Okładka książki - Zakopiański dom wariatów

Zakopiański dom wariatów

Wydawnictwo: Annapurna
Data wydania: 2015-10-05
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 978-83-61968-30-6
Liczba stron: 256
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Damian Kopeć

Ocena: 5 (5 głosów)

Zakopane opowieściami zasypane czyli „magia” nie tylko PRL-u po zakopiańskuOto opowiadania - a może raczej opowieści - z życia wzięte, ale zarazem twórczo odtworzone i przetworzone przez wyobraźnię, pamięć, wenę, wykształcenie i doświadczenie. Opowieści z życia własnego, rodziny i znajomych, obejmujące okres kilkudziesięciu lat. Barwne i ubarwione tak, by nie nudzić, nie nurzać czytelnika w szarości codzienności, ale jednak w ciekawy sposób nierzadko ponurą rzeczywistość ukazać. Historie z solidną dawką ironii i czarnego humoru, często z goryczą towarzyszącą słowom jak kac po solidnym pijaństwie. To danie serwuje nam, mocno podlane zakopiańskim sosem, Romuald „Aldek” Roman, autor Zakopiańskiego domu wariatów.Jego książka to wyprawa w przeszłość, w lata spędzone w tatrzańskich klimatach. W lata rozwijającego się dynamicznie socjalizmu z, podobno, ludzką twarzą, trochę jakby halloweenową - czyli zarazem straszną, brzydką, przerysowaną i śmieszną. Również w lata nam bliższe, w lata dynamicznie zmieniającej się i przyjaznej człowiekowi III RP, widzianej już jednak tylko wyrywkowo. Z socjalizmem we wspomnieniach jest tak, że jest on o wiele śmieszniejszy i mniej straszny niż był w rzeczywistości. Przaśne totalitaryzmy mają bowiem to do siebie, że śmieszą wtedy, kiedy się je wspomina, a nie gdy się w nich żyje. Nagminny brak papieru toaletowego jest zabawny, o ile nie trzeba go z wielkim wysiłkiem i sprytem zdobywać jak pnące się pod niebo Rysy.Naprzeciw blaskom juuutrzni,w śmiertelny żar i huk,idziemy silni buuutni,przed nam pierzcha wróg!Aldek zebrał swoje opowiadania, ułożył je chronologicznie, ale nie są one jedną, spójną opowieścią. To raczej różnobarwne migawki z przeszłości, luźno powiązane, stanowiące swoisty patchwork. Takie jak charakterystyki domowników, znajomych czy znanych postaci związanych z Zakopanem, przyjaciół, a nawet nieznajomych. Takie jak wspomnienia konkretnych wydarzeń czy refleksje na wybrane tematy, mniej lub bardziej szerokie. To historia osobista, ukazana na tle większej historii - na tle dziejów miasta, regionu, kraju. Nie są to obrazy sielankowe, czasami trochę groteskowe, czasami śmieszne, ale często zaprawione goryczą. Z takich właśnie subiektywnych obrazów budujemy zazwyczaj obraz otaczającego nas świata. Z doświadczeń, wspomnień, opowieści konkretnych osób, które wstawiają swoją cegiełkę do muru historii. Analiza owej cegiełki nie ukazuje rozmiarów owego muru, nie mówi też zbyt wiele o samym murze. Jest świadectwem życia pewnych ludzi, a raczej świadectwem o życiu owych ludzi, głoszonym przez jedną osobę. Subiektywnym, ale jakby przez to łatwiejszym do ogarnięcia i zrozumienia.Gorycz dzieciństwa i młodości Aldka wiąże się z życiem w konkretnym czasie, wśród konkretnych ludzi. Z trudnościami, jakich doświadczali, z uwarunkowaniami, które zbyt wielu z nich nie pozwalały wzlatywać w górę, ściągając ich na socjalistyczny ziemski padół nieziemskich idei. Jest w tych wspomnieniach świadomość swoistego tragizmu losów własnych rodziców, dziwacznych konfliktów rodzinnych, absurdów życia w PRL-u, duchowego i fizycznego klimatu zakopiańszczyzny, mocno wpływającego na widzenie i odczuwanie świata. Wspomnienia są czasami zatarte przez czas, czasami dziwne, co sprawia, że wydawać się mogą groteskowe - tym bardziej, że autor nasyca je specyficznym poczuciem humoru. Pojawia się w nich ojciec pana Romana, jego mama i babcie, młodzieńcze sympatie, przyjaźnie i znajomości, koledzy z pracy i zwierzchnicy. Pojawia się element metafizyczny, czyli duch buszujący w budynku FWP i element młodzieżowy, czyli junacy zwykłym chamstwem walczący z zabobonem i burżujami. Poznajemy historię przejęcia przez ludową władzę domu rodzinnego autora, który z burżuazyjnych Zaworów został przemianowany na ideowo słuszny Dom Wypoczynkowy FWP Roztoka oraz zagmatwaną historię odzyskiwania i sprzedawania owego domu już w nowej, tak przyjaznej obywatelom Polsce. Niektóre historyjki są trochę pikantne - jak ta o kierowniczce Roztoki, oddającej się panom wczasowiczom w imię... sprawy. A może tylko dla przyjemności?A tam wokół mnie otworzyła się przestrzeń, powietrze zrobiło się czyste, rozedrgane popołudniowym słońcem. Kopa Magury podniosła się  nade mną, jakby już większej góry w całych Tatrach nie było! Łaty kosówek pośród seledynowych traw... Kwitną goździki i, Boże, jak one pachną! Niezwykły jest styl opowieści Romualda Romana. Chwilami lżejszy, chwilami bardziej mroczny. To opowiadanie o rzeczach niekoniecznie zabawnych w lekki, pozbawiony patosu sposób. Intrygujące jest w nim połączenie gwary z bardziej wyrafinowanym słownictwem, prostych dialogów, nie pozbawionych drobnych wulgaryzmów z poetyckimi opisami, zwłaszcza dzikiej przyrody. Czuć tu wyraźny wpływ intelektualnych zainteresowań Aldka, jego nie tylko młodzieńczych lektur i inteligenckiej tożsamości. Na szczególną uwagę zasługują opisy przyrody, która tak często mocno inspiruje i pociąga ludzi wykształconych, mieszczuchów, dla miejscowych będąc czymś zupełnie naturalnym. Opisy owe są swoistym sięganiem do owej cząstki wrażliwej osobowości nie przygniecionej ciężarem negatywnych skojarzeń, doświadczeń, emocji. Nawet w obrazie zasnutego smogiem „Zakopca” jest coś fascynującego:

Zakopane lat siedemdziesiątych wyglądało ze stoków Potulicy jak piekło oglądane z góry przez świętego Piotra. Tysiące kominów rozsnuwało po kotlinie kłęby czarnych, nasyconych siarką dymów, które wiatr zgarniał w stronę Poronina, gdzie spiżowy Lenin popadał w erozję polityczno-chemiczną, po czym dymy snuły się coraz to dalej i dalej, wślizgiwały do Nowego Targu i zmuszały do kaszlu przekupki handlujące starymi amerykańskimi ciuchami. Czasem w tej nawałnicy smrodu robiła się dziura i ukazywała się jakaś ulica, migające światła samochodów, parę zakrzywionych latarń, jakiś dach, lecz wiatr szybko wszystko wyrównywał i znów zawieszał nad miastem pajęczynę szarych wyziewów.Aldek, jak sam stwierdza, jest zakopiańczykiem, ale nie góralem. Góralem trzeba się urodzić, być nim z pokolenia na pokolenie. Nie można nim zostać, bo takie mamy pragnienie. Wspomnienia z młodości wydają się być dla niego powrotem do miejsca dorastania, do tatrzańskiego krajobrazu i atmosfery Podhala. Do świata, który opuścił, wybierając migrację. Do czasu, który dla większości z nas ma w sobie coś niezwykłego: wyjątkową intensywność poznawania świata i życia. Intensywność emocji i doświadczeń, która z wiekiem jakby traci swoją moc. Ta intensywność została zresztą w książce bardzo dobrze oddana.Dodatkowej wartości, a również uroku, dodają Zakopiańskiemu domowi wariatów czarno-białe zdjęcia z prywatnych zbiorów autora. To, czego czasami nie wyrażą słowa, dopełnia obraz. Książka jest nie tylko nieźle napisanym zbiorem wspomnień. Jest swoistym zapisem stanu ducha, ciężkiego oddechu małej i wielkiej historii, w które zanurzamy się w momencie naszych narodzin. Historii, która potrafi czasami drobnymi zdarzeniami mocno zaciążyć na całym naszym życiu. Niezbyt liczne fragmenty dotyczące środowiska wspinaczy wysokogórskich z pewnością zainteresują osoby pragnące zerknąć za kulisy funkcjonowania tego światka w drugiej połowie XX wieku. Dla pozostałych liczyć się będą same opowieści - ciekawie skonstruowane i nierzadko zmierzające do zaskakującego finału.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Nidaba
Nidaba
Przeczytane:2015-11-06, Przeczytałem,

Romuald „Aldek” Roman. Zakopiańczyk, który niemal połowę swego życia spędził w Stanach Zjednoczonych, zaprasza czytelników do „zakopiańskiego domu wariatów”. Czym jest ten dom? Kim są owi „wariaci”? I – co ważniejsze – czy warto ich poznać?

 

Aldek wychowywał się w Zaworach, zwanych później Roztoką – w pensjonacie odebranym właścicielom (ot, tak, dla kaprysu peerelowskiego państwa) na ośrodek szkoleniowy dla junaków (których mały Alduś z ochotą naśladował), a następnie zarządzany przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. To dom, w którym – mimo państwowej administracji – przez wiele lat mieszkał Romuald z rodziną. Z rodziną, czyli właśnie z owymi „wariatami”: smutną, często płaczącą mamą – malarką, podstarzałym i trudnym dla otoczenia ojcem oraz z nieznoszącymi się wzajemnie Babcią z Dołu i Babcią z Góry. Nie było to może miłe, przyjemne i pełne ciepła dzieciństwo, ale ukształtowało Romualda na człowieka towarzyskiego, obserwującego świat dość uważnie, ale zawsze ze sporą dawką ironii i – niekiedy czarnego – humoru.

 

Zakopiański dom wariatów to jego kolejna książka, w której wraca do swego rodzimego miasta. I nie jest to, bynajmniej, wzruszająca podróż sentymentalna. Aldek nie wydaje się idealizować przeszłości i – mimo sympatii, jaką sam siebie darzy – nie kreuje się na postać nieskalaną, zachowuje dystans, ze swobodą posługując się autoironią czy nawet cynizmem. Jego opowieści, zamknięte w kolejnych rozdziałach, przypominają swobodną gawędę czy przefiltrowane przez pamięć i późniejsze doświadczenie anegdoty, którymi zręcznie przykuwa uwagę czytelnika. Roman nie odtwarza przy tym przeszłości w jej „czystej”, obiektywnej postaci (co zresztą jest raczej niemożliwe, choć nie każdy autor ma tego świadomość). Prezentuje swoje wspomnienia – o ludziach, zdarzeniach, górskich wędrówkach. Wspomnienia, które wciąż w nim żyją, bo – jak stwierdza na początku:

 

choć niby zrosłem się z Ameryką, to co chwila coś sobie przypominam, coś, co we mnie siedzi, coś, co przeżyłem pod Giewontem. I tak żyję, i tak piszę – jedną nogą tu, drugą tam, między Filadelfią a Zakopanem.

 

Być może odmalowywanie peerelowskiego Zakopanego jest dla Aldka o tyle łatwiejsze, że właśnie taką Polskę zna najlepiej, skoro od 1985 r. bywa raczej jej  gościem niż mieszkańcem. W pewnym sensie czyni to jego perspektywę jeszcze ciekawszą. A choć nie wszystkie rozdziały wydają się w pełni ze sobą współgrać, powtarzając pewne wątki czy opisy, warto wysłuchać tych opowieści, bo stopniowe poznawanie ich autora – tego „zakopiańskiego wariata” z Filadelfii – stanowi ciekawą przygodę.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - speedi
speedi
Przeczytane:2015-11-02, Przeczytałem,

Zakopane opowieściami zasypane czyli „magia” nie tylko PRL-u po zakopiańsku

Oto opowiadania - a może raczej opowieści - z życia wzięte, ale zarazem twórczo odtworzone i przetworzone przez wyobraźnię, pamięć, wenę, wykształcenie i doświadczenie. Opowieści z życia własnego, rodziny i znajomych, obejmujące okres kilkudziesięciu lat. Barwne i ubarwione tak, by nie nudzić, nie nurzać czytelnika w szarości codzienności, ale jednak w ciekawy sposób nierzadko ponurą rzeczywistość ukazać. Historie z solidną dawką ironii i czarnego humoru, często z goryczą towarzyszącą słowom jak kac po solidnym pijaństwie. To danie serwuje nam, mocno podlane zakopiańskim sosem, Romuald „Aldek” Roman, autor Zakopiańskiego domu wariatów.

Jego książka to wyprawa w przeszłość, w lata spędzone w tatrzańskich klimatach. W lata rozwijającego się dynamicznie socjalizmu z, podobno, ludzką twarzą, trochę jakby halloweenową - czyli zarazem straszną, brzydką, przerysowaną i śmieszną. Również w lata nam bliższe, w lata dynamicznie zmieniającej się i przyjaznej człowiekowi III RP, widzianej już jednak tylko wyrywkowo. Z socjalizmem we wspomnieniach jest tak, że jest on o wiele śmieszniejszy i mniej straszny niż był w rzeczywistości. Przaśne totalitaryzmy mają bowiem to do siebie, że śmieszą wtedy, kiedy się je wspomina, a nie gdy się w nich żyje. Nagminny brak papieru toaletowego jest zabawny, o ile nie trzeba go z wielkim wysiłkiem i sprytem zdobywać jak pnące się pod niebo Rysy.

Naprzeciw blaskom juuutrzni,
w śmiertelny żar i huk,
idziemy silni buuutni,
przed nam pierzcha wróg!

Aldek zebrał swoje opowiadania, ułożył je chronologicznie, ale nie są one jedną, spójną opowieścią. To raczej różnobarwne migawki z przeszłości, luźno powiązane, stanowiące swoisty patchwork. Takie jak charakterystyki domowników, znajomych czy znanych postaci związanych z Zakopanem, przyjaciół, a nawet nieznajomych. Takie jak wspomnienia konkretnych wydarzeń czy refleksje na wybrane tematy, mniej lub bardziej szerokie. To historia osobista, ukazana na tle większej historii - na tle dziejów miasta, regionu, kraju. Nie są to obrazy sielankowe, czasami trochę groteskowe, czasami śmieszne, ale często zaprawione goryczą. Z takich właśnie subiektywnych obrazów budujemy zazwyczaj obraz otaczającego nas świata. Z doświadczeń, wspomnień, opowieści konkretnych osób, które wstawiają swoją cegiełkę do muru historii. Analiza owej cegiełki nie ukazuje rozmiarów owego muru, nie mówi też zbyt wiele o samym murze. Jest świadectwem życia pewnych ludzi, a raczej świadectwem o życiu owych ludzi, głoszonym przez jedną osobę. Subiektywnym, ale jakby przez to łatwiejszym do ogarnięcia i zrozumienia.

Gorycz dzieciństwa i młodości Aldka wiąże się z życiem w konkretnym czasie, wśród konkretnych ludzi. Z trudnościami, jakich doświadczali, z uwarunkowaniami, które zbyt wielu z nich nie pozwalały wzlatywać w górę, ściągając ich na socjalistyczny ziemski padół nieziemskich idei. Jest w tych wspomnieniach świadomość swoistego tragizmu losów własnych rodziców, dziwacznych konfliktów rodzinnych, absurdów życia w PRL-u, duchowego i fizycznego klimatu zakopiańszczyzny, mocno wpływającego na widzenie i odczuwanie świata. Wspomnienia są czasami zatarte przez czas, czasami dziwne, co sprawia, że wydawać się mogą groteskowe - tym bardziej, że autor nasyca je specyficznym poczuciem humoru. Pojawia się w nich ojciec pana Romana, jego mama i babcie, młodzieńcze sympatie, przyjaźnie i znajomości, koledzy z pracy i zwierzchnicy. Pojawia się element metafizyczny, czyli duch buszujący w budynku FWP i element młodzieżowy, czyli junacy zwykłym chamstwem walczący z zabobonem i burżujami. Poznajemy historię przejęcia przez ludową władzę domu rodzinnego autora, który z burżuazyjnych Zaworów został przemianowany na ideowo słuszny Dom Wypoczynkowy FWP Roztoka oraz zagmatwaną historię odzyskiwania i sprzedawania owego domu już w nowej, tak przyjaznej obywatelom Polsce. Niektóre historyjki są trochę pikantne - jak ta o kierowniczce Roztoki, oddającej się panom wczasowiczom w imię... sprawy. A może tylko dla przyjemności?

A tam wokół mnie otworzyła się przestrzeń, powietrze zrobiło się czyste, rozedrgane popołudniowym słońcem. Kopa Magury podniosła się  nade mną, jakby już większej góry w całych Tatrach nie było! Łaty kosówek pośród seledynowych traw... Kwitną goździki i, Boże, jak one pachną!

Niezwykły jest styl opowieści Romualda Romana. Chwilami lżejszy, chwilami bardziej mroczny. To opowiadanie o rzeczach niekoniecznie zabawnych w lekki, pozbawiony patosu sposób. Intrygujące jest w nim połączenie gwary z bardziej wyrafinowanym słownictwem, prostych dialogów, nie pozbawionych drobnych wulgaryzmów z poetyckimi opisami, zwłaszcza dzikiej przyrody. Czuć tu wyraźny wpływ intelektualnych zainteresowań Aldka, jego nie tylko młodzieńczych lektur i inteligenckiej tożsamości. Na szczególną uwagę zasługują opisy przyrody, która tak często mocno inspiruje i pociąga ludzi wykształconych, mieszczuchów, dla miejscowych będąc czymś zupełnie naturalnym. Opisy owe są swoistym sięganiem do owej cząstki wrażliwej osobowości nie przygniecionej ciężarem negatywnych skojarzeń, doświadczeń, emocji. Nawet w obrazie zasnutego smogiem „Zakopca” jest coś fascynującego:


Zakopane lat siedemdziesiątych wyglądało ze stoków Potulicy jak piekło oglądane z góry przez świętego Piotra. Tysiące kominów rozsnuwało po kotlinie kłęby czarnych, nasyconych siarką dymów, które wiatr zgarniał w stronę Poronina, gdzie spiżowy Lenin popadał w erozję polityczno-chemiczną, po czym dymy snuły się coraz to dalej i dalej, wślizgiwały do Nowego Targu i zmuszały do kaszlu przekupki handlujące starymi amerykańskimi ciuchami. Czasem w tej nawałnicy smrodu robiła się dziura i ukazywała się jakaś ulica, migające światła samochodów, parę zakrzywionych latarń, jakiś dach, lecz wiatr szybko wszystko wyrównywał i znów zawieszał nad miastem pajęczynę szarych wyziewów.

Aldek, jak sam stwierdza, jest zakopiańczykiem, ale nie góralem. Góralem trzeba się urodzić, być nim z pokolenia na pokolenie. Nie można nim zostać, bo takie mamy pragnienie. Wspomnienia z młodości wydają się być dla niego powrotem do miejsca dorastania, do tatrzańskiego krajobrazu i atmosfery Podhala. Do świata, który opuścił, wybierając migrację. Do czasu, który dla większości z nas ma w sobie coś niezwykłego: wyjątkową intensywność poznawania świata i życia. Intensywność emocji i doświadczeń, która z wiekiem jakby traci swoją moc. Ta intensywność została zresztą w książce bardzo dobrze oddana.

Dodatkowej wartości, a również uroku, dodają Zakopiańskiemu domowi wariatów czarno-białe zdjęcia z prywatnych zbiorów autora. To, czego czasami nie wyrażą słowa, dopełnia obraz.

Książka jest nie tylko nieźle napisanym zbiorem wspomnień. Jest swoistym zapisem stanu ducha, ciężkiego oddechu małej i wielkiej historii, w które zanurzamy się w momencie naszych narodzin. Historii, która potrafi czasami drobnymi zdarzeniami mocno zaciążyć na całym naszym życiu. Niezbyt liczne fragmenty dotyczące środowiska wspinaczy wysokogórskich z pewnością zainteresują osoby pragnące zerknąć za kulisy funkcjonowania tego światka w drugiej połowie XX wieku. Dla pozostałych liczyć się będą same opowieści - ciekawie skonstruowane i nierzadko zmierzające do zaskakującego finału.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - oz
oz
Przeczytane:2016-08-18, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Ponownie i z wielka przyjemnoscia siegam po ta ksiazke. W sposob lekki i zabawny przenosi mnie do czasow mojej ...naszej, niezbyt w koncu wesolej mlodosci. Dla mlodziezy, ktora nie pamieta tamtych czasow, swietny wstep do ich poznania, bez wielkiej traumy. Humorystyczna, ale nie pozbawiona glebszych watkow i zadumy nad przemijaniem i ludzkim losem. Serdecznie polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - aldekztatr
aldekztatr
Przeczytane:2015-07-09, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Moja ksiazka Zakopianski dom wariatow stala sie obiektem politycznego hejtu. Negatywne recenzje z poczatku maja zostały napisane w zemscie za wywiady których udzieliłem w TVV24 i GW. Jedna recenzja została nawet podpisana wacek.berczynski
Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, Ocena: 1, Mam,
To taki gawedziarz - mozna by troche posluchac ale nie za dlugo, ale czyta sie to topornie i troche nie do rymu nie do taktu. Nie polecam.
Link do opinii
Romuald Roman jak zawsze ze swadą i głębią w tle. Pyszne!
Link do opinii
Avatar użytkownika - Nidaba
Nidaba
Przeczytane:2015-11-06, Przeczytałem,

Romuald „Aldek” Roman, Zakopiańczyk, który niemal połowę swego życia spędził w Stanach Zjednoczonych, zaprasza czytelników do „zakopiańskiego domu wariatów”. Czym jest ten dom? Kim są owi „wariaci”? I – co ważniejsze – czy warto ich poznać?

Aldek wychowywał się w Zaworach, zwanych później Roztoką – pensjonacie odebranym właścicielom (ot, tak, dla kaprysu peerelowskiego państwa) na ośrodek szkoleniowy dla junaków (których mały Alduś z ochotą naśladował), a następnie zarządzany przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. To dom, w którym – mimo państwowej administracji – przez wiele lat mieszkał Romuald z rodziną. Z rodziną, czyli właśnie z owymi „wariatami”: smutną, często płaczącą mamą – malarką, podstarzałym i trudnym dla otoczenia ojcem oraz z nieznoszącymi się wzajemnie Babcią z Dołu i Babcią z Góry. Nie było to może miłe, przyjemne i pełne ciepła dzieciństwo, ale ukształtowało Romualda na człowieka towarzyskiego, obserwującego świat dość uważnie, ale zawsze ze sporą dawką ironii i – niekiedy czarnego – humoru.

Zakopiański dom wariatów to jego kolejna książka, w której wraca do swego rodzimego miasta. Nie jest to bynajmniej wzruszająca podróż sentymentalna. Aldek nie wydaje się  idealizować przeszłości i – mimo sympatii, jaką sam siebie darzy – nie kreuje się na postać nieskalaną, zachowuje dystans, ze swobodą posługując się autoironią czy nawet cynizmem. Jego opowieści, zamknięte w kolejnych rozdziałach, przypominają swobodną gawędę czy przefiltrowane przez pamięć i późniejsze doświadczenie, anegdoty, którymi zręcznie przykuwa uwagę czytelnika. Roman nie odtwarza przy tym przeszłości w jej „czystej”, obiektywnej postaci (co zresztą jest raczej niemożliwe, choć nie każdy autor ma tego świadomość). Prezentuje swoje wspomnienia – o ludziach, zdarzeniach, górskich wędrówkach. Wspomnienia, które wciąż w nim żyją, bo – jak stwierdza na początku:

choć niby zrosłem się z Ameryką, to co chwila coś sobie przypominam, coś, co we mnie siedzi, coś, co przeżyłem pod Giewontem. I tak żyję, i tak piszę – jedną nogą tu, drugą tam, między Filadelfią a Zakopanem.

Być może odmalowywanie peerelowskiego Zakopanego jest dla Aldka o tyle łatwiejsze, że właśnie taką Polskę zna najlepiej, skoro od 1985 r. bywa raczej jej  gościem niż mieszkańcem. W pewnym sensie czyni to jego perspektywę jeszcze ciekawszą. A choć nie wszystkie rozdziały wydają się w pełni ze sobą współgrać, powtarzając pewne wątki czy opisy, warto wysłuchać tych opowieści, bo stopniowe poznawanie ich autora – tego „zakopiańskiego wariata” z Filadelfii – stanowi dość ciekawą przygodę.

Avatar użytkownika - speedi
speedi
Przeczytane:2015-11-02, Przeczytałem,

Zakopane opowieściami zasypane czyli „magia” nie tylko PRL-u po zakopiańsku

Oto opowiadania, a może raczej opowieści z życia wzięte, ale zarazem twórczo odtworzone i przetworzone przez wyobraźnię, pamięć, wenę, wykształcenie i doświadczenie. Opowieści z życia własnego, rodziny i znajomych obejmujące okres kilkudziesięciu lat. Barwne i ubarwione tak, by nie nudzić, nie nurzać czytelnika w szarości codzienności, ale jednak w jakiś ciekawy sposób ową nierzadko ponurą rzeczywistość ukazać. Historie z solidną dawką ironii i czarnego humoru, często z goryczą towarzyszącą słowom jak kac po solidnym pijaństwie. To danie serwuje nam, mocno podlane zakopiańskim sosem, Romuald „Aldek” Roman, autor Zakopiańskiego domu wariatów.

Jest to wyprawa w przeszłość, w lata spędzone w tatrzańskich klimatach. W lata rozwijającego się dynamicznie socjalizmu z, podobno, ludzką twarzą, trochę jakby halloweenową czyli zarazem straszną, brzydką, przerysowaną i śmieszną. Również w lata nam bliższe, dynamicznie zmieniającej się i przyjaznej człowiekowi III RP widzianej już jednak tylko wyrywkowo. Z socjalizmem we wspomnieniach jest jakoś tak, że jest on o wiele śmieszniejszy i mniej straszny niż był w rzeczywistości. Przaśne totalitaryzmy mają bowiem to do siebie, że śmieszą wtedy, kiedy się je wspomina, a nie w nich żyje. Nagminny brak papieru toaletowego jest zabawny o ile nie trzeba go z wielkim wysiłkiem i sprytem zdobywać jak jakieś pnące się pod niebo Rysy.

Naprzeciw blaskom juuutrzni,
w śmiertelny żar i huk,
 idziemy silni buuutni,
przed nam pierzcha wróg!

Aldek zebrał swoje opowiadania, ułożył je chronologicznie, ale nie są one jedną spójną opowieścią. To raczej różnobarwne migawki z przeszłości, luźno powiązane, stanowiące swoisty patchwork. Takie jak charakterystyki domowników, znajomych czy znanych postaci związanych z Zakopanem, przyjaciół, a nawet nieznajomych. Takie jak wspomnienia konkretnych wydarzeń czy refleksje na wybrane tematy, mniej lub bardziej szerokie. To historia osobista ukazana na tle większej historii, miasta, regionu, kraju. Nie są to obrazy sielankowe, czasami trochę groteskowe, czasami śmieszne, ale często zaprawione goryczą. Z takich właśnie subiektywnych obrazów budujemy sobie zazwyczaj obraz otaczającego nas świata. Z doświadczeń, wspomnień, opowieści konkretnych osób, które wstawiają swoją cegiełkę do muru historii. Analiza owej cegiełki nie ukazuje nam rozmiarów owego muru, nie mówi też zbyt wiele o samym murze. Jest świadectwem życia pewnych ludzi, a raczej świadectwem o życiu owych ludzi głoszonym przez jedną osobę. Subiektywnym, ale jakby przez to łatwiejszym do ogarnięcia i zrozumienia.

Gorycz dzieciństwa i młodości Aldka wiąże się z życiem w konkretnym czasie, wśród konkretnych ludzi. Z trudnościami, których doświadczali, z uwarunkowaniami, które zbyt wielu z nich nie pozwalały wzlatywać w górę, ściągając ich na socjalistyczny ziemski padół nieziemskich idei. Jest w tych wspomnieniach świadomość swoistego tragizmu losów własnych rodziców, dziwacznych konfliktów rodzinnych, absurdów życia w PRL-u, duchowego i fizycznego klimatu zakopiańszczyzny mocno wpływającego na widzenie i odczuwanie świata. Wspomnienia są czasami zatarte przez czas, czasami dziwne, co sprawia, że wydawać się mogą groteskowe, tym bardziej, że autor nasyca je specyficznym poczuciem humoru. Pojawia się w nich ojciec pana Romana, jego mama i babcie, młodzieńcze sympatie, przyjaźnie i znajomości, koledzy z pracy i zwierzchnicy. Pojawia się element metafizyczny czyli duch buszujący w budynku FWP i element młodzieżowy czyli junacy zwykłym chamstwem walczący z zabobonem i burżujami. Poznajemy historię przejęcia przez ludową władzę domu rodzinnego autora, który z burżuazyjnych Zaworów został przemianowany na ideowo słuszny Dom Wypoczynkowy FWP Roztoka oraz zagmatwaną historię odzyskiwania i sprzedawania owego domu już w nowej, tak przyjaznej obywatelom Polsce. Niektóre historyjki są trochę pikantne jak ta o kierowniczce Roztoki oddającej się panom wczasowiczom w imię... sprawy, a może tylko dla przyjemności.

A tam wokół mnie otworzyła się przestrzeń, powietrze zrobiło się czyste, rozedrgane popołudniowym słońcem. Kopa Magury podniosła się  nade mną, jakby już większej góry w całych Tatrach nie było! Łaty kosówek pośród seledynowych traw... Kwitną goździki i, Boże, jak one pachną!

Niezwykły jest styl opowieści Romualda Romana. Chwilami lżejszy, chwilami bardziej mroczny. To opowiadanie o rzeczach niekoniecznie zabawnych w lekki, pozbawiony patosu sposób. Intrygujące jest w nim połączenie gwary z bardziej wyrafinowanym słownictwem, prostych dialogów, nie pozbawionych drobnych wulgaryzmów z poetyckimi opisami, zwłaszcza dzikiej przyrody. Czuć tu wyraźny wpływ intelektualnych zainteresowań Aldka, jego nie tylko młodzieńczych lektur i inteligenckiej tożsamości. Na szczególną uwagę zasługują opisy przyrody, która tak często mocno inspiruje i pociąga ludzi wykształconych, mieszczuchów, dla miejscowych będąc czymś zupełnie naturalnym. Opisy owe są swoistym sięganiem do owej cząstki wrażliwej osobowości nie przygniecionej ciężarem negatywnych skojarzeń, doświadczeń, emocji. Nawet w obrazie zasnutego smogiem „Zakopca” jest coś fascynującego:
Zakopane lat siedemdziesiątych wyglądało ze stoków Potulicy jak piekło oglądane z góry przez świętego Piotra. Tysiące kominów rozsnuwało po kotlinie kłęby czarnych, nasyconych siarką dymów, które wiatr zgarniał w stronę Poronina, gdzie spiżowy Lenin popadał w erozję polityczno-chemiczną, po czym dymy snuły się coraz to dalej i dalej, wślizgiwały do Nowego Targu i zmuszały do kaszlu przekupki handlujące starymi amerykańskimi ciuchami. Czasem w tej nawałnicy smrodu robiła się dziura i ukazywała się jakaś ulica, migające światła samochodów, parę zakrzywionych latarń, jakiś dach, lecz wiatr szybko wszystko wyrównywał i znów zawieszał nad miastem pajęczynę szarych wyziewów.

Aldek jak sam stwierdza jest zakopiańczykiem, ale nie góralem. Góralem trzeba się urodzić, być nim z pokolenia na pokolenie, nie można nim zostać, bo takie mamy pragnienie. Wspomnienia z młodości wydają się być dla niego powrotem do miejsca dorastania, do tatrzańskiego krajobrazu i atmosfery Podhala. Do świata, który opuścił wybierając imigrację. Do czasu, który dla większości z nas ma w sobie coś niezwykłego: wyjątkową intensywność poznawania świata i życia. Intensywność emocji i doświadczeń, która z wiekiem jakby traci swoją moc. Ta intensywność została zresztą w książce bardzo dobrze oddana.

Dodatkowej wartości, a również uroku, dodają Zakopiańskiemu domowi wariatów czarno-białe zdjęcia z prywatnych zbiorów autora. To, czego czasami nie wyrażą słowa dopełnia obraz.

Książka jest nie tylko nieźle napisanym zbiorem wspomnień. Jest swoistym zapisem stanu ducha, ciężkiego oddechu małej i wielkiej historii, w które zanurzamy się w momencie naszych narodzin. Historii, która potrafi czasami drobnymi zdarzeniami mocno zaciążyć na całym naszym życiu. Niezbyt liczne fragmenty dotyczące środowiska wspinaczy wysokogórskich z pewnością zainteresują osoby pragnące zerknąć za kulisy funkcjonowania tego światka w drugiej połowie XX wieku. Dla pozostałych liczyć się będą same opowieści, ciekawie skonstruowane i nierzadko zmierzające do zaskakującego finału.

Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy