Utrata ognia - rozpacz - wiersz
Wpatruję się w płonące świece
W oddali słyszę jak zegar wybija północ
Tak jakoś beznamiętnie płynie ten czas
Za oknem kryształowy deszcz tłucze o parapet
Spoglądając na świat przez pryzmat wody
Doskonale widzę te twarze pozbawione namiętności
Te szorstkie uśmiechy pełne pogardy
A ja podziwiam te miliony kropel deszczu
Moje myśli uporczywie próbują je dogonić
To on stał się moją bratnią duszą
Delikatne płomienie świec ogrzewają powietrze
Krople łez podpowiadają słowa
Lekki aromat lawendy uspokaja
Ale płomienie jakoś zaczynają tańczyć ze sobą
Na ścianie pojawił się jakiś obcy ale jednocześnie bliski cień
Czy to Twoja twarz....
Nie.. teraz jakieś skrzydła.....
To Ty aniele....
Ale nie znam Cię.....
To nie Ty......
Wydobyłeś się z płomieni
Już wiem... jesteś moim marzeniem
Pamiętasz.. kiedyś pragnąłem być ogniem
Taką płonącą miłością pochodnią...
Ale proszę nie odchodź.... zostań
Powiedz jak mogę stać się Tobą
Musisz zacząć kochać oddać serce
Zapomnieć o sobie zapalić w sobie ogień
Który....
I nagle przez otwarte okno powiew świeżego powietrza
Zdmuchnął świece a po ogniu został popiół....
Może jutro znów przyjdzie
Może odrodzi się jak Feniks.....
