Mojej mamie słów parę - wiersz
Zawsze mym druhem największym byłaś,
Skarbnicą mądrości, drogowskazem życia ciągłym,
Od chwil narodzin gdym ujrzał po raz pierwszy,
Świtu poranek blady, zroszony cieniem bezkresnym.
W naiwności stepie niczym młode źrebię,
Galopem pędząc, w gąszczu uniesień błądząc,
Ciało swe rzucał w przepaści pokus wiele,
By znów powracać, zhańbiony z nadzieją do Ciebie.
Z kipieli otchłani do bram poczciwości przywracałaś,
Duszę wiecznie ratując, otwartym umysł czyniąc,
Z licznych upadków nieustannie dźwigałaś,
Ciało me pielęgnując, winy bez przerwy zmywając.
Tak lata beztroskie całe szybko mijały,
Ciebie za strażnika moralności u boku mając,
Drwiąc z przeciwności losu, żartem troski spływały,
W oczach Twych zaś, spokoju przystań zgłębiałem.
Teraz, gdy jesień siwą Twego życia widzę,
Zadumaną minę, grymasem goryczy pełną,
Chciałbym tak bardzo móc czas zatrzymać,
Cierpliwie otuchy na Twych kolanach szukać.
Żaląc się na dnia szarość, występki jego marne,
Szeptem ciągle pytając, jak wszystkim zaradzić,
Móc walczyć, co dzień z przeciwnościami stale,
Pokonać strachy, załagodzić spory wszelkie.
Sprawić wreszcie uśmiech na Twej twarzy,
Udowodnić w końcu, żem stał się mężczyzną,
Rozumnym człowiekiem, wrażliwym nadal dzieckiem
Odbiciem Twym pozostać dumnym, bez skazy, wiecznie...
Rufin
(prawa autorskie zastrzeżone Dz.U.nr 90)
