przeżyciami, poddać to wszystko ocenie innych ludzi, a jednak Lucyna Olejniczak zdecydowała się o tym napisać i przedstawić fakty ze swojego własnego życia, namówiły ją do tego jej dzieci. Myślę, że był to pomysł znakomity, strzał w dziesiątkę. Brawo!


Pisarka mieszka w Krakowie, to jej miejsce na ziemi, jej miasto rodzinne. Uwielbia podróżować, wcześniej w celach zarobkowych, dzisiaj dla przyjemności. Ma na swoim koncie takie tytuły jak: "Wypadek na ulicy Starowiślnej", "Dagerotyp. Tajemnica Chopina" czy "Jestem blisko". To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale mam nadzieję, że nie ostatnie.
Lucy wyjeżdża do Ameryki, zostawia pracę, dzieci oddaje w ręce swojej mamy, z nadzieją patrzy w przyszłość. Nie chce wiele, po prostu spokojnie i godnie żyć, nie martwiąc się o każdy grosz, nie zastanawiając się, co wymyśli ojciec dzieci uzależniony od alkoholu. Chce stworzyć córce i synowi bezpieczny, ciepły dom, tylko tyle i aż tyle. Niestety w obcym kraju wcale nie jest tak kolorowo i cudownie, jak może się wydawać, szczególnie jeżeli nie zna się języka, a Lucy potrafi zaledwie podziękować, przeprosić i przywitać się po angielsku. Zna jeszcze jedno dłuższe zdanie, ale nie na wiele się to przydaje. Na szczęście ma głowę na karku, jest silna i nie daje się przeciwnościom, za wszelką cenę stara się dać sobie radę. Motywację ma wielką, a wyznaczony cel wart jest zachodu. Praca nie jest lekka, łatwa i przyjemna, opieka nad starszą, schorowaną osobą to ogromna odpowiedzialność, na jej barkach spoczywa bardzo wiele, czasem zbyt wiele. Los zdaje się z niej kpić i drwić, ale czy nasza bohaterka podda się bez walki? Czy czegoś się nauczy, czy wyciągnie wnioski na przyszłość, szczególnie w momencie, gdy w kraju mąż po kolei wyprzedaje dorobek jej życia, rodzinne pamiątki, które dla niej mają niebywałą wartość sentymentalną? Niejednokrotnie wzruszałam się do łez, zaciskałam pięści ze złości, denerwowałam się i  kręciłam głową nad niesprawiedliwością, jaka spotykała tę kobietę, wiem jednak, że dzięki tym wszystkim przeżyciom stała się tym, kim jest teraz. Dzisiaj może cieszyć się z tego, że jej się udało, że jest szczęśliwą, silną osobą, doświadczoną przez los, niebywale mądrą. Chciałabym oczywiście poznać dalszą cześć tej historii, mam nadzieję, że kiedyś zostanie napisany ciąg dalszy, ciekawi mnie bowiem, co stało się z poszczególnymi bohaterami tej książki, zwłaszcza z mężczyzną, który pomagał Lucy i był jej niebywale bliski. Czy nastąpił tu happy end, szczęśliwe zakończenie amerykańskiego snu? Jak myślicie? Czy i Was to zainteresowało?
Trudno oceniać powieść, którą napisało samo życie, ale mogę zapewnić, że warto ją poznać, ponieważ możemy z niej mnóstwa rzeczy się dowiedzieć,  zrozumieć, przemyśleć, poruszy nas, pobudzi do refleksji, to naprawdę cudowna, wzruszająca historia, godna poznania i polecenia.

Na koniec fragmenty:
"(...) trzymałam swoje skarby: tasiemki z datą i godziną urodzenia dzieci, jakie zawiązywano noworodkom na porodówce. Pierwszą, maleńką czapeczkę Magdy - musiałam ją sama przerabiać, bo można było kupić tylko duże. Wydziergane przeze mnie szydełkiem buciki. I to, co najważniejsze, wszystkie laurki od dzieci - przepiękne, nieporadne rysunki, na których wyglądałam jak semafor z okrągłym niczym piłka brzuchem i burzą włosów na równie okrągłej głowie, podpisane koślawymi literkami"Dla mamy"."

Sama zbieram pamiątki i rysunki dzieci, wiem, jak smutno i trudno byłoby mi się z nimi rozstać...

"Dzięki pobytowi w Ameryce wiele się dowiedziałam, zwłaszcza o sobie samej. Ze zdumieniem odkrywałam cechy, o które wcześniej nawet bym siebie nie podejrzewała."

koshi plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-04-08, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,26 książek 2013,
,,Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela" Lucyny Olejniczak to powieść, która bawi, wzrusza i przywraca wiarę w marzenia oraz we własne możliwości. Choć traktuje o dawnych wydarzeniach, to problemy w niej poruszane, wciąż są bardzo aktualne.
Główna bohaterka, Lucy, daje nam się poznać jako matka dwójki dzieci i żona mężczyzny, który wszystkie pieniądze wydaje na alkohol. Do tego samo życie w okresie komuny bynajmniej nie rozpieszcza - w sklepach nie ma prawie niczego, a po najdrobniejszą rzecz trzeba stać w długich kolejkach. Wtedy pojawia się możliwość wyjazdu do Ameryki, do Chicago, a co za tym idzie, lepszego zarobku. Z uwagi na chęć zapewnienia korzystniejszych warunków bytowych dla swego potomstwa, kobieta podejmuje to wyzwanie, choć tak naprawdę w ogóle nie zna języka obcego. I tu właśnie zaczynają się trudności. Otrzymuje pracę opiekunki do pewnej staruszki mającej demencję, potrzebującej stałej troski i towarzystwa. Dochodzi więc do tego, że Lucy właściwie jest jak w więzieniu, ma możliwość wychodzenia z domu w ciągu dnia wyłącznie na pół godziny. A sklepy, tak odmienne od polskich, wręcz kuszą ciekawymi, barwnymi ubraniami. Ale cóż zrobić, ledwie doszło się do sklepu, już trzeba wracać. Również z powodu barier językowych rodzą się przeróżne zabawne sytuacje. Początki są naprawdę trudne, lecz Lucy nie poddaje się. Stara się przyswajać nowe słówka, uczy się samodzielnie tak pilnie, że po niedługim czasie jest w stanie sprawnie porozumieć się ze swoją podopieczną. Coraz bardziej odnajduje się w nowych realiach, ale z drugiej strony tęskni za rodziną, za możliwością dłuższego wyjścia, a nie ,,duszenia się" w zamkniętym pomieszczeniu, słuchając w fotelu bez przerwy tych samych opowieści ,,babci". Zmiana miejsca pracy okazuje się pomyłką, gdyż trafia do bardzo dziwnych ludzi, z niezrozumiałymi nawykami i zachowaniami. Na szczęście droga powrotu do poprzedniej pracodawczyni nie jest zamknięta, a staruszka wręcz rozpromienia się na wieść o tym, że Lucy ponownie będzie się nią opiekować. Dalszych losów już nie zdradzę, przyznam jednak, że cała książka pełna jest przezabawnych i nieprawdopodobnych zdarzeń, perypetii, które sprawiają, iż do bohaterki czuje się prawdziwą sympatię.
Powieść ta jest obrazem przeżyć, jakich doświadczają ludzie emigrujący za chlebem, ukazuje ich trudne położenie po znalezieniu się za granicą. Trzeba bardzo uważać, żeby nie zostać wykorzystanym, po prostu wiedzieć, komu ufać. Czas zaraz po przyjeździe staje się jakby testem samodzielności, wytrwałości i odporności psychicznej, gdyż ten, kto nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nie ma tam czego szukać. Właściwie jest się zdanym tylko na siebie. Jedynie osoby, które rozwijają się, uczą się języka, są pracowite, mogą coś osiągnąć. Czasem do głosu dochodzą myśli o swym beznadziejnym położeniu, tęsknota za domem i trudno jest zatrzymać łzy, które cisną się do oczu. Ale wiadomo, że nie ma wyjścia, podjęło się jakiegoś zadania, chce się zarobić, więc należy zebrać się w sobie i dalej walczyć. Zwłaszcza przy pracy ze starszymi ludźmi istnieje konieczność dużej dozy wyrozumiałości i cierpliwości. Dlatego jestem pełna podziwu dla Lucy, że konsekwentnie pokonywała wszelkie trudności, nie narzekając zbytnio na swoje położenie. Nawet mam wrażenie, że na koniec ta praca stała się dla niej wręcz misją, gdzie mniej patrzyła na osobiste potrzeby, a bardziej dbała o staruszkę, o jej godziwe warunki życia. A, że często dobro do nas wraca, to jej wewnętrzne ciepło zostało docenione, dzięki czemu mogła spełnić jedno ze swoich największych marzeń.
Po lekturze tej książki, ciągle zastanawiam się, ile w losach bohaterki jest autentycznych faktów z życia samej autorki. Podobno powieść powstała na bazie prawdziwych wydarzeń, jakich była uczestnikiem Lucyna Olejniczak podczas swego pobytu w Ameryce. Myślę, że to wspaniale, że spisała własne wspomnienia, gdyż młodzi emigranci mogą w nich przejrzeć się jak w lustrze, na tyle są rzeczywiste i aktualne. Mnie chyba najbardziej rozbawiło spostrzeżenie Lucy na temat tego, jakie wyglądają chociażby relacje międzyludzkie podczas wędrówki po mieście. W Ameryce często uśmiechają się do siebie osoby, które się nie znają i jest to naturalne, a w Polsce taki uśmiech odbierany zostaje dość krytycznie, jako coś dziwnego. Też to kiedyś zauważyłam w innych krajach.
W ,,Opiekunce" trudne tematy są podane w sposób lekki, przystępny, wręcz humorystyczny, dlatego nie jest to smętna książka, a wręcz wartka opowieść o kobiecie, która odważyła się zawalczyć o lepszą przyszłość dla siebie i swojej rodziny. I udowodniła, że jeśli posiadamy sporą motywację, to żadne przeszkody nie są nam straszne, a na trudności trzeba czasem po prostu spojrzeć z przymrużeniem oka. Przyznam, że przy tej powieści naprawdę bardzo dobrze się bawiłam i chętnie sięgnę po kolejne książki tej autorki.
teano plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-02-28, Ocena: 6, Na półkach: Przeczytałem,Mam,Wyzwanie - 52 książki 2013,
Tatuś znowu umarł? OK. Zaraz tam będę. Nie denerwuj go tylko proszę.

Czy był ktoś kiedyś świadkiem, jak nieboszczyk dysponuje: ,,Zadzwoń do mego syna, żeby przyjechał ubrać moje zwłoki, bo za chwilę będą z zakładu pogrzebowego. Już ich wezwałem, ale nie zdążyłem się przebrać. Śmierć mnie zaskoczyła."?
A może ktoś miał okazję dzwonić do prezydenta USA, aby go poinformować, że ukradziono środę i kilka milionów obywateli nie będzie miało przez to wypłaconej dniówki?
Fikcja? A może fakty?

,,Opiekunka" - bardzo sympatyczna książeczka, ledwie 239 stron, do połknięcia w jeden wieczór. Książka, przy której - jak to mawiał mój tata ,,i uśmiać się można i spłakać".

Lucyna Olejniczak - autorka ,,Wypadku na ulicy Starowiślnej", ,,Dagerotypu", a ostatnio ,,Jestem blisko" i właśnie ,,Opiekunki" tym razem zaskakuje czytelnika powieścią autobiograficzną. A także hartem ducha, który pozwala jej o najtragiczniejszych nawet wydarzeniach pisać z humorem.
Tę książkę powinno się przepisywać na receptę zamiast antydepresantów. Dla ludzi smutnych, przygniecionych ciężarem życia, dla ptaków z połamanymi skrzydłami, dla bijących głową w mur i pozbawionych nadziei.
Mimo, że autobiograficzna, nie znajdziecie w niej nużących zwierzeń, opowiadania całego życiorysu od Adama i Ewy ani użalania się nad sobą. Jest natomiast kapitalnie opisana Ameryka widziana z... fotela.
Tak, ponieważ kiedy autorka przyjechała do USA pod koniec lat 80-tych ,,za chlebem", przez pierwsze miesiące nie było jej wolno ruszyć się z domu, nawet kiedy jej podopieczna spała. Spędzała więc całe dnie w fotelu blisko okna, obserwując ten ,,inny świat" przez szybę. No i zajmowała się babcią. Kapryśną, uciążliwą, a jednak z każdej litery przebija wielki szacunek i mnóstwo ciepłych uczuć dla tej dementywnej staruszki. Oraz umiejętność dostrzegania zabawnych stron swojej sytuacji. Nawet jeśli przez łzy.
Lucyna Olejniczak ma rozpoznawalny, lekki, skrzący się dowcipem styl pisania. Jej dwie inne powieści ,,Wypadek na ulicy Starowiślnej" i ,,Jestem blisko" są dostępne w Bibliotece Głównej. Do tej ostatniej książki, jak zauważyłam, zdążyła się już ustawić kolejka.
I bardzo słusznie, bo warto.
Ale ,,Opiekunka" to książka inna niż wszystkie. Gorąco polecam!


Recenzja ukazała się tu:
http://gniezno.com.pl/wiadomosci/czytaj/9352/herbatka_z_antydepresantem.html

asymaka plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-04-29, Ocena: 5, Na półkach: Przeczytałem,52 książki,Mam,
O tej książce słyszałam już od jakiegoś czasu, bardzo chciałam ją przeczytać, ponieważ ciekawiło mnie, dlaczego mama dwójki dzieci postanowiła wyjechać "za chlebem", co nią kierowało, jak się czuła z dala od domu i bliskich? Ta historia jest prawdziwą, autentyczną opowieścią o życiu głównej bohaterki i jednocześnie autorki tego tytułu, Lucy. Wymagało to na pewno wiele odwagi, by opisać swoje własne losy, nie jest to bowiem wcale prosta i łatwa sprawa podzielić się z czytelnikami swoimi wspomnieniami, często trudnymi przeżyciami, poddać to wszystko ocenie innych ludzi, a jednak Lucyna Olejniczak zdecydowała się o tym napisać i przedstawić fakty ze swojego własnego życia, namówiły ją do tego jej dzieci. Myślę, że był to pomysł znakomity, strzał w dziesiątkę. Brawo!
welka plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-03-17, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,52 książki na 2013,
Książka z serii: "Chciałoby się więcej", pozostająca niedosyt czytania, ale też nadzieję na kontynuacje. Życie na emigracji nigdy nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy jest to przymusowa migracja zarobkowa, na innym kontynencie, z dala od rodziny, jedynie z nadziejami i planami na przyszłość... Migracje lat 80-siątych, jak te współczesne niewiele się różnią. Ludzie wciąż borykają się z tymi samymi problemami - wyobcowaniem, samotnością, brakiem zrozumienia. Historia Lucy (autentyczna) jest dramatyczna, jednakże sposób jej opowiadania (z humorem i dystansem) sprawia, że czytelnik nabiera motywacji do przezwyciężania własnych ograniczeń i wiary, że w każdej sytuacji należy można dostrzec pozytywny wymiar.
teano plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-02-28, Na półkach: Przeczytałem,Mam,Wyzwanie - 52 książki 2013,
http://gniezno.com.pl/wiadomosci/czytaj/9352/herbatka_z_antydepresantem.html
bibliotekarkaB plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-03-02, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,52 książki 2013,
Opiekunka starszych osób to ciężki kawałek chleba, zwłaszcza na obczyźnie.
Lucy jest osobą wrażliwą, wzbudza sympatię, podziw, szacunek.
Czyta się przyjemnie. Niektóre sceny bawią, inne zmuszają do przemyśleń. Polecam
waldemar plusminus Linia koment
Przeczytane:, Ocena: 6, Na półkach:
Nareszcie Opiekunka..ukazala sie w ksiegarniach.Naleze do tych ktorzy mieli ta przyjemnosc przeczytac ja juz kilkanascie lat temu.Napisana w doskonalym stylu,ktory bez watpliwosci ma autorka,lekkosc, humor i cieplo plynace z jej ksiazki przyciaga czytelnika jak magnez wciagajac go juz od pierwszych stron..Zazwyczaj pierwsze doswiadczenia literackie sa raczej trudne,niedojrzale spowodowane brakiem doswiadczenia,obawa jak zainteresowac czytelnika.Opiekunka..udawadnia natomiast,ze "mowi.."tu talent wrodzony,ktory sie czuje na kazdej stronie..
Napisana w sposob spontaniczny,latwy i bezposredni pozwalajacy przeniesc sie w czasie na miejsce i czas w ktorym sie rozgrywa.Majac swiadomosc,ze jest to historia prawdziwa,naprawde przezyta podnosi jeszcze bardziej jej walory.
Wlasnie ta prawda o pracy wszystkich tych,ktorzy wyjechali TAM..i w inne jeszcze miejsca za "chlebem.."daje rowniez zadoscuczynienie tym ktorzy przezyli,i przezywaja ta na wlasnej skorze..Tak wlasnie jest,chociaz minelo tyle lat od czasow w ktorych powstala Opiekunka..NIC sie nie zmienilo,jest jeszcze gorzej,poniewaz nasi rodacy odkryli "nowa.."Ameryke,tyle ze zdecydowanie blizej,do ktorej mozna dojechac autokarem..bez zadnych problemow.Wlochy bo o tym kraju mowie,sa obietnica na lepsza przyszlosc,przeliczniki pieniedzy sa bardzo dobre lecz to co przezywaja przedewszystkim kobiety,pracujac jako badante(opieka nad osobami w zaawansowanym wieku i choroby)przez 24g/dobe z parogodzinnym prawem na wyjscie dwa razy w tygodniu..jest przerazajace! Wiele z tych kobiet traci rodziny,zdrowie psychiczne i juz nigdy nie beda te same jak przedtem..
Opiekunka..daje im rowniez satysfakcje psychiczna,ze ktos w koncu poruszyl ten temat,ze ktos nareszcie pozna PRAWDE! ich pracy,ponizenia jakie musza znosic by podniesc standart zycia swojego i rodziny.
Wstyd i obawa przed smiesznoscia nie pozwalaja na wyrzucenie tego ciezaru z siebie..dlatego Opiekunka..jest nadzieja dla nich,ze w koncu zacznie sie o tym mowic,ze nareszcie trud pracy,poswiecenie zostanie docenione i bedzie rowniez przestroga dla innych..
Pare egzemplarzy Opiekunki jest juz w "obiegu.." w srodowisku tych kobiet pracujacych jako "badante",pochlaniajac ja blyskawicznie,pozyczajac innym wrecz opowiadaja tresc ksiazki,lecz kazda chce to przeczytac sama...cieszyc sie,ze cos sie dzieje w ich sprawie.
Najlepsza recenzja tej ksiazki jest fakt,ze zaczely sie w zwiazku z tym dyskusje,opinie i coraz smielsze zamiary opisanie wlasnej historii tego "latwego.."chleba,co moge osobiscie potwierdzic poniewaz jestem w tym samym miejscu co One od wielu lat..
Opiekunka..latwo i pieknie opisana,prawda ktora wszyscy powinni poznac,nadzieja ktora dala osoba ktore
to przezyly,i przezywaja dalej jest najlepszym dowodem wartosci tej ksiazki.
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Linia koment
Przeczytane:, Na półkach:
break
Okładka - Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela Klucz francuski
Joanna Nojszewska
Okładka - Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela Rodzeństwo Michorowskich
Anna Rohóczanka
Okładka - Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela Wnuki Michorowskich
Anna Rohóczanka
Okładka - Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela Stefania. Szczęśliwy powrót Trędowatej
Anna Rohóczanka
Okładka - Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela Córka Michorowskich
Anna Rohóczanka
1914
 Odcięta ręka
Burzliwe lato

osób online: