Recenzja czytelnika granice.pl

Kup Teraz

Siódmy rok

Agata Kołakowska

Ocena ( 7 osób )
4.7
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2012-01-01
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-7839-012-1
Liczba stron: 320
Dodał/a książkę:
Dodał/a recenzję: Małgorzata

W ramach swojego prywatnego zobowiązania na ten rok postanowiłam rozpocząć poznawanie polskiej literatury współczesnej. Zupełnie przypadkowo na pierwszy ogień poszła Agata Kołakowska i jej „Siódmy rok”. Dlaczego? Może dlatego, że przeczytałam u koleżanek na blogach pochlebną recenzję tej książki i zamówiłam ją sobie w bibliotece. A może zaciekawił mnie tytuł powieści ze „szczęśliwą siódemką” w nazwie? A może okładka, gdzie w łóżku dwoje partnerów siedzi zakrywając twarze gazetami? Nie wiem… ale przecież nie to jest najważniejsze. Najważniejsza, że moja przygoda z Agatą Kołakowską na pewno nie skończy się na tej pozycji, a więc wybór był jak najbardziej trafny.

Agata Kołakowska – polska pisarka młodego pokolenia – urodziła się w 1984 roku we Wrocławiu. Tu na Uniwersytecie Wrocławskim ukończyła dziennikarstwo i komunikację społeczną. Już w czasie studiów współpracowała z Polskim Radiem Wrocław. Od dawna marzyła o tym, żeby pisać i marzenie swoje zrealizowała. Do tej pory napisała sześć książek dla kobiet i o kobietach – „Przyjaciółki”, „Patrycja”, „Siódmy rok”, „Niechciana prawda”, „Płótno” i „Wszystko, co minęło” . „Siódmy rok”, wydany w styczniu 2012 roku, był jej trzecia powieścią. Pisarka lubi koty (podobnie jak ja), piątkowe wieczory (to i mój ulubiony wieczór w tygodniu) oraz czerwone wytrawne wino (tu się różnimy – ja wolę półwytrawne białe).

Cyfra „siedem” od dawna uważana jest za mistyczną i wyróżnia się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizując jednocześnie związek czasu i przestrzeni. W Nowym Testamencie oznaczała pełnię i doskonałość, w religii judaistycznej kojarzyła się z siedmioma dniami tygodnia i siedmioma archaniołami. Dużo można by było pisać o „siódemce”, bo pojawia się ona praktycznie u wszystkich ludów od starożytności począwszy, a na latach nowożytnych i nawet współczesnych skończywszy. Jednak w czasach teraźniejszych nie dla wszystkich, jak się okazuje, kojarzy się ona ze szczęściem.

Coś na ten temat może powiedzieć dwójka bohaterów powieści Agaty Kołakowskiej „Siódmy rok”. Eliza i Adam są małżeństwem właśnie od siedmiu lat. Małżeństwo ich w zasadzie można zaliczyć do udanych. Nie kłócą się, nie dochodzi u nich do rękoczynów, nie zdradzają się, nie patrzą na siebie z niechęcią – wręcz przeciwnie – lubią się, szanują, ale… No właśnie. Czy jest to wystarczająca sytuacja, by nazwać ich związek udanym? Przecież zabrakło w nim najważniejszego – miłości, namiętności, wspólnych zainteresowań. Miłość, namiętność, która im towarzyszyła, jak się poznali, gdzieś zagubiła się na drodze ich wspólnego życia, zniknęła, wypaliła się. Wspólnych zainteresowań w zasadzie nigdy nie mieli, bo trudno sobie wyobrazić dwa tak zupełnie różne charaktery. Ona – cicha, spokojna domatorka, lubiąca spędzać wieczory w domu przy dobrej książce i lampce wina, romantyczka i kobieta potrzebująca czułości i zainteresowania i on – wulkan energii, niespokojny duch, kochający podróże i dużą dawkę adrenaliny. Woda i ogień. Jak tacy ludzie mogą być ze sobą? Otóż…nie mogą. Do takiego wniosku dochodzą również Adam i Eliza. Po siedmiu latach małżeństwa stwierdzają, że jedyne, co ich łączy to przyjaźń, a to za mało, żeby być ze sobą szczęśliwym. Postanawiają się rozwieść – grzecznie, bez awantur, bez publicznego „prania brudów”, w przyjaźni. I tylko wszyscy znajomi dziwią się takiej decyzji – przecież byli taką fajną, zgraną parą. Nawet teściowa Elizy, która pokochała ją jak własną córkę, nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić.

W sumie fabuła mało skomplikowana, typowa dla współczesnych czasów, w których rozwodzi się tak dużo par z różnym małżeńskim stażem. Pomyślicie – banał, cóż ciekawego można jeszcze na ten temat napisać. Można! Autorka wprowadziła do fabuły dość ciekawy element zakładu między dwojgiem ex-małżonków. Po rozwodzie Eliza i Adam postanowili świętować start do nowego życia w lokalu, oddzielnie, każdy w towarzystwie swojego przyjaciela czy przyjaciółki. Ale jak to w życiu bywa – jeśli się jakiejś sytuacji nie spodziewasz, to ona na pewno się zdarzy. I tak przypadkowo spotykają się w „Nowym życiu” i zakładają, że znajdą dla siebie nawzajem nowych partnerów, bo przecież znają upodobania swojego ex-partnera jak nikt inny na świecie. Do czego doprowadzi ten zakład? Czy Eliza i Adam ułożą sobie jakoś życie z nowymi partnerami? Czy będą to związki udane?  Przeczytajcie sami, jak rozwiązała tę sytuację Agata Kołakowska.

Akcja powieści porwała mnie w zasadzie od pierwszych stron. Może dlatego, że pisarka poprowadziła ją wartko i bardzo ciekawie. Cały czas w powieści działo się coś nowego. Mimo, że pisała o codziennych, niezbyt sympatycznych sytuacjach (bo przecież rozwód i całkowita zmiana warunków życiowych nigdy do przyjemności nie należy), potrafiła wpleść w akcję dużą dozę humoru i optymizmu. Pokazała, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo, co nam szykuje los. W każdym wieku może nas czekać wielka miłość, nowy związek i wiele przygód.  Nie należy tylko zamykać się w sobie, trzeba otwierać się na ludzi i korzystać z rozwiązań, jakie proponuje nam życie, cały czas pamiętając jednocześnie, co jest w nim najważniejsze i co gra główną rolę. Eliza i Adam zrozumieli, co w życiu najbardziej się liczy i wykorzystali swoją szansę.

Dużym plusem powieści są również jej bohaterowie. Autorka świetnie scharakteryzowała każdą postać, nawet tę epizodyczną, która pojawia się w akcji przez chwilę.  Nie ma tu osób bladych, nudnych, mdłych, nie wyróżniających się jakimiś sobie tylko właściwymi rysami charakteru. Postaci są wyraziste, prawdziwe i bardzo zróżnicowane – takie wzięte z życia i mocno w tym życiu osadzone. Prawdziwości postaciom dodają również dialogi, jakie pisarka stworzyła. Bardzo realistyczne, związane z codziennością, zróżnicowane. Język dopasowany jest w sposób mistrzowski do poziomu intelektualnego każdej osoby – inaczej mówi Eliza, Adam czy Krzysztof, a zupełnie innym językiem posługuje się Dragon, Dagmara czy Monika. Jest to o tyle ważne, że część z epizodycznych postaci poznajemy głównie po ich wypowiedziach, bo autorka nie starała nam się ich w inny, bardziej opisowy sposób przedstawiać. Dzięki temu wyobrażenie o danej postaci kształtujemy sobie sami, sami ją oceniamy i potem ustawiamy w odpowiednim miejscu. Pozwala to Agacie Kołakowskiej na całkowity obiektywizm przedstawienia bohaterów, bez narzucania jakichkolwiek subiektywnych ocen.

Narracja powieści – z perspektywy narratora stojącego obok – również sprzyja obiektywizmowi. Narrator przedstawia nam tylko fakty z życia bohaterów, sytuacje, w jakich w danej chwili się znajdują, nie oceniając ich i w żaden sposób nie wpływając na ocenę czytelnika. To my, czytając powieść, szeregujemy dopiero postacie i albo wzbudzają naszą sympatię albo wręcz przeciwnie. Dla mnie najsympatyczniejszą postacią, a jednocześnie najbardziej mi bliską była Iwona, nieco zwariowana przyjaciółka Elizy, ale jednocześnie bardzo ciepła, oddana i szczera. Z sympatią wspominam również Wandę – matkę Adama, za jej stosunek do synowej, sprawiedliwe podejście, życzliwość i zrozumienie całej sytuacji. Oczywiście to są już tylko moje bardzo subiektywne oceny i każdy czytelnik może mieć zupełnie inne odczucia.

Książkę czyta się bardzo szybko. Ja potrzebowałam na to dwa krótkie wieczory, a nie należę do mistrzów szybkiego czytania.  Na pewno duży na to wpływ ma sama konstrukcja powieści – krótkie rozdziały, dużo dialogów, mało opisów oraz język utworu – mało skomplikowany, jasny, nie ubarwiany niepotrzebnymi górnolotnymi wyrażeniami. I choć wydawca troszkę utrudnił nam sprawę, bo litery nie należą do największych, to zastosowanie wystarczającej interlinii pomogło zmęczonym po całym dniu pracy oczom i umożliwiło „bezbolesne” czytanie. Na pochwałę zasługuje również świetna korekta – brak jakichkolwiek błędów, nawet zwykłych literówek. Dla mnie jest to bardzo ważna sprawa, ponieważ mogę w pełni cieszyć się czytaną lekturą, a nie koncentrować się na wyłapywaniu efektów złej korekty.

linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama