Okładka książki - Paw królowej

Paw królowej

Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
Data wydania: 2005
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 83-89603-20-9
Liczba stron: 156
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: marcin

Ocena: 4.17 (6 głosów)

Cała rzyga Polska. Masa polska rzyga obficie, zatruwszy się olbrzymim, niestrawnym stekiem bzdur, przygotowanym przez nowoczesny świat, ugotowanym we wrzątku, takiej wodzie gorącej, wraz z ziemniakami, takimi kartoflami. Kraj z orłem w koronie zaczyna tonąć we własnych wymiotach, a tych sukcesywnie przybywa. I tutaj pojawiła się MC Doris na swoim rowerku „Kolbe”, która ledwie przez bagno rzygów potrafi przebrnąć. Pisze książkę, będącą narracyjnym odpowiednikiem bełkotu codzienności oraz publicznego moczu i kału nietrzymania. Masłowska śmieje się i kpi bardzo wyraźnie z każdego przejawu aktywności manipulacyjnej, wpisując się w setki schematów myślowych, ciągów luźnych – banalnych skojarzeń, którym ulega polskie społeczeństwo, kupując najlepszy w piekarni chleb, grając na komputerze w najpopularniejsze gry, czy oglądając Grażynę Torbicką na ekranie telewizora; przeciętny obywatel jest ukształtowany przez masy, im się poddaje i tak też wygląda jego kulturalna strona osobowości: czyta Kuczoka, bo gdzieś tam młody autor dostał nagrodę, zna najważniejsze rymy komercyjnych zespołów hip-hopowych, a w międzyczasie ukulturalniania się - zjada mrożoną pizzę albo zupkę chińską, bo na inny obiad nie ma czasu, tak oto życie szybko przepływa przez palce. Mieszka na strzeżonym osiedlu, ma rodzinę, dziecko z biegunką, srające dosyć wysoko, ma samochód i motor. Pieniędzy wystarcza na kupienie brzydkiej siostrzenicy keyboardu, niech ma i niech się cieszy. Poza czerpaniem przyjemności z egzystencji i bytu, poza schlebianiu własnej próżności, nie widzi świata, pod warunkiem, że świat nie zacznie wynosić mu z domu lodówki, mikrofali czy telewizora. A na ulicach? Stara, polska bieda, szarość, gówno, kałuża, błoto, prywatyzacja. I jeszcze jedno gówno. Oto alchemia miasta, bogaty zjada, biedny za przemianę materii odpowiada. Formalna strona opowieści próbuje naśladować rymotwórcze tendencje języka młodzieżowego. I nieźle wychodzi młodej autorce ta stylizacja, tym bardziej, że konsekwentnie realizuje swój pomysł na przestrzeni całego tekstu. Utrudnia to odbiór treści, jednak zamierzenie odzwierciedlenia rzeczywistości, poprzez zapisanie napływających zewsząd informacji, wzbogaconych o własne – mniej lub bardziej przypadkowe – przemyślenia, doskonale koresponduje z sensami, niesionymi przez złamane zdania, zakwestionowaną syntaksę. O czym jeszcze mówi do nas MC Doris? O rysie socjologicznym miasta stołecznego, o ideałach, o świecie upadłych wartości, w którym liczą się tylko pochwa, kutas i cycki. Na tym gruncie Dorota Masłowska nie okazała się pisarką oryginalną, ale też dziwić się nie należy, że podjęty został najbardziej aktualny temat. Świat opowieści gardzi uniwersaliami, stawia przede wszystkim na promocję samego siebie, na duży zarobek w jak najkrótszym czasie, od reklamy pomarańczy w szpitalu, po publiczne przyznanie się do homoseksualizmu i masonerii jednocześnie. Uzdrowienie społeczeństwa za pomocą książki dla idiotów, dla mało inteligentnych, powstałej z funduszy Unii Europejskiej, zdaje się być dobrym pomysłem, ale zupełnie nierzeczywistym i niemożliwym do zrealizowania w praktyce. Słusznie konstatuje autorka jeden z akapitów: Skurwiły się czasy, naprawdę, kiedyś inni byli ludzie, mieli ideały, wszystko było inaczej, a dzisiaj kasa kasa kasa, masz to za co zapłacisz. Jedynym wyjściem z trudnej sytuacji wydaje się być lizanie słoika z przetartymi burakami ćwikłowymi. Bo nijak nie uda się naprawić świata, a i napisanie satyry na głupotę w ostateczności nie przyniesie wymiernych korzyści. Dwa tchnienia wystarczą, by zaprzyjaźnić się z obrzyganym światem Doroty Masłowskiej, dumnej królowej w koronie, która książkę tę napisała, mając lat jeden dwadzieścia, kiedy pawiowała. Na stu pięćdziesięciu stronach nie znajdziemy recepty na życie, ale – zgodnie z sugestią autorki – możemy sami taką receptę stworzyć, każdy idiota potrafiłby, nawet lepiej. W komentarzach odautorskich Masłowska pisze o swoich brakach w kompetencji pisarskiej, zgrabnie wikłając Czytelnika w grę z nią samą. MC Doris potrafi patrzeć na świat i wyciągać wnioski, a potem ubierać je w zgrabny płaszcz ironii i sarkazmu - dialogi i opisy to potwierdzają. Czy Czytelnik da się wciągnąć w tę grę? Czy chęć konfrontacji ze schematami, banałami i głupimi przyzwyczajeniami, którym sami czasem hołdujemy, okaże się silniejsza, niż stwierdzenie: co ona kurwa może wiedzieć w tak młodym wieku? Lepiej nie obudzić się pewnego dnia z twarzą Patrycji Pitz… ktoś może przyjść nocą i nakleić ją przemocą.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - mrowka
mrowka
Przeczytane:,

Dorotę Masłowską wielu chciało widzieć jako autorkę jednej tylko powieści. Po „Wojnie polsko-ruskiej” podniosły się głosy, że młoda pisarka nie zaskoczy już niczym, że drugi raz nie uda się jej zaszokować środowiska literackiego i krytycznego. Minęły cztery lata i w kraju znowu zawrzało. Bezczelna autorka za swą drugą powieść zdobyła nagrodę Nike. Nie tylko utarła więc nosa tym, którzy skazali ją po „Wojnie” na literacki niebyt, ale i zupełnie zmieniła styl pisania. Po „pierwszej w Polsce powieści dresiarskiej” nastała „pierwsza w Polsce powieść hiphopowa”. Mówiło się o tym, że Paweł Dunin-Wąsowicz namawiał Masłowską na napisanie kolejnej powieści ze względów finansowych. Bestsellerem lub skandalem chciał zdobyć pieniądze na drukowanie swojego pisma i prowadzenie wydawnictwa. Jednym słowem „Paw królowej” miał być sprytnym sposobem na podratowanie wydawniczego budżetu. Kto wie – może gdyby nie Nike, „Paw królowej” przeszedłby bez echa?

 

Nie wystarczy dzisiaj napisać dobrą książkę. Trzeba ją jeszcze umiejętnie wypromować. Tej promocji z pewnością przysłużył się język powieści. Przez jednych traktowany jako niezaprzeczalny atut czy – jako jedyny wart zauważenia składnik książki, przez innych wyklinany. Język Masłowskiej jest powykręcany i zniszczony. To zwyrodniały język ulicy, połączenie szpetoty i slangu. To zestawienie najbardziej tępionych błędów, zbiór wynaturzeń. Jednak to, co oburza czytelników, nie jest najgorsze. Najgorsza jest stosunkowo niewielka sprawność Masłowskiej w tworzeniu nowych błędów i zepsutych form. Wszystko, na co ją stać, mieści się w konstruowaniu rzeczowników odczasownikowych, w inwersjach i w myleniu przypadków. Po pewnym czasie (dość zresztą krótkim) zaczyna się pojawiać wrażenie monotonii.

 

Drugorzędną rolę odgrywa świat warszawki. Świat sztucznych, wykreowanych przez media pseudoartystów, ćwierćinteligentów lub spryciarzy. Na dobrą sprawę broni się Masłowska ostrym szyderstwem ze świata kultury masowej i atakiem na poezję. Jednak ginie to w przegadaniu, w zalewie myśli bezmyślnych i pisaniu dla (nie)przyjemności pisania. Masłowska uprzedza też ataki na samą siebie, kreuje się na przemian na zwyczajną dziewczynę, zblazowaną pisarkę, zapomnianą artystkę, panią domu. I we wszystkich tych rolach próbuje odeprzeć ewentualną napaść nieudolnych krytyków (którzy atakują Bogu ducha winną osobę) i o wiele bardziej utalentowanych czytelników, którym otuchy ma dodać fakt, że sami napisaliby tę książkę lepiej.

 

Ponad irytującymi piętrzonymi nad miarę zdaniami daje się zauważyć wyraźna konstrukcja powieści. Kilka opowiadań imitujących piosenki – z regularnymi refrenami i konsekwentną budową. Dopracowanie konstrukcji jest argumentem przeciwko wizji napisanej od niechcenia powieści.

 

Wobec Masłowskiej nie da się pozostać obojętnym. Pytanie, czy szum medialny wokół „Pawia królowej” został spowodowany przez przypadek czy z wyrachowania? Stawiam na to drugie.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - marcin
marcin
Przeczytane:,

Cała rzyga Polska. Masa polska rzyga obficie, zatruwszy się olbrzymim, niestrawnym stekiem bzdur, przygotowanym przez nowoczesny świat, ugotowanym we wrzątku, takiej wodzie gorącej, wraz z ziemniakami, takimi kartoflami. Kraj z orłem w koronie zaczyna tonąć we własnych wymiotach, a tych sukcesywnie przybywa. I tutaj pojawiła się MC Doris na swoim rowerku „Kolbe”, która ledwie przez bagno rzygów potrafi przebrnąć. Pisze książkę, będącą narracyjnym odpowiednikiem bełkotu codzienności oraz publicznego moczu i kału nietrzymania. Masłowska śmieje się i kpi bardzo wyraźnie z każdego przejawu aktywności manipulacyjnej, wpisując się w setki schematów myślowych, ciągów luźnych – banalnych skojarzeń, którym ulega polskie społeczeństwo, kupując najlepszy w piekarni chleb, grając na komputerze w najpopularniejsze gry, czy oglądając Grażynę Torbicką na ekranie telewizora; przeciętny obywatel jest ukształtowany przez masy, im się poddaje i tak też wygląda jego kulturalna strona osobowości: czyta Kuczoka, bo gdzieś tam młody autor dostał nagrodę, zna najważniejsze rymy komercyjnych zespołów hip-hopowych, a w międzyczasie ukulturalniania się - zjada mrożoną pizzę albo zupkę chińską, bo na inny obiad nie ma czasu, tak oto życie szybko przepływa przez palce. Mieszka na strzeżonym osiedlu, ma rodzinę, dziecko z biegunką, srające dosyć wysoko, ma samochód i motor. Pieniędzy wystarcza na kupienie brzydkiej siostrzenicy keyboardu, niech ma i niech się cieszy. Poza czerpaniem przyjemności z egzystencji i bytu, poza schlebianiu własnej próżności, nie widzi świata, pod warunkiem, że świat nie zacznie wynosić mu z domu lodówki, mikrofali czy telewizora. A na ulicach? Stara, polska bieda, szarość, gówno, kałuża, błoto, prywatyzacja. I jeszcze jedno gówno. Oto alchemia miasta, bogaty zjada, biedny za przemianę materii odpowiada. Formalna strona opowieści próbuje naśladować rymotwórcze tendencje języka młodzieżowego. I nieźle wychodzi młodej autorce ta stylizacja, tym bardziej, że konsekwentnie realizuje swój pomysł na przestrzeni całego tekstu. Utrudnia to odbiór treści, jednak zamierzenie odzwierciedlenia rzeczywistości, poprzez zapisanie napływających zewsząd informacji, wzbogaconych o własne – mniej lub bardziej przypadkowe – przemyślenia, doskonale koresponduje z sensami, niesionymi przez złamane zdania, zakwestionowaną syntaksę. O czym jeszcze mówi do nas MC Doris? O rysie socjologicznym miasta stołecznego, o ideałach, o świecie upadłych wartości, w którym liczą się tylko pochwa, kutas i cycki. Na tym gruncie Dorota Masłowska nie okazała się pisarką oryginalną, ale też dziwić się nie należy, że podjęty został najbardziej aktualny temat. Świat opowieści gardzi uniwersaliami, stawia przede wszystkim na promocję samego siebie, na duży zarobek w jak najkrótszym czasie, od reklamy pomarańczy w szpitalu, po publiczne przyznanie się do homoseksualizmu i masonerii jednocześnie. Uzdrowienie społeczeństwa za pomocą książki dla idiotów, dla mało inteligentnych, powstałej z funduszy Unii Europejskiej, zdaje się być dobrym pomysłem, ale zupełnie nierzeczywistym i niemożliwym do zrealizowania w praktyce. Słusznie konstatuje autorka jeden z akapitów: Skurwiły się czasy, naprawdę, kiedyś inni byli ludzie, mieli ideały, wszystko było inaczej, a dzisiaj kasa kasa kasa, masz to za co zapłacisz. Jedynym wyjściem z trudnej sytuacji wydaje się być lizanie słoika z przetartymi burakami ćwikłowymi. Bo nijak nie uda się naprawić świata, a i napisanie satyry na głupotę w ostateczności nie przyniesie wymiernych korzyści. Dwa tchnienia wystarczą, by zaprzyjaźnić się z obrzyganym światem Doroty Masłowskiej, dumnej królowej w koronie, która książkę tę napisała, mając lat jeden dwadzieścia, kiedy pawiowała. Na stu pięćdziesięciu stronach nie znajdziemy recepty na życie, ale – zgodnie z sugestią autorki – możemy sami taką receptę stworzyć, każdy idiota potrafiłby, nawet lepiej. W komentarzach odautorskich Masłowska pisze o swoich brakach w kompetencji pisarskiej, zgrabnie wikłając Czytelnika w grę z nią samą. MC Doris potrafi patrzeć na świat i wyciągać wnioski, a potem ubierać je w zgrabny płaszcz ironii i sarkazmu - dialogi i opisy to potwierdzają. Czy Czytelnik da się wciągnąć w tę grę? Czy chęć konfrontacji ze schematami, banałami i głupimi przyzwyczajeniami, którym sami czasem hołdujemy, okaże się silniejsza, niż stwierdzenie: co ona kurwa może wiedzieć w tak młodym wieku? Lepiej nie obudzić się pewnego dnia z twarzą Patrycji Pitz… ktoś może przyjść nocą i nakleić ją przemocą.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - enigma1
enigma1
Przeczytane:2016-04-19, Ocena: 4, Przeczytałem, 26 książek 2016,
Zakręcona historia okołosylwestrowa Staśka Retro i grupki jego znajomych (oraz nieznajomych). Rzecz się dzieje na warszawskiej Pradze, gdzie spotykają się miejscowe lumpy z przereklamowanymi gwiazdkami, mieszkającymi na ogrodzonych, strzeżonych osiedlach. Jedną z takich gwiazdek jednego przeboju jest Stasiek Retro, mający problemy z dziewczyną, z menedżerem i z sobą. Stasiek jest w takiej desperacji, że postanawia zabić Szymona, swego menedżera. Szymon trafia do szpitala, ale wcale nie za sprawą Stanisława Retro. MC Doris opowiada całkiem zgrabną historię. MC Doris ma dar obserwacji i potrafi te obserwacje dobrze "sprzedać". Natomiast sama forma, te pokręcone zdania, te wulgaryzmy - być może miały wg autorki jakieś uzasadnienie? - bardzo mnie umęczyły. I pod koniec książki miałam ochotę już krzyczeć: "ona coś tam pisze znowu podobno, o Boże, trzeba temu zapobiec". Do tego ten okropny papier, na którym wydrukowano książkę, te okropne rysunki, to paskudne zdjęcie MC Doris na okładce...Brrrr :/
Link do opinii
Avatar użytkownika - PozycjeObowiazkowe
PozycjeObowiazkowe
Przeczytane:2016-01-24, Ocena: 4, Przeczytałem,
Mam mieszane uczucia. Na pewno spodoba się wszystkim fanom twórczości pani Masłowskiej. http://pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/2016/01/szyderstwo-i-kpina-gonia-ironie-czyli.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - lady_foe
lady_foe
Przeczytane:2014-04-01, Ocena: 3, Przeczytałem, 52 książki 2014,
Książka z początku straszna. Taka chaotyczna, bez żadnych punktów zaczepień. Jednak wdrażając się w nią, całkowicie mnie pochłonęła. Historia dość zabawna, świetna autokrytyka. I obraz naszego pseudo show biznessu.
Link do opinii
Avatar użytkownika - mama_kazala
mama_kazala
Przeczytane:2013-10-06, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
6 na 6! Wybitna, lektura obowiązkowa1
Link do opinii
Inne książki autora
Salwa honorowa
Patrick O'Brian0
Okładka ksiązki - Salwa honorowa

Aubrey i Maturin podczas niebezpiecznej misji na malajskim dworze niweczą sekretne plany Napoleona Kapitan Jack Aubrey żaglowcem ,,Diane" wyrusza na...

Wojenne losy
Patrick O'Brian0
Okładka ksiązki - Wojenne losy

Kapitan Jack Aubrey przybywa do Holenderskich Indii Wschodnich, gdzie dowiaduje się, iż został mianowany dowódcą jednej z najszybszych i najlepiej...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy