POCIĄGI - wiersz
przyjeżdżały do mnie
o różnych nie wyznaczonych torach
rano wieczór we dnie w nocy
pod specjalnym nadzorem
prowadziły
w przeklęte rewiry
nie raz
zebrałam w pysk
siarczyście
przeklinałam - policzek w ogniu
ujarzmienie natury
to proces
bolesny i długotrwały
przebiega jednak
etap po etapie
sex prochy i rock and roll
pierwszy pociąg
jeździ
w tę i we w tę
ku uciesze gawiedzi
przyglądam się uważnie
pasażerom
jak wyglądają
przed i w trakcie podrózy
jak wypadają w biegu
z kolei
zaufany maszynista
pozostaje
niezmiennie popielaty
drugi
osłabł wyraźnie
nie dokładam do pieca - jak dawniej
czasami tylko ktoś w bieli
wkłuje się w żyłę
bez pytań
trzeci
z wiekiem poszerza pakowność
jak arka Noego
wątków
snuje się nieznana ilość
psia kość - jest też jakość
od Mozarta po Zappę (Franciszka)
do konfiguracji plastycznych - słabość
miałam zawsze
kosztowało więcej
i ciągle mi się chce
wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
