Nie wytrzymuję powoli! - wiersz
Ten plecak to brzemię
Noszę ciężkie okrągłe kamienie
Nawet jeden nie ostry by przedziurawić
Ulżyć tej wagi ulżyć cierpieniu
Brak już sił nie potrafię
Zimny trzask pod zmęczonymi stopami
Gałęzi suchych liści szelest drażni
Ciągłą jesień nie widzę zieleni
Tak nocami płaczę tak błagam
Zalany tym deszczem zagłuszony szlochem
Jak dziecko skrzywdzone proszące przytulenia
Same gdzieś wśród obcych ludzi
Tęsknię! Wróć za Tobą jestem
Ech co ja gadam przecież nienawidzę
Nie wiem zmysły gdzieś stradam
Całkiem ślepnę całkiem dech gubię
W środku gryzą mnie pasożyty
Z wonią wiatrów wschodnich i zachodnich
Porankiem i wieczorami się wdarły wdzierają
I zżerają co trochę lepsze jaśniejsze
Zabrakło krzyczę nie pomaga
Nikt nie słyszy gardło boli z goryczy
Chyba jednak kocham nadal
Chyba nie potrafię to pęka boli
Ciągle te myśli które odwracam
Grzebią w ubiegłych latach
Szukają ukojenia wspomnień braku żalu
Daremnie teraz tylko zabijają
Jednego chociażby słowa miłej melodii
Na zdjęciu przynajmniej zobaczyć
Lekki zarys powodu tęsknoty
Mały ten uśmiech z przesżłości...
