koslawe pociechy - wiersz
koslawo sle sie jedno przez drugie, szum , chrypienie i wrzask niekompletny,
nim jedno skonczy , tak w drugim sie kotluje szlam jaki z lekka elokwentny,
a przynajmniej za takiego checi w nim wiruja, co by swiat mial go w mniemaniu.
lepiej czasem nie zyc, niz sie tlamsic w tych szarpanych bredni czytaniu.
Taki watek i kasztelanowe slowiczeta, niemozne partycje uzurpacji wdziekow,
legla juz piesn pod stopy o wilczetach, teraz szloch juz jeno pozostal w tem wieku.
Dlibodaj urakliwych gestow braty winne sfory, grdyki zacisniete w imie czczej przekory.
Nienawistne cuda z barbakanu syca puste glowy, weszyc trza, to pora na wieczorne lowy.
W tem ostatnim wezle slow spowitych w pieprze, wiedziec jeno moga cudzoloznic wieprze.
Zaklejonych poslog w nawias kroku wpietych, noga, choc drewniana , tak to z niej kopnietych.
Byc tu tylko lekiem? Tluczkiem i trucizna? lepiej kwawa rana, albo tega blizna.
Czy to jest czytelne co wam tu prawimy, kasem slowa wtorym, takoz sie modlimy.
I odeszly glosy, poskromniale cisza, znow w powietrzu plocho jak te zmory wisza...
