Okładka książki - Taniec szczęśliwych cieni

Taniec szczęśliwych cieni

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2013-01-24
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-08-05055-2
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Katarzyna Denis

Ocena: 4.64 (14 głosów)

Taniec szczęśliwych cieni to zbiór piętnastu opowiadań, z których każde kolejne liczy około dwudziestu stron. Wydawać by się mogło, że tak krótkie historie nie są w stanie czytelnika należycie zainteresować - tak jest w przypadku większości dostępnych na rynku zbiorów opowiadań. Tymczasem Alice Munro sprawia, że można odzyskać wiarę w pisarzy, tworzących tego typu książki.   Opublikowane w zbiorze miniatury literackie poruszają powszednie, codzienne tematy. Ich bohaterami są w głównej mierze zwykli, przeciętni mieszkańcy prowincjonalnych miasteczek. Pochwalić należy dopracowanie szczegółów. Opowiadania, pomimo swojej zwięzłości, raczą czytelnika szeroką gamą różnobarwnych postaci i malowniczych scenerii. Czas akcji okazuje się trudny do sprecyzowania. Z jednej strony można wywnioskować, że akcja ma miejsce w czasach współczesnych, jednak z drugiej strony pisarka stworzyła taką atmosferę, że czytając tę książkę, można odnieść wrażenie, jakbyśmy cofnęli się do początków XX wieku.   Krótka forma opowiadań czyni książkę szybką i przyjemną lekturą. Choć w tomiku występuje kilka powtarzających się motywów, nie są one bezpośrednio powiązane ze sobą nawzajem. Bardzo interesujące jest zestawienie przez autorkę różnych perspektyw narracyjnych. W zbiorze dominują historie widziane oczami kobiety, ale znajdziemy również zdarzenia opisywane przez mężczyzn czy nawet przez dorastające dzieci.   Być może dobrze byłoby zmienić kolejność prezentowanych w zbiorze opowiadań. Pierwsze z nich nie wywiera zbyt wielkiego wrażenia i nieco zniechęca do dalszej lektury. Jednak im bardziej zagłębiamy się w książkę, tym bardziej fascynuje fabuła kolejnych opowiadań.    Nie bez przyczyny Alice Munro została okrzyknięta "kandyjskim Czechowem". Jej teksty urzekają formą, zadziwiają bogactwem szczegółów, a także pozostawiają uczucie niedosytu. To niesłychane, w jak czarujący sposób pisarka porusza przyziemne tematy. Efekt zaskakujący jest tym bardziej, że Taniec szczęśliwych cieni to debiutancki zbiór opowiadań kanadyjskiej. Tak bardzo dopracowane teksty dziełem debiutanta? Rzecz iście niesłychana i naprawdę godna uwagi.   www.public-reading.blogspot.com

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Zbiory opowiadań nie cieszą się dużą popularnością wśród czytelników. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak w tekstach spójności, ciągłości fabularnej, czy występujący bardzo zróżnicowani bohaterowie, którzy na ogół nie mają wspólnych cech. Również często się zdarza. że w takich zbiorach, autor prezentuje bardzo nierówny poziom, a to z kolei sprowadza się do bardzo szybkiego zapomnienia o czytanym tekście i zniechęcenia odbiorcy. Zatem jak poradziła sobie Alice Munro, kanadyjska zdobywczyni nagrody Nobla, okrzyknięta mianem kanadyjskiego Czechowa, w swoim debiucie literackim?
Alice Munro to urodzona w 1931 roku w Wingham (prowincja Ontario) kanadyjska pisarka głównie opowiadań. Uważana za jedną z najznamienitszych, żyjących pisarek, krótkich form literackich. Debiutem jej jest "Taniec szczęśliwych cieni", który ukazał się w Polsce w 2013 roku za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. 

"Taniec szczęśliwych cieni" to zbiór piętnastu opowiadań, gdzie autorka niespiesznie prowadzi czytelnika przez prowincjonalne miasteczka, gdzie bohaterami są zwyczajni ludzie, którzy borykają się na co dzień z problemami życiowymi, czy też celebrują chwile szczęścia, by za chwilę musieć podjąć trudne decyzje, o których słuszności nie są przekonani. Munro przedstawia dwa światy kobiet, tych już dorosłych, jak i nastoletnich oraz mężczyzn. Tym samym wyraźnie stara się pokazać różnice, jakie występują między nimi. Opowiadania w moim odczuciu są spójne, ale na pierwszy rzut oka, wydaje się, że nie mają wspólnego mianownika. Jednak, gdy czytelnik zagłębi się w treść może odnieść wrażenie złudzenia i po głębszej analizie dostrzeże łączące spoiwo. 
Powyższy zbiór prezentuje się dość równo, jak na całkiem sporą liczbę opowiadań. Talent pisarki polega na tym, że pisze o rzeczach prostych, obrazowo, barwnie, kwieciście, momentami nawet poetycko. Ponadto wszystkie szczegóły zostały dopracowane w najmniejszych detalach. Wymienione elementy nasuwają tylko jeden wniosek, iż Alice Munro jest doskonałym obserwatorem, dotyczy to zarówno sytuacji życiowych, jak ludzi i ich zachowań. 

"Taniec szczęśliwych dni" to nie jest lektura na jeden raz, każde opowiadanie trzeba sobie przeanalizować, dokładnie przemyśleć i dać porwać się zadumie, by dostrzec głębię, jaka skrywa się pod słowami. Munro potrafi czytelnika zahipnotyzować. Twierdzę tak, dlatego, iż łatwo jest zagubić poczucie czasu. W takim sensie, że chwilami nie wiedziałam, czy akcja toczy się w czasie teraźniejszym, czy przeniosła się o stulecie wstecz. Z opowiadaniami miałam już różne doświadczenie, zarówno dobre, jak i te gorsze. "Taniec szczęśliwych cieni" zdecydowanie zaliczę to najlepszego zbioru jaki miałam przyjemność przeczytać. Brak dynamiczności, czy brawury zastępuje (zresztą doskonale) nutka magii, proza życia codziennego, a także zatrzymanie w czasie.

Opowiadania nie należą do moich ulubionych form literackich, jednak za sprawą powyższego zbioru czuje się bardziej przekonana, nieco śmielsza, by zdecydować się na kolejne doświadczenie z tymże gatunkiem. Polecam tą niezwykłą podróż literacką.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - Versatile
Versatile
Przeczytane:, Ocena: 5,
Taniec szczęśliwych cieni to zbiór piętnastu opowiadań, z których każde kolejne liczy około dwudziestu stron. Wydawać by się mogło, że tak krótkie historie nie są w stanie czytelnika należycie zainteresować - tak jest w przypadku większości dostępnych na rynku zbiorów opowiadań. Tymczasem Alice Munro sprawia, że można odzyskać wiarę w pisarzy, tworzących tego typu książki.
 
Opublikowane w zbiorze miniatury literackie poruszają powszednie, codzienne tematy. Ich bohaterami są w głównej mierze zwykli, przeciętni mieszkańcy prowincjonalnych miasteczek. Pochwalić należy dopracowanie szczegółów. Opowiadania, pomimo swojej zwięzłości, raczą czytelnika szeroką gamą różnobarwnych postaci i malowniczych scenerii. Czas akcji okazuje się trudny do sprecyzowania. Z jednej strony można wywnioskować, że akcja ma miejsce w czasach współczesnych, jednak z drugiej strony pisarka stworzyła taką atmosferę, że czytając tę książkę, można odnieść wrażenie, jakbyśmy cofnęli się do początków XX wieku.
 
Krótka forma opowiadań czyni książkę szybką i przyjemną lekturą. Choć w tomiku występuje kilka powtarzających się motywów, nie są one bezpośrednio powiązane ze sobą nawzajem. Bardzo interesujące jest zestawienie przez autorkę różnych perspektyw narracyjnych. W zbiorze dominują historie widziane oczami kobiety, ale znajdziemy również zdarzenia opisywane przez mężczyzn czy nawet przez dorastające dzieci.
 
Być może dobrze byłoby zmienić kolejność prezentowanych w zbiorze opowiadań. Pierwsze z nich nie wywiera zbyt wielkiego wrażenia i nieco zniechęca do dalszej lektury. Jednak im bardziej zagłębiamy się w książkę, tym bardziej fascynuje fabuła kolejnych opowiadań. 
 
Nie bez przyczyny Alice Munro została okrzyknięta "kandyjskim Czechowem". Jej teksty urzekają formą, zadziwiają bogactwem szczegółów, a także pozostawiają uczucie niedosytu. To niesłychane, w jak czarujący sposób pisarka porusza przyziemne tematy. Efekt zaskakujący jest tym bardziej, że Taniec szczęśliwych cieni to debiutancki zbiór opowiadań kanadyjskiej. Tak bardzo dopracowane teksty dziełem debiutanta? Rzecz iście niesłychana i naprawdę godna uwagi.
 
Link do recenzji
Avatar użytkownika - JuliaOrzech
JuliaOrzech
Przeczytane:, Ocena: 6,
Alice Munro, kanadyjska wirtuoz opowiadań, mistrzyni tej krótkiej formy, porównywana z Czechowem. Tymi słowami określa ją cały świat. Urodzona w 1931 roku Munro opublikowała swój pierwszy tom opowiadań, mając 37 lat. W Polsce jej sława dopiero rozkwita za sprawą Wydawnictwa Literackiego, które od 2011 roku regularnie wydaje twórczość tej autorki.
 
Taniec szczęśliwych cieni to debiut Alice Munro. Po lekturze książki trudno jednak w to uwierzyć. Niezwykła dojrzałość autorki i dopracowany warsztat wskazywałyby raczej na kogoś, kto ma na swoim koncie co najmniej kilka już publikacji.
 
Piętnaście historii. Obrazki prowincjonalnej codzienności. Nic wielkiego. A jednak. W prozie Alice Munro najważniejsze jest to, co dzieje się w tym momencie. Tu i teraz. Nie ma znaczenia, czy są to zakupy w markecie, czy przyjazd do rodzinnego domu, czy też wyjście na szkolny bal. Trudno pojąć, jak wielki talent trzeba posiadać, aby z kawałka szarego życia stworzyć historie ciekawe, doskonale skonstruowane i - co najważniejsze - pozostawiające niedosyt i apetyt na więcej.
 
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po ten tom, wrażenie zrobiły na mnie tylko cztery opowiadania (Komiwojażer Braci Walker, Biuro, Chłopcy i dziewczynki i Taniec szczęśliwych cieni). Nie był to dobry czas na tę lekturę. Czytałam w biegu, między świętami i chorobami synka. Tak nie można. Alice Munro trzeba poświęcić czas, zasiadając wygodnie na kanapie, w spokoju i ciszy. 
 
Akcję wszystkich opowiadań autorka usytuowała na prowincji, w okolicach miasteczka Jubilee. Sama wychowała się w podobnym miejscu, gdzieś między miastem a wsią. Na pierwszy rzut oka nie dzieje się tam nic szczególnego. Dopiero ludzie i ich codzienne życie, małe troski i duże kłopoty sprawiają, że senność znika jak za dotknięciem różdżki.
 
Bohaterami są w większości dziewczynki i kobiety. Dziewczynki, tęskniące za innym, lepszym życiem, wyalienowane, pragną uciec lub właśnie wtopić się w tłum. Kobiety-outsiderki, które chcą się wyrwać z zapyziałej mieściny, opuścić dom rodzinny, a często i samych rodziców, by szukać własnej tożsamości. W opowiadaniach Munro widać, jak trudne jest to zadanie. Bohaterki często pozostają tylko przy swoich marzeniach o wspaniałym życiu, czasem robią pierwszy krok, a potem cofają się szybko w bezpieczny kokon. Niejednokrotnie udaje im się uciec na wiele lat. Zawsze jednak coś ciągnie je z powrotem w rodzinne strony, nie pozwala zapomnieć, tłamsi od środka. Jedna z kobiet ma wyrzuty sumienia, że uciekła od chorej matki, zostawiając siostrę z tym „kłopotem” (Pokój utrechcki). Dziewczyna, której nikt nie chce poprosić do tańca podczas szkolnego balu, ma szansę opuścić miejsce, które dało jej tak wiele przykrości i za sprawą nowej koleżanki wyrwać się ze stereotypowego myślenia, które powoduje tylko cierpienie. Już, już podchodzi do wyjściowych drzwi, kiedy zupełnie przypadkowy chłopiec prosi ją do tańca. Czar prysł. Dziewczyna oddycha z ulgą, że wszystko zostało "po staremu", że nic nie trzeba zmieniać.  
 
Dominuje także tematyka przemijania (Taniec szczęśliwych cieni) i złożonych więzów rodzinnych na tle małego miasteczka. Mimo pozornie nieskomplikowanej fabuły, autorka nie przedstawia łatwej wizji świata. Jej bohaterowie to nie grzeczni farmerzy, zacofani w myśleniu. 
 
Cały tom, niby tak realistyczny, a jednak zawieszony między jawą i snem. Nie bez powodu twórczość Munro określa się mianem realizmu magicznego. Niektóre opowiadania łączą się w lekko powiązane cykle, stanowią kolejne elementy mozaiki. Czasem występuje ten sam bohater, miejsce. Po zakończeniu lektury można odnieść wrażenie, że w piętnastu opowiadaniach Munro przedstawiła niewielką społeczność jednego miasteczka. Gdyby połączyć je nicią, mogłaby powstać całkiem spora powieść. A jednak Alice Munro podobno nigdy nie napisała - i deklaruje, że nie napisze - dłuższej formy. Żartuje na ten temat, mówiąc, że boi się, iż trakcie pisania długiej powieści coś mogłoby się jej stać i książka nigdy nie zostałaby ukończona.
 
Autorka bardzo dba o najmniejsze szczegóły, jest przenikliwa i dokładna. Język opowiadań doskonale współgra z całością. Z jednej strony jest uporządkowany i czysty, z drugiej zaś - od czasu do czasu wkrada się tu chaos, oczywiście zaplanowany. W człowieku, nawet tym zamieszkującym prowincję, kryją się burze i wodospady. Takie też jest nasze życie - i takie są te opowiadania. Największym majstersztykiem pozostają zakończenia. Podobno autorka od dzieciństwa lubiła poprawiać zakończenia przeczytanych przez siebie książek. Nie dziwi mnie zatem fakt, że i w swoich opowiadaniach ten finalny moment dopracowała do perfekcji. Koniec każdego z opowiadań przynosi zupełnie nowe spojrzenie na całość. A do tego jeszcze pozostawia czytelnika w osłupieniu i z tysiącem pytań.
 
Proza tej kanadyjskiej pisarki dotyka codzienności, obcuje z nią i sprawia, że przebywanie w świecie tej literatury staje się doświadczeniem bardzo interesującym. Każdy, kto przeczytał choć kilka słów o samej autorce, odnajdzie w jej książce wiele wątków autobiograficznych, czy to w samych postaciach, czy w poruszanej przez Munro tematyce. Wyalienowanie, podróż, choroba, ucieczka, powrót do przeszłości - wszystkie poruszone w opowiadaniach problemy mają jakiś związek z samą autorką, dlatego pewnie są tak bliskie życiu, swojskie.
 
Od lat mówi się, że Alice Munro znajduje się w ścisłym gronie kandydatów do nagrody Nobla. Po lekturze jej opowiadań pozostaje tylko pewność, że wybór taki byłby najbardziej słusznym z możliwych. 
Link do recenzji
Avatar użytkownika - masumi21
masumi21
Przeczytane:2015-04-12, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Oryginalne, ciekawe opowiadania. Dzięki prostocie w łatwy sposób przekazują to, co chce przekazać autorka.
Link do opinii
To było moje pierwsze spotkanie z ta osławioną autorką. Czy będzie kolejne? Nad tym muszę się jeszcze zastanowić, bo nadal opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką. Niemniej jednak Munro opowiada historie właściwie zwykłe w bardzo przystępny i interesujący sposób. Ma się wrażenie, że jest się tuż obok bohaterów w ich zwykłym życiu, zasiada się z nimi do posiłków, jeździ samochodem komiwojażera, wybiera na bal na który wcale nie chce się pójść. Myślę, że każdy odnajdzie tu emocje, które zna i które gdzieś mu towarzyszyły bądź towarzyszą.
Link do opinii

Zbiory opowiadań nie cieszą się dużą popularnością wśród czytelników. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak w tekstach spójności, ciągłości fabularnej, czy występujący bardzo zróżnicowani bohaterowie, którzy na ogół nie mają wspólnych cech. Również często się zdarza. że w takich zbiorach, autor prezentuje bardzo nierówny poziom, a to z kolei sprowadza się do bardzo szybkiego zapomnienia o czytanym tekście i zniechęcenia odbiorcy. Zatem jak poradziła sobie Alice Munro, kanadyjska zdobywczyni nagrody Nobla, okrzyknięta mianem kanadyjskiego Czechowa, w swoim debiucie literackim?
Alice Munro to urodzona w 1931 roku w Wingham (prowincja Ontario) kanadyjska pisarka głównie opowiadań. Uważana za jedną z najznamienitszych, żyjących pisarek, krótkich form literackich. Debiutem jej jest "Taniec szczęśliwych cieni", który ukazał się w Polsce w 2013 roku za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. 

"Taniec szczęśliwych cieni" to zbiór piętnastu opowiadań, gdzie autorka niespiesznie prowadzi czytelnika przez prowincjonalne miasteczka, gdzie bohaterami są zwyczajni ludzie, którzy borykają się na co dzień z problemami życiowymi, czy też celebrują chwile szczęścia, by za chwilę musieć podjąć trudne decyzje, o których słuszności nie są przekonani. Munro przedstawia dwa światy kobiet, tych już dorosłych, jak i nastoletnich oraz mężczyzn. Tym samym wyraźnie stara się pokazać różnice, jakie występują między nimi. Opowiadania w moim odczuciu są spójne, ale na pierwszy rzut oka, wydaje się, że nie mają wspólnego mianownika. Jednak, gdy czytelnik zagłębi się w treść może odnieść wrażenie złudzenia i po głębszej analizie dostrzeże łączące spoiwo. 
Powyższy zbiór prezentuje się dość równo, jak na całkiem sporą liczbę opowiadań. Talent pisarki polega na tym, że pisze o rzeczach prostych, obrazowo, barwnie, kwieciście, momentami nawet poetycko. Ponadto wszystkie szczegóły zostały dopracowane w najmniejszych detalach. Wymienione elementy nasuwają tylko jeden wniosek, iż Alice Munro jest doskonałym obserwatorem, dotyczy to zarówno sytuacji życiowych, jak ludzi i ich zachowań. 

"Taniec szczęśliwych dni" to nie jest lektura na jeden raz, każde opowiadanie trzeba sobie przeanalizować, dokładnie przemyśleć i dać porwać się zadumie, by dostrzec głębię, jaka skrywa się pod słowami. Munro potrafi czytelnika zahipnotyzować. Twierdzę tak, dlatego, iż łatwo jest zagubić poczucie czasu. W takim sensie, że chwilami nie wiedziałam, czy akcja toczy się w czasie teraźniejszym, czy przeniosła się o stulecie wstecz. Z opowiadaniami miałam już różne doświadczenie, zarówno dobre, jak i te gorsze. "Taniec szczęśliwych cieni" zdecydowanie zaliczę to najlepszego zbioru jaki miałam przyjemność przeczytać. Brak dynamiczności, czy brawury zastępuje (zresztą doskonale) nutka magii, proza życia codziennego, a także zatrzymanie w czasie.

Opowiadania nie należą do moich ulubionych form literackich, jednak za sprawą powyższego zbioru czuje się bardziej przekonana, nieco śmielsza, by zdecydować się na kolejne doświadczenie z tymże gatunkiem. Polecam tą niezwykłą podróż literacką.

Link do opinii
Autorka oprowadza czytelnika po małych kanadyjskich miasteczkach. Spotykamy po drodze zwykłych ludzi, którzy borykają się z problemami życia codziennego, celebrują każdą radosną chwilę, by za moment podjąć decyzję, której nie są tak do końca pewni. Munro ukazuje nam dwa światy: kobiet, tych już dorosłych, dojrzałych jak i dopiero wkraczających w świat kobiecej dorosłości oraz nakreśla postacie mężczyzn. Przedstawia różnice, które występują między nimi. Jak już wspominałam w poprzednich dwóch recenzjach styl Pani Munro jest wyjątkowy. Jej opowiadania napisane są w sposób prosty, łatwy i wyrazisty. Każdy szczegół i detal jest dopracowany. Trzeba być na prawdę dobrym obserwatorem ludzi, oraz ich zachowań. Nie jest to książka, którą się przeczyta i odkłada w zapomnienie, wręcz przeciwnie. Warto choć na chwilę zastanowić się nad sobą, przemyśleć swoje postępowanie. Czytając, momentami zatracałam się w hipnozie czytelniczej. Cały świat przestał wokół mnie istnieć. Byłam tylko ja i książka.
Link do opinii
Avatar użytkownika - wiola120892
wiola120892
Przeczytane:2014-03-27, Ocena: 4, Przeczytałem, czytam regularnie w 2014 roku,
Oczekiwałam po tej książce wiele. Przeczytałam ją w 3/4 i przyznam, że męczyła mnie. Opisywanie historie miały jakieś głębsze motywy i gdyby pewnie zastanowić się głębiej nad nimi zdołałoby się wychwycić głębszy kontekst. Jednak sam styl Munro jest dla mnie odrobinę zagmatwany i skomplikowany. To nie moje klimaty, choć kilka historii było interesujące.
Link do opinii
Avatar użytkownika - white_swan
white_swan
Przeczytane:2014-07-18, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki - 2014,
"Taniec szczęśliwych cieni" to moje pierwsze spotkanie z Alice Munro, współczesną kanadyjską pisarką, laureatką Nagrody Nobla. Książka ta to zbiór opowiadań rozgrywających się w Kanadzie lat powojennych. Niektóre historie są ze sobą luźno powiązane, chociażby postacią głównej bohaterki, a zarazem narratorki, jednak każda z nich jest zarazem odrębną całością. Sięgając po ten zbiorek trzeba się przygotować na literacką ucztę. Wszystko opisane jest z niezwykłą przenikliwością naprawdę pięknym stylem. Codzienność, jaką maluje Munro, nie jest podkoloryzowana, w większości są to historie, które mogą zdarzyć się każdemu, jednak opisane są w taki sposób, że wcale nie są nudne. Kilka opowiadań szczególnie przypadło mi do gustu, m.in. "Czerwona sukienka - 1946", "Biuro" czy "Komiwojażer braci Walker", które szczególnie zapadły mi w pamięć, jednak książka nie dostaje ode mnie maksymalnej oceny, gdyż niektóre historie nie zrobiły na mnie takiego wrażenia i szybko się rozmyły. Polecam, a sama na pewno sięgnę po inne książki tej autorki.
Link do opinii
Avatar użytkownika - izabela81
izabela81
Przeczytane:2014-04-27, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki - 2014,
Autorka potrafiła w tak trudnej i krótkiej formie, jaką jest opowiadanie, przekazać tak wiele i celnie trafić w sedno sprawy. Opowiadania te oparte są na obserwowaniu wycinków życia często tylko z pozoru bezbarwnych ludzi. Autorka starała się przekazać uniwersalne wartości, takie jak: tolerancja dla inności, starości i minionych epok. A autorami są dzieci, kobiety i mężczyźni. W tych opowiadaniach można bez trudu odnaleźć siebie. Przyznam, że rzadko sięgam po tego typu książki - opowiadania, ale ta bardzo podobała mi się.
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Ocena: 5, Jeszcze jeden raz, Przeczytałam,
Długo, bardzo długo nie potrafiłam zabrać się za zrecenzowanie tej książki. Moim jedynym wytłumaczeniem jest deficyt czasu spowodowany tym, że zbyt wiele obowiązków biorę sobie na głowę. Nie będę Wam też mydlić oczu tym, że przeczytałam tę książkę w całości- niestety, doba wciąż jest za krótka... Lektura bardzo obowiązkowa, zwłaszcza, że autorka została wyróżniona literacką Nagrodą Nobla. Przejdźmy jednak do konkretów. Mimo że Alice Munro należy do przedwojennego pokolenia (urodzona w 1931 r.), to jej opowiadania są bardzo współczesne. Nie wplata na siłę wynalazków technicznych, które mogłyby zdradzić czas akcji. Owszem, są pewne fakty, dzięki którym wielu rzeczy można się domyślić, ale po co? Zachowania ludzkie nie ulegają przecież zmianie. Zauważyłam pewien mechanizm, powtarzający się w kilku historiach. Mianowicie chodzi mi o brak więzi, porozumienia z matką: zbyt wytworną, chorą lub znerwicowaną, czy też zbyt mocno pragnącej dobrego życia dla córki. Sama wciąż nie zawsze potrafię znaleźć wspólny język ze swoją matką, a to z prostego powodu- mamy prawie identyczne charaktery. Obie jesteśmy dumne, uparte i zawsze chcemy mieć rację. Nie powiem, bywa to uciążliwe. To jednak moja mama i nie potrafię przestać jej kochać. Z tatą relacje są diametralnie inne. Ze względu na jego typ pracy wyjeżdża służbowo. Dlatego jego jakoś łatwiej docenić. Być może jego wizerunek w mojej głowie uległ idealizacji, ale to chyba standardowy model: córeczka tatusia. Nadal pozostając w kręgach rodzinnych zwrócę uwagę na dzieci. Sytuacja wygląda tak, że matka źle się czuje, więc mąż proponuje, że zabierze dzieci do pracy (jest komiwojażerem- obwoźnym sprzedawcą). Mówi przy tym: ,,(...) wezmę oboje, żebyś mogła trochę odpocząć." I w tym momencie nasza młoda bohaterka zastanawia się, czym dzieci tak męczą dorosłych? Może takie kolokwialne powiedzenie nie pasuje do refleksyjnego charakteru tej wypowiedzi, no ale... Nie pamięta wół, jak cielęciem był. Dlaczego tak łatwo nam zapomnieć o problemach z przeszłości? O sposobie postrzegania świata? Czy nie możemy zostać Pippi Langstrumpf albo Anią z Zielonego Wzgórza? Chociaż nie, Ania dorosła. Ale czy jej wrażliwość na tym ucierpiała? Tak wiem, był jeszcze Piotruś Pan, ale z nim się nie utożsamiam, bo to facet. Kiedyś, dość dawno temu czytałam felieton Joanny Szczepkowskiej o zadaniach domowych. Z obserwacji wynikało, że nie potrafimy słuchać ciszy, od razu musimy ją czymś zagłuszyć. Cytat z książki? ,,(...) George zrobił się trochę nerwowy, jak zawsze, kiedy musi milczeć albo być sam." Czy nie jesteśmy trochę właśnie tacy? Ależ przecież, że nie! Gdzieżby ja?! Przecież należę do ludzi kulturalnych, którzy cenią sobie spokój i własne towarzystwo. -OK, przepraszam, wycofuję oskarżenia. Dawno nie utożsamiłam się z kimś tak świadomie jak z Lois. Sama nie wiem, dlaczego. A może próbuję to przed sobą ukryć, jak wiele innych niewygodnych faktów? Jedno wiem na pewno: trochę zazdroszczę jej wystudiowania, opanowania. Z drugiej strony jestem bardzo do niej podobna. Z zewnątrz silna i nieugięta, a w środku wrażliwa aż do bólu istota. Zabawne, kolos na glinianych nogach.
Link do opinii
Avatar użytkownika - morgit
morgit
Przeczytane:2013-07-07, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2013,
Pięknie napisane, proste, może odrobinę staroświeckie, dające odetchnąć - dzięki przyjaciółce poznałam Munro jeszcze przed Noblem ;)
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy