wciąż żywi - wiersz
Pierwszy padł ten, którego krzyki w niebiosach byly za pewne słyszalne,
nad jego glową, a chwile po tym z jego pleców z poteżną predkościa pociski owalne
wystrysnęły krwawą ścieżka pod nasze nogi, w oporządzenie, tam gdzie trwogi
ludzi nieokiełznanych w strachu, ciągnąc innych do krwią jak deszczem zroszonego piachu,
ale my.... , cóż komuś innemu jest dane smierć ponieść w okolicznościach niewinnych,
nam z bronia tylko, ciałem pocietym w spiralach wijącym się, a zwinnym jeszcze na tyle,ile tchu, ile checi życia,
a tej nigdy za wiele w okruchach tłamszonego bycia..., tak to byli nasi przyjaciele.
Pod fundamentem kamienicy starej, w której jeszcze jakieś piętrza sie postacie,
znaleziono szkielet człowieka , położono go ostrożnie na brezentowej macie,
choć czyniono to sprawnie i nikt nie uciekał, to jednak coś złapało za gardło,
ścisnęło w piersi choc twardej jak kamień , żywej jednak ...
