Okładka książki - Piotruś Pan i Wendy

Piotruś Pan i Wendy

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2014-03-12
Kategoria: Dla dzieci
ISBN: 978-83-240-2885-6
Liczba stron: 512
Dodał/a recenzje: Karolina Mucha

Ocena: 0 (0 głosów)

A gdyby tak nigdy nie dorosnąć? Na zawsze zachować mleczne zęby i zdolność swobodnego przemieszczania się pomiędzy krainą wyobraźni a rzeczywistością? Wciąż walczyć z piratami, wstępować na wojenną ścieżkę Czerwonoskórych, słuchać opowieści wróżek, latać, gdzie tylko dusza zapragnie…

 

Jest chłopiec, któremu to się udało. Na tyle charakterystyczny i inspirujący, że znają go nawet ci, którzy nigdy nie sięgnęli po poświęconą mu książkę szkockiego pisarza, Jamesa Matthew Barriego. Oto Piotruś Pan – we własnej osobie.

 

Nim w 1911 wydano powieść dla najmłodszych, Peter and Wendy, Piotruś zadebiutował jako bohater sztuki teatralnej. Ale narodził się jeszcze wcześniej: w historiach opowiadanych przez Barriego synom jego przyjaciółki (czyż trochę nie przypomina w tym Alicji odwiedzającej Krainę Czarów?). Co więcej, na cześć jednego z nich został nawet nazwany!

 

Okoliczności powstania tłumaczą specyficzne żarty autora oraz humor sytuacyjny, na jaki co i rusz się w jego książce natykamy. I to już od pierwszych stron, kiedy pani Darling robi cowieczorne porządki w główkach swoich dzieci lub gdy chowa w szufladzie zagubiony cień Piotrusia Pana. Także lot Piotrusia oraz trojga małych Darlingów (Wendy, Johna, Michaela) do Nibylandii i ich pobyt na wyspie obfitują w tego rodzaju sceny. Dość wspomnieć o sposobie zdobywania jedzenia podczas podróży, domku wybudowanym wokół rannej Wendy czy tykającym krokodylu, przed którym umyka największy wróg Piotrusia, najgroźniejszy spośród piratów – kapitan Hak. Oczywiście wszystkie te sytuacje są zabawne tylko dla tych, którzy potrafią czytać z przymrużeniem oka. Zwłaszcza, jeśli umieją jeszcze wyobrazić sobie te sceny odgrywane na deskach teatru dla dzieci. W ten sposób znacznie łatwiej zaakceptować gęsto ścielący się tu trup (giną zmasakrowani przez piratów Czerwonoskórzy, a następnie sami piraci, pokonani przez Piotrusia i zapodzianych chłopców), klapsy dawane wróżkom czy zazdrość (prowadzącą do próby zabójstwa!) Cynowego Dzwoneczka.

 

Już tych kilka przykładów pozwala się domyślać, że gdyby nie fakt, iż książka Piotruś Pan i Wendy należy dziś do klasyki literatury, współcześnie spotkałaby ją ostra krytyka. I to nie tylko z uwagi na opisaną tu przemoc. Prawdopodobnie o wiele ostrzej atakowanoby stereotypowy podział ról. Bo Wendy, jedyna dziewczynka wśród zamieszkujących Nibylandię dzieci, pełni rolę ich mamy – nie tylko nie uczestniczy w wielu przygodach, ale też ceruje, sprząta, gotuje. Jest przy tym darzona szczególną estymą (nawet przez piratów), jednak nie tylko nie zmienia to sytuacji, lecz wręcz uwypukla otwarcie opisaną nierówność. Bez dwóch zdań: książka Barriego nie przypadnie do gustu wojującym feministkom.

 

Ale małym chłopcom może się spodobać.

 

Podobnie jak tym, których pasjonują literackie archetypy i symbole. Z pewnością znajdą tu znacznie więcej niż tylko fantastyczną opowieść o chłopcu z krainy istniejącej wyłącznie na niby. W tykającym krokodylu dostrzegą przeznaczenie Haka, przed którym ten nieustannie ucieka, w lataniu – zdolność do unoszenia się nad realnym światem, jaką posiadają tylko dzieci, a w tęsknocie zapodzianych chłopców za mamą – potrzebę opieki oraz jasno wyznaczonych granic. Być może pod warstwą samolubstwa, zarozumialstwa oraz narcyzmu Piotrusia odnajdą też nigdy nieskalaną niewinność, a w sobie samych – tęsknotę za dzieciństwem.

 

Na uwagę zasługuje również samo wydanie Piotrusia Pana i Wendy w serii obejmującej takie perełki klasyki dziecięcej jak Pięcioro dzieci i coś, Nie kończąca się historia czy Momo. Lekturę uprzyjemnią zgrabne tłumaczenie Michała Rusinka oraz rysunki jego siostry, Joanny, a ułatwią – niewielki format (znakomity dla dziecięcych dłoni), duży rozmiar czcionki i zastępujący wiecznie gubiące się zakładki toczek.

Kup książkę

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - mrowka
mrowka
Przeczytane:,
Nibylandia jest fantastyczną wyspą. Wyspą pełną wspaniałych przygód, zaludnianą bohaterami z dziecięcych marzeń czy wyobraźni. „Oczywiście Nibylandie różnią się od siebie. Nibylandia Johna miała lagunę, nad którą latały flamingi i John do nich strzelał. Natomiast Michael, który był bardzo mały, miał flaminga, nad którym latały laguny”. Do Nibylandii trafia się za pomocą snów i zabaw. „Ze wszystkich rozkosznych wysp Nibylandia jest najprzytulniejsza i najbardziej zwarta. Nie jest szeroka i rozwlekła, no wiecie, z wielkimi, nużącymi odległościami między jedną przygodą a drugą, ale przyjemnie zatłoczona”. Nibylandia to miejsce, do którego ucieka się dzięki wprawnej wyobraźni. Jest tak najlepszym miejscem, jakie można sobie wymarzyć. Michael, John i Wendy trafili do Nibylandii za sprawą Piotrusia Pana, który nauczył dzieci latać i wskazał im drogę na wyspę. Chłopcy natychmiast stali się członkami drużyny dowodzonej przez Piotrusia – szykowali się do walk z Czerwonoskórymi oraz z piratami. Wendy została przybraną mamą wszystkich zapodzianych chłopców – gotowała im, cerowała skarpetki, wychowywała ich i była nad wyraz zachwycona. Pobyt dzieci w Nibylandii obfitował w przygody – czasem zabawne, czasem mrożące krew w żyłach, ale zawsze kończą się dobrze. Oprócz opowiedzianych do końca historii mieszczą się tu również ...
(czytaj dalej)
Reklamy